Slider
14 Gru

Wietnam – co warto zobaczyć, a czego unikać?

Na początku roku postanowiłem, że odwiedzę Wietnam. Azja siedziała mi w głowie od czasu jak 2 lata temu byłem w Hongkongu. Totalna egzotyka, upał i ciepłe morze. Brzmi dobrze jak na listopad. Poza tym czułem, że na to po prostu zasłużyłem. To był intensywny rok, w którym m.in. zmieniłem stan cywilny. Nie żałowaliśmy więc sobie i w Wietnamie spędziliśmy ponad 3 tygodnie.
 
Wietnam - dolina Mekongu

Wietnam – przygotowania do wyprawy.

Rok temu byłem w Gruzji.

Po powrocie opisałem swoje wrażenia na blogu. Dostałem wtedy od was wiele pozytywnych komentarzy. Sam artykuł przypadkiem stał się jednym z najpopularniejszych 🙂

Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis okaże się równie pomocny.

1. Organizowanie wiz.

Wizę do Wietnamu możesz dostać na dwa sposoby:

  • składając wniosek o wydanie wizy w konsulacie Wietnamu w Warszawie, lub
  • działając przez pośrednika, załatwiasz promesę wizową.

Pierwsza opcja jest dobra jeżeli mieszkasz w stolicy, gdyż w konsulacie trzeba pokazać paszport. Znajoma taki wniosek złożyła na odległość, wysyłając paszporty pocztą. Mnie jednak wizja rozstania się z paszportem przerażała, więc wybrałem wariant drugi.

Promesa to dokument gwarantujący, że wizę dostaniesz na lotnisku w Wietnamie. Zamówiliśmy ją poprzez stronę WizaSerwis.pl. Formalności zajęły dokładnie 3 dni.

Kosztowo wyglądało to następująco:

  • 8$ – promesa
  • 47 PLN – honorarium pośrednika
  • 25$ – wiza (płatne na lotnisku w Wietnamie)

Prościzna 🙂

2. Bilety.

Oczywiście cały wyjazd organizowaliśmy samodzielnie. To rozwiązanie nieco bardziej wymagające, ale też dające więcej wolności. Robiliśmy co chcieliśmy. Poza tym, argumentem był czas. Za te same pieniądze co z biurem podróży, bujaliśmy się na miejscu dokładnie 24 dni.

Mnie zresztą zawsze irytuje, że biura ogłaszają, że wyjazdy są np. 13-dniowe. Tak, tylko wylot często jest w niedzielę o 23:30, a ostatniego dnia wymeldowujesz się po śniadaniu. I nagle magicznie znikają 2 dni.

Przez internet kupiliśmy zarówno bilety lotnicze do Wietnamu, jak i trzy lokalne loty. A będąc precyzyjnym pomógł nam w tym znajomy, Mateusz Machulski, który zajmuje się tym zawodowo. Jeżeli chcesz upolować jakąś okazję to możesz się z nim skontaktować pod nr 730 060 810.

Osobiście chciałem doświadczyć podróży wietnamskim pociągiem. Kupiliśmy więc bilet z Hanoi do Da Nang, a sama podróż zajęła nam 20 godzin. Mój rekord to nadal 27-godzinna podróż z Lwowa na Krym 🙂

Podsumowując, wszystkie bilety mieliśmy kupione jeszcze w Polsce.

Wietnam - podróż lokalnym pociągiem.Przedziały w stylu lat 70, ale internet mobilny śmigał lepiej niż w Polsce!

3. Szczepienia.

Lecąc do egzotycznych krajów warto się zaszczepić. My ostatecznie zdecydowaliśmy się na podstawowy zestaw, w którym były szczepionki m.in. przeciwko żółtaczce typu A i B.

Oczywiście czytając o chorobach w Azji można się było przerazić. Dur brzuszny, denga, japońskie zapalenie mózgu, malaria. Na niektóre nie było szczepionek. Na inne były, ale efekty uboczne potrafiły być gorsze od samej choroby.

