Slider
16 Paź

Kiedy można legalnie używać nazwy poczta?

Czy można legalnie używać nazwy poczta w nazwie firmy bądź sklepu? Czy określenie „poczta” zarezerwowane jest tylko dla Poczty Polskiej? Już Ci powiem, że na tym polu toczyły się ciekawe spory. I w sumie dobrze, bo dzięki temu sprawa została jednoznacznie wyjaśniona.
 

Czym tak właściwie jest poczta?

Zgodnie z definicją słownika języka polskiego poczta jest to:

„instytucja zajmująca się dostarczaniem korespondencji, ewentualnie placówka tej instytucji”.

To, kto może legalnie używać nazwy “poczta” reguluje ustawa o komercjalizacji państwowego przedsiębiorstwa użyteczności publicznej „Poczta Polska”.

Mówi ona, że:

„Spółce przysługuje wyłączne prawo używania wyrazu „poczta” w nazwie spółki, w różnych przypadkach, oraz zastrzeżonego znaku towarowego.”

Ten przepis jest trochę niefortunny.

Stanowi bowiem o możliwości posługiwania się wyrazem „poczta” bez wskazywania o jakie towary i usługi chodzi. Tymczasem na rynku mogą przecież działać podmioty o identycznej nazwie pod warunkiem, że funkcjonują w innych branżach.
 
Kiedy można legalnie używać nazwy poczta.

Działalność pocztowa wg ustawy Prawo pocztowe.

Ustawa Prawo pocztowe określa zasady wykonywania działalności gospodarczej, która polega na świadczeniu usług pocztowych w obrocie krajowym lub zagranicznym. Do prowadzenia “działalności pocztowej” wymagany jest wpis do rejestru operatorów pocztowych, który prowadzi Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Aby świadczyć “działalność pocztową” przedsiębiorca musi spełnić szereg wymogów.

Między innymi musi:

  • zapewnić warunki do przestrzegania tajemnicy pocztowej;
  • zapewnić warunki organizacyjne dla zachowania bezpieczeństwa obrotu pocztowego;
  • być niekaralny za umyślne przestępstwo przeciwko ochronie informacji.

Ustawa Prawo pocztowe wskazuje, że na usługę pocztową składają się między innymi:

  • przyjmowanie, sortowanie i doręczanie przesyłek pocztowych;
  • prowadzenie punktów wymiany korespondencji oraz
  • realizowanie przekazów pocztowych.

Z tego co właśnie przeczytałeś, możesz odnieść wrażenie, że przepisy regulują:

  • zarówno to, kto może legalnie używać nazwy poczta oraz
  • co mieści się w zakresie usług pocztowych.

Tylko, że przedsiębiorcy są dość kreatywni i w swoich działaniach biznesowych zaczęli używać znaków towarowych zawierających w sobie słowo „poczta”.

Spór o słowny znak towarowy “poczta kwiatowa”.

Ciekawym przykładem jest “poczta kwiatowa”.

 

Kiedy można legalnie używać nazwy poczta?

R.147477


Ten znak został zgłoszony do Urzędu Patentowego jeszcze w 2002 roku. Ochronę otrzymał nie tylko na wersję słowno- graficzną, ale i słowną. W wykazie klas wskazano „usługi dostarczania kwiatów”. Długo nie trzeba było czekać, a Poczta Polska podjęła próbę unieważnienia tego znaku. Powoływała się przy tym na to, że wspomniane już przeze mnie przepisy zapewniają jej wyłączność posługiwania się wyrazem „poczta”.

Kolegium Orzekające rozpatrujące tę sprawę wniosek oddaliło.

Uznano argumentację właściciela spornego znaku, że nazwa przedsiębiorstwa nie stwarza dla Poczty Polskiej monopolu na używanie słowa „poczta”. Tym bardziej, że właściciel znaku „poczta kwiatowa” oznacza nim zupełnie inny rodzaj działalności.

Wskazano, że słowo „poczta” funkcjonuje w wielu kontekstach np. poczty mailowej czy poczty pantoflowej.

 

Co ciekawe ten sam znak został zaatakowany również z innej strony. Tym razem przez konkurencyjną firmę. Postawiono mu zarzut braku dostatecznej zdolności odróżniającej.

Podnoszono, że określenie “poczta kwiatowa” to określenie opisowe, które jednoznacznie wskazuje na usługi dostarczania kwiatów. Kolegium nie zgodziło się również z tymi argumentami. Uznało bowiem, że choć określenie “poczta kwiatowa” budzi pewne skojarzenia, to nie jest nazwą rodzajową, jak np. “poczta lotnicza”.

W efekcie obu sporów znak towarowy się obronił.

Z informacji od moich Klientów wynika, że “poczta kwiatowa” dość agresywnie zwalcza każdy przypadek posługiwania się ich znakiem. Domyślam się dlaczego. Jak pisałem w artykule dotyczącym degeneracji znaku towarowego, sytuacja kiedy danym oznaczeniem posługuje się wiele firm, to koronny dowód za tym aby wygasić ochronę znaku.

Wyjątek, kiedy możesz legalnie używać nazwy “poczta”.

Urząd Patentowy jest stały, jeżeli chodzi o praktykę rejestrowania znaków towarowych zawierających słowo „poczta”. Jeżeli tylko znak nie służy do oznaczania usług pocztowych i nie występują inne przeszkody w rejestracji, to ochronę przyznaje.

Przykładem mogą być znaki:

1) Pocztaowocowa.pl (R.245538)

Kiedy można legalnie używać nazwy poczta?

2) Poczta prezentowa (R.170316)

3) Poczta miodowa (R.259596)

 

4) Poczta książkowa (R.279992) – która była zgłaszana przez naszą kancelarię

Kiedy można legalnie używać nazwy poczta?

5) Poczta kartkowa (Z.453353)

Kiedy można legalnie używać nazwy poczta?

6) Poczta balonowa (R.296890)

Kiedy można legalnie używać nazwy poczta?

7) Poczta butelkowa (R.141937)

Kiedy można legalnie używać nazwy poczta?

8) Czekoladowa poczta (R.205477)

 
Podobnych znaków jest więcej, więc przygotowując ten artykuł uświadomiłem sobie, że to określenie nie jest tak oryginalne, jak początkowo sądziłem.

Podsumowując.

Wnioski jakie możesz wyciągnąć z tego artykułu są takie, że jeżeli tylko używając określenia “poczta” nie wprowadzasz nikogo w błąd, to takie działanie jest legalne.

Wystarczy więc, że pod tym określeniem nie będziesz oferował usług pocztowych ani innych do nich podobnych, a powinieneś czuć się bezpiecznie.

Z drugiej strony zauważ, że zarejestrowanych znaków towarowych ze słowem “poczta” jest całkiem sporo. Dobrze więc abyś w sposób przemyślany wchodził w takie nazwy.

Przed ostateczną decyzją zrób badanie zdolności rejestrowej znaku.

Takie badania wykonujemy w naszej kancelarii i jej wynikiem jest opinia prawna, w której wskazujemy czy znaleźliśmy jakieś przeszkody w rejestracji. A jeżeli tak, to doradzamy Ci, jak możesz je obejść.
 
Fot. 1 – Foter.com
 

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

Jakie są najczęstsze błędy przy wyborze nazwy firmy? I nie chodzi mi o błędy marketingowe a prawne. Ja wymieniłbym tutaj dwa największe. W pierwszym przypadku przedsiębiorcy wybierają nazwy, które naruszają cudze już zarejestrowane znaki towarowe. W drugim, wchodzą w nazwy, których w ogóle nie da się zmonopolizować (tj. zarejestrować w Urzędzie Patentowym).

W tym odcinku skupiam się głównie na tym drugim punkcie i szczegółowo omawiam problemy jakie będziesz miał z nazwami opisowymi. Oczywiście wybór takiej nazwy nie stanowi takiego niebezpieczeństwa jak wejście w cudzy znak. Używając określenia opisowego (raczej) nie naruszysz cudzego prawa. Mówię “raczej”, ponieważ w dzisiejszym odcinku tłumaczę, że w pewnych sytuacjach można zarejestrować nazwę, która jest opisowa.

Używanie nazw opisowych przynosi jedynie korzyści marketingowe. Od strony prawnej widzę tutaj same minusy. Największym jest fakt, że identyczną nazwą (ale innym logo) może się posługiwać Twoja najbliższa konkurencja. Innymi słowy możesz kilka lat promować swoją markę, a kiedy zacznie przyciągać do siebie klientów… konkurencja wejdzie na rynek z podobnym określeniem. Najgorsze jest to, że niewiele w takiej sytuacji będziesz mógł zrobić.

Warto abyś był tego świadomy już na etapie wymyślania marki.

W tym odcinku usłyszysz:

  • Jakie są najczęstsze błędy przy wyborze nazwy firmy.
  • Co to są opisowe znaki towarowe.
  • Jakich znaków nie zarejestrujesz w Urzędzie Patentowym.
  • Jak przeprowadzić test, czy Twój znak jest opisowy.
  • Czym różnią się znaki towarowe aluzyjne od sugerujących
  • Czy rejestrując znak towarowy masz na niego monopol.
  • Czy zastrzegając logo chronisz również zawarte w nim słowo.
  • Kiedy konkurent może legalnie używać identycznej nazwy jak Twoja.
  • Co to jest wtórna zdolność odróżniająca znaku towarowego.
  • Czy można zastrzec czysty kolor jako znak towarowy

Artykuły, które uzupełniają wiedzę z podcastu:

Zostaw mi komentarz

Jeżeli po przesłuchaniu podcastu nasunęły Ci się jakieś pytania, śmiało podziel się nimi w komentarzu. Chętnie na nie odpowiem. Napisz mi również, jeżeli chciałbyś, abym jakimś tematem zajął się w kolejnych odcinkach

Pomóż mi w promocji tego podcastu

Jeżeli uważasz, że dzielę się wartościową wiedzą, pomóż mi dotrzeć z podcastem do większego grona ludzi. Możesz link do niego podesłać swoim znajomym lub wrzucić na Facebooka. Będę wdzięczny, jeżeli zostawisz ocenę lub recenzję:

Oceń podcast „Prawna Ochrona Marki”

Dzięki temu mój podcast będzie w rankingach iTunes i słuchacze łatwiej na niego trafią.

Transkrypt podcastu

Kliknij i pobierz spisaną w pliku PDF treść podcastu:

Najczęstsze błędy przy wyborze nazwy firmy.


Transkrypcję możesz również przeczytać poniżej.

Witam Cię bardzo serdecznie.

Ja nazywam się Mikołaj Lech, a to jest mój podcast pod tytułem Prawna ochrona marki. Odcinek jedenasty.

Jako rzecznik patentowy opowiem Ci jak możesz zapewnić swojej marce silną ochronę prawną oraz dlaczego jest to takie ważne. Dowiesz się również jakich błędów jako przedsiębiorca powinieneś unikać. Ten podcast jest także uzupełnieniem wiedzy, którą dzielę się na moim blogu pod adresem znakitowarowe-blog.pl.

Cześć. Postanowiłem w tym odcinku opowiedzieć Ci jakie błędy przy wyborze nazwy firmy popełniają ludzie. Przy czym, nie będę tutaj mówił o sytuacjach, kiedy przedsiębiorca wybiera nazwę podobną do już zarejestrowanego znaku towarowego.

