Slider
19 Wrz

POM 010: Czy ufasz swojemu pełnomocnikowi?

Zaufanie jest ważne w życiu i biznesie. Jeżeli komuś nie ufasz nie współpracujesz z nim. Dziś poruszam kwestię zaufania w kontekście merytorycznej wiedzy prawnika. Czy warto ufać we wszystko co prawnik radzi? A może korzystnie jest skonsultować się jeszcze z kilkoma innymi specjalistami z branży? Ja często porównuję swój zawód do zawodu lekarza. Jeżeli jeden daje diagnozę negatywną możesz pójść na konsultacje do następnego. Tylko w tym wszystkim jest jedno “ale”. Konsultować musisz się z osobami, które specjalizują się w danej dziedzinie. Sam tytuł zawodowy to za mało.

No i jest druga kwestia nierozerwalnie związana z zaufaniem. Czy swojemu rzecznikowi patentowemu możesz powiedzieć wszystko. Czy jest to bezpieczne? Możesz mieć pomysł, który będzie warty miliony. Aby rzecznik mógł w ogóle ocenić jak i czy da się go chronić, musisz mu podać szczegóły. W tym miejscu bez zaufania nie pójdziesz krok dalej. Z tym, że ta kwestia jest formalnie uregulowana. Rzecznik patentowy podobnie jak adwokat i radca prawny zobowiązany jest do zachowania poufności przez zasady etyki zawodowej.

Przyjemnego słuchania 🙂

W tym odcinku usłyszysz:

  • Dlaczego warto rozsądnie podchodzić do wyboru doradcy prawnego?
  • Co wpływa na zaufanie do prawnika?
  • Jak znaleźć specjalistę w branży, która Cię interesuje?
  • Jakie artykuły pojawiły się na blogu w ostatnim czasie.
  • O pewnym istotnym wydarzeniu w moim życiu.
  • Czy rzecznikowi patentowemu możesz zdradzić swój pomysł na biznes?
  • Czym jest kodeks etyki zawodowej rzecznika patentowego?
  • Kiedy rzecznik patentowy może stracić uprawnienia do wykonywania zawodu?

Artykuły, które uzupełniają wiedzę z podcastu:

Zostaw mi komentarz

Jeżeli po przesłuchaniu podcastu nasunęły Ci się jakieś pytania, śmiało podziel się nimi w komentarzu. Chętnie na nie odpowiem. Napisz mi również, jeżeli chciałbyś, abym jakimś tematem zajął się w kolejnych odcinkach

Pomóż mi w promocji tego podcastu

Jeżeli uważasz, że dzielę się wartościową wiedzą, pomóż mi dotrzeć z podcastem do większego grona ludzi. Możesz link do niego podesłać swoim znajomym lub wrzucić na Facebooka. Będę wdzięczny, jeżeli zostawisz ocenę lub recenzję:

Oceń podcast „Prawna Ochrona Marki”

Dzięki temu mój podcast będzie w rankingach iTunes i słuchacze łatwiej na niego trafią.

Transkrypt podcastu

Kliknij i pobierz spisaną w pliku PDF treść podcastu:

Czy ufasz swojemu pełnomocnikowi?

 

Transkrypcję możesz również przeczytać poniżej.

Witam Cię bardzo serdecznie.

Ja nazywam się Mikołaj Lech a to jest mój podcast pod tytułem Prawna Ochrona Marki. Odcinek dziesiąty. Jako rzecznik patentowy opowiem Ci jak możesz zapewnić swojej marce silną ochronę prawną oraz dlaczego jest to takie ważne. Dowiesz się również jakich błędów jako przedsiębiorca powinieneś unikać. Ten podcast jest również uzupełnieniem wiedzy, którą dzielę się na moim blogu pod adresem znakitowarowe-blog.pl.

Cześć! To już 10 odcinek mojego podcastu i niestety musiałeś na niego czekać dłużej niż zwykle.

Nie jestem z tego powodu szczęśliwy, ale mam kilka rzeczy na swoje usprawiedliwienie. Zauważyłem, że z biegiem lat piszę coraz obszerniejsze artykuły. Tak, aby Ci to zobrazować to powiem, że na początku składały się one z około 600 słów. Dziś nie schodzą poniżej 1000. A jak dobrze widzę, mój artykuł o tym jak formalnie zmienić nazwę firmy składa się z ponad 1700 słów.

Wraz objętością wpisów staram się poprawiać ich jakość. Od wielu czytelników słyszałem, że to co najlepiej działa na ich wyobraźnię, to konkretne, barwne przykłady z życia. Staram się więc każdy wpis okraszać historiami z mojej pracy lub jakimiś ciekawymi sporami z rynku. No i co ważniejsze artykuły uzupełniam zawsze o nagranie wideo. To wszystko sprawia, że przygotowanie artykułu zajmuje mi niestety coraz więcej czasu.

Do tego, na początku roku założyłem sobie, że zabiorę się w końcu za tematy, które gdzieś przez lata odpychałem. Chodziło o tematy bardziej skomplikowane, do których muszę się dłużej przygotowywać.

Chyba każdy ma taką przypadłość, że odwleka trudniejsze czy cięższe zadania. To się fachowo nazywa prokastynacją. Mi to odwlekanie zaczęło już ciążyć. I patrząc na ostatnie pół roku uważam, że w walce z prokastynacją jestem górą 🙂 Rozgryzłem tematy, którymi chciałem się zająć od bardzo dawna.

Stworzyłem cykl aż 4 artykułów, o tym czy można używać w reklamie Google AdWords znaku towarowego konkurenta. Na ten temat skierował mnie klient, który prowadził hotel. Na jego nazwę hotelu ochoczo reklamował się Booking.com, czym zabierał mu najlepszych klientów.

Innym tematem, o którym chciałem już od dawna coś napisać to ten, czym różni się własność intelektualna od własności przemysłowej. Jest to o tyle ważne, dla nas rzeczników patentowych, że przed sądami możemy swoich klientów reprezentować właśnie w zakresie spraw z własności przemysłowej. I jako ciekawostkę powiem Ci, że kilka tygodni temu miał miejsce ważny wyrok Sądu Najwyższego. Sąd stwierdził, pozwól, że zacytuję

W sprawie o zwalczanie nieuczciwej konkurencji, której przedmiotem jest także roszczenie dotyczące naruszenia majątkowych praw autorskich do utworu, pełnomocnikiem procesowym może być także rzecznik patentowy.”

Jest to o tyle przełomowy wyrok, że do tej pory nasze środowisko zakładało, że jeżeli w sprawie pojawia się wątek praw autorskich to musimy klienta reprezentować razem z adwokatem lub radcą prawnym. Teraz okazuje się, że możemy działać samodzielnie.

No, ale idąc dalej. Nie każdy przedsiębiorca rejestruje swój znak towarowy. Nie oznacza to, że prawo w ogóle takiej marki nie chroni. Chroni, ale na niższym poziomie. I w osobnym artykule szczegółowo opisałem niuanse, które różnią znak zarejestrowany od niezarejestrowanego.

Udało mi się przygotować również dwa artykuły o tym od czego zależy silna ochrona znaku towarowego. Wiele osób myśli, że wystarczy znak zarejestrować, aby cieszyć się pewnym monopolem prawnym. Tymczasem znak znakowi nierówny. Wszystko zależy od tego z jakich słów się składa i na ile fantazyjna jest jego szata graficzna. Powinieneś zajrzeć do tych artykułów, jeżeli jesteś na etapie wymyślania nowej marki.

Jestem również, szczególnie zadowolony z serii artykułów dotyczących prawnej ochrony programów komputerowych. Brakowało mi w internecie takiej jasnej i zrozumiałej analizy tego problemu. Zrobiłem więc taką analizę sam. W jednym wpisie zająłem się kwestią patentowania software-u. W drugim opisałem, które elementy programu komputerowego chroni prawo autorskie. Zajęło mi to masę czasu, ale jestem bardzo zadowolony z tego co ujrzało światło dzienne 🙂

Oczywiście ja w tym miejscu tylko wspominam o tych artykułach, ale w opisie do tego podcastu umieściłem do nich linki. Znajdziesz je pod adresem znakitowarowe-blog.pl/010. Swoją drogą niektórymi z tych tematów zajmę się w kolejnych odcinkach tego podcastu.

Tak więc mała przerwa w podcastach wynikała po prostu z intensywnej pracy nad blogiem.

Dodatkowo po drodze miało miejsce ważna dla mnie wydarzenie, czyli mój ślub. A to oderwało mnie na jakiś czas od pracy. Pamiętam, że kiedy tylko kładłem wieczorem palce na klawiaturze, aby dopiąć jakieś tematy firmowe, moja wtedy jeszcze narzeczona, patrzyła na mnie takim wzrokiem…, ale to takim wzrokiem… 🙂 że momentalnie odpuszczałem i pomagałem jej w przygotowaniach do ślubu. Moja żona jest bardzo wyrozumiała dla mojego pracoholizmu, ale wtedy zauważyłem, że zbliżam się już do granicy jej cierpliwości. Nie chciałem wiedzieć co się stanie po przekroczeniu tej granicy. Z tego powodu tematy firmowe czy blogowe nieco odpuściłem.