Ostatecznie postanowiliśmy znaleźć jakiś złoty środek i ograniczać ryzyko. Odpuściliśmy sobie miejsca gdzie było największe zagrożenie malarią. Staraliśmy się pić jedynie napoje butelkowane, choć nie byliśmy w stanie oprzeć się smoothie o smaku mango 🙂

Wietnam - targ z owocami.W ogóle miejscowe owoce smakowały genialnie.

 

Wietnam - lody na Phu QuocTak samo jak robione na naszych oczach lody.

 

Wietman - Tort urodzinowy z ananasa.Za to w dniu urodzin Ola zaskoczyła mnie “tortem” z ananasa 🙂

 
Co najważniejsze – kupiliśmy sporo repelentów marki MUGGA.

Generalnie, to komara widziałem może z trzy razy w ciągu całej podróży.

No, ale może to właśnie dzięki temu, że dzielnie się tymi repelentami psikaliśmy.

Wietman - repelenty marki MUGGA.

4. Noclegi.

Z noclegami to było dla nas największe zaskoczenie.

Podobnie jak w Gruzji opieraliśmy się na serwisie Booking.com. Różnica była taka, że w Gruzji dostępne były głównie kwatery prywatne, a w Wietnamie – hotele.

Ceny powalały (pozytywnie).

Średnio za pokój dwuosobowy z łazienką i śniadaniem płaciliśmy około 40 zł na osobę.

No żyć nie umierać 🙂

Zaszaleliśmy jedynie na wyspie Phu Quoc, gdzie wynajęliśmy domek przy plaży (tzw. bungalow). No, ale to była rajska wyspa, którą nawet ja, miłośnik gór, wspominam z nostalgią.

Podobnie jak z wizami i biletami, noclegi ogarnęliśmy jeszcze w Polsce.

Wietman - Phu Quoc.Gdzieś w tej gęstwinie jest nasz domek (Free Beach Resort).

Wietnam jest świetnie przygotowany pod turystów.

Pierwszy raz przekonałem się o tym tuż po przylocie do Hanoi. W jednym z punktów obsługi podróżnych załatwiłem wszystkie najpilniejsze rzeczy. Wymieniłem trochę dolarów, zamówiłem taksówkę oraz kupiłem lokalną kartę z internetem za 10$. Zresztą nie musiałem się nawet zastanawiać jak ją aktywować, bo obsługa zrobiła to za mnie.

W Wietnamie wszystko kręci się wokół turystyki.

Ma to swoje jasne i ciemne strony.

Jasne strony Wietnamu.

1. Wycieczki.

W każdym turystycznym mieście znajdziemy ogromną liczbę biur podróży. Organizują one wycieczki do bliższych lub dalszych atrakcji turystycznych. W wielu poradnikach zalecano korzystanie z ich usług. Ponoć w zatoce Ha Long klika taksówkarzy i osób wynajmujących łodzie ostro naciąga turystów.

Wykupując wycieczkę omijamy takich cwaniaczków.

My zdecydowaliśmy się na 2-dniowy wyjazd do zatoki Ha Long. W tym był:

  • transport busem;
  • pełne wyżywienie;
  • nocleg na łodzi we własnej kajucie(!);
  • przewodnik.

Ceny wycieczek oscylowały pomiędzy 69, a 119$ od osoby.

Wietnam - Zatoka Ha Long.Jeden z tych stateczków był nasz.

Wietnam - Zatoka Ha Long.Mam nadzwyczajną umiejętność – zasypiania na zawołanie 🙂

Wietnam - Zatoka Ha Long.

Wietnam - kajaki w zatoce Ha Long.Częścią wycieczki były kajaki.

Wietnam - zatoka Ha Long.Masa oświetlonych stateczków robiła świetny klimat nocą.

 
2. Jedzenie.

Na zagranicznych wyjazdach zawsze staram się smakować lokalnej kuchni.

Kiedy na jednej z wycieczek przewodnik zapytał mnie czy jem mięso, odpowiedziałem, że zjem wszystko. Wtedy się do mnie uśmiechnął i powiedział, że w Wietnamie się tak nie mówi. Poza chickem meet mają również dog meet i rat meet 🙂

Spróbowałem jednak ośmiornicy.

 
Restauracje serwujące owoce morza eksponowały duże akwaria z różnymi stworzeniami. Części nie byłem w stanie nawet nazwać. Były kraby, gigantyczne raki, krewetki, ślimaki, żaby, mureny(!), węże oraz rekiny.