Tę sytuację szczegółowo omawiałem w trzecim odcinku mojego podcastu. W skrócie jedynie powiem, że wiele osób robi wyłącznie proste poszukiwanie w wyszukiwarce Google czy taka nazwa nie jest przez kogoś używana oraz czy domena internetowa jest wolna.

Nie widząc kolizji wchodzą w taką nazwę i później po kilku miesiącach lub nawet latach zderzają się z brutalną rzeczywistością kiedy odzywa się do nich kancelaria prawna konkurenta, która żąda zmiany nazwy oraz najczęściej odszkodowania. Po więcej informacji na ten temat odsyłam Cię do odcinka numer trzy.

Dziś w głównej mierze będę mówił o nazwach opisowych, których w ogóle nie da się w Urzędzie Patentowym zarejestrować. Być może od strony marketingowej są atrakcyjne, ale co z tego, jeżeli od strony prawnej nie możesz ich zmonopolizować. Zmonopolizować, czyli uzyskać na nie świadectwo rejestracji. Takie świadectwo jest wydawane po zastrzeżeniu znaku towarowego w odpowiednim urzędzie patentowym. Takie świadectwo jest fantastycznym dowodem w sądzie, ponieważ świadczy o tym, że to Tobie przysługują prawa do znaku towarowego, a formalnie, że nikt z Twoich konkurentów nie może oferować towarów lub usług pod identyczną lub podobną nazwą. Nie ma tutaj kwestii udowadniania, czy masz te prawa czy nie, wystarczy, że przedstawisz świadectwo rejestracji i to tak naprawdę konkurent ma problem.

Przy okazji rozgryzania tematu znaków opisowych wskażę Ci pewien wyjątek, a właściwie nawet dwa, kiedy takie oznaczenie ma jednak szansę na uzyskanie ochrony. Z tym, że już zaznaczam, że nie jest to zadanie proste i wiele firm może o jednej z tych metod jedynie pomarzyć. Pomyślałem, że przy tej okazji zmierzę się również z mitem, że wystarczy znak zarejestrować, aby cieszyć się silną ochrona prawną. Tylko, że siła ochrony znaków towarowych się różni. Ja podzieliłem znaki na te zawierające słabą, średnią i wysoką ochronę prawną. Wszystko zależy od zawartych w nim słów.

Powinieneś być świadomy tego, jakie błędy przy wyborze nazwy firmy zdarzają się przedsiębiorcom. Oczywiście po kilku latach swoją nazwę możesz zmienić lub zmodyfikować, ale każdy marketingowiec Ci powie, że to dość karkołomne zadanie. Jeżeli ten rebranding będzie dość brutalny, czyli dość istotny, to może się okazać, że znikniesz z pola widzenia wielu swoich klientów, którzy mieli o Tobie bardzo dobre zdanie, ponieważ korzystali z Twoich towarów lub usług. Tak więc po kilku latach taka zmiana może się wiązać z uszczerbkiem, chociażby finansowym dla Ciebie. Wybierając dobrą nazwę firmy oszczędzisz sobie dużo problemów w przyszłości.

No to zaczynamy 🙂

Czy rejestrując znak towarowy masz na niego monopol?

Potocznie ludzie mówią, że w Urzędzie Patentowym zastrzega się nazwę firmy. Formalnie powinno się powiedzieć, że rejestruje się tam znaki towarowe. Każda firma działająca na rynku zarabia na oferowaniu jakiś towarów lub usług. Zgłaszając do ochrony znak towarowy musisz więc wskazać do oznaczania czego będzie służył. Nie zastrzega się samej abstrakcyjnej nazwy. Jeżeli na rynku pojawi się firma o identycznej nazwie jak Twoja, to jeszcze nie oznacza naruszania prawa. Pytanie czy jest to Twoja bezpośrednia konkurencja. Jeżeli prowadzisz restaurację, to nie zabierze Ci klientów firma transportowa o podobnej nazwie. Osoba chcąca zjeść w Twojej restauracji przez pomyłkę nie zrobi zamówienia na przewiezienie 10 ton cegieł do Hiszpanii 😀 Mam nadzieję, że ten obrazowy przykład bardzo dobrze Ci wszystko wytłumaczył.

Znaki towarowe są więc nierozerwalnie związane z towarami i usługami. Rejestrując je sprawiasz, że Twoja konkurencja nie może posługiwać się określeniami ani identycznymi ani podobnymi. To znaczy, mówiąc precyzyjniej konkurencja nie powinna w takie nazwy wchodzić, bo złamie prawo. Tylko, że przy zakładaniu działalności gospodarczej czy spółki żaden urzędnik tego nie kontroluje. Stąd pojawiają się czasami różnego rodzaju kolizje.

Tylko pamiętaj, że podstawową funkcją znaku towarowego jest możliwość odróżniania towarów i usług na rynku. Chodzi o to, aby konsumenci widząc przykładowo 5 rodzajów wód mineralnych mogli z nich wybrać Twoją markę. Jeżeli na etykiecie znajdzie się jedynie napis woda mineralna to nie jest to znak towarowy. A nie jest dlatego, ponieważ nie spełnia funkcji znaku towarowego. Czyli nie pozwala odróżnić się tej wodzie z grona wód mineralnych konkurencji. Konsekwencją tego jest to, że nie zarejestrujesz znaku towarowego „woda mineralna” do oznaczania wody mineralnej. Myślę, że to jest dość oczywiste. Gdyby urzędy chętnie takie znaki rejestrowały to oczami wyobraźni widzę całą masę cwaniaczków, którzy rejestrują słowa codziennego użytku jak masło, chleb czy mleko i żądają opłat za ich komercyjne wykorzystywanie. Taka sytuacja byłaby szkodliwa dla obrotu gospodarczego i właściwie by go paraliżowała.

Nie oznacza to jednak, że takie próby rejestrowania znaków opisowych się nie zdarzają. Znalazłem przykłady, gdzie np. Poczta Polska złożyła wniosek o zastrzeżenie słownego znaku towarowego KARTKA POCZTOWA do oznaczania kartek pocztowych, a Minister Edukacji Narodowej ubiegał się o ochronę znaku ELEMENTARZ do oznaczania podręczników edukacyjnych. W obu przypadkach Urząd Patentowy odmówił rejestracji tych znaków towarowych.

Oczywiście można powiedzieć, że są to wręcz łopatologiczne przykłady znaków opisowych. Tylko, że kiedy zgłaszają się do mnie przedsiębiorcy z prośbą, abym zajął się dla nich formalnościami przy rejestracji ich znaków to widzę, że dość chętnie wchodzą w określenia opisowe. Może nie takie jednoznaczne, ale nadal w całości opisowe. Z oczywistych powodów nie będę tutaj podawał nazw moich Klientów, ale podam przykłady w podobnym stylu.

Co to są opisowe znaki towarowe?

Jak myślisz, co jest oferowane pod nazwą kosmetyki24.pl? Myślę, że łatwo rozszyfrować, że będzie to polski internetowy sklep z kosmetykami, który działa 24 godziny na dobę. I właśnie z podobną nazwą zgłosił się do mnie jeden z przedsiębiorców. Powiedział, że swój sklep prowadzi już od 15 lat i nagle pojawiła się konkurencja z identyczna nazwą, ale inna końcówką w domenie. Musiałem mu powiedzieć, że niestety wybrał nazwę, której w wersji słownej nie jest w stanie zmonopolizować.

Mam wrażenie, że największy problem ze znakami opisowymi mają firmy, które swój model biznesowy mają oparty na internecie. Czyli właśnie sklepy czy firmy związane z branżą finansową. Domyślam się, że naciskają na to osoby, które widzą korzyści z marketingowego punktu widzenia. Chodzi o to, żeby potencjalny klient widząc daną nazwę od razu skojarzył ją z określonym towarem bądź usługą.

Zobacz podany przeze mnie przykład kosmetyki24.pl. Nazwa jest prosta, łatwa do zapamiętania, zawiera w sobie informację jak trafić do sklepu, że działa całą dobę. Poza tym, co wiele osób przekonuje, posiada w sobie nazwę „kosmetyki”, która jest chętnie wpisywana przez internautów. A to oznacza, że sklep łatwiej będzie wypozycjonować, wyżej wyskoczy w wyszukiwarkach i sklep finalnie zarobi na tym więcej. Można powiedzieć nazwa idealna dla marketingowca. Dla mnie jako rzecznika patentowego już nie.

Co z tego, że za grube pieniądze kupisz atrakcyjną domenę, skoro po osiągnięciu sukcesu konkurencja będzie mogła działać pod podobną nazwą. W sumie w tym przypadku wystarczy, że słowo „kosmetyki” i „24” rozdzieli myślnikiem. Ewentualnie kupi domenę z końcówką „com.pl” lub inną. Pewnie, że możesz się zabezpieczyć wykupując wszystkie możliwe wersje domen, ale tak na oko musiałbyś kupić około 30, a i tak wystarczy lekka inwencja, aby to obejść.

W tym wszystkim kluczowe jest zrozumienie, kiedy znak towarowy należy do kategorii oznaczeń opisowych. I tak przyjmuje się, że są to oznaczenia, które mają wystarczająco bezpośredni i konkretny związek z towarami lub usługami, które mają oznaczać. Innymi słowy dany krąg odbiorców postrzega takie oznaczenie natychmiast i bez głębszego zastanowienia jako opis kategorii towarów lub usług. Alternatywnie jedną z ich cech.

Czyli za opisowy zostanie uznany nie tylko znak “chleb” do oznaczania pieczywa, ale również “pachnący chleb” czy “świeży chleb”.

Jak sprawdzić czy Twój znak jest opisowy?

Oczywiście to czy znak jest opisowy czy nie bywa kwestią dyskusyjną. Toczyły się w tym zakresie również liczne spory. Myślę jednak, że na takim podstawowym poziomie możesz zrobić prosty test.

Wyobraź sobie, że 10-ciu swoim potencjalnym klientom zadajesz pytanie jakie towary bądź usługi kryją się pod Twoją nazwą. Jeżeli bez głębszego zastanowienia większość odpowie prawidłowo, Twój znak jest raczej opisowy. Jeżeli po dłuższej chwili udzielą prawidłowej odpowiedzi, Twój znak może być aluzyjny lub sugerujący. I o tych dwóch kategoriach znaków za chwilę nieco więcej Ci powiem. Jeżeli z kolei takie osoby w ogóle nie będą wstanie rozszyfrować co za taką nazwą się kryje Twój znak jest całkowicie fantazyjny. I w sumie od strony prawnej do tego powinieneś dążyć.

I teraz odnieśmy ten test do przykładu z nazwą kosmetyki24.pl Jaka jest szansa, że np. 30 letnia kobieta rozszyfruje co się za nią kryje? Tutaj byłbym tego raczej pewny. Jeżeli jednak taki sklep funkcjonowałby pod nazwa FENIKS to nikt się tego nie domyśli. I od strony prawnej to bardzo dobra sytuacja. Oznacza bowiem, że znak towarowy ma bardzo silną zdolność odróżniającą. Bardzo łatwo może wyróżnić się na rynku.

Jakich znaków nie zarejestrujesz w Urzędzie Patentowym?

Urzędy Patentowe odmawiają rejestracji znakom opisowym w myśl zasady, że pewne oznaczenia powinny być wolne dla wszystkich. Chodzi więc o ochronę interesu publicznego.