Zresztą właśnie praca w kancelarii zabiera mi najwięcej cennego czasu. A w dużym stopniu doprowadził do tego sukces mojego bloga. Wiele osób, które szuka pomocy czy to z rejestracją znaku towarowego czy w jakiejś sprawie spornej trafia do mnie poprzez moje publikacje w internecie. Dzięki temu, że pomagam wielu osobom mam możliwość bardzo mocno rozwijać się zawodowo.

Tylko jak to powiedział mój kolega Wojtek Wawrzak, który prowadzi świetnego bloga prawniczego Prakreacja, „sukces bloga zabija bloga”. Im blog więcej generuje klientów, tym jego autor ma mniej czasu na pisanie. A to dzięki pisaniu blog zyskał tą popularność.

Myślę, że kluczem do rozwiązania tego problemu jest dla mnie dobra organizacja pracy i delegowanie zadań w ramach mojego zespołu. A zespół bardzo mnie wspiera w tym co robię. Pewnie będą słuchać tego nagrania, więc ich z tego miejsca pozdrawiam. Swoją drogą z mikrofonem uciekłem do najcichszego pokoju w naszej kancelarii. Zespół pracuje za ścianą, a ja nagrywam 🙂

No dobrze, widzę, że strasznie się rozgadałem, a jeszcze ani słowa nie powiedziałem na temat, który miał być motywem przewodnim tego odcinka. A mianowicie czy ufasz swojemu pełnomocnikowi. Temat może Ci się wydawać dziwny. Jeżeli komuś nie ufasz to z nim nie rozmawiasz. W szczególności jeżeli mówimy o prawnikach. Tylko, że do pewnych przemyśleń skłoniły mnie zachowania dwóch moich klientów.

Sytuacja miał miejsce kilka lat temu. Klient miał zarejestrowany znak towarowy i nie podobało mu się to, że na rynku pojawiła się inna firma o identycznej nazwie. Chciał, żebyśmy zareagowali i zmusili ją do zmiany nazwy. W końcu po coś ten znak rejestrował. Tylko, że po zapoznaniu się z tą sprawą stwierdziłem, że wiele zrobić się nie da. Nazwa tej firmy może i była identyczna, ale działała ona w innej branży. Wykazywanie, że obie firmy świadczą podobne usługi byłoby karkołomnym zadaniem. Powiedziałem więc, że moim zdaniem nie ma tu naruszenia prawa.

Klient nie był zadowolony z takiej odpowiedzi. Powiedział, że skonsultuje sprawę ze swoim radcą prawnym. Ten najwidoczniej inaczej ocenił całą sprawę, bo wysłał do tamtej firmy bardzo ostre pismo wzywające do zaprzestania naruszania prawa. Żądał przy tym kilkudziesięciu tysięcy złotych odszkodowania i przeprosin w ogólnopolskiej gazecie. Sprawa skończyła się dość ciekawie.

Po kilku tygodniach przyszła odpowiedź. W imieniu tamtej firmy pisał rzecznik patentowy. Wskazał, że jego klient świadczy zupełnie inne usługi, więc nie ma niebezpieczeństwa, że nasi klienci się pomylą. Co jednak najciekawsze wspomniał, że zgłosił znak towarowy swojego klienta do rejestracji. A musisz wiedzieć, że miało to miejsce jeszcze za starej procedury badawczej. Oznaczało to, że ekspert z Urzędu Patentowego zanim przyznał ochronę na nowy znak, sprawdzał czy nie istnieją jakieś wcześniej zarejestrowane znaki kolizyjne. I jak się okazało po czasie, ekspert ich znak zarejestrował. Nie było to dla mnie zaskoczeniem, ale to był pierwszy przypadek, kiedy klient całkowicie nie zgadzał się z moją oceną sprawy i szukał kogoś, kto powiedzmy będzie podzielał jego entuzjazm.

Druga historia dotyczyła klienta, który jak to czasami bywa nieświadomie naruszył cudzy znak towarowy. Działał od kilku lat pod pewną marką, która jak się okazało nie tylko fonetycznie, ale i graficznie była bardzo podobna do pewnego zarejestrowanego znaku towarowego.

Zgłosił się do mnie o pomoc w momencie, kiedy się o tym dowiedział. Czyli po otrzymaniu pisma ostrzegawczego od pewnej kancelarii prawnej. Znów to był rodzaj sprawy raczej oczywisty. Jego konkurent chronił swój znak od ponad 9 lat. On działał bodajże od 4. Powiedziałem, że nie ma zbyt dużego pola manewru i przede wszystkim powinien zejść z tej nazwy. Jeżeli sprawa jest przegrana to należy robić wszystko, aby nie trafiła do sądu. Ten przedsiębiorca podziękował za poradę i można powiedzieć poszedł w swoją stronę.

Odezwał się do mnie ponownie po pół roku. Okazało się, że ma teraz dużo większe problemy. Nie tylko nie zszedł ze spornej nazwy, ale zgłosił ją do rejestracji w Urzędzie Patentowym. Zrobił to, bo wydawało mu się, że konkurencja nie przedłużyła ochrony swojego znaku. Cóż, przedłużyła, tylko w rejestrze nie zostało to jeszcze odnotowane.

Konkurenta takie zachowanie nieźle wkurzyło. Z jednej strony złożył sprzeciw do rejestracji, a z drugiej z tego co pamiętam zażądał określonej kwoty odszkodowania za łamanie prawa. Już mniejsza o to jak ta sprawa się skończyła. To był kolejny przypadek, kiedy klient mnie nie posłuchał i nie za bardzo rozumiałem dlaczego.

Czasami porównuję osoby wykonujące zawody prawnicze do lekarzy. Jeżeli coś Ci dolega i lekarz mówi Ci, że nie jest w stanie Ci pomóc to możesz iść na konsultacje do kolejnego. Być może któryś inaczej oceni Twoją sprawę. Podobnie jest u prawników i to naturalna sytuacja. Tylko wszystko trzeba robić z głową. Konsultować powinieneś się z lekarzami specjalistami, a nie na przykład jakimś znachorem. Znachor powie Ci to co chcesz usłyszeć a później umówi Cię na kolejną płatną wizytę.

Jeżeli chodzi o prawników to właściwie uprawnienia adwokatów i radców prawnych są zbliżone. Podobnie zresztą wiedza ogólna wyniesiona z 3 letniej aplikacji. Takie osoby specjalizują się dopiero w trakcie pracy zawodowej. Oczywiście jeżeli czują taką potrzebę, bo wielu z nich zajmuje się wszystkim. Jednego dnia zajmują się rozwodem innego ściąganiem długów, a kolejnego zakładaniem spółki.

W ogóle o korzyściach ze specjalizacji prawniczych mówiłem w 5 odcinku podcastu. Uważam, że na specjalizacji zyskuje zarówno prawnik jak i jego klient. Prawnik, który na co dzień zajmuje się np. rozwodami ma w tym duże doświadczenie i know how. Zna kruczki prawne i praktykę orzekania lokalnych sędziów. Jednym słowem jest w stanie lepiej obsłużyć swoich klientów niż jego kolega, który prowadzi swoją pierwszą sprawę rozwodową. Mamy więc tutaj sytuację win-win.

Problem w tym, że na rynku prawniczym jest teraz bardzo ciasno. Aby się utrzymać, prawnicy chwytają się każdej sprawy. Nawet jeżeli się na niej kompletnie nie znają.

Na moim blogu opisywałem historię klientki, która udała się do mnie po poradę, kiedy przegrała sprawę w sądzie o naruszenie znaku towarowego swojego byłego pracodawcy. Kiedy zapoznałem się z okolicznościami tej sprawy byłem w szoku. To był wręcz książkowy przykład naruszenia.

Klientka odeszła ze swoje poprzedniej firmy i zaczęła oferować konkurencyjne usługi pod nazwą, w którą planował wejść jej pracodawca. Co istotne, jej były pracodawca bardzo roztropnie wcześniej zgłosił ten znak towarowy do ochrony. No i wchodzenie w spór sądowy w takiej sytuacji totalnie nie ma totalnie sensu. Tylko, że radca prawny, który ją reprezentował uważał, że szanse na wygraną są realne. Co więcej, po przegranej zachęcał ją do złożenia apelacji.

Nie wiem czy ten prawnik nie znał się na znakach towarowych czy zachęcał do sporu z premedytacją. Wiem natomiast, że był prawnikiem od wszystkiego. Klientka z kolei całkowicie mu zaufała.

Co chcę Ci przez tą historię przekazać. Jeżeli masz jakiś problem prawny i chcesz go omówić z kilkoma prawnikami to udaj się do specjalistów z danej dziedziny. Miej świadomość przy tym, że mało który prawnik „od wszystkiego” przyzna się, że na danej sprawie się nie zna.