Wietnam - owoce morza - raki.Dla porównania, w lewym dolnym rogu jest mój but.

Wietnam - owoce morza - ryba.
 
My oczywiście celowaliśmy w nieco mniej odważne potrawy.

Mimo wszystko fajnie było zjeść sajgonki w Sajgonie 🙂

Wietnam - sajgonki w Sajgonie.
 
Na ulicach dużych miast jest ogromna liczba restauracji i knajpek serwujących street food. My przy ich wyborze  korzystaliśmy z aplikacji TripAdwizor, gdzie były rekomendacje samych turystów. Dzięki temu zjadłem najlepszego kurczaka w życiu 🙂

Wietnam - street food.Czasami lepiej nie zaglądać na zaplecze…

 

Wietnam - street food.Takie widoki dziwiły nas tylko na początku podróży.

 
Transport prywatny – Uber.

Przed wyjazdem do Wietnamu o Uberze słyszałem tylko z doniesień prasowych. Nigdy nie miałem okazji i potrzeby z niego korzystać. Taksówkami jeżdżę w wyjątkowych sytuacjach. Zainteresowałem się nim po tym, jak jeden z taksówkarzy nas naciągnął. Nie wiem jak ustawił taksometr, ale na koniec wskazywał jakieś 4x więcej niż się spodziewaliśmy.

Naturalnie taksówkarz nie mówił po angielsku, a my spieszyliśmy się na pociąg.

Wietnam - ruch uliczny.Ulicami jeździły tysiące skuterków. Widzisz psa?

 
Postanowiłem wyciągnąć z tej historii wnioski. Kiedy wysiedliśmy na dworcu w Da Nang miałem już zainstalowaną aplikację Uber. Obsługa była intuicyjna. Zaznaczyłem nasz hotel i miejsce w którym czekaliśmy. Przed zamówieniem przejazdu otrzymałem informację o orientacyjnym koszcie oraz numerach rejestracyjnych samochodu.

Sama jazda to była już formalność. Kierowca o nic nie pytał, odpalał aplikację i jechał wg. instrukcji z mapki. Kiedy dojechaliśmy na miejsce zaznaczył koniec podróży i pojawiła się cena. Płatność gotówką. Wszystko działało automatycznie. Nie wiem nawet czy kierowca znał angielski bo nie rozmawialiśmy.

Od tego czasu podróżowaliśmy tylko w ten sposób.
 
Lubię czuć, że kontroluję sytuację. Uber był tańszy, prostszy w obsłudze i dawał mi gwarancję, że nikt mnie nie naciągnie. Chociażby z tego powodu, że na końcu wystawiałem kierowcy ocenę. Dodam jeszcze, że Uber jest w Wietnamie rozwinięty o wiele lepiej niż w Polsce. W Ho Chi Minh zamawiać można było przejazd skuterem, zwykłym samochodem lub limuzyną/ SUVem. Była też usługa przewozu paczek.


3. Internet.

Dużo możliwości dawał nam dostęp do mobilnego internetu.

Na lotnisku kupiłem pakiet no-limit, co w praktyce oznaczało 10 GB 🙂 Kolejne 10 kupiliśmy za 20 zł. Starczyło nam to do końca podróży. W komórce miałem odpaloną opcję routera więc z internetu korzystała również Ola.

Było to o tyle komfortowe, że siedząc na kawie mogliśmy planować kolejne miejsca, które odwiedzimy. Tutaj, podobnie jak z restauracjami, kierowaliśmy się wskazówkami z TripAdvisora. Poza tym byliśmy w stałym kontakcie ze znajomymi i rodziną. Na bieżąco podsyłaliśmy zdjęcia i rozmawialiśmy przez Skype. Internet śmigał tak dobrze, że przetestowaliśmy wideo rozmowę przez Facebooka.

Poczułem wtedy, że przyszłość jest dzisiaj 🙂

Internet łapało praktycznie wszędzie. W trakcie podróży pociągiem straciłem zasięg może na 20 minut. W Polsce na trasie Bydgoszcz – Warszawa jest dokładnie odwrotnie.