Jeżeli słuchałeś poprzednich odcinków podcastu to na pewno pamiętasz, że często podawałem przykład nieudanej rejestracji w polskim Urzędzie Patentowym słownego znaku PolskiBus. Urząd uznał, że jest to prosta informacja o usługach przewozu polskimi autobusami.

Nie udała się również rejestracja znaku SPIRYTUS REKTYFIKOWANY. Zgłaszający walczył o ten znak w wielu instancjach. Ostatecznie Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że “Ani pojęcie “spirytus”, ani pojęcie “rektyfikowany” nie są określeniami fantazyjnymi, zawierają natomiast informację o rodzaju towaru i technologicznym procesie jego uzyskania, a zatem są to oznaczenia opisowe, znajdujące się w domenie publicznej, których mogą używać w obrocie inni przedsiębiorcy.”

Takich przykładów jest jednak więcej, ponieważ Urząd Patentowy odmówił również rejestracji znaku MOCNE na papierosy. Ekspert uzasadniał to tym, że znak sugeruje właściwości towaru. Uzyskanie monopolu prawnego na określenie MOCNE uniemożliwiałoby przekazanie takiej informacji przez innych producentów papierosów. Podobnie skończyła się próba rejestracji znaku DZISIEJSZE do oznaczania mleka, a także znaków:

– Lody prawdziwie domowe do oznaczania lodów
– Kiełbaski do piwa do oznaczania wyrobów mięsnych
– Majtki-shop do oznaczania majtek
– FITO APTEKA do oznaczania herbat leczniczych.

Wspomniałem o tym, że czasami określenie czy dany znak jest opisowy stanowi problem również dla samego Urzędu Patentowego. Przykładowo po wielu latach bojów przedsiębiorstwu Wedel udało się w końcu zarejestrować słowny znak towarowy PTASIE MLECZKO. Znak ten wzbudza wiele kontrowersji, bo w branży cukierniczej tak nazywa się rodzaj ciastka z pianką. Mimo wszystko przed Urzędem Patentowym udało się wykazać, że ten znak kojarzy się bezpośrednio z Wedlem, a więc przekazuje informację o pochodzeniu towaru.

Innym ciekawym znakiem, który w wersji słownej uzyskał ochronę jest PACZKOMAT. Służy do oznaczania urządzeń do wydawania paczek. Pojawia się pytanie czy obecnie określenie paczkomat jest fantazyjne czy raczej kojarzy się z rodzajem maszyny do wydawania paczek. Ja się skłaniam do tej drugiej opcji.

No, ale idąc dalej. Już wiele lat temu udało się zarejestrować słowny znak towarowy POCZTA KWIATOWA do oznaczania usług dostarczania kwiatów. Znak ten obronił się przed próbami unieważnienia zarówno ze strony Poczty Polskiej, jak i bezpośredniej konkurencji. Zresztą obecnie trwają próby unieważnienia każdego z wspomnianych znaków towarowych. Jak więc widzisz w sytuacjach granicznych, nawet jeżeli swój znak zarejestrujesz konkurencja może próbować obalić Ci ochronę.

Czy zastrzegając logo chronisz również zawarte w nim słowo?

Na koniec tej części chciałem Ci jeszcze podać przykłady ciekawych znaków, które otrzymały ochronę. Chodzi o znaki:

– FISZKI do oznaczania materiałów do nauczania;
– MYDŁO NATURALNE do oznaczania mydła;
– DOBRA WODA do oznaczania napojów bezalkoholowych oraz
– MANUFAKTURA CUKIERKÓW do oznaczania cukierków.

W kontekście tego co powiedziałem, zadajesz sobie pewnie pytanie jakim cudem te znaki udało się zarejestrować? Otóż wyobraź sobie, że zgłoszono je do ochrony w wersji słowno-graficznej. Czyli jako logo. Ekspert rozpatrujący dana sprawę oczywiście miał świadomość, że na płaszczyźnie fonetycznej te znaki są opisowe. Uznał jednak, że to co pozwala im odróżniać się na rynku to charakterystyczna szata graficzna.

I to jest właśnie jeden ze sposobów jak można zarejestrować znak opisowy. Musisz ubrać go w charakterystyczny garniturek, czyli grafikę. Przy czym ta grafika powinna być fantazyjna. Zwykły czarny napis na białym tle to średnia fantazja.

W tym miejscu muszę Ci wyjaśnić co tak na prawdę będzie podlegać ochronie. Często dostaję pytania o to czy zgłaszając do ochrony logo chroni się również samą nazwę. Nie ma na to prostej odpowiedzi, bo wszystko zależy od konkretnego słowa. Jeżeli w logo znajduje się określenie opisowe, np. DOBRA WODA, to właściciel takiego znaku nie może konkurencji zakazać mówienia, że ich woda mineralna jest dobra. Może za to zakazać posługiwania się identyczną lub podobną grafiką. Choć akurat w tym przypadku to jakiś cud, że ten znak dostał ochronę, bo przedstawia po prostu szklankę wody. No, ale zgłaszany był wiele lat temu, a wtedy w Urzędzie Patentowym panowała inna praktyka.

Wracając jednak do tematu, jeżeli w logo znajduje się określenie fantazyjne, to faktycznie ochrona prawna obejmuje również płaszczyznę fonetyczną. Dobrym przykładem może być tutaj znak towarowy ORLEN. Obejściem prawa nie będzie otworzenie stacji benzynowej ORLEN z odmienną szatą graficzną. ORLEN w swojej stylizacji nawiązuje do orła, a to totalnie nie kojarzy się paliwami. Tak więc już rejestracja znaku słowno-graficznego wystarczy do walki z nieuczciwa konkurencją. Jak się jednak pewnie domyślasz ORLEN chroniony jest również w najsilniejszej wersji, czyli w wersji słownej.

W tym miejscu zróbmy może małe podsumowanie.

Choć oznaczenia opisowe mają swoje zalety od strony marketingowej, to jednak nie da się ich zmonopolizować. A to przynajmniej w moich oczach wyłącza je z grona nazw, w które powinni wchodzić przedsiębiorcy. Co prawda, jeżeli znak opisowy ubierzemy w fantazyjną szatę graficzną to ochronę uzyska, ale ten monopol prawny nie obejmie samej nazwy. Tak więc wchodząc w nazwę opisową musisz liczyć się z tym, że podobnie z czasem zrobi konkurencja. I nic na to nie poradzisz.

Jest jednak sposób, aby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Czyli zadowolić z jednej strony marketingowca, a z drugiej rzecznika patentowego. Są kategorie nazw, które częściowo komunikują do oznaczania czego służą, a jednocześnie są na tyle fantazyjne, że dadzą się zarejestrować w wersji słownej. Chodzi o znaki sugerujące i aluzyjne. Wspominałem o nich już dzisiaj.

Czym różnią się znaki towarowe aluzyjne od sugerujących?

Znaki sugerujące jak sama nazwa wskazuje, sugerują tylko określone cechy towarów i usług. Znaki aluzyjne stanowią tylko aluzję do tych cech. Obie te kategorie oznaczeń odnoszą się do tych cech jedynie pośrednio. Co najważniejsze, odbiorca musi poczynić pewien szczególny wysiłek intelektualny, aby się tego domyślić.

Czyli przy znaku opisowym te informacje wyłożone są jak kawa na ławę. Przykładem niech będzie słowo piekarnia do oznaczania piekarni. Do grona znaków sugerujących będzie za to należał znak PIEKUŚ. Myślę, że po chwili zastanowienia większość osób skojarzyłoby, że jest to nazwa piekarni.

Do grona znaków sugerujących zaliczyłbym również znak KURCZAKOS do oznaczania potraw z drobiu, znak SMAKUŚ do oznaczania środków odżywczych dla dzieci, znak ASEKURACJA do oznaczania usług agencji ochrony czy znak UBIERAMY SAMOCHODY.PL do oznaczania usług rozpowszechniania ogłoszeń reklamowych na samochodach.

Znaki sugerujące mają tę zaletę, że pośrednio komunikują do oznaczania czego służą. Zadowalają więc marketingowca. Łaskawym okiem patrzy na nie również rzecznik patentowy, ponieważ Urzędy patentowe rejestrują je w wersji słownej. Przy tej okazji pamiętaj jednak, że znaki sugerujące korzystają z ochrony prawnej na średnim poziomie. Co to oznacza? Otóż konkurencja może do pewnego stopnia się do niech przybliżyć. Chodzi o skopiowanie fragmentu znaku, który jest sugerujący. Weźmy na przykład piekarnię PIEKUŚ. Raczej nie narazisz się na problemy wchodząc w nazwę PIEK-POL czy PIEK-MAR.

W kontekście tego co powiedziałem możesz się zastanawiać, gdzie kończy się znak opisowy a zaczyna znak sugerujący. Niestety ta granica jest trudna do określenia dla osoby, która z tymi znakami nie miała nigdy do czynienia. Aby z większą światłością się tutaj wypowiadać, trzeba mieć nie tylko wiedzę, ale i doświadczenie. W swojej pracy miałem okazję już z dobre kilkadziesiąt razy pomagać klientom, którym Urząd Patentowy stawiał zarzut opisowości. Mam więc praktyczną wiedzę jakie znaki mają szanse na ochronę, a jakich nie da się uratować. Jeżeli chciałbyś się ze mną skonsultować w tym zakresie to napisz do mnie na adres mikolaj@lech.bydgoszcz.pl

Oczywiście dobrze o tych ewentualnych problemach z rejestracją pomyśleć jeszcze zanim wejdzie się z marką na rynek. W takiej sytuacji zawsze masz jakieś pole manewru. Znak całkowicie opisowy możesz zmodyfikować na znak sugerujący lub całkowicie fantazyjny. Kiedy jednak działasz na rynku pod nazwą opisową od kilkunastu lat, to rebranding właściwie nie wchodzi w grę. Staniesz wtedy przed widmem tego, że konkurencja posługuje się bardzo podobną nazwą a Ty nic nie możesz na to poradzić. Znam jednak przypadki nawet bardzo rozpoznawalnych marek, które zdecydowały się całkowitą zmianę nazwy pod która działały.

Popularny serwis ogłoszeniowy OLX nazywał się jeszcze kilka lat temu TABLICA.PL. Nie wiem czy akurat to było powodem zmian, ale od strony prawnej decyzja była świetna. OLX należy do kategorii znaków z najsilniejszym poziomem ochrony. Jest bowiem całkowicie fantazyjny. TABLICA.PL to raczej znak słaby w kontekście usług ogłoszeniowych.

Co to jest wtórna zdolność odróżniająca znaku towarowego?

We wstępie do dzisiejszego odcinka obiecałem Ci powiedzieć o sposobie, aby jednak znak opisowy zarejestrować. I to nie chodzi o rejestrację poprzez dodanie szaty graficznej, ale o rejestrację w pożądanej wersji słownej. Okazuje się, że oznaczenie, które początkowo nie nadawało się do oznaczania towarów ani usług, bo było np. opisowe, w następstwie ogromnej popularności może zacząć się kojarzyć konsumentom z konkretnym przedsiębiorcą. W takiej sytuacji znak towarowy nabywa tzw. wtórną zdolność odróżniającą i ma realną szansę na uzyskanie ochrony.