Moim zdaniem najlepszym sposobem na to, aby sprawdzić specjalizacje prawnika jest obserwowanie jego poczynań w internecie. Jeżeli od kilku lat prowadzi bloga o rozwodach to możesz być pewnym, że ma ponadprzeciętną wiedzę na ten temat. Ostrożnie z kolei podchodziłbym do oficjalnych stron internetowych, gdzie prawnicy od myślników wymieniają swoje specjalizacje. Od prawa cywilnego przez administracyjne czy gospodarcze. Niektórzy wskazują tych specjalizacji kilkanaście 🙂

Na swoim przykładzie widzę, że prowadzenie bloga tematycznego buduje to zaufanie. Bardzo często słyszę, że ludzie cieszą się, że trafili na moje artykuły, bo mają pewność, że się na temacie znam. Te dwa przykłady, które podałem to raczej wyjątki. W przytłaczającej większości przypadków klienci wierzą w to, co mówię. Nawet, jeżeli te informacje nie są dla nich wygodne. Zastanawiałem się jednak co mógłbym zmienić, aby ten poziom zaufania jeszcze zwiększyć.

Moja pierwsza myśl to uzyskanie tytułu naukowego. Magistrów prawa jest masa, radców prawnych czy adwokatów jest grubo ponad 50 tys. Z tej grupy doktoratem pochwalić może się niewielu. Tylko zastanawiam się, czy z drugiej strony wiele osób to w jakiś sposób to nie onieśmieli. Ludzie i tak mają stereotypowe wyobrażenie prawników jako smutnych gości mówiących niezrozumiałym językiem. Tytuł naukowy może to wyobrażenie tylko wzmocnić.

To zaufanie do kompetencji prawnika myślę można budować również w prostszy sposób np. poprzez występowanie na konferencjach branżowych jako prelegent czy pisanie do branżowych gazet. I koniec końców wszystko sprowadza się do tego czy w oczach potencjalnego klienta jestem ekspertem z danej dziedziny czy nie. Na pewno duże znaczenie ma również osobowość prawnika. Niektórzy od razu budzą sympatię inni cóż wydają się smutnymi gośćmi w garniturach. Tylko, że to wcale ich nie dyskwalifikuje, jeżeli mają opinię osób skutecznych. W sumie jestem ciekawy co o tym myślisz? Jak na kwestię zaufania do prawnika patrzy przeciętny przedsiębiorca. Komu ufasz a komu nie? Czy w ogóle się nad tym zastanawiałeś? Fajnie jakby w komentarzach pod tym odcinkiem rozpoczęła się dyskusja na ten temat.

No i w tym miejscu chciałem już powoli ten odcinek kończyć, ale pomyślałem, że powiem Ci jeszcze o jednej rzeczy. Jako, że jestem rzecznikiem patentowym to zwracają się do mnie często osoby, które chciałyby chronić jakiś ze swoich pomysłów. Wiążą z nim duże nadzieje w związku z czym ten pomysł jest dla nich cenny. Tylko żebym mógł im doradzić jak i czy w ogóle taki pomysł można chronić, muszę poznać jego szczegóły. W tym momencie niektóre osoby zaczynają mieć wątpliwości. Muszą ujawnić szczegóły swojego pomysłu w sumie obcej osobie. Najzwyczajniej w świecie boją się, że te informacje gdzieś wypłyną. Z tego powodu stosunkowo często dostaję propozycje, że zanim przejdziemy do konkretów mój Klient chce podpisać ze mną umowę o zachowaniu poufności.

Szczerze mówiąc, nie obrażam się na takie propozycje, bo zawsze stawiam się w pozycji takiego klienta. Taka osoba najczęściej po raz pierwszy ma styczność z rzecznikiem patentowym i po prostu chucha i dmucha na swój pomysł.

Tylko, że jeżeli tematem tego odcinka jest zaufanie, to chciałbym abyś wiedział, że rzecznik patentowy to zawód zaufania publicznego. Dokładnie tak samo jak sędzia, notariusz, adwokat czy radca prawny. Oznacza to, że wszystko czego dowiem się w trakcie współpracy z Klientem muszę zachować w poufności. I to nie jest kwestia mojego wyboru. Wyraźnie zobowiązują mnie do tego zasady etyki zawodowej. Za poważne złamanie zasad etyki rzecznik patentowy może zostać pozbawiony uprawnień do wykonywania zawodu. Te zasady etyki zostały przygotowane przez Polską Izbę Rzeczników Patentowych i są szczegółowo spisane. W notatkach do tego podcastu oczywiście umieszczę do nich link.

Tutaj zacytuję tylko artykuł 12§ z tych zasad. Rzecznika patentowego obowiązuje zachowanie tajemnicy zawodowej w granicach określonych obowiązującymi przepisami prawa i interesem klienta. Dotyczy to także akt własnych spraw prowadzonych przez rzecznika. Obowiązek zachowania tajemnicy zawodowej trwa, chociażby ustał już stosunek pełnomocnictwa między rzecznikiem a klientem.

Co bardzo ważne nie wolno mi świadczyć pomocy prawnej, jeżeli w danej sprawie mam konflikt interesów. Czyli pomagam już jednej ze stron. A muszę Ci powiedzieć, że już kilkakrotnie spotkała mnie taka sytuacja. Przykładowo kilka miesięcy temu dwie skonfliktowane ze sobą firmy szukały w internecie informacji na temat ochrony marki. Jako, że na blogu piszę na ten temat już od 5-ciu lat łatwo trafili na moje wpisy. Z tym, że jeden z przedsiębiorców skontaktował się ze mną pierwszy. Otrzymałem od niego podpisane pełnomocnictwo i przystąpiłem do przygotowania pisma ostrzegawczego.

I ku mojemu zaskoczeniu, po kilku dniach otrzymałem maila od strony przeciwnej z długiem opisem całej sprawy. Tamten człowiek pisał, że pewna kobieta czepia się go i żąda, aby zmienił nazwę firmy. Kiedy to przeczytałem odpisałem jednym zdaniem. Nie mogę Panu pomóc, ponieważ w tej sprawie mam konflikt interesów.

Podobne zasady etyki zawodowej mają adwokaci i radcowie prawni. I to, właśnie nasze zawody wyróżnia z grona różnego rodzaju doradców prawnych. Dla mnie zresztą nie do wyobrażenia jest sytuacja, że można działać na szkodę swojego klienta. Mówi się, że zaufanie buduje się latami, a traci w ciągu sekundy. Coś takiego zrujnowało by wizerunek naszej kancelarii. A w tym roku obchodziliśmy 27 rok jej istnienia.

Obecnie w internecie reklamuje się wiele firm, które przykładowo rejestrują znaki towarowe. Tylko to nie są kancelarie prawne ani rzecznikowskie. Niektóre to zwykłe agencje reklamowe, a o innych nie wiadomo absolutnie nic. Na ich strona poza hasłami reklamowymi nie ma informacji, kto będzie Cię obsługiwał. To może być równie dobrze grafik lub programista.

Zresztą z takim przypadkiem miałem do czynienia bardzo niedawno. Klient zlecił pewnej agencji stworzenie logo, a ta zachęciła go do rejestracji znaku unijnego. Wypełniła za niego dokumenty, dała do podpisania i wysłała do Alicante w Hiszpanii. Kiedy przyszła informacja, że EUIPO uznaje ten znak za opisowy i nie chce go zarejestrować, grafik ambitnie podjął się przygotowania odpowiedzi. Niestety nic to nie dało i urząd podtrzymał decyzję o odmowie rejestracji. I w tym momencie nastąpiła dziwna sytuacja. Wyobraź sobie, że komórka grafika przestała działać. Mój Klient obecnie nie jest w stanie się do niego dodzwonić. Klienta wiedza o tym, że graficy świadczą kiepską pomoc prawną kosztowała 1000 EURO.

Oczywiście mamy wolny rynek i nikt nie zabrania świadczenia takich usług. Można powiedzieć, że niewidzialna ręka wolnego rynku wszystko sama zweryfikuje.
Pamiętaj jednak, że jeżeli pomaga Ci osoba, która nie jest ani rzecznikiem patentowym ani radcą prawnym czy adwokatem to zasady etyki zawodowej jej nie dotyczą. Taka osoba może w tej samej sprawie doradzać Tobie i Twojemu konkurentowi. A za nielojalność nie grozi jej wyrzucenie z zawodu, bo tych uprawnień formalnie nie posiada.

Jest też druga kwestia, o której takie firmy milczą. Takie osoby nie mogą być Twoimi pełnomocnikami przed Urzędem Patentowym. Mogą jedynie wypełnić za ciebie dokumenty zgłoszeniowe i Ty bierzesz na siebie odpowiedzialność co się z Twoją sprawą będzie dziać. Jeżeli pojawią się jakieś problemy ze zgłoszeniem, to musisz radzić sobie samemu. Osoba, która Ci doradzała nie może w Twoim imieniu korespondować z Urzędem. No, ale takie firmy przyciągają do siebie klientów agresywną reklamą i niskimi cenami swoich usług.

No i ostatecznie to Ty musisz odpowiedzieć sobie na pytanie czy niższe ceny są warte takiego ryzyka.

No i to będzie już wszystko co miałem do powiedzenia w ramach tego odcinka. Wszelkie notatki, odesłania do wspomnianych artykułów znajdziesz na moim blogu pod adresem znakitowarowe-blog.pl/010. Tak jak 10 numer tego odcinka. Przygotowałem tam również transkrypcję tego odcinka w postaci pliku PDF.

Ze swojej strony chciałem Ci obiecać, że kolejny odcinek opublikuję za 2 tygodnie. Uwierz mi naprawdę niekomfortowo czułem się z tą przerwą.

Do usłyszenia.

Już teraz zachęcam Cię do odsłuchania pozostałych odcinków.