Wietnam - kawa.Swoją drogą klasyczna wietnamska kawa jest paskudna.

 
4. Bezpieczeństwo.

Przez całą podróż nie zdarzyła się choćby jedna sytuacja, w której czułbym się zagrożony. No może poza jazdą skuterkiem, ale to na własne życzenie 🙂 Wietnam żyje z turystów i odniosłem wrażenie, że każdemu zależało na tym aby było ich jak najwięcej. Z informacji na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości wyczytałem, że w niektórych dzielnicach grasują kieszonkowcy, ale znów nas to szczęśliwie ominęło.

W trakcie naszych leniwych spacerów często dzieci bawiące się na ulicy wołały do nas “hello”. Podchodzili też ludzie, którzy chcieli poćwiczyć swój angielski. Było bardzo pozytywnie i oboje czuliśmy się bezpiecznie.

Wietnam - walki kogutów.Przypadkiem trafiliśmy na walki kogutów.

 

Ciemne strony Wietnamu.

W Wietnamie każdy stara się zarobić na turystach. A to oznacza, że w biznesie jest bardzo duża konkurencja. I to bez znaczenia czy mówimy o taksówkarzach, restauratorach czy sprzedawcach na targu. Czasami czułem się jak zwierzyna, którą każdy chce upolować.

O skali takich zachowań niech świadczą poniższe historie.

Historia 1

Siedzimy w restauracji, gdzie stoliki wychodzą na ulicę. W przeciągu pół godziny(!) podeszło do nas 10 osób prowadzących handel obwoźny. Sprzedawali, okulary, bransoletki, książki, płyty DVD, dosłownie wszystko. Samo powiedzenie, że nie jesteśmy zainteresowani, nie wystarczało. Trzeba to było powtórzyć na pięć różnych sposobów. Jak odchodziła jedna osoba, to po kilku minutach pojawiała się kolejna.

Efekt tego był taki, że później chowaliśmy się w głębi lokalu.

Historia 2

Na każdej popularnej wśród turystów ulicy, przed restauracjami działali naganiacze. Stawali na naszej drodze wskazując lokal i dając do ręki menu. Czy tego chcieliśmy czy nie. Znów trzeba było mówić, że nie jesteśmy zainteresowani. Omijaliśmy delikwenta łukiem i za 10 metrów zabawa zaczynała się od nowa z kolejnym. Tak agresywny marketing szybko nas męczył i odbierał przyjemność z wieczornych spacerów.

 

Wietnam - flaga z sierpem i młotem.

Ostatniego dnia Wietnam pożegnał nast takim widokiem.

 

Podobnych historii była cała masa. Gdy szliśmy ulicą taksówkarze trąbili na nas i wołali “taxi”. Ja już później złośliwie odkrzykiwałem “uber”. Na bazarach wystarczyło pokazać najmniejsze zainteresowanie jakimś przedmiotem aby sprzedawca sam ze sobą zaczynał licytację. Kiedy pytaliśmy o cenę jakiegoś owocu – już nam go pakowano.

Wietnam -nalewka z węża.Nalewka z węża trzymającego w pysku skorpiona.

 
Później nauczyliśmy się na to wszystko nie zwracać uwagi. W Polsce nasze zachowanie uznano by za mocno niegrzeczne. Nie dało się jednak inaczej. Jakakolwiek dyskusja ze sprzedawcą była odbierana jako akt naszej słabości i szansa na deal. Ignorowany sprzedawca szybko odpuszczał.

Co warto zobaczyć w Wietnamie?

Te pewne uciążliwości absolutnie nie miały wpływu na nasz wyjazd.

Ot taki po prostu jest Wietnam.

Trasa naszej podróży przebiegała z północy na południe. I każdemu to polecam. Po głośnych miastach dobrze było całkowicie się wyluzować na wyspie Phu Quoc.

Hanoi

Pierwsze nasze spotkanie z wietnamską ulicą. Tysiące straganików, restauracji i skuterków. Mieliśmy hotel w starej części miasta, czyli w najbardziej urokliwym miejscu. Można było poczuć klimat i historię tego miejsca. Miałem wrażenie, że coś podobnego widziałem w popularnych filmach o Wietnamie.