I przedstawię Ci to znów na konkretnym przykładzie. Często tłumacze swoim Klientom czym jest znak opisowy na przykładzie PolskiegoBusa. Ostatnio złapałem się na tym, że kiedy w rozmowie pytam się, czy kojarzy Pan/ Pani PolskiBus słyszę odpowiedź: Tak to ten przewoźnik autobusowy. I faktycznie ostatnio uświadomiłem sobie ciekawą rzecz.

Kiedy ta marka wchodziła na rynek w 2010 r. to w sposób jednoznaczny była opisowa. Nie kojarzyła się z żadnym konkretnym przewoźnikiem. Tylko, że po prawie 10-ciu latach, wpompowaniu ogromnych pieniędzy w promocję i przewiezieniu kilkudziesięciu milionów Polaków ludzie zaczęli tę markę kojarzyć po samej nazwie. Dokładnie tak jak moi Rozmówcy. A to oznacza, że w następstwie popularności tej marki, najprawdopodobniej uzyskała ona wtórną zdolność odróżniającą. Gdyby więc, PolskiBus dzisiaj zgłosił w polskim Urzędzie Patentowym znak słowny to miałby zdecydowanie większą szansę na rejestrację niż kiedy dopiero wchodził na rynek.

Tylko, że o tej wtórnej zdolności odróżniającej łatwiej powiedzieć, niż ją wykazać. Po pierwsze taki znak musi nabrać charakteru odróżniającego jeszcze przed datą zgłoszenia. Oznacza to, że zanim postanowisz powalczyć o rejestrację swojego znaku opisowego, powinieneś maksymalnie go wypromować na rynku. Z drugiej jednak strony, sytuacja, kiedy z takiej nazwy korzysta wielu Twoich konkurentów jest dla Ciebie niekorzystna. Ciężko bowiem wykazywać, że dana marka kojarzy się z jedną firmą, kiedy posługuje się nią kilkanaście innych. I to właściwie obecnie dyskwalifikuje część określeń z możliwości rejestracji. Osobiście mam wrażenie, że ORLEN trochę przespał swoją okazję na zastrzeżenie koloru czerwonego dla stacji benzynowych. Po kilku latach wszedł na rynek LUKOIL z podobną kolorystyką i szanse na taką ochronę wyraźnie spadły.

Czy można zastrzec czysty kolor jako znak towarowy?

Problem z wykazaniem wtórnej zdolności odróżniającej jest właśnie dobrze widoczny w przypadku prób rejestrowania czystych kolorów. Co do zasady przyjmuje się, że sam kolor nie nadaje się do odróżniania towarów lub usług. Spokojnie można powiedzieć, że na oko 95% firm może jedynie pomarzyć o rejestracji koloru. Faktycznie znane są przypadki rejestracji czystych kolorów. Dotyczy to jednak marek, które na tyle te kolory wypromowały, że ludzie kojarzą je z określonym towarem lub usługą.

Ja swego czasu dość mocno rozgryzałem ten temat w jednym z artykułów na blogu. Artykuł wiralowo rozlał się po internecie, bo zawierał przykłady aż kilkudziesięciu kolorów chronionych jako znaki towarowe.

Poza kolorem lila dla czekolad Milka, był tam kolor pomarańczowy dla Orange, niebieski dla kremów Nivea, magenta dla sieci telekomunikacyjnej T-Mobile, czy kolor buraczkowy dla karmy dla kotów Whiskas. Prawdziwym hitem była jednak rejestracja koloru czarnego dla papieru toaletowego 🙂 Każda z tych marek, na etapie rejestracji musiała wykazać, że ich kolor jest na tyle popularny, że konsumenci kojarzą go z ich firmą. Wielu ta sztuka się nie udała.

Tak było z kolorem żółtym dla Kodak, czerwonym dla banku Santander czy różowym dla marki Vanish.

Jak wykazać wtórną zdolność odróżniającą?

Aby wykazać, że dane oznaczenie nabyło wtórną zdolność odróżniającą, musi ono być używane w funkcji znaku towarowego. I to najlepiej do oznaczania niewielkiego grona towarów lub usług. Monopolizacja oznaczeń opisowych nie może odbywać się ze szkodą dla konkurencji.

Pozostając przy przykładach z kolorami, to gdyby ich rejestrowanie było proste łatwe i przyjemne to z biegiem lat byłby problem z wypuszczeniem jakiejkolwiek ulotki reklamowej bez złamania prawa.

To czy znak towarowy uzyskał wtórną zdolność odróżniającą ocenia się w oparciu o szereg czynników. Po pierwsze jest to okres jego używania. Im znak jest obecny na rynku dłużej, tym lepiej. W tym kontekście raczej będą marne szanse na rejestrację znaku opisowego, którego dopiero planujesz używać w przyszłości.

Drugim kryterium, który ocenia Urząd, to udział znaku towarowego w rynku. Ten udział procentowy różni się w zależności od branży, ale co do zasady korzystnie, aby był jak największy. Urząd bierze również pod uwagę sposób i intensywność używania znaku. Na pewno na Twoją rzecz będzie przemawiał argument wydawania milionów na reklamę.

Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak nie tylko popularność samego znaku, ale to, że dla znaczącej grupy odbiorców znak ten identyfikuje towar z konkretnym producentem.

To jak trudne jest wykazanie wtórnej zdolności odróżniającej pokazują przykład nieudanej próby rejestracji koloru fioletowego dla sieci PLAY. W ciekawym sporze, który opisywałem na blogu, nie wykazał tego również Louis Vitton dla swojej charakterystycznej kratki.

Żeby nie było jednak tak pesymistycznie to podam Ci przykłady znaków towarowych, którym ta sztuka się udała. Do grona szczęśliwców należy:

– AUDIOTEKA
– EBILET
– EOBUWIE
– EUROFIRANY
– LOT
– POLSKIERADIO.PL
– PANORAMA FIRM a także
– charakterystyczne trzy paski ADIDASA.

Błędy przy wyborze nazwy firmy – jak ich unikać?

W kontekście tego co powiedziałem powinieneś świadomie wchodzić w pewne nazwy. Jasne, możesz być optymistą i zakładać, że znak wypromujesz do takiego poziomu, że finalnie nabierze on charakteru odróżniającego i ochronę uzyska.

Tylko zauważ, że wiele z takich marek toczy spory o unieważnienie swoich znaków towarowych. Z drugiej strony, żeby swoje prawo ochronne utrzymać muszą prowadzić agresywną politykę ochrony własności przemysłowej. Przykładowo Poczta Kwiatowa momentalnie lokalizuje firmy, które taką samą lub podobną nazwą się posługują i wysyłają im pisma ostrzegawcze. Muszą to robić, bo tak jak powiedziałem, gdyby wiele firm mówiło na swoje sklepy poczta kwiatowa, to byłby to koronnym argumentem za unieważnieniem ich znaku.

Bardziej prawdopodobne jest jednak, że tak wysokiego poziomu rozpoznawalności swojego znaku nie osiągniesz i będziesz tkwił w takiej bezradności, patrząc jak konkurencja korzysta z Twojego dorobku wchodząc na rynek z podobną nazwą.

Jeżeli jesteś dopiero na początku swojej drogi to staraj się wybierać nazwy jak najbardziej fantazyjne. Nie musi to być od razu neologizm, czyli słowo, którego nie ma w słownikach. Fantazyjny znak to taki, który nie wskazuje do oznaczania czego służy. Chyba tę kwestię w którymś odcinku już tłumaczyłem. Zobacz, że APPLE nie sprzedaje jabłek ani Biedronka biedronek. Obie marki fantastycznie nadają się do odróżniania towarów lub usług i należą do kategorii znaków silnych. A jest to ważne dlatego, że liderów w branży konkurencja chętnie naśladuje.

Poniekąd doświadczam tego na własnej skórze, bo prowadzę najpopularniejszego bloga o znakach towarowych w Polsce. Ostatnio przyjrzałem się ofertom mojej konkurencji i zauważyłem, że mocno inspirują się moją twórczością. W swoich ofertach podają te same przykłady znaków co ja, kopiują nawet niektóre ze zdjęć. U jednej firmy znalazłem wyliczenie, dlaczego warto chronić znak towarowy i argumenty te dziwnym trafem były uszeregowane dokładnie w tej samej kolejności jak w jednym z moich artykułów.

Oczywiście nikt nie może podszywać się pod moje nazwisko ani logo naszej kancelarii. To znaczy, znów mówię nie może, bo to oznaczałoby złamanie prawa. Mieliśmy autentycznie historię, gdzie pewna firma posługiwała się logo będącym plagiatem naszego firmowego orzełka. Oczywiście już dawno zarejestrowaliśmy go w urzędzie patentowym. Jeżeli jesteś ciekawy jak ta historia się skończyła to myślę, że w niedalekiej przyszłości opiszę tą sprawę na blogu 🙂

I to będzie już koniec tego odcinka. Mam nadzieję, że to wszystkie informacje będą dla Ciebie pomocne. Teraz już wiesz jakie błędy przy wyborze nazwy firmy popełniają przedsiębiorcy i jak możesz ich uniknąć. Myślę, że wchodzenie w nazwy opisowe to, obok wybierania nazw już przez kogoś chronionych, największy problem polskich przedsiębiorców. Właśnie z tego powodu warto na którymś etapie powstawania marki skonsultować się z rzecznikiem patentowym. Może Ci to oszczędzić wielu kłopotów w przyszłości.

Przypominam Ci, że notatki do tego odcinka znajdziesz na moim blogu pod adresem znakitowarowe-blog/011. Umieszczę tam między innymi link do artykułu o kolorach. Przygotowywanie go to była dla mnie dobra zabawa.

Z drugiej strony w notatkach znajdziesz odesłania do artykułów, w których bardziej szczegółowo rozgryzam jedynie zasygnalizowane tutaj tematy.

Bardzo dziękuję Ci za uwagę i do usłyszenia w następnym odcinku.

 

<< Poprzedni odcinek

 

Podobał Ci się ten podcast?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

Dziś odpowiadam na pytanie, czy dokumentacja techniczna i rysunek techniczny są chronione przez prawo autorskie. Od razu zaznaczę, że nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Jak zawsze, będzie to zależeć od konkretnego przypadku. Wyjaśnię Ci to jednak na tyle prosto, że będziesz w stanie odnieść te informacje do swojej sytuacji.
 

Co chroni prawo autorskie?

Polska ustawa o prawie autorskim już w pierwszym artykule wyjaśnia czym jest utwór.

Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).

Upraszczając, ochroną objęty jest:

  • rezultat pracy człowieka, jeżeli można uznać, że
  • jest twórczy oraz ma
  • indywidualny charakter.

O działalności twórczej człowieka można mówić wtedy, kiedy jej efektem jest powstanie subiektywnie nowego wytworu intelektu. Przyjmuje się przy tym, że rezultat takiego działania musi choćby w minimalnym stopniu różnić się od innych rezultatów takiego samego działania. Mówiąc ogólniej – musi być nowy.

Za nowy utwór może być uznany jedynie taki utwór, któremu nie da się przeciwstawić nic wcześniejszego. Z tym, że nie każdy przejaw działalności twórczej będzie uznany za utwór. Konieczne jest bowiem spełnienie drugiego wymogu jakim jest twórczość o „indywidualnym charakterze”.

 Czy dokumentację techniczną i rysunek techniczny chroni prawo autorskie?