<< Poprzedni odcinek


Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


Opowiadałem już o tym kto może posługiwać się nazwą hotel, klinika czy bank. Dziś omówię jak sprawa wygląda w przypadku określenia apteka. Jest to o tyle ważne, że w 2017 roku weszła w życie tzw. ustawa „apteka dla aptekarza”. Ustawa ta wyraźnie ograniczyła konkurencję w tym sektorze rynku.
 

Kto może posługiwać się nazwą apteka?

Prawo dość dokładnie to reguluje.

Zgodnie z przepisami ustawy prawo farmaceutyczne oraz ustawy o swobodzie działalności gospodarczej musisz mieć  na to zezwolenie Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego. Aby tak się stało musisz spełniać określone w wymogi.

I tak ustawa prawo farmaceutyczne mówi, że:

Art. 86

1. Apteka jest placówką ochrony zdrowia publicznego, w której osoby uprawnione świadczą w szczególności usługi farmaceutyczne, o których mowa w ust. 2.

2. Nazwa apteka zastrzeżona jest wyłącznie dla miejsca świadczenia usług farmaceutycznych obejmujących:

1) wydawanie produktów leczniczych i wyrobów medycznych, określonych w odrębnych przepisach;

2) sporządzanie leków recepturowych, w terminie nie dłuższym niż 48 godzin od złożenia recepty przez pacjenta, a w przypadku recepty na lek recepturowy zawierający środki odurzające lub oznaczonej „wydać natychmiast” – w ciągu 4 godzin;

3) sporządzenie leków aptecznych;

4) udzielanie informacji o produktach leczniczych i wyrobach medycznych.

Otwierając aptekę, można działać tylko w jednej z określonych form. Działalność tę może prowadzić osoba fizyczna w ramach tzw. jednoosobowej działalności gospodarczej oraz spółka jawna lub partnerska, której przedmiotem działalności jest wyłącznie prowadzenie aptek.

Ograniczenia te nie obowiązują jednak w przypadku punktów aptecznych.

Punkty apteczne to placówki spełniające podobną funkcję jak apteki, ale obostrzone mniej rygorystycznymi przepisami. Takie punkty mogą być usytuowane tylko na terenie wiejskim, o ile na terenie danej wsi nie jest już prowadzona apteka ogólnodostępna.


Kto może legalnie posługiwać się nazwą apteka?

Co zmieniła ustawa “apteka dla aptekarza”?

Nowelizacja prawa farmaceutycznego, która weszła w życie w 2017 r. wprowadza zasady zwane przez media „apteką dla aptekarza”. Od teraz aby ubiegać się o zezwolenie na prowadzenie apteki, musisz być farmaceutą.

Jeżeli apteka będzie prowadzona w formie spółki jawnej lub partnerskiej, to uprawnienia farmaceutyczne muszą mieć również wszyscy wspólnicy lub partnerzy.
 
Zezwolenia nie dostaną m.in. podmioty, które:

  • prowadzą lub wystąpiły z wnioskiem o wydanie zezwolenia na prowadzenie obrotu hurtowego produktami leczniczymi lub zajmują się pośrednictwem w obrocie produktami leczniczymi, lub
  • prowadzą na terenie województwa więcej niż 1 % aptek ogólnodostępnych, lub
  • są członkami grupy kapitałowej, której członkowie prowadzą na terenie województwa więcej niż 1 % aptek ogólnodostępnych.

 
To jednak nie koniec ograniczeń.

Zezwolenia nie dostanie również wnioskodawca, który:

  • jest wspólnikiem w spółkach, które prowadzą łącznie co najmniej 4 apteki ogólnodostępne lub
  • prowadzi co najmniej 4 apteki ogólnodostępne albo podmioty przez niego kontrolowane prowadzą co najmniej 4 apteki ogólnodostępne lub
  • jest członkiem grupy kapitałowej, której członkowie prowadzą łącznie co najmniej 4 apteki ogólnodostępne, lub
  • wchodzi w skład organów spółki posiadającej zezwolenie na prowadzenie hurtowni farmaceutycznej lub zajmującej się pośrednictwem w obrocie produktami leczniczymi.

 
Wymogi lokalizacyjne.

Zgodnie z nowelizacją nową aptekę można otworzyć dopiero wtedy, gdy na jedną aptekę w danej gminie będzie przypadać co najmniej 3 tys. mieszkańców, a odległość jednej apteki od drugiej będzie wynosić co najmniej 500 metrów w linii prostej.

Nie zmienia się natomiast to, że w aptece produkty lecznicze i wyroby medyczne może wydawać jedynie farmaceuta lub technik farmaceutyczny.

 
Wymogi lokalowe dla apteki.

Jako ciekawostkę powiem, że aby otworzyć aptekę, trzeba spełniać również określone warunki lokalowe. Powierzchnia podstawowa pomieszczeń przeznaczonych na aptekę nie może być mniejsza niż 80 m2. W miejscowościach liczących do 1.500 mieszkańców i na terenach wiejskich powierzchnia ta musi wynosić co najmniej 60 m2.
 

Kto może prowadzić aptekę internetową?

Aby otworzyć aptekę internetową, musisz powiadomić Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego. Nie musisz dostać zezwolenia ani złożyć powiadomienia, jedynie jeżeli chcesz prowadzić sklep sprzedający leki bezrecepturowe.

Mimo to, sklepy zielarsko-medyczne może prowadzić wyłącznie:

  • farmaceuta,
  • technik farmaceutyczny oraz
  • absolwenta kursu II stopnia z zakresu towaroznawstwa zielarskiego lub
  • przedsiębiorca zatrudniający wymienione osoby jako kierowników tych placówek.

 
Dyskusyjny status aptek internetowych.

Status aptek internetowych jeszcze kilka lat temu nie był taki oczywisty.

Wszystko zmienił wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach z 2007 r. Śląska Izba Aptekarska twierdziła, że nazwa  “apteka” zastrzeżona jest tylko dla aptek mieszczących się w budynkach a nie tych internetowych. Poza tym podnoszono, że wysyłkowy handel lekami jest niezgodny z wymaganiami prawa farmaceutycznego.

Sąd potwierdził, że polskie prawo faktycznie nie zezwala na sprzedaż wysyłkową produktów leczniczych. Tylko, że takie zachowanie jest zgodnie z normami prawa unijnego, które mają pierwszeństwo przed regulacjami krajowymi.

A to oznacza, że prowadzenie takiej działalności jest dopuszczalne.

Spór o apteki internetowej zakończyła ostatecznie nowelizacja prawa farmaceutycznego. Nowe przepisy wyraźnie pozwalały ona na wysyłkową sprzedaż leków wydawanych bez recepty.

Warunki takiej sprzedaży zostały doprecyzowane w rozporządzeniu Ministra Zdrowia.

W myśl tych przepisów, aptekę internetową może prowadzić podmiot, który prowadzi już działającą aptekę tradycyjną lub punkt apteczny. Konieczne jest jednak zgłoszenie takiego zamiaru właściwemu miejscowo Wojewódzkiemu Inspektorowi Farmaceutycznemu.

I to właściwie dyskusję o aptekach internetowych zamknęło.

Kary za nielegalne używanie nazwy apteka.

Według ustawy prawo farmaceutyczne osoba, która prowadzi aptekę bez zezwolenia podlega karze pieniężnej w wysokości do 500 000 zł. Dodatkowo każdy, kto bez wymaganego zezwolenia na prowadzenie apteki albo punktu aptecznego prowadzi wysyłkową sprzedaż produktów leczniczych, podlega:

  • grzywnie,
  • karze ograniczenia wolności albo
  • pozbawienia wolności do lat 2.



Warto również dodać, że przedsiębiorca, który do oznaczania swojego sklepu używa nazwy apteka lub modyfikacji tego słowa, naruszy przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Mówi ona bowiem, że:

Art. 10. 1.

Czynem nieuczciwej konkurencji jest takie oznaczenie towarów lub usług albo jego brak, które może wprowadzić klientów w błąd co do pochodzenia, ilości, jakości, składników, sposobu wykonania, przydatności, możliwości zastosowania, naprawy, konserwacji lub innych istotnych cech towarów albo usług, a także zatajenie ryzyka, jakie wiąże się z korzystaniem z nich.

Art. 16. 1.

Czynem nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy jest w szczególności:

1) reklama sprzeczna z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub uchybiająca godności człowieka;
2) reklama wprowadzająca klienta w błąd i mogąca przez to wpłynąć na jego decyzję co do nabycia towaru lub usługi;

 

Mój komentarz do zmian.

Nie da się ukryć, że zasady prowadzenia aptek są wysoce regulowane a najnowsze zmiany w prawie pod sztandarem „aptek dla aptekarzy” jeszcze bardziej ograniczają w tym sektorze konkurencję.

To dość zaskakujące bo politycy w ostatnich latach głośno krzyczą o konieczności otwierania zawodów.

Nie potrafię sobie wyobrazić, że w zakresie usług prawnych powstają przepisy mówiące, że w Bydgoszczy zagęszczenie kancelarii prawnych nie może być większe niż jedna na 500 metrów.

Otwieranie zawodu uzasadniane jest zdrową wolnorynkową konkurencją, co zawsze ma być korzystne dla klientów. Dzięki temu ceny spadają a jakość oferowanych towarów i usług wzrasta.