Zdecydowanie warto spędzić w Hanoi przynajmniej 2 dni.

Wietnam -Hanoi.

Wietnam -Hanoi.

Wietnam -artysta w Hanoi.Lokalny mistrz ołówka.

 

Da Nang

Tutaj pierwszy raz zobaczyliśmy morze. Piaszczyste plaże tak delikatnie schodziły do morza, że fale wdzierały się na brzeg na dobre 20 metrów. Ciekawie to wyglądało. To dobre miejsce aby chwilę odpocząć przed dalszą podróżą. Na plażach w ciągu dnia nie było zbyt wielu turystów. Miejscowi przychodzili tam nocą, kiedy było chłodniej.

Wietnam - Da Nang.

Wietnam - Da Nang.

Wietnam - Da Nang.Grupa medytujących Wietnamczyków.

Wietnam - Da Nang.

 

Hoi An

Poza zatoką Ha Long jest to miejsce, które po prostu trzeba zobaczyć. Miasteczko oddalone jest o 30 km od Da Nang i dojechać tam można komunikacją miejską lub Uberem. Miasteczko składa się z wielu uliczek, na których są setki restauracji, straganów i sklepów. Prawdziwe swoje piękno ukazuje nocą kiedy zapalane są lampiony.

Wietnam - Hoi An.

Wietnam - Hoi An.Wietnam - Hoi An.

Zatoka Ha Long

Nie da się ukryć, że jest to ekstremalnie popularne miejsce. Widać to chociażby po ilości łódek na horyzoncie. Mimo wszystko uważam, że warto zobaczyć wszystko na własne oczy. W tym miejscu kręcony był film Avatar czy najnowszy King Kong. Nocując na łodzi można wieczorem zintegrować się z turystami z całego świata.

Bardzo dobrze wspominamy to miejsce 🙂

Wietnam - zatkoa Ha Long.

Wietnam - zatkoa Ha Long.

Ho Chi Minh

Z całej podróży to miasto podobało mi się najmniej. Brakowało mu wietnamskiego charakteru. Na popularnych ulicach znajdowały się kluby nocne, które rywalizowały ze sobą o to kto głośniej puści muzykę. Nie pasowało mi to do tego miejsca. Poza tym turystyczne ulice nie były zamknięte dla ruchu, więc panował duży ścisk.

 
Wrażenie robiło za to muzeum wojny. Choć wszystko było tam przedstawione jednostronnie, to jednak ze zdjęć można było zobaczyć horror jakim jest wojna.

 

Delta Mekongu

Z Ho Chi Minh wykupiliśmy wycieczkę do delty Mekongu. Interesujące miejsce, szczególnie kiedy ma się dobrego przewodnika. Z tym, że podobnie jak w zatoce Ha Log, należy się przygotować na całą masę turystów. Kiedy płynęliśmy łódkami było po prostu tłoczno.

Wietnam - delta Mekongu.

Phu Quoc

Finał naszej podróży zaplanowaliśmy na rajską wyspę Phu Quoc. Po gwarnym Ho Chi Minh tutaj panował błogi spokój. Śniadania i kolacje jadaliśmy na plaży. Resztę dnia zwiedzaliśmy wyspę na skuterze.

Wietnam - Phu Quoc.

Wietnam - Phu Quoc.

Wietnam - Phu Quoc.

Wietnam - Phu Quoc.Zobaczcie kogo spotkałem 🙂

Wietnam - Phu Quoc.Co te delfiny mają z oczami?

Wietnam - Phu Quoc.

Podsumowując.

Wyjazd uważam za udany. Znowu poszerzyliśmy swoje horyzonty. Podróżowanie na własną rękę nie jest skomplikowane. Bardzo wiele rzeczy można zorganizować będąc jeszcze w Polsce. I właśnie zaskakująco dużo naszych rodaków spotkaliśmy na miejscu. Mam wrażenie, że w obliczu zawirowań na świecie Azja staje się coraz bardziej atrakcyjnym turystycznie miejscem.