Indywidualny charakter utworu i swoboda twórcza.

Można powiedzieć, że wymóg indywidualności jest spełniony w sytuacji, kiedy dzieło nosi piętno osobowości twórcy. Czyli posiada charakterystyczne rysy jego osobowości. I właśnie dzięki tym cechom jego dzieło odróżnia się od innych dzieł tego rodzaju.

Chodzi o to, że taki utwór powinien być niepowtarzalny. Innymi słowy osoba z takimi samymi umiejętnościami i wykształceniem nie powinna być w stanie stworzyć takiego samego dzieła. I to już powinno Ci sugerować jak sprawa wygląda w przypadku rysunków technicznych.

Z tym, że to jak duże będzie to piętno osobowości twórcy, zależy od tego jaką twórca będzie miał swobodę twórczą. I właśnie ta swoboda twórcza, w przypadku tworzenia rysunków technicznych o czysto konstrukcyjnym charakterze, jest mocno ograniczona.

Artysta planujący namalować obraz ograniczony jest – można powiedzieć – jedynie przez rozmiar płótna. Tymczasem inżynier tworzący konstrukcyjny rysunek techniczny, robi to według ustalonych w branży reguł.


Przykład:

Inżynier przygotowuje standardowe rzuty krzesła z przodu, z boku, z góry czy w rzucie aksonometrycznym.

Jak myślisz, jaka jest szansa, że osoba dysponująca taką samą wiedzą oraz umiejętnościami zrobi wręcz identyczne rysunki? Moim zdaniem ogromna.

Tutaj nie ma miejsca na twórczość o indywidualnym charakterze.

  Czy dokumentację techniczną i rysunek techniczny chroni prawo autorskie?

Rysunki wzoru użytkowego nr 67326.


Czy rysunek techniczny jest chroniony przez prawo autorskie?

W tym zakresie wypowiedział się w 2006 r. Sąd Apelacyjny w Poznaniu (wyrok I ACa 490/06) wskazując, że:

Nie jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego opracowanie stanowiące jedynie zastosowanie nawet wysokospecjalistycznej wiedzy technicznej, jeżeli jego treść jest z góry zdeterminowana obiektywnymi warunkami i wymaganiami technicznymi oraz charakterem realizowanego (rozwiązywanego) problemu (zadania) technicznego.

Konstrukcyjny rysunek techniczne nie będzie więc chroniony prawem autorskim.

Z drugiej jednak strony, rysunek techniczny może być uznany za utwór, jeżeli wykazuje oryginalność w sposobie prezentacji. Taki przypadek wystąpi w sytuacji, kiedy jego celem nie będzie wyłącznie podanie cech technicznych, ale również odpowiedni sposób wyjaśnienia.

Czym jest dokumentacja techniczna?

Dużo więcej możliwości odciśnięcia piętna twórcy daje dokumentacja techniczna.

Taka dokumentacja to zbiór dokumentów, wśród których mogą być plany, rysunki, obliczenia techniczne, kosztorysy, opisy techniczne oraz technologiczne. Łącznie te wszystkie dane są niezbędne do np. wyprodukowania określonego wyrobu.

Przyjmuje się, że swoboda twórcza jest węższa przy dokumentacji dla celów produkcyjnych niż przy dokumentacji dla celów informacyjnych. Tym samym dokumentacja techniczna jako całość może być chroniona prawem autorskim.

Warunek jest jednak taki, aby miała ona indywidualny charakter, czyli stanowiła indywidualną kreację autora. Może się to przejawiać np. w tym jak twórca prezentuje i interpretuje dane. Koniec końców wszystko będzie zależeć od konkretnego przypadku.

Czy dokumentację techniczną chroni prawo autorskie?

W wyroku z dnia 25.01.2006 r. Sąd Najwyższy (I CK 281/05) uznał, że:

Utworem w rozumieniu art. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych może być kompilacja wykorzystująca dane powszechnie dostępne, pod warunkiem że ich wybór, segregacja i sposób przedstawienia ma znamiona oryginalności.

Profesor R. Markiewicz przyjmuje, iż dokumentacja techniczna może być kwalifikowana jako utwór podlegający ochronie, jeżeli przewyższa rezultaty oparte na typowej wiedzy w zakresie sporządzania dokumentacji technicznej w takim stopniu, że nabiera cech wyróżniających. Przy czym powinno się tutaj brać pod uwagę zarówno dokumentację już istniejącą, jak i tę, która hipotetycznie mogłaby być stworzona przez inne osoby.

Sąd Najwyższy ( V CSK 337/08) wskazał, że w celu oceny indywidualności dzieła:

Należy uwzględnić dobór słownictwa i składni, układ poszczególnych kwestii, przedstawianych w ramach opracowania, sposób formułowania śródtytułów. Dla oceny określonego dzieła referencyjnego przydatna jest koncepcja tzw. statystycznej jednorazowości, która zakłada badanie, czy takie samo lub bardzo podobne dzieło powstało już wcześniej oraz czy jest statystycznie prawdopodobne sporządzenie w przyszłości takiego samego dzieła przez inną osobę. Odpowiedź przecząca uzasadnia tezę o istnieniu cechy indywidualności dzieła.

Granice prawa autorskiego.

Dokumentacja techniczna znajduje się na granicy ochrony, nie można zakładać że tej ochronie nie podlega. I faktycznie sądy uznały, że jeżeli spełniony jest wymóg indywidualności, to utworem może być nie tylko projekt dokumentacji technicznej, ale przykładowo również instrukcja do obsługiwania maszyn czy instrukcja BHP.

Może więc dojść do sytuacji, że dokumentacja techniczna produkcji jakiegoś przedmiotu będzie opisana w sposób niebanalny, a zarazem jasno i czytelnie. W tym celu twórca wybierze i zestawi ze sobą odpowiednie rysunki. Jego piętno będzie się przejawiać właśnie w uszeregowaniu tych danych oraz okraszeniu wszystkiego wyjaśnieniem.

Im taka dokumentacja będzie obszerniejsza, tym łatwiej będziesz w stanie wykazać jej indywidualność.

Pamiętaj, że dokumentacja techniczna może się składać z elementów chronionych i niechronionych prawem autorskim. Zakres ochrony utworu ograniczy się wtedy jedynie do elementów twórczych.



Co najważniejsze, w prawie autorskim ochronie podlega forma wyrażenia dzieła.

Wyłączone spod ochrony są:

  • pomysły,
  • idee,
  • zasady działania,
  • metody,
  • procedury czy
  • konkretne rozwiązania.

Jeżeli więc chciałbyś objąć ochroną prawną konkretne rozwiązanie techniczne, np. budowę maszyny, to robi się to poprzez uzyskanie patentu na wynalazek bądź prawa ochronnego na wzór użytkowy. Prawo autorskie nie chroni wynalazku.


Czy dokumentację techniczną i rysunek techniczny chroni prawo autorskie?

Podsumowanie.

Aby dokumentacja techniczna czy rysunek techniczny mogły być chronione przez prawo autorskie, muszą wykazywać indywidualny charakter. Czyli musi być w nich odciśnięte indywidualne piętno twórcy.

Największe szanse na to występują w dokumentacji technicznej, gdzie swoboda twórcza nie jest tak ograniczona jak w przypadku rysunku technicznego. Zasady przygotowywania prawidłowego rysunku są z góry określone. Typowy konstrukcyjny rysunek techniczny nie zostanie uznany za utwór najpewniej z tego powodu, że każda osoba mająca wiedzę techniczną, przedstawiłaby go w ten sam sposób.

Pamiętaj o tym, że ostatecznie to sąd w trakcie sporu ocenia, czy mamy do czynienia z utworem czy nie. Z tego powodu w umowach często dodaje się zapisy o przeniesieniu autorskich praw majątkowych do efektów pracy inżyniera.

To dobre rozwiązanie ponieważ jednoznacznie reguluje, kto taką dokumentacją i w jakim zakresie może się posługiwać. A może przecież dojść do konfliktu między zamawiającym a wykonawcą, kiedy ten pierwszy postanowi skorzystać z usług kogoś tańszego. W takim przypadku biuro projektowe, które wykonało dokumentację techniczną  może, powołując się na prawa autorskie, zakazać korzystania z tych dokumentów.
 
Fot. 1 – evrenozbilen / CC BY-NC-SA
Fot. 2 – Foter.com


Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

19 Wrz

POM 010: Czy ufasz swojemu pełnomocnikowi?

Zaufanie jest ważne w życiu i biznesie. Jeżeli komuś nie ufasz nie współpracujesz z nim. Dziś poruszam kwestię zaufania w kontekście merytorycznej wiedzy prawnika. Czy warto ufać we wszystko co prawnik radzi? A może korzystnie jest skonsultować się jeszcze z kilkoma innymi specjalistami z branży? Ja często porównuję swój zawód do zawodu lekarza. Jeżeli jeden daje diagnozę negatywną możesz pójść na konsultacje do następnego. Tylko w tym wszystkim jest jedno “ale”. Konsultować musisz się z osobami, które specjalizują się w danej dziedzinie. Sam tytuł zawodowy to za mało.

No i jest druga kwestia nierozerwalnie związana z zaufaniem. Czy swojemu rzecznikowi patentowemu możesz powiedzieć wszystko. Czy jest to bezpieczne? Możesz mieć pomysł, który będzie warty miliony. Aby rzecznik mógł w ogóle ocenić jak i czy da się go chronić, musisz mu podać szczegóły. W tym miejscu bez zaufania nie pójdziesz krok dalej. Z tym, że ta kwestia jest formalnie uregulowana. Rzecznik patentowy podobnie jak adwokat i radca prawny zobowiązany jest do zachowania poufności przez zasady etyki zawodowej.

Przyjemnego słuchania 🙂

W tym odcinku usłyszysz:

  • Dlaczego warto rozsądnie podchodzić do wyboru doradcy prawnego?
  • Co wpływa na zaufanie do prawnika?
  • Jak znaleźć specjalistę w branży, która Cię interesuje?
  • Jakie artykuły pojawiły się na blogu w ostatnim czasie.
  • O pewnym istotnym wydarzeniu w moim życiu.
  • Czy rzecznikowi patentowemu możesz zdradzić swój pomysł na biznes?
  • Czym jest kodeks etyki zawodowej rzecznika patentowego?
  • Kiedy rzecznik patentowy może stracić uprawnienia do wykonywania zawodu?

Artykuły, które uzupełniają wiedzę z podcastu:

Zostaw mi komentarz

Jeżeli po przesłuchaniu podcastu nasunęły Ci się jakieś pytania, śmiało podziel się nimi w komentarzu. Chętnie na nie odpowiem. Napisz mi również, jeżeli chciałbyś, abym jakimś tematem zajął się w kolejnych odcinkach

Pomóż mi w promocji tego podcastu

Jeżeli uważasz, że dzielę się wartościową wiedzą, pomóż mi dotrzeć z podcastem do większego grona ludzi. Możesz link do niego podesłać swoim znajomym lub wrzucić na Facebooka. Będę wdzięczny, jeżeli zostawisz ocenę lub recenzję:

Oceń podcast „Prawna Ochrona Marki”

Dzięki temu mój podcast będzie w rankingach iTunes i słuchacze łatwiej na niego trafią.

Transkrypt podcastu

Kliknij i pobierz spisaną w pliku PDF treść podcastu:

Czy ufasz swojemu pełnomocnikowi?

 

Transkrypcję możesz również przeczytać poniżej.

Witam Cię bardzo serdecznie.

Ja nazywam się Mikołaj Lech a to jest mój podcast pod tytułem Prawna Ochrona Marki. Odcinek dziesiąty. Jako rzecznik patentowy opowiem Ci jak możesz zapewnić swojej marce silną ochronę prawną oraz dlaczego jest to takie ważne. Dowiesz się również jakich błędów jako przedsiębiorca powinieneś unikać. Ten podcast jest również uzupełnieniem wiedzy, którą dzielę się na moim blogu pod adresem znakitowarowe-blog.pl.

Cześć! To już 10 odcinek mojego podcastu i niestety musiałeś na niego czekać dłużej niż zwykle.

Nie jestem z tego powodu szczęśliwy, ale mam kilka rzeczy na swoje usprawiedliwienie. Zauważyłem, że z biegiem lat piszę coraz obszerniejsze artykuły. Tak, aby Ci to zobrazować to powiem, że na początku składały się one z około 600 słów. Dziś nie schodzą poniżej 1000. A jak dobrze widzę, mój artykuł o tym jak formalnie zmienić nazwę firmy składa się z ponad 1700 słów.

Wraz objętością wpisów staram się poprawiać ich jakość. Od wielu czytelników słyszałem, że to co najlepiej działa na ich wyobraźnię, to konkretne, barwne przykłady z życia. Staram się więc każdy wpis okraszać historiami z mojej pracy lub jakimiś ciekawymi sporami z rynku. No i co ważniejsze artykuły uzupełniam zawsze o nagranie wideo. To wszystko sprawia, że przygotowanie artykułu zajmuje mi niestety coraz więcej czasu.

Do tego, na początku roku założyłem sobie, że zabiorę się w końcu za tematy, które gdzieś przez lata odpychałem. Chodziło o tematy bardziej skomplikowane, do których muszę się dłużej przygotowywać.

Chyba każdy ma taką przypadłość, że odwleka trudniejsze czy cięższe zadania. To się fachowo nazywa prokastynacją. Mi to odwlekanie zaczęło już ciążyć. I patrząc na ostatnie pół roku uważam, że w walce z prokastynacją jestem górą 🙂 Rozgryzłem tematy, którymi chciałem się zająć od bardzo dawna.

Stworzyłem cykl aż 4 artykułów, o tym czy można używać w reklamie Google AdWords znaku towarowego konkurenta. Na ten temat skierował mnie klient, który prowadził hotel. Na jego nazwę hotelu ochoczo reklamował się Booking.com, czym zabierał mu najlepszych klientów.

Innym tematem, o którym chciałem już od dawna coś napisać to ten, czym różni się własność intelektualna od własności przemysłowej. Jest to o tyle ważne, dla nas rzeczników patentowych, że przed sądami możemy swoich klientów reprezentować właśnie w zakresie spraw z własności przemysłowej. I jako ciekawostkę powiem Ci, że kilka tygodni temu miał miejsce ważny wyrok Sądu Najwyższego. Sąd stwierdził, pozwól, że zacytuję

W sprawie o zwalczanie nieuczciwej konkurencji, której przedmiotem jest także roszczenie dotyczące naruszenia majątkowych praw autorskich do utworu, pełnomocnikiem procesowym może być także rzecznik patentowy.”

Jest to o tyle przełomowy wyrok, że do tej pory nasze środowisko zakładało, że jeżeli w sprawie pojawia się wątek praw autorskich to musimy klienta reprezentować razem z adwokatem lub radcą prawnym. Teraz okazuje się, że możemy działać samodzielnie.

No, ale idąc dalej. Nie każdy przedsiębiorca rejestruje swój znak towarowy. Nie oznacza to, że prawo w ogóle takiej marki nie chroni. Chroni, ale na niższym poziomie. I w osobnym artykule szczegółowo opisałem niuanse, które różnią znak zarejestrowany od niezarejestrowanego.

Udało mi się przygotować również dwa artykuły o tym od czego zależy silna ochrona znaku towarowego. Wiele osób myśli, że wystarczy znak zarejestrować, aby cieszyć się pewnym monopolem prawnym. Tymczasem znak znakowi nierówny. Wszystko zależy od tego z jakich słów się składa i na ile fantazyjna jest jego szata graficzna. Powinieneś zajrzeć do tych artykułów, jeżeli jesteś na etapie wymyślania nowej marki.

Jestem również, szczególnie zadowolony z serii artykułów dotyczących prawnej ochrony programów komputerowych. Brakowało mi w internecie takiej jasnej i zrozumiałej analizy tego problemu. Zrobiłem więc taką analizę sam. W jednym wpisie zająłem się kwestią patentowania software-u. W drugim opisałem, które elementy programu komputerowego chroni prawo autorskie. Zajęło mi to masę czasu, ale jestem bardzo zadowolony z tego co ujrzało światło dzienne 🙂

Oczywiście ja w tym miejscu tylko wspominam o tych artykułach, ale w opisie do tego podcastu umieściłem do nich linki. Znajdziesz je pod adresem znakitowarowe-blog.pl/010. Swoją drogą niektórymi z tych tematów zajmę się w kolejnych odcinkach tego podcastu.

Tak więc mała przerwa w podcastach wynikała po prostu z intensywnej pracy nad blogiem.

Dodatkowo po drodze miało miejsce ważna dla mnie wydarzenie, czyli mój ślub. A to oderwało mnie na jakiś czas od pracy. Pamiętam, że kiedy tylko kładłem wieczorem palce na klawiaturze, aby dopiąć jakieś tematy firmowe, moja wtedy jeszcze narzeczona, patrzyła na mnie takim wzrokiem…, ale to takim wzrokiem… 🙂 że momentalnie odpuszczałem i pomagałem jej w przygotowaniach do ślubu. Moja żona jest bardzo wyrozumiała dla mojego pracoholizmu, ale wtedy zauważyłem, że zbliżam się już do granicy jej cierpliwości. Nie chciałem wiedzieć co się stanie po przekroczeniu tej granicy. Z tego powodu tematy firmowe czy blogowe nieco odpuściłem.

Zresztą właśnie praca w kancelarii zabiera mi najwięcej cennego czasu. A w dużym stopniu doprowadził do tego sukces mojego bloga. Wiele osób, które szuka pomocy czy to z rejestracją znaku towarowego czy w jakiejś sprawie spornej trafia do mnie poprzez moje publikacje w internecie. Dzięki temu, że pomagam wielu osobom mam możliwość bardzo mocno rozwijać się zawodowo.

Tylko jak to powiedział mój kolega Wojtek Wawrzak, który prowadzi świetnego bloga prawniczego Prakreacja, „sukces bloga zabija bloga”. Im blog więcej generuje klientów, tym jego autor ma mniej czasu na pisanie. A to dzięki pisaniu blog zyskał tą popularność.

Myślę, że kluczem do rozwiązania tego problemu jest dla mnie dobra organizacja pracy i delegowanie zadań w ramach mojego zespołu. A zespół bardzo mnie wspiera w tym co robię. Pewnie będą słuchać tego nagrania, więc ich z tego miejsca pozdrawiam. Swoją drogą z mikrofonem uciekłem do najcichszego pokoju w naszej kancelarii. Zespół pracuje za ścianą, a ja nagrywam 🙂

No dobrze, widzę, że strasznie się rozgadałem, a jeszcze ani słowa nie powiedziałem na temat, który miał być motywem przewodnim tego odcinka. A mianowicie czy ufasz swojemu pełnomocnikowi. Temat może Ci się wydawać dziwny. Jeżeli komuś nie ufasz to z nim nie rozmawiasz. W szczególności jeżeli mówimy o prawnikach. Tylko, że do pewnych przemyśleń skłoniły mnie zachowania dwóch moich klientów.

Sytuacja miał miejsce kilka lat temu. Klient miał zarejestrowany znak towarowy i nie podobało mu się to, że na rynku pojawiła się inna firma o identycznej nazwie. Chciał, żebyśmy zareagowali i zmusili ją do zmiany nazwy. W końcu po coś ten znak rejestrował. Tylko, że po zapoznaniu się z tą sprawą stwierdziłem, że wiele zrobić się nie da. Nazwa tej firmy może i była identyczna, ale działała ona w innej branży. Wykazywanie, że obie firmy świadczą podobne usługi byłoby karkołomnym zadaniem. Powiedziałem więc, że moim zdaniem nie ma tu naruszenia prawa.

Klient nie był zadowolony z takiej odpowiedzi. Powiedział, że skonsultuje sprawę ze swoim radcą prawnym. Ten najwidoczniej inaczej ocenił całą sprawę, bo wysłał do tamtej firmy bardzo ostre pismo wzywające do zaprzestania naruszania prawa. Żądał przy tym kilkudziesięciu tysięcy złotych odszkodowania i przeprosin w ogólnopolskiej gazecie. Sprawa skończyła się dość ciekawie.

Po kilku tygodniach przyszła odpowiedź. W imieniu tamtej firmy pisał rzecznik patentowy. Wskazał, że jego klient świadczy zupełnie inne usługi, więc nie ma niebezpieczeństwa, że nasi klienci się pomylą. Co jednak najciekawsze wspomniał, że zgłosił znak towarowy swojego klienta do rejestracji. A musisz wiedzieć, że miało to miejsce jeszcze za starej procedury badawczej. Oznaczało to, że ekspert z Urzędu Patentowego zanim przyznał ochronę na nowy znak, sprawdzał czy nie istnieją jakieś wcześniej zarejestrowane znaki kolizyjne. I jak się okazało po czasie, ekspert ich znak zarejestrował. Nie było to dla mnie zaskoczeniem, ale to był pierwszy przypadek, kiedy klient całkowicie nie zgadzał się z moją oceną sprawy i szukał kogoś, kto powiedzmy będzie podzielał jego entuzjazm.

Druga historia dotyczyła klienta, który jak to czasami bywa nieświadomie naruszył cudzy znak towarowy. Działał od kilku lat pod pewną marką, która jak się okazało nie tylko fonetycznie, ale i graficznie była bardzo podobna do pewnego zarejestrowanego znaku towarowego.

Zgłosił się do mnie o pomoc w momencie, kiedy się o tym dowiedział. Czyli po otrzymaniu pisma ostrzegawczego od pewnej kancelarii prawnej. Znów to był rodzaj sprawy raczej oczywisty. Jego konkurent chronił swój znak od ponad 9 lat. On działał bodajże od 4. Powiedziałem, że nie ma zbyt dużego pola manewru i przede wszystkim powinien zejść z tej nazwy. Jeżeli sprawa jest przegrana to należy robić wszystko, aby nie trafiła do sądu. Ten przedsiębiorca podziękował za poradę i można powiedzieć poszedł w swoją stronę.

Odezwał się do mnie ponownie po pół roku. Okazało się, że ma teraz dużo większe problemy. Nie tylko nie zszedł ze spornej nazwy, ale zgłosił ją do rejestracji w Urzędzie Patentowym. Zrobił to, bo wydawało mu się, że konkurencja nie przedłużyła ochrony swojego znaku. Cóż, przedłużyła, tylko w rejestrze nie zostało to jeszcze odnotowane.

Konkurenta takie zachowanie nieźle wkurzyło. Z jednej strony złożył sprzeciw do rejestracji, a z drugiej z tego co pamiętam zażądał określonej kwoty odszkodowania za łamanie prawa. Już mniejsza o to jak ta sprawa się skończyła. To był kolejny przypadek, kiedy klient mnie nie posłuchał i nie za bardzo rozumiałem dlaczego.

Czasami porównuję osoby wykonujące zawody prawnicze do lekarzy. Jeżeli coś Ci dolega i lekarz mówi Ci, że nie jest w stanie Ci pomóc to możesz iść na konsultacje do kolejnego. Być może któryś inaczej oceni Twoją sprawę. Podobnie jest u prawników i to naturalna sytuacja. Tylko wszystko trzeba robić z głową. Konsultować powinieneś się z lekarzami specjalistami, a nie na przykład jakimś znachorem. Znachor powie Ci to co chcesz usłyszeć a później umówi Cię na kolejną płatną wizytę.

Jeżeli chodzi o prawników to właściwie uprawnienia adwokatów i radców prawnych są zbliżone. Podobnie zresztą wiedza ogólna wyniesiona z 3 letniej aplikacji. Takie osoby specjalizują się dopiero w trakcie pracy zawodowej. Oczywiście jeżeli czują taką potrzebę, bo wielu z nich zajmuje się wszystkim. Jednego dnia zajmują się rozwodem innego ściąganiem długów, a kolejnego zakładaniem spółki.

W ogóle o korzyściach ze specjalizacji prawniczych mówiłem w 5 odcinku podcastu. Uważam, że na specjalizacji zyskuje zarówno prawnik jak i jego klient. Prawnik, który na co dzień zajmuje się np. rozwodami ma w tym duże doświadczenie i know how. Zna kruczki prawne i praktykę orzekania lokalnych sędziów. Jednym słowem jest w stanie lepiej obsłużyć swoich klientów niż jego kolega, który prowadzi swoją pierwszą sprawę rozwodową. Mamy więc tutaj sytuację win-win.

Problem w tym, że na rynku prawniczym jest teraz bardzo ciasno. Aby się utrzymać, prawnicy chwytają się każdej sprawy. Nawet jeżeli się na niej kompletnie nie znają.

Na moim blogu opisywałem historię klientki, która udała się do mnie po poradę, kiedy przegrała sprawę w sądzie o naruszenie znaku towarowego swojego byłego pracodawcy. Kiedy zapoznałem się z okolicznościami tej sprawy byłem w szoku. To był wręcz książkowy przykład naruszenia.

Klientka odeszła ze swoje poprzedniej firmy i zaczęła oferować konkurencyjne usługi pod nazwą, w którą planował wejść jej pracodawca. Co istotne, jej były pracodawca bardzo roztropnie wcześniej zgłosił ten znak towarowy do ochrony. No i wchodzenie w spór sądowy w takiej sytuacji totalnie nie ma totalnie sensu. Tylko, że radca prawny, który ją reprezentował uważał, że szanse na wygraną są realne. Co więcej, po przegranej zachęcał ją do złożenia apelacji.

Nie wiem czy ten prawnik nie znał się na znakach towarowych czy zachęcał do sporu z premedytacją. Wiem natomiast, że był prawnikiem od wszystkiego. Klientka z kolei całkowicie mu zaufała.

Co chcę Ci przez tą historię przekazać. Jeżeli masz jakiś problem prawny i chcesz go omówić z kilkoma prawnikami to udaj się do specjalistów z danej dziedziny. Miej świadomość przy tym, że mało który prawnik „od wszystkiego” przyzna się, że na danej sprawie się nie zna.

Moim zdaniem najlepszym sposobem na to, aby sprawdzić specjalizacje prawnika jest obserwowanie jego poczynań w internecie. Jeżeli od kilku lat prowadzi bloga o rozwodach to możesz być pewnym, że ma ponadprzeciętną wiedzę na ten temat. Ostrożnie z kolei podchodziłbym do oficjalnych stron internetowych, gdzie prawnicy od myślników wymieniają swoje specjalizacje. Od prawa cywilnego przez administracyjne czy gospodarcze. Niektórzy wskazują tych specjalizacji kilkanaście 🙂

Na swoim przykładzie widzę, że prowadzenie bloga tematycznego buduje to zaufanie. Bardzo często słyszę, że ludzie cieszą się, że trafili na moje artykuły, bo mają pewność, że się na temacie znam. Te dwa przykłady, które podałem to raczej wyjątki. W przytłaczającej większości przypadków klienci wierzą w to, co mówię. Nawet, jeżeli te informacje nie są dla nich wygodne. Zastanawiałem się jednak co mógłbym zmienić, aby ten poziom zaufania jeszcze zwiększyć.

Moja pierwsza myśl to uzyskanie tytułu naukowego. Magistrów prawa jest masa, radców prawnych czy adwokatów jest grubo ponad 50 tys. Z tej grupy doktoratem pochwalić może się niewielu. Tylko zastanawiam się, czy z drugiej strony wiele osób to w jakiś sposób to nie onieśmieli. Ludzie i tak mają stereotypowe wyobrażenie prawników jako smutnych gości mówiących niezrozumiałym językiem. Tytuł naukowy może to wyobrażenie tylko wzmocnić.

To zaufanie do kompetencji prawnika myślę można budować również w prostszy sposób np. poprzez występowanie na konferencjach branżowych jako prelegent czy pisanie do branżowych gazet. I koniec końców wszystko sprowadza się do tego czy w oczach potencjalnego klienta jestem ekspertem z danej dziedziny czy nie. Na pewno duże znaczenie ma również osobowość prawnika. Niektórzy od razu budzą sympatię inni cóż wydają się smutnymi gośćmi w garniturach. Tylko, że to wcale ich nie dyskwalifikuje, jeżeli mają opinię osób skutecznych. W sumie jestem ciekawy co o tym myślisz? Jak na kwestię zaufania do prawnika patrzy przeciętny przedsiębiorca. Komu ufasz a komu nie? Czy w ogóle się nad tym zastanawiałeś? Fajnie jakby w komentarzach pod tym odcinkiem rozpoczęła się dyskusja na ten temat.

No i w tym miejscu chciałem już powoli ten odcinek kończyć, ale pomyślałem, że powiem Ci jeszcze o jednej rzeczy. Jako, że jestem rzecznikiem patentowym to zwracają się do mnie często osoby, które chciałyby chronić jakiś ze swoich pomysłów. Wiążą z nim duże nadzieje w związku z czym ten pomysł jest dla nich cenny. Tylko żebym mógł im doradzić jak i czy w ogóle taki pomysł można chronić, muszę poznać jego szczegóły. W tym momencie niektóre osoby zaczynają mieć wątpliwości. Muszą ujawnić szczegóły swojego pomysłu w sumie obcej osobie. Najzwyczajniej w świecie boją się, że te informacje gdzieś wypłyną. Z tego powodu stosunkowo często dostaję propozycje, że zanim przejdziemy do konkretów mój Klient chce podpisać ze mną umowę o zachowaniu poufności.

Szczerze mówiąc, nie obrażam się na takie propozycje, bo zawsze stawiam się w pozycji takiego klienta. Taka osoba najczęściej po raz pierwszy ma styczność z rzecznikiem patentowym i po prostu chucha i dmucha na swój pomysł.

Tylko, że jeżeli tematem tego odcinka jest zaufanie, to chciałbym abyś wiedział, że rzecznik patentowy to zawód zaufania publicznego. Dokładnie tak samo jak sędzia, notariusz, adwokat czy radca prawny. Oznacza to, że wszystko czego dowiem się w trakcie współpracy z Klientem muszę zachować w poufności. I to nie jest kwestia mojego wyboru. Wyraźnie zobowiązują mnie do tego zasady etyki zawodowej. Za poważne złamanie zasad etyki rzecznik patentowy może zostać pozbawiony uprawnień do wykonywania zawodu. Te zasady etyki zostały przygotowane przez Polską Izbę Rzeczników Patentowych i są szczegółowo spisane. W notatkach do tego podcastu oczywiście umieszczę do nich link.

Tutaj zacytuję tylko artykuł 12§ z tych zasad. Rzecznika patentowego obowiązuje zachowanie tajemnicy zawodowej w granicach określonych obowiązującymi przepisami prawa i interesem klienta. Dotyczy to także akt własnych spraw prowadzonych przez rzecznika. Obowiązek zachowania tajemnicy zawodowej trwa, chociażby ustał już stosunek pełnomocnictwa między rzecznikiem a klientem.

Co bardzo ważne nie wolno mi świadczyć pomocy prawnej, jeżeli w danej sprawie mam konflikt interesów. Czyli pomagam już jednej ze stron. A muszę Ci powiedzieć, że już kilkakrotnie spotkała mnie taka sytuacja. Przykładowo kilka miesięcy temu dwie skonfliktowane ze sobą firmy szukały w internecie informacji na temat ochrony marki. Jako, że na blogu piszę na ten temat już od 5-ciu lat łatwo trafili na moje wpisy. Z tym, że jeden z przedsiębiorców skontaktował się ze mną pierwszy. Otrzymałem od niego podpisane pełnomocnictwo i przystąpiłem do przygotowania pisma ostrzegawczego.

I ku mojemu zaskoczeniu, po kilku dniach otrzymałem maila od strony przeciwnej z długiem opisem całej sprawy. Tamten człowiek pisał, że pewna kobieta czepia się go i żąda, aby zmienił nazwę firmy. Kiedy to przeczytałem odpisałem jednym zdaniem. Nie mogę Panu pomóc, ponieważ w tej sprawie mam konflikt interesów.

Podobne zasady etyki zawodowej mają adwokaci i radcowie prawni. I to, właśnie nasze zawody wyróżnia z grona różnego rodzaju doradców prawnych. Dla mnie zresztą nie do wyobrażenia jest sytuacja, że można działać na szkodę swojego klienta. Mówi się, że zaufanie buduje się latami, a traci w ciągu sekundy. Coś takiego zrujnowało by wizerunek naszej kancelarii. A w tym roku obchodziliśmy 27 rok jej istnienia.

Obecnie w internecie reklamuje się wiele firm, które przykładowo rejestrują znaki towarowe. Tylko to nie są kancelarie prawne ani rzecznikowskie. Niektóre to zwykłe agencje reklamowe, a o innych nie wiadomo absolutnie nic. Na ich strona poza hasłami reklamowymi nie ma informacji, kto będzie Cię obsługiwał. To może być równie dobrze grafik lub programista.

Zresztą z takim przypadkiem miałem do czynienia bardzo niedawno. Klient zlecił pewnej agencji stworzenie logo, a ta zachęciła go do rejestracji znaku unijnego. Wypełniła za niego dokumenty, dała do podpisania i wysłała do Alicante w Hiszpanii. Kiedy przyszła informacja, że EUIPO uznaje ten znak za opisowy i nie chce go zarejestrować, grafik ambitnie podjął się przygotowania odpowiedzi. Niestety nic to nie dało i urząd podtrzymał decyzję o odmowie rejestracji. I w tym momencie nastąpiła dziwna sytuacja. Wyobraź sobie, że komórka grafika przestała działać. Mój Klient obecnie nie jest w stanie się do niego dodzwonić. Klienta wiedza o tym, że graficy świadczą kiepską pomoc prawną kosztowała 1000 EURO.

Oczywiście mamy wolny rynek i nikt nie zabrania świadczenia takich usług. Można powiedzieć, że niewidzialna ręka wolnego rynku wszystko sama zweryfikuje.
Pamiętaj jednak, że jeżeli pomaga Ci osoba, która nie jest ani rzecznikiem patentowym ani radcą prawnym czy adwokatem to zasady etyki zawodowej jej nie dotyczą. Taka osoba może w tej samej sprawie doradzać Tobie i Twojemu konkurentowi. A za nielojalność nie grozi jej wyrzucenie z zawodu, bo tych uprawnień formalnie nie posiada.

Jest też druga kwestia, o której takie firmy milczą. Takie osoby nie mogą być Twoimi pełnomocnikami przed Urzędem Patentowym. Mogą jedynie wypełnić za ciebie dokumenty zgłoszeniowe i Ty bierzesz na siebie odpowiedzialność co się z Twoją sprawą będzie dziać. Jeżeli pojawią się jakieś problemy ze zgłoszeniem, to musisz radzić sobie samemu. Osoba, która Ci doradzała nie może w Twoim imieniu korespondować z Urzędem. No, ale takie firmy przyciągają do siebie klientów agresywną reklamą i niskimi cenami swoich usług.

No i ostatecznie to Ty musisz odpowiedzieć sobie na pytanie czy niższe ceny są warte takiego ryzyka.

No i to będzie już wszystko co miałem do powiedzenia w ramach tego odcinka. Wszelkie notatki, odesłania do wspomnianych artykułów znajdziesz na moim blogu pod adresem znakitowarowe-blog.pl/010. Tak jak 10 numer tego odcinka. Przygotowałem tam również transkrypcję tego odcinka w postaci pliku PDF.

Ze swojej strony chciałem Ci obiecać, że kolejny odcinek opublikuję za 2 tygodnie. Uwierz mi naprawdę niekomfortowo czułem się z tą przerwą.

Do usłyszenia.

Już teraz zachęcam Cię do odsłuchania pozostałych odcinków.

<< Poprzedni odcinek


Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


Opowiadałem już o tym kto może posługiwać się nazwą hotel, klinika czy bank. Dziś omówię jak sprawa wygląda w przypadku określenia apteka. Jest to o tyle ważne, że w 2017 roku weszła w życie tzw. ustawa „apteka dla aptekarza”. Ustawa ta wyraźnie ograniczyła konkurencję w tym sektorze rynku.
 

Kto może posługiwać się nazwą apteka?

Prawo dość dokładnie to reguluje.

Zgodnie z przepisami ustawy prawo farmaceutyczne oraz ustawy o swobodzie działalności gospodarczej musisz mieć  na to zezwolenie Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego. Aby tak się stało musisz spełniać określone w wymogi.

I tak ustawa prawo farmaceutyczne mówi, że:

Art. 86

1. Apteka jest placówką ochrony zdrowia publicznego, w której osoby uprawnione świadczą w szczególności usługi farmaceutyczne, o których mowa w ust. 2.

2. Nazwa apteka zastrzeżona jest wyłącznie dla miejsca świadczenia usług farmaceutycznych obejmujących:

1) wydawanie produktów leczniczych i wyrobów medycznych, określonych w odrębnych przepisach;

2) sporządzanie leków recepturowych, w terminie nie dłuższym niż 48 godzin od złożenia recepty przez pacjenta, a w przypadku recepty na lek recepturowy zawierający środki odurzające lub oznaczonej „wydać natychmiast” – w ciągu 4 godzin;

3) sporządzenie leków aptecznych;

4) udzielanie informacji o produktach leczniczych i wyrobach medycznych.

Otwierając aptekę, można działać tylko w jednej z określonych form. Działalność tę może prowadzić osoba fizyczna w ramach tzw. jednoosobowej działalności gospodarczej oraz spółka jawna lub partnerska, której przedmiotem działalności jest wyłącznie prowadzenie aptek.

Ograniczenia te nie obowiązują jednak w przypadku punktów aptecznych.

Punkty apteczne to placówki spełniające podobną funkcję jak apteki, ale obostrzone mniej rygorystycznymi przepisami. Takie punkty mogą być usytuowane tylko na terenie wiejskim, o ile na terenie danej wsi nie jest już prowadzona apteka ogólnodostępna.


Kto może legalnie posługiwać się nazwą apteka?

Co zmieniła ustawa “apteka dla aptekarza”?

Nowelizacja prawa farmaceutycznego, która weszła w życie w 2017 r. wprowadza zasady zwane przez media „apteką dla aptekarza”. Od teraz aby ubiegać się o zezwolenie na prowadzenie apteki, musisz być farmaceutą.

Jeżeli apteka będzie prowadzona w formie spółki jawnej lub partnerskiej, to uprawnienia farmaceutyczne muszą mieć również wszyscy wspólnicy lub partnerzy.
 
Zezwolenia nie dostaną m.in. podmioty, które:

  • prowadzą lub wystąpiły z wnioskiem o wydanie zezwolenia na prowadzenie obrotu hurtowego produktami leczniczymi lub zajmują się pośrednictwem w obrocie produktami leczniczymi, lub
  • prowadzą na terenie województwa więcej niż 1 % aptek ogólnodostępnych, lub
  • są członkami grupy kapitałowej, której członkowie prowadzą na terenie województwa więcej niż 1 % aptek ogólnodostępnych.

 
To jednak nie koniec ograniczeń.

Zezwolenia nie dostanie również wnioskodawca, który:

  • jest wspólnikiem w spółkach, które prowadzą łącznie co najmniej 4 apteki ogólnodostępne lub
  • prowadzi co najmniej 4 apteki ogólnodostępne albo podmioty przez niego kontrolowane prowadzą co najmniej 4 apteki ogólnodostępne lub
  • jest członkiem grupy kapitałowej, której członkowie prowadzą łącznie co najmniej 4 apteki ogólnodostępne, lub
  • wchodzi w skład organów spółki posiadającej zezwolenie na prowadzenie hurtowni farmaceutycznej lub zajmującej się pośrednictwem w obrocie produktami leczniczymi.

 
Wymogi lokalizacyjne.

Zgodnie z nowelizacją nową aptekę można otworzyć dopiero wtedy, gdy na jedną aptekę w danej gminie będzie przypadać co najmniej 3 tys. mieszkańców, a odległość jednej apteki od drugiej będzie wynosić co najmniej 500 metrów w linii prostej.

Nie zmienia się natomiast to, że w aptece produkty lecznicze i wyroby medyczne może wydawać jedynie farmaceuta lub technik farmaceutyczny.

 
Wymogi lokalowe dla apteki.

Jako ciekawostkę powiem, że aby otworzyć aptekę, trzeba spełniać również określone warunki lokalowe. Powierzchnia podstawowa pomieszczeń przeznaczonych na aptekę nie może być mniejsza niż 80 m2. W miejscowościach liczących do 1.500 mieszkańców i na terenach wiejskich powierzchnia ta musi wynosić co najmniej 60 m2.
 

Kto może prowadzić aptekę internetową?

Aby otworzyć aptekę internetową, musisz powiadomić Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego. Nie musisz dostać zezwolenia ani złożyć powiadomienia, jedynie jeżeli chcesz prowadzić sklep sprzedający leki bezrecepturowe.

Mimo to, sklepy zielarsko-medyczne może prowadzić wyłącznie:

  • farmaceuta,
  • technik farmaceutyczny oraz
  • absolwenta kursu II stopnia z zakresu towaroznawstwa zielarskiego lub
  • przedsiębiorca zatrudniający wymienione osoby jako kierowników tych placówek.

 
Dyskusyjny status aptek internetowych.

Status aptek internetowych jeszcze kilka lat temu nie był taki oczywisty.

Wszystko zmienił wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach z 2007 r. Śląska Izba Aptekarska twierdziła, że nazwa  “apteka” zastrzeżona jest tylko dla aptek mieszczących się w budynkach a nie tych internetowych. Poza tym podnoszono, że wysyłkowy handel lekami jest niezgodny z wymaganiami prawa farmaceutycznego.

Sąd potwierdził, że polskie prawo faktycznie nie zezwala na sprzedaż wysyłkową produktów leczniczych. Tylko, że takie zachowanie jest zgodnie z normami prawa unijnego, które mają pierwszeństwo przed regulacjami krajowymi.

A to oznacza, że prowadzenie takiej działalności jest dopuszczalne.

Spór o apteki internetowej zakończyła ostatecznie nowelizacja prawa farmaceutycznego. Nowe przepisy wyraźnie pozwalały ona na wysyłkową sprzedaż leków wydawanych bez recepty.

Warunki takiej sprzedaży zostały doprecyzowane w rozporządzeniu Ministra Zdrowia.

W myśl tych przepisów, aptekę internetową może prowadzić podmiot, który prowadzi już działającą aptekę tradycyjną lub punkt apteczny. Konieczne jest jednak zgłoszenie takiego zamiaru właściwemu miejscowo Wojewódzkiemu Inspektorowi Farmaceutycznemu.

I to właściwie dyskusję o aptekach internetowych zamknęło.

Kary za nielegalne używanie nazwy apteka.

Według ustawy prawo farmaceutyczne osoba, która prowadzi aptekę bez zezwolenia podlega karze pieniężnej w wysokości do 500 000 zł. Dodatkowo każdy, kto bez wymaganego zezwolenia na prowadzenie apteki albo punktu aptecznego prowadzi wysyłkową sprzedaż produktów leczniczych, podlega:

  • grzywnie,
  • karze ograniczenia wolności albo
  • pozbawienia wolności do lat 2.



Warto również dodać, że przedsiębiorca, który do oznaczania swojego sklepu używa nazwy apteka lub modyfikacji tego słowa, naruszy przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Mówi ona bowiem, że:

Art. 10. 1.

Czynem nieuczciwej konkurencji jest takie oznaczenie towarów lub usług albo jego brak, które może wprowadzić klientów w błąd co do pochodzenia, ilości, jakości, składników, sposobu wykonania, przydatności, możliwości zastosowania, naprawy, konserwacji lub innych istotnych cech towarów albo usług, a także zatajenie ryzyka, jakie wiąże się z korzystaniem z nich.

Art. 16. 1.

Czynem nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy jest w szczególności:

1) reklama sprzeczna z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub uchybiająca godności człowieka;
2) reklama wprowadzająca klienta w błąd i mogąca przez to wpłynąć na jego decyzję co do nabycia towaru lub usługi;

 

Mój komentarz do zmian.

Nie da się ukryć, że zasady prowadzenia aptek są wysoce regulowane a najnowsze zmiany w prawie pod sztandarem „aptek dla aptekarzy” jeszcze bardziej ograniczają w tym sektorze konkurencję.

To dość zaskakujące bo politycy w ostatnich latach głośno krzyczą o konieczności otwierania zawodów.

Nie potrafię sobie wyobrazić, że w zakresie usług prawnych powstają przepisy mówiące, że w Bydgoszczy zagęszczenie kancelarii prawnych nie może być większe niż jedna na 500 metrów.

Otwieranie zawodu uzasadniane jest zdrową wolnorynkową konkurencją, co zawsze ma być korzystne dla klientów. Dzięki temu ceny spadają a jakość oferowanych towarów i usług wzrasta.

W przypadku aptek uznano, że ta kwestia nie jest najważniejsza.


Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”