W przypadku aptek uznano, że ta kwestia nie jest najważniejsza.


Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

28 Sie

Jak zmienić nazwę firmy? Praktyczne rady.

Jeżeli zastanawiałeś się jak zmienić nazwę firmy, to w tym artykule znajdziesz odpowiedź. Opisałem w nim procedurę zmiany nazwy firmy dla działalności gospodarczej oraz spółek. Przeczytasz również o naciągaczach, którzy przy tej okazji starają się żerować na nieuwadze przedsiębiorców. Bądź więc czujny!
 


Czasami życie zmusza do zmiany nazwy firmy…

Do zajęcia się tym problemem zainspirowała mnie historia jednego z moich Klientów.

Była to mała firma, która od 3 lat całkiem dobrze się rozwijała. Jej właściciel już od dłuższego czasu myślał o tym aby zastrzec jej nazwę. Formalnie robi się to poprzez rejestrację znaku towarowego w Urzędzie Patentowym.

Kiedy szukał informacji na ten temat w internecie, trafił na ten blog, a później poprosił mnie o pomoc z wszelkimi formalnościami. Przed samym zgłoszeniem zrobiłem dla niego analizę prawną marki.

Polega ona na sprawdzeniu czy nie ma jakichś przeszkód do rejestracji.

I niestety ku przerażeniu mojego Klienta okazało się, że w Polsce istnieje już konkurencyjna firma o identycznej nazwie. Co więcej, od ponad pięciu lat ma już zarejestrowany swój znak towarowy. Co prawda logo klienta miało zupełnie inną grafikę, ale już w reklamie radiowej znaki były nie do odróżnienia.


Wnioski z mojej analizy były jednoznaczne. Klient powinien zmienić nazwę firmy. W dotychczasowym kształcie naruszała ona cudze prawa.

I lepiej aby rebranding zrobił zanim jego konkurent dowie się o naruszeniu.

Kiedy tłumaczyłem mu jak zmienić nazwę firmy, pomyślałem, że temat może zainteresować czytelników mojego bloga. No i masz właśnie przed sobą efekt mojej pracy 🙂

Dlaczego przedsiębiorcy zmieniają nazwy swoich firm?

Zauważyłem, że przedsiębiorcy dość bezrefleksyjnie wybierają nazwy dla swoich firm. Tutaj sytuacja mojego Klienta nie była beznadziejna, bo o kolizji dowiedział się od swojego rzecznika patentowego. Zdarza się jednak tak, że o fakcie złamania prawa przedsiębiorca dowiaduje się z pisma od kancelarii prawnej.

Tylko, że wtedy ma już najczęściej nóż na gardle. Jeżeli w przeciągu 14 dni nie zmieni nazwy firmy, grozi mu proces i wysokie odszkodowanie.

 

Moja rada jest taka, abyś przed wyborem nowej nazwy skonsultował się z rzecznikiem patentowym. Pamiętaj, że niektóre nazwy są po prostu słabe od strony prawnej.

Przykładowo, w ogóle unikałbym nazw opisowych. Tego typu nazwy należą do grupy określeń wolnych i każdy może się nimi posługiwać. Również Twoja konkurencja!

Nazwa rowery24.pl jest dobra od strony marketingowej, ale prawo nie pozwoli Ci na jej monopolizację.
 
Przedsiębiorcy decydują się na rebranding również z własnej nieprzymuszonej woli.

Czasami z biegiem lat zmieniają branżę w której działają. Stara nazwa bardziej im szkodzi, niż pomaga. Przykładowo, wiele lat w branży budowlanej działała spółka CEMENTOBUD. Nazwa jak najbardziej logiczna. Spółka zmieniła jednak profil działalności na… usługi piekarnicze :). Stara nazwa z pewnością budziła konsternację u klientów. Dziś widzę, że spółka o takiej nazwie nie istnieje. Być może więc właściciele dokonali jej zmiany.

Czym jest nazwa firmy w świetle prawa?

Skoro mam mówić jak zmienić nazwę firmy, to wytłumaczę Ci co to pojęcie oznacza.

Potocznie, firma, to przedsiębiorstwo handlowe lub usługowe. O osobie, która prowadzi działalność gospodarczą lub np. spółkę jawną mówi się, że posiada firmę.

FIRMA = PRZEDSIĘBIORSTWO

Tylko, że firma w znaczeniu prawnym to oznaczenie przedsiębiorcy, pod którym występuje on jako podmiot stosunków prawnych. Upraszczając, firma to nazwa, pod którą przedsiębiorca działa na rynku.

FIRMA = NAZWA PRZEDSIĘBIORCY

 

Każdy przedsiębiorca musi działać pod jakąś firmą!

Zasady jej konstruowania są różne.

Przykładowo, jeżeli chcesz prowadzić działalność gospodarczą, to firma (czyli jej nazwa) musi zawierać przynajmniej Twoje imię i nazwisko. Jeżeli zakładasz spółkę, to w firmie musi się znaleźć informacja o jej formie prawnej. Przykładowo spółka jawna lub z o.o.

Dobra informacja jest taka, że jeżeli zajdzie taka potrzeba, możesz zmienić nazwę firmy lub ją zmodyfikować. To, jakie kroki musisz poczynić aby to zrobić, zależy od tego w jakiej formie prawnej obecnie działasz.
 
Jak zmienić nazwę firmy?

Jak zmienić nazwę firmy dla działalności gospodarczej?

W Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej wpisowi podlega:

  • jednoosobowa działalność gospodarcza oraz
  • spółka cywilna.

W przypadku spółki cywilnej każdy przedsiębiorca składa osobno zarówno wniosek o wpis, jak i o zmianę nazwy firmy. Zmiany wpisu należy dokonać w terminie 7 dni od dnia zmiany danych. Przykładowo, może to być zmiana adresu siedziby. Dokonuje się tego poprzez złożenie wniosku o zmianę wpisu.


Zmiany we wpisie można dokonać na kilka różnych sposobów.

  • Możesz zrobić to osobiście w urzędzie gminy lub miasta.
  • Możesz to zrobić nie wychodząc z domu, czyli on-line. Tutaj pamiętaj jednak, że konieczne jest posiadanie podpisu elektronicznego.
  • Kolejną opcją jest wysłanie wniosku pocztą. Pamiętaj tylko, że taki wniosek powinien być opatrzony Twoim podpisem, którego własnoręczność poświadczona będzie przez notariusza. Pamiętaj również, że formalności związane z założeniem działalności gospodarczej czy spółki możesz zlecić swojemu pełnomocnikowi. Podobnie jest przy dokonywaniu zmian w rejestrze.


Uważaj na pisma od naciągaczy!

Pamiętaj, że dokonanie wpisu do CEIDG jak i zmiana nazwy firmy jest bezpłatna!

To ważne, bo prawdziwą plagą są różnej maści prywatne rejestry. Każda osoba, która założy działalność gospodarczą momentalnie dostaje od nich listy. Są one stylizowane na pisma urzędowe i w każdym jest żądanie zapłaty za dokonanie wpisu.

Dokładnie z tym samym problemem borykają się osoby rejestrujące swoje znaki towarowe. Po dokonaniu zgłoszenia spodziewają się pisma z informacją o opłacie urzędowej. Zanim jednak przyjdzie do nich pismo z Urzędu Patentowego, dostają list od oszustów. Jest tam żądanie zapłaty za umieszczenie znaku w ich rejestrze.

Jeżeli zapłacisz, to zasilisz konto prywatnej firmy.

Jak zmienić nazwę firmy dla spółki jawnej?

Jeżeli chcesz założyć spółkę prawa handlowego, to dokonuje się tego we właściwym dla Ciebie Sądzie Rejonowym w Wydziale Gospodarczym Krajowego Rejestru Sądowego. Jest to tzw. sąd rejestrowy.

Informacje o zarejestrowanej spółce pojawią się w Krajowym Rejestrze Sądowym.

Wpisowi do KRS-u podlega:

  • spółka jawna;
  • partnerska;
  • komandytowa;
  • komandytowo-akcyjna;
  • spółka z ograniczoną odpowiedzialnością oraz
  • spółka akcyjna.



Zmiana firmy spółki (czyli jej nazwy) wymaga więcej formalności niż przy działalności gospodarczej. Zresztą zmiany w rejestrze będą konieczne przykładowo w sytuacji zmiany przedmiotu działalności spółki lub jej siedziby.

W przypadku spółki jawnej wszyscy wspólnicy, no chyba, że w umowie postanowiono inaczej, powinni podjąć uchwałę o zmianie umowy spółki i sporządzić tekst jednolity tak zmienionej umowy spółki. Co ważne, zmiana umowy spółki musi nastąpić w tej samej formie co pierwotna umowa.

Czyli jeśli np. umowa spółki została zawarta w formie aktu notarialnego, to w tej samej formie dokonuje się jej zmiany.

Następnie, w terminie 7 dni od momentu podjęcia uchwały, należy złożyć specjalny wniosek do wydziału gospodarczego właściwego sądu rejestrowego.


Do wniosku należy załączyć kolejno:

  • uchwałę wspólników;
  • tekst jednolity zmienionej umowy spółki;
  • dowody uiszczenia opłaty sądowej oraz opłaty za ogłoszenie w Monitorze Sądowym i Gospodarczym;
  • inne dokumenty, w zależności od dokonanych zmian (np. w przypadku zmiany składu osób upoważnionych do reprezentacji spółki, co do zasady do wniosku należy dodatkowo dołączyć zgodę tych osób na ich powołanie).

 
Jak zmienić nazwę firmy?

Jak zmienić nazwę firmy dla spółki partnerskiej, komandytowej i komandytowo-akcyjnej?

Na tych samych zasadach co w sp. j. dokonuje się zmiany nazwy spółki partnerskiej i komandytowej. Z tym, że uchwałę w tej pierwszej podejmują partnerzy a w drugiej wspólnicy czyli komplementariusze i komandytariusze.

Przy spółce komandytowo-akcyjnej konieczna jest uchwała walnego zgromadzenia zmieniająca statut. W pozostałej części wszystko wygląda podobnie jak w omawianej już spółce jawnej.
 
Zasada “jednego okienka”.

Obecnie obowiązuje zasada „jednego okienka”.

Jeśli jakieś informacje w KRS ulegną zmianie, organy takie jak ZUS czy Urząd Skarbowy z „automatu” się o tym dowiadują. Dzięki temu, bez aktywności z Twojej strony, instytucje te aktualizują swoje dane w oparciu o aktualny KRS.

Inaczej sprawa wygląda z danymi uzupełniającymi, które są informacjami nieobjętymi wpisem do KRS-u. Zmianę tych danych podatnicy muszą w tych urzędach zgłaszać samodzielnie.

Jak zmienić nazwę firmy dla spółki z o.o.?

W przypadku spółki z o.o. zgromadzenie wspólników podejmuje uchwałę, która musi być zawarta w protokole sporządzonym przez notariusza. Zatem dokonanie zmiany w zapisach umowy spółki wymaga zwołania zgromadzenia wspólników.

O planowanym zdarzeniu wspólnicy powinni być poinformowani listownie co najmniej na dwa tygodnie przed zgromadzeniem.

Uchwały o zmianie umowy spółki zapadają co do zasady większością 2/3 głosów, chyba że umowa spółki stanowi inaczej. Następnie zarząd składa do odpowiedniego sądu wypełniony wniosek wraz z załącznikami, które omówiłem przy okazji spółki jawnej.

Jak zmienić nazwę firmy dla spółki akcyjnej?

No i na koniec mamy spółkę akcyjną, dla której procedura wygląda podobnie jak w przypadku spółki z.o.o. Tutaj jednak walne zgromadzenie podejmuje uchwałę o zmianie statutu.

Poniżej, w tabelce znajdziesz sygnaturę wniosków potrzebnych do zmiany nazwy firmy. Ściągnąć je możesz tutaj.

Oczywiście również tutaj musisz uważać na naciągaczy, którzy będą wzywali spółkę do opłaty za publikację informacji o firmie w ich rejestrach. Może to trywialne stwierdzenie, ale powinieneś dokładnie czytać pisma, które otrzymujesz. W razie wątpliwości skontaktuj się ze swoim pełnomocnikiem.

Czy sąd rejestrowy weryfikuje nazwę firmy?

Pamiętaj, że sąd jedynie w ograniczonym zakresie sprawdza czy firma, pod którą chce działać spółka nie narusza cudzych praw. Do rejestru może być wpisana spółka o identycznej firmie, jak spółka już istniejąca.

To, czy ich potencjalni klienci mogą być wprowadzeni w błąd ocenia się m.in. na podstawie terytorium ich działalności.

Jeżeli więc jedna spółka działa w Gdańsku, a druga chce działać w Krakowie, to ryzyko pomyłki może być niewielkie.

Koniec końców wszystko zależy od tego, jak restrykcyjnie podejdzie do tego właściwy sąd.


Ciekawostka:

Jest dużo spółek, które powstały przed wprowadzeniem KRS-u (2001 rok).

No i przez to, że kiedyś rejestry były w konkretnych sądach, to i nazwy spółek były weryfikowane najwyżej w obrębie danego sądu. W konsekwencji spółek o tych samych firmach namnożyło się w Polsce sporo i nikt tego nie kontrolował.

Teraz, tak jak pisałem, w pewnym stopniu jest to weryfikowane. Nie słyszałem jednak o przypadku weryfikowania przez sąd tego czy firma, pod którą chce działać spółka, nie narusza cudzego znaku towarowego.



Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

Ostatnio pisałem o tym, które elementy software’u chroni prawo autorskie. Dzisiaj uzupełniam tamten wpis o streszczenie dwóch wyroków Trybunału Sprawiedliwości. Spory, o których zaraz przeczytasz, odpowiedziały na pytanie w jaki sposób interfejs użytkownika jest chroniony przez prawo autorskie.
 
Jak interfejs użytkownika jest chroniony przez prawo.

Czym jest graficzny interfejs użytkownika programu?

Tę kwestię stara się zdefiniować Dyrektywa Rady z dnia 14 maja 1991 r. w sprawie ochrony prawnej programów komputerowych (91/250/EWG). Wskazuje ona, że :

[…] części programu umożliwiające takie wzajemne połączenia i wzajemne oddziaływanie między elementami oprogramowania i sprzętu komputerowego są ogólnie znane pod nazwą „interfejsów”;

Potocznie interfejs użytkownika to część urządzenia lub oprogramowania odpowiedzialna za interakcję z użytkownikiem. Oznacza to, że treści wyświetlane przez komputer mogą być uznane za interfejs użytkownika.

 

Pytanie, na które musiał odpowiedzieć Trybunał sprowadzało się do tego

Czy interfejs użytkownika należy traktować jak program komputerowy?.

Jeżeli przyjmiemy, że tak, to byłby on chroniony przepisami szczególnymi, jak sam program. Jeżeli nie, to pytanie jak w ogóle chroniony jest taki interfejs użytkownika?



____________________________________________________________________

W artykule, który czytasz skupiam się konkretnie na prawach autorskich do layoutu. Tylko, że pod pewnymi warunkami, layout można chronić z pomocą Urzędu Patentowego.

Wyjaśniam to szczegółowo w poniższym nagraniu.





Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej
z dnia 22 grudnia 2010 r.
BSA vs. Ministerstvu kultury
w sprawie C-393/09

Okoliczności powstania sporu:

Bezpečnostni softwarova asociace – Svaz Softwarove Ochrany (dalej BSA) to stowarzyszenie zajmujące się ochroną programów komputerowych. Zwróciło się ono do czeskiego Ministerstwa kultury z wnioskiem o udzielenie mu zezwolenia na zbiorowe zarządzanie prawami autorskimi do programów komputerowych.

Ministerstwo odmówiło BSA uzasadniając, że czeska ustawa o prawie autorskim chroni jedynie kod obiektowy i kod źródłowy programu komputerowego. Nie jest jest za to chroniony tymi przepisami rezultat wyświetlenia programu na ekranie komputera. Graficzny interfejs użytkownika stanowi jedynie przedmiot ochrony przed nieuczciwą konkurencją

BSA zaskarżyło tę decyzję do sądu argumentując, że definicja programu komputerowego obejmuje swoim zakresem również graficzny interfejs użytkownika.

Pytania prejudycjalne:

Sąd kasacyjny nabrał wątpliwości co do prawidłowej wykładni przepisów. Zawiesił więc postępowanie i zwrócił się do Trybunału z następującymi pytaniami:

1) Czy graficzny interfejs użytkownika programu komputerowego stanowi formę wyrażenia tego programu, a więc korzysta ze szczególnej ochrony przyznanej programom w prawie autorskim?

2) W przypadku udzielenia odpowiedzi twierdzącej na pytanie pierwsze: Czy nadawanie transmisji telewizyjnej, która umożliwia odbiorcom zmysłowe postrzeganie graficznego interfejsu użytkownika programu, stanowi publiczne udostępnianie chronionego utworu lub jego części?

Stanowisko Trybunału Sprawiedliwości:

 
Odpowiedź na pytanie 1

Trybunał zauważył, że graficzny interfejs użytkownika nie pozwala na powielanie programu komputerowego. Stanowi on jedynie element programu, za pomocą którego użytkownicy wykorzystują właściwości omawianego programu.

Wynika stąd, że interfejs ten nie stanowi formy wyrażenia programu komputerowego w rozumieniu art. 1 ust. 2 dyrektywy 91/250 oraz że w konsekwencji nie może korzystać ze szczególnej ochrony przyznanej na mocy tej dyrektywy programom komputerowym w prawie autorskim.

Trybunał wypowiedział się również w kwestii tego, czy w związku tym, że interfejsy użytkownika nie są chronione przez szczególne przepisy dotyczące programów komputerowych, to mogą jednak korzystać z ochrony przewidzianej w przepisach ogólnych prawa autorskiego:

Graficzny interfejs użytkownika może korzystać, jako utwór, z ochrony przewidzianej w prawie autorskim, jeżeli stanowi wyraz własnej twórczości intelektualnej swego autora.

Sąd krajowy będzie musiał więc ocenić układ i konfigurację elementów składowych będących częścią graficznego interfejsu użytkownika. Wszystko po to, aby ustalić te elementy, które spełniają kryterium oryginalności. To te elementy będą bowiem chronione prawem autorskim. Prawo autorskie nie obejmie elementów  graficznego interfejsu użytkownika cechujących się wyłącznie funkcją techniczną.

 

Odpowiedź na pytanie 2

Dyrektywa 2001/29 stanowi, że transmisja telewizyjna utworu stanowi jego publiczne udostępnienie. Autorowi przysługuje natomiast wyłączne prawo zezwalania na to, bądź nie. Ponadto taka osoba ma prawo do wynagrodzenia za korzystanie ze swojego utworów.

Trybunał podszedł do odpowiedzi na pytanie nr 2 od ciekawej strony. Stwierdził, że jeżeli w ramach transmisji telewizyjnej wyświetlony jest graficzny interfejs użytkownika, to udostępniany jest on wyłącznie w sposób pasywny.

Odbiorca nie ma możliwości jego aktywnego użycia. Nie może go wykorzystać do interakcji z programem komputerowym. Taka sytuacja nie stanowi udostępnienia interfejsu użytkownika.



____________________________________________________________________

Myśląc o ochronie software’u wiele osób chciałoby swoje rozwiązanie opatentować. Tymczasem przepisy wyraźnie wyłączają programy komputerowe z patentowalnych wynalazków. Jest jednak pewien wyjątek, o którym mówię w poniższym nagraniu.





Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej
z dnia 2 maja 2012 r.
SAS Institute v. World Programming Ltd
w sprawie C-406/10

Okoliczności powstania sporu:

SAS Institute (dalej SAS) to amerykańska spółka informatyczna, która opracowała zestaw programów komputerowych do analizy danych (system SAS).

World Programming Ltd (dalej: WPL) uznała, że istnieje zapotrzebowanie na oprogramowanie zastępcze, które mogłoby wykonywać programy napisane w języku SAS. Stworzono więc “Word Programming System”. Miał on wiernie naśladować funkcje komponentów SAS, tj. zapewnić, aby te same dane wejściowe, dawały te same dane wyjściowe.

Dla sprawy duże znaczenie ma fakt, że według ustaleń angielskiego sądu WPL nie miała dostępu do kodu źródłowego komponentów SAS

Pytania prejudycjalne:

Sąd zawiesił postępowanie i zwrócił się do Trybunału z szeregiem pytań. Najważniejsze sprowadzały się właściwie do dwóch:

1) Czy funkcje programu, język programowania i format plików stanowią formę wyrażenia programu, a więc korzystają z ochrony wynikającej z prawa autorskiego?

2) Czy osoba, która uzyskała kopię programu na podstawie licencji, może obserwować, badać i testować jego funkcjonowanie z zamiarem ustalenia koncepcji i zasad, na których opiera się każdy z elementów wspomnianego programu?

Stanowisko Trybunału Sprawiedliwości:

 
Odpowiedź na pytanie 1

Trybunał powołując się na wyrok w sprawie C-393/09 przypomniał, że prawo autorskie chroni program komputerowy we wszystkich formach wyrażania. Chodzi o kod źródłowy i obiektowy, które umożliwiają jego powielanie.

Tym samym ani zbiór funkcji programu komputerowego, ani język programowania i format plików danych używanych w ramach programu komputerowego w celu korzystania z pewnych jego funkcji, nie stanowią formy wyrażenia tego programu. A to oznacza, że nie podlegają z tego tytułu ochronie przyznawanej przez prawo autorskie

Przyjęcie, że zbiór funkcji programu komputerowego mógłby być chroniony prawem autorskim, oznaczałoby umożliwienie monopolizowania koncepcji kosztem postępu technicznego i rozwoju przemysłowego.

Natomiast co się tyczy graficznego interfejsu użytkownika, Trybunał orzekł, że interfejs taki nie pozwala na powielanie programu komputerowego, lecz stanowi po prostu element tego programu, za pomocą którego użytkownicy wykorzystują właściwości omawianego programu

 
Odpowiedź na pytanie 2

Przepisy dyrektywy 91/250 mówią, że osobie uprawnionej do używania programu komputerowego nie można zabronić obserwacji, badania lub testowania funkcjonowania programu. Warunek jest jednak taki, że działania te nie mogą naruszać praw autorskich do wspomnianego programu.

Jeżeli zapisy sprzeczne z powyższym znajdą się w umowie licencyjnej, to są one nieważne.

W niniejszej sprawie WPL nie miał dostępu do kodu źródłowego programu SAS. Ograniczył się jedynie do badania, obserwowania i testowania programu w celu powielenia jego zbioru funkcji w drugim programie. Takie działanie nie stanowi naruszenia prawa autorskiego.

Podsumowanie

Graficzny interfejs użytkownika chroniony jest prawem autorskim wyłącznie jako element kodu programu. Jeżeli ktoś skopiuje jego kod, to faktycznie naruszy prawa autorskie. Istnieje jednak techniczna możliwość uzyskania identycznych  prezentacji ekranowych przy użyciu zupełnie innego kodu.

Z tego właśnie powodu nie można twierdzić, że naruszono prawo autorskie do programu komputerowego jedynie na podstawie porównania prezentacji ekranowych. Taka wizualizacja nie ujawnia kodu programu, a więc nie pozwala na jego zwielokrotnienie.

Sytuacja może się jeszcze bardziej skomplikować, jeżeli zaczniemy drążyć kto przygotował graficzny interfejs użytkownika. Często zdarza się, że ten element programu zleca się zewnętrznemu grafikowi. Jeżeli zlecający nie podpisze z programistą umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych, to nieświadomie może łamać prawo.

Nie mówiąc już o tym, że nie będzie w stanie dochodzić roszczeń w sytuacji kiedy ktoś jego interfejs użytkownika skopiuje.



Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

Jakiś czas temu pisałem o tym jak zbytnia popularność zabija markę. Chodziło o przypadek, kiedy dany produkt cieszy się tak dużą popularnością, że jego marka przekształca się w nazwę rodzajową. Może również dojść do odwrotnej sytuacji. Nazwa opisowa, w następstwie dużej popularności może przekształcić się w nazwę fantazyjną. Jest to tzw. wtórna zdolność odróżniająca.
 

Wtórna zdolność odróżniająca. Co to takiego?

W tym miejscu rozwinę może to, o czym napisałem we wstępie.

Degeneracja znaku towarowego ma miejsce wtedy, kiedy nazwa fantazyjna przekształca się w nazwę rodzajową. Dzieje się to w wyniku jej ogromnej popularności. Innymi słowy ludzie zaczynają takim określeniem nazywać całą kategorię towarów. Nie odbierają jej już jako marki, która kojarzy się z konkretnym producentem.
 
Przykład:

„Krówki” to obecnie rodzaj cukierków. Wiele lat temu ktoś tę nazwę wymyślił i nic wtedy ona nie oznaczała. Taki los spotkał m.in. markę ASPIRYNA, JO-JO czy TERMOS.

Wtórna zdolność odróżniająca ratunkiem dla opisowych znaków towarowych.
 
Wtórna zdolność odróżniająca to sytuacja, kiedy oznaczenie, które początkowo nie posiadało cech znaku towarowego (bo np. było opisowe) w następstwie ogromnej popularności zaczyna konsumentom kojarzyć się z określonym przedsiębiorcą. Innymi słowny nabywa on wtórnej zdolności odróżniającej.

Wtórna zdolność odróżniająca ratunkiem dla opisowych znaków towarowych.

Tematem wtórnej zdolności odróżniającej powinieneś się zainteresować, kiedy ekspert nie chce Ci przyznać ochrony. Poniżej przybliżam Ci trzy najczęstsze tego powody. W każdym z tych przypadków Twoją ostatnią deską ratunku dla zgłoszenia może być próba wykazania, że Twój znak towarowy nabył wtórną zdolność odróżniającą.

– 1 –
Oznaczenia nieposiadające zdolności odróżniającej.

 

Jedną z funkcji znaku towarowego jest komercyjne oznaczanie towarów lub usług.

Dzięki temu możesz dokonać świadomego wyboru np. wody mineralnej. Wody różnią się od siebie przede wszystkim nazwą. Gdyby każda występowała w takiej samej butelce bez etykiety, nie byłbyś w stanie wybrać tej, o której masz najlepsze zdanie.

Po tym, jak dokonasz zgłoszenia znaku towarowego np. do EUIPO w Alicante, ekspert sprawdzi, czy Twoje oznaczenie nadaje się do odróżniania towarów lub usług. Może on odmówić przyznania Ci ochrony jeżeli uzna, że Twoje oznaczenie jest niedystynktywne.
 
Przykład:

Coca Cola podjęła nieudaną próbę rejestracji unijnego znaku towarowego przedstawiającego taką oto butelkę:

Wtórna zdolność odróżniająca ratunkiem dla znaków towarowych opisowych.EUTM-010532687

Jej kształt był na tyle prosty, że Urząd uznał, że jest to oznaczenie niedystynktywne. Nie oznacza to oczywiście, że znakiem towarowym nie może być butelka.

 
Poniżej przedstawiam Ci wiele takich przykładów z naszego polskiego podwórka. Wygląd tych butelek jest jednak na tyle charakterystyczny, że wiele osób byłoby w stanie odgadnąć ich markę nawet wtedy, gdyby były pozbawione etykiet.
 
Wtórna zdolność odróżniająca ratunkiem dla znaków towarowych opisowych.

Wtórna zdolność odróżniająca ratunkiem dla znaków towarowych opisowych.

– 2 –
Oznaczenia opisowe (ogólnoinformacyjne).

 

Ekspert z Urzędu Patentowego nie przyzna również ochrony na oznaczenia opisowe. Chodzi tu o znaki, które jednoznacznie wskazują do oznaczania jakich towarów lub usług służą.

Konsument nie musi się tutaj niczego domyślać. Nazwa wskazuje na to wręcz “łopatologicznie”.

Zawsze w tym miejscu podaję przykład znaku:

polskibus
Z-374320

Nasz krajowy Urząd Patentowy odmówił przyznania ochrony na ten słowny znak uzasadniając, że jest to informacja o usługach przewozu polskimi autobusami.

– 3 –
Oznaczenia, które weszły do języka potocznego.

 

Urząd patentowy odmówi również przyznania prawa ochronnego na oznaczenia, które weszły do języka potocznego.

Przykładowo, odmówiono rejestracji znaków:

Wrocek (Z.389603) oraz

Wawa (Z.389601).

W obu przypadkach ekspert prawidłowo rozszyfrował, że potocznie tak mówi się o Wrocławiu i Warszawie. Z kolei u nas na Bydgoszcz mówi się BYDZIA i najpewniej również to słowo trudno byłoby zastrzec.
 
Podsumowując, nie rejestruje się:

  • oznaczeń niedystynktywnych,
  • oznaczeń opisowych,
  • oznaczeń, które weszły do języka potocznego.

Przepisy wskazują jednak pewien wyjątek.

Wtórna zdolność odróżniająca – wyjątek od reguły.

Urząd Patentowy nie może odmówić przyznania ochrony na tego typu znaki, jeżeli przed datą ich zgłoszenia znaki te nabyły, w następstwie ich używania, charakter odróżniający.

Nabycie wtórnej zdolności odróżniającej ma miejsce wtedy, kiedy znacząca grupa kupujących przyporządkowuje dane oznaczenie określonym towarom. Innymi słowy ludzie uznają, że znak wyróżnia te towary na rynku.

 
Wracając do wspomnianego już PolskiegoBusa.

Często podaję ten przykład moim Klientom, kiedy tłumaczę czym jest oznaczenie opisowe. Ostatnio złapałem się na tym, że kiedy pytałem ich czy znają tę markę, większość mówi:

Tak, to ten tani przewoźnik autobusowy.

I niedawno uświadomiłem sobie, że ta marka, kiedy wchodziła na rynek w 2010 r. była opisowa. Tylko, że dziś po 7 latach i przewiezieniu wielu milionów osób, ludzie bardzo dobrze ją kojarzą. I to kojarzą ją po samej nazwie.

A to oznacza, że w wyniku ogromnej popularności, określenie PolskiBus najpewniej nabyło właśnie wtórną zdolność odróżniającą. Moim zdaniem, gdyby ponownie zgłoszono ten znak towarowy do ochrony, to byłyby realne szanse na jego rejestrację.

Kiedy wykazać wtórną zdolność odróżniającą?

Tylko, aby taka rejestracja się udała, znak musi nabrać charakteru odróżniającego jeszcze przed datą zgłoszenia. Innymi słowy jeżeli używasz w obrocie określenia opisowego, to zanim je zgłosisz do ochrony powinieneś dość mocno je wypromować.

Oczywiście bardzo trudno jednoznacznie określić czy nastał już ten moment, kiedy powinniśmy dokonać zgłoszenia czy może lepiej poczekać jeszcze rok.

Poza tym pamiętaj, że jeżeli takim oznaczeniem posługuje się wiele firm, to ekspert może nie zgodzić się na przyznanie Ci ochrony. Ciężko bowiem wykazywać, że dana marka kojarzy się z Twoją firmą, kiedy na rynku posługuje się nią jeszcze 10 innych.

 

Zobacz także:

Kolor jako znak towarowy. Jak uzyskać monopol prawny na barwę?

Na moim blogu jednym z najpopularniejszych artykułów jest ten o możliwości zastrzeżenia czystego koloru.

Co do zasady przyjmuje się, że kolor nie nadaje się do odróżniania towarów lub usług. Są jednak firmy, które osiągnęły taki sukces rynkowy, że ludzie patrząc na sam kolor są w stanie skojarzyć go z daną marką.

Nastąpiło więc to, o czym mówiłem. Taki kolor zaczął pełnić funkcję znaku towarowego, czyli pozwala odróżniać się towarom i usługom na rynku.


Jeżeli nie wierzysz, to możemy zrobić prosty test. Poniżej widzisz 3 kolory.

Czy jesteś w stanie odgadnąć jakie marki się za nimi kryją.

Wtórna zdolność odróżniająca ratunkiem dla znaków towarowych opisowych.

Dla ułatwienia powiem, że:

  • pierwszy służy do oznaczania wyrobów czekoladowych,
  • drugi do usług telekomunikacyjnych, a
  • trzeci zgłoszony został do oznaczania słodyczy.

 
Myślę, że z łatwością odgadłeś, że:

  • w pierwszym przypadku chodzi o markę MILKA, a
  • w drugim o ORANGE.

 
Co jednak z trzecim znakiem?

Okazuje się, że został zgłoszony do ochrony przez Firmę Cukierniczą „Solidarność”.

Wnioski:

Wtórna zdolność odróżniająca nie jest łatwa do udowodnienia.

I uwaga nie dostał ochrony!

Dlaczego?

Dlatego, że zgłaszający nie wykazał wtórnej zdolności odróżniającej. Być może produkty tej firmy są popularne, ale nie w takim stopniu, aby ludzie kojarzyli je po samym kolorze.


Wtórna zdolność odróżniająca. Co należy udowodnić?

Aby można było wykazać, że oznaczenie nabyło wtórną zdolność odróżniającą, musi ono być używane w funkcji znaku towarowego. I to najlepiej do oznaczania wąskiego grona towarów lub usług. Monopolizacja takiego oznaczenia nie może następować ze szkodą dla konkurencji.

Gdyby rejestrowanie kolorów było łatwe, to po pewnym czasie przedsiębiorcom ciężko byłoby przygotować kolorową ulotkę reklamową.

 
To czy znak nabył wtórną zdolność odróżniającą ocenia się poprzez:

  • okres jego używania,
  • jego udział w rynku czy
  • sposób i intensywność jego używania.

Wtórna zdolność odróżniająca powinna obejmować:

  • całą Polskę przy znaku krajowym
  • wszystkie kraje Unii Europejskiej przy znaku unijnym.

Najistotniejsza przy tym wszystkim jest nie popularność samego znaku, ale fakt, że dla znaczącej grupy odbiorców znak ten identyfikuje towar z konkretnym producentem.


O tym jak trudno wykazać wtórną zdolność odróżniającą przekonał się Louis Vuitton, któremu konkurencja unieważniła znak towarowy przedstawiający charakterystyczną szachownicę.

Wtórna zdolność odróżniająca ratunkiem dla znaków towarowych opisowych.

Tego znaku broniono właśnie w oparciu o twierdzenie, że nabył on wtórną zdolność odróżniającą. Nie udało się jednak przedstawić na to przekonujących dowodów. Więcej na temat tego sporu możesz przeczytać w jednym z moich ostatnich artykułów: Dlaczego unieważniono znak towarowy słynnej szachownicy Louis Vuitton?
 
Jeżeli chodzi o przykład z naszego kraju, to z tych samych powodów nie powiodła się rejestracja koloru fioletowego dla sieci PLAY.

Wtórna zdolność odróżniająca ratunkiem dla znaków towarowych opisowych.

Wtórna zdolność odróżniająca została wykazana dla znaków:

  • AUDIOTEKA (EUTM-011094877);
  • BOOKING.COM (EUTM-008955353);
  • Church of Christ, Scientist (EUTM-000078907);
  • eBilet (EUTM-010926517);
  • eObuwie (EUTM-015217482);
  • Eurofirany (EUTM-011683547);
  • LOT (EUTM-010210755);
  • manufaktura cukierków (EUTM-014186415);
  • Oxford (EUTM-000504589);
  • Panorama firm (EUTM-004555868);
  • Poczta Kwiatowa (EUTM-008283781);
  • polskieradio.pl (EUTM-014033815);
  • psychoterapia metasystemowa (EUTM-014334262);
  • za10groszy (EUTM-009717844).

 
Bardzo interesująco prezentują się z kolei pozycyjne znaki towarowe. Są to oznaczenia, które wskazują na umiejscowienie znaku towarowego na towarze.

Wtórna zdolność odróżniająca ratunkiem dla znaków towarowych opisowych.Wtórna zdolność odróżniająca ratunkiem dla znaków towarowych opisowych.

Podsumowanie.

Jak widzisz, czasami znaki, które na pierwszy rzut oka nie mają szans na uzyskanie ochrony da się jednak zarejestrować. Należy jednak od strony dowodowej dobrze się do tego przygotować. Jeżeli więc, urząd patentowy odmawia Ci zarejestrowania znaku, wskazując np. na jego opisowość, to taką ostatnią deską ratunku może być właśnie próba wykazania, że nabył on wtórną zdolność odróżniającą.

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”