Mikołaj Lech

Mikołaj Lech

Potrzebujesz pomocy prawnej? Skontaktuj się ze mną:
+48 575 999 410,
mikolaj@lech.bydgoszcz.pl
Mikołaj Lech

{ 9 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Leszek Grudzień 15, 2017 o 10:50

Czekałem na relację z tej podróży. Jak zwykle (bo jestem stałym czytelnikiem tego bloga) nie zawiodłem się. Czytajcie i słuchajcie Mikołaja Lecha 🙂 Polecam. Jest po prostu świetny.

Odpowiedz

Mikołaj Lech Grudzień 15, 2017 o 12:46

Cześć Leszku.
Wiem, że czekałeś na relację 🙂 Ile można przecież pisać o prawie. Pytanie tylko gdzie jechać teraz?
Pozdrawiam

Odpowiedz

Leszek Grudzień 17, 2017 o 23:16

Mikołaj – nie będę Ci podpowiadał kierunku następnej podróży – bo sam wybierzesz lepiej 🙂 Ja w każdym bądź razie na pewno z przyjemnością o tym poczytam. pzdr LB

Odpowiedz

Mikołaj Lech Grudzień 18, 2017 o 08:56

Zobaczymy co przyniesie niwy rok. Na tą chwilę chętnie odwiedzę polskie góry zimą 🙂

Odpowiedz

Filmy reklamowe Grudzień 15, 2017 o 12:10

Bardzo ciekawy i pomocny wpis, aż nabrałem ochoty na odwiedzenie tego miejsca 🙂 Ląduje na mojej liście krajów, które chcę odwiedzić! Pozdrawiam i życzę samych inspirujących wypraw!

Odpowiedz

Mikołaj Lech Grudzień 15, 2017 o 12:47

Dzięki.
W sumie to nie była wyprawa w nieznane. Wielu moich znajomych było w Wietnamie w ostatnich latach więc szlaki były już przetarte.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Kasia Luty 4, 2018 o 23:37

Hej, bardzo ciekawy wpis i dużo informacji praktycznych! Wietnam jest przepiękny, chociaż o jego ciemnych stronach też mogłabym dużo opowiedzieć 🙂 Jak podobała Wam się trasa pociągiem do Da Nang? My byliśmy nią zauroczeni… Tak, jak miasteczkiem Hoi An. Da Nang natomiast zupełnie nie przypadł nam do gustu. Tutaj możesz zerknąć na naszą listę: http://www.travelbloggia.pl/wietnam/wietnam-co-warto-zobaczyc-top-13-najciekawszych-miejsc/ Kilka miejsc się pokrywa ale myślę że jeszcze macie po co wracać do Wietnamu. 🙂

Odpowiedz

Lucy Kwiecień 3, 2018 o 17:32

Świetna relacja.Byłam już w Wietnamie,ale tylko na północy.Teraz wybieram się na południe.
Podpowiedz mi jak dostaliście się na Phu Quoc.
Pozdrawiam.

Odpowiedz

Mikołaj Lech Kwiecień 4, 2018 o 22:18

Cześć.
Dzięki za ciepłe słowa.
My zwiedzanie zaczęliśmy od Hanoi w którym się zakochałem. Stare miasto nocą jest rewelacyjne. Postanowiliśmy zasmakować różnych form transportu więc ze stolicy jechaliśmy do Da Nang pociągiem. Wyszło 20 godzin. Dalsza podróż była już samolotami. Jako, ze Wietnam jest rozciągnięty to o odległości są spore. Przez to powszechnym środkiem transportu są właśnie lokalne samoloty. Tym sposobem z Da Nang polecieliśmy do Ho Chi Minh a po paru dniach właśnie na Phu Quoc. Wszystko kupiliśmy przez internet. Koszt lotu tam i z powrotem to jak pamiętam coś około 200 zł.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Dziękuję, że chcesz skomentować mój artykuł. Jednak jeśli chcesz w ten sposób poprosić mnie o pomoc, skorzystaj z zakładki Kontakt.

Wyrażając swoją opinię w powyższym formularzu wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Kancelaria Patentowa LECH Twoich danych osobowych w celach ekspozycji treści komentarza zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych wyrażonymi w Polityce Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Kancelaria Patentowa LECH z siedzibą w Bydgoszczy.

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem mikolaj@lech.bydgoszcz.pl.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: