Slider


 
W dzisiejszym odcinku podcastu posłuchasz o tym jak wygląda spór o domenę internetową przed Sądem Polubownym ds. Domen Internetowych przy PIIT.

Spór o domenę internetową przed Sądem Polubownym. Wywiad z dr Ireneuszem Matusiakiem.Mój gość, dr Ireneusz Matusiak, jest prezesem tego sądu. Na przestrzeni ponad 10 lat miał więc styczność z ogromną ilością sporów domenowych.

Uznałem, że nikt lepiej od niego nie będzie w stanie opowiedzieć o niuansach całego postępowania. Co szczególnie cenne, mój rozmówca szeroko odwoływał się do praktyki sądu. Często “na papierze” może się nam wydawać, że dysponujemy prawo do marki (np. zarejestrowanego znaku towarowego).

Pytanie tylko czy to wystarczy aby przed sądem każdą sprawę o domenę wygrać? Temu tematowi poświęciliśmy spory fragment naszej rozmowy.

Wnioski mogą być dla Ciebie zaskakujące.

Jak i gdzie słuchać podcastu?

>> Pobierz odcinek

>> Odsłuchaj na Androidzie

>> Odsłuchaj na iPhone

>> Zobacz poprzednie odcinki

W tym odcinku usłyszysz:

  • czym w świetle prawa jest domena internetowa;
  • czym zajmuje się Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych;
  • czym zajmuje się arbiter w Sądzie Polubownym ds. Domen Internetowych;
  • jak przebiega postępowanie przed Sądem Polubownym ds. Domen Internetowych;
  • w jakich sytuacjach można przejąć cudzą domenę internetową;
  • czy wystarczy zarejestrować znak towarowy aby odzyskać domenę internetową;
  • ile wynoszą opłaty związane z postępowaniem przed Sądem Polubownym ds. Domen Internetowych;
  • co to jest zapis na sąd polubowny;
  • co to jest rejestr WHOIS;
  • w jakich okolicznościach Sąd Polubowny publikuje uzasadnienia wyroków.


Artykuły, które uzupełniają wiedzę z podcastu:


Zostaw mi komentarz

Jeżeli po przesłuchaniu podcastu nasunęły Ci się jakieś pytania, śmiało podziel się nimi w komentarzu. Chętnie na nie odpowiem. Napisz mi również, jeżeli chciałbyś, abym jakimś tematem zajął się w kolejnych odcinkach.

Pomóż mi w promocji tego podcastu

Jeżeli uważasz, że dzielę się wartościową wiedzą, pomóż mi dotrzeć z podcastem do większego grona ludzi. Możesz link do niego podesłać swoim znajomym lub wrzucić na Facebooka. Będę wdzięczny, jeżeli zostawisz ocenę lub recenzję:

Oceń podcast “Prawna Ochrona Marki”.

Dzięki temu mój podcast będzie w rankingach iTunes i słuchacze łatwiej na niego trafią.

Transkrypt podcastu

Kliknij i pobierz spisaną w pliku PDF treść podcastu:

Spór o domenę internetową przed sądem polubownym. Dr Ireneusz Matusiak.

Transkrypcję możesz również przeczytać poniżej.
 

Cieszę się, że zgodził się Pan na udzielenie wywiadu. Na początek pytanie wprowadzające: kim Pan jest, czym się zajmuje i jaka jest Pana specjalizacja?

Zajmuję się obecnie szeroko rozumianym prawem własności intelektualnej. Jestem radcą prawnym z kilkunastoletnim stażem, wcześniej byłem sędzią sądów powszechnych, doktorem prawa, specjalizuję się w zakresie prawa autorskiego. Od 15 lat społecznie w ramach misji pełnionej tu w Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji pełnię funkcję prezesa Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji. Jest to jeden z dwóch polubownych sądów zajmujących się sprawami dotyczącymi domen internetowych.

Skąd zainteresowanie tymi domenami?

Ja od początku swojej kariery zawodowej jako radca prawny zajmowałem się prawem własności intelektualnej, zwłaszcza w odniesieniu do firm z sektora IT. Chodzi tu o firmy, które wtedy wchodziły na rynek, robiły różnego rodzaju programy komputerowe, wdrażały je. W ten sposób zaistniałem w Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji. I naturalnym etapem mojej działalności było przejście z software’u do domen internetowych.

Zaczynając od podstaw, czym w świetle prawa jest domena internetowa? I czy po jej zarejestrowaniu można powiedzieć, że jesteśmy jej właścicielami?

Dobrze, że spytał się pan „w świetle prawa”, albowiem musimy tutaj odróżnić dwie definicje. Jedna z nich, definicja techniczna, określa usytuowanie do nazwy domeny internetowej w internecie. Nie będę omawiał technicznej nazwy definicji domeny, jest ona dostępna w istniejących publikacjach – tu dla osób zainteresowanych tym tematem chciałbym odwołać się do publikacji z ostatnich czterech lat, gdzie są również podane elementy techniczne nazwy domeny internetowej. Są to przede wszystkim: tom 14 C Systemu prawa prywatnego. Prawo własności przemysłowej, gdzie pani dr Ożegalska-Trybalska dokładnie opisuje elementy techniczne i prawne. Następne pozycje: Domena internetowa jako przedmiot polubownego rozstrzygania sporów Karoliny Manii oraz Umowa o rejestrację domeny internetowej dr Mariusza Zelka.

Jeżeli pyta się pan, czym w prawie jest nazwa domeny internetowej, to wskażę, że nie ma żadnych przepisów, które kształtowałyby takie prawo bezwzględne na wzór prawa dotyczącego znaków towarowych lub prawa autorskie. Nazwa domeny internetowej w znaczeniu praktycznym arbitrów rozstrzygających spory jest to po prostu oznaczenie istniejące w internecie, oznaczenie, które może w sposób pośredni bądź bezpośredni indywidualizować podmioty, które posługują się tym oznaczeniem.

Jeżeli mówię o oznaczeniu, które w sposób pośredni identyfikuje te podmioty, to mam na myśli oznaczenie domeną określonej strony internetowej, gdzie są informacje o danym przedsiębiorcy. Bezpośrednio ta domena będzie indywidualizowała przedsiębiorcę, kiedy będzie zawarta w niej nazwa firmy. Domena internetowa – i tutaj używamy określenia „nazwa domeny internetowej” – może również identyfikować osoby fizyczne, np. znana sprawa, która była kiedyś rozpoznawana, nazwa domeny internetowej „Michnik.pl”. Wydawałoby się, że jest więcej osób o nazwisku Michnik niż jedna znana powszechnie, ale tu nie było wątpliwości, że ta domena dotyczyła akurat tej osoby fizycznej.

Jako że żadne przepisy prawa nie regulują statusu prawnego nazwy domeny internetowej, to jest to po prostu oznaczenie, które powstaje w wyniku zawarcia umowy między abonentem domeny a podmiotem, który nazwę tej domeny rejestruje. Wcześniej był to NASK, a teraz są to partnerzy NASK-u, którzy rejestrują te nazwy domen internetowych. To jeżeli chodzi o ogólne wyjaśnienie pojęcia nazwy domeny internetowej, natomiast nie możemy powiedzieć, że domena jest przedmiotem własności.

Tutaj już nie będę mówił o dyskusjach w doktrynie, czy możemy mówić o własności która dotyczy rzeczy materialnych w odniesieniu do praw własności intelektualnej. Domena internetowa jest tylko skutkiem umowy zobowiązującej, natomiast nikt nie jest właścicielem, który posiada nazwę domeny internetowej. Mówimy o podmiocie uprawnionym z praw i obowiązków wynikających z zawarcia umowy o utrzymaniu nazwy domeny internetowej. Potocznie przyjęło się: jestem właścicielem domeny, ale to potoczne określenie funkcjonujące wśród internautów nie ma odzwierciedlenia bezpośrednio w przepisach ustawy.

Pytam o to nie bez przyczyny, ponieważ często osoby, które z jakichś powodów nie przedłużyły tej domeny internetowej, czują, że skoro 10 lat była w ich posiadaniu i byli abonentami, to do tej domeny przysługują im jakieś prawa właśnie w kontekście prawa własności. Natomiast z tego, co tu Pan wspomniał, to nie jest prawo własności, tylko czasowego posługiwania się tym adresem.

Te określenie „jestem właścicielem domeny internetowej” jest popularne i często pojawia się w zarzutach pozwów składanych do Sądu Polubownego, a jednak stan prawny na to nie zezwala. Aczkolwiek nazwa domeny internetowej często jest przedmiotem różnego rodzaju przeniesień, aportów, ona ma swoją wartość.

Rejestracja domeny internetowej odbywa się na zasadzie: kto pierwszy, ten lepszy. Więc teoretycznie, gdyby taka domena jak Sony.pl była wolna, to każdy może stać się jej abonentem. I tu jest pole do popisu dla szantażystów domenowych. I takie osoby odzywają się po rejestracji takiej domeny do przedsiębiorcy, oferując mu odkupienie domeny zawierającej w sobie jego markę za jakieś horrendalne pieniądze. Pytanie jest w takim razie takie: w jaki sposób przedsiębiorca, jeżeli spotkał się z takim procederem, doświadczył go, może się przed tym bronić, jak może na to zareagować?

W pierwszej kolejności chciałbym powiedzieć, że zdarzają się sytuacje, kiedy rejestrowana jest nazwa domeny internetowej często zawierająca markę, nazwę istniejącej firmy. Zdarza się, że oferowana jest do sprzedaży taka nazwa domeny. I nasze orzecznictwo Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych wielokrotnie wypowiadało się na ten temat, kiedy możemy mówić o szantażu, kiedy nie, ponieważ zdarzają się sytuacje, kiedy arbitrzy uznają, że samo oferowanie do odsprzedaży nazwy domeny internetowej – odsprzedaży w znaczeniu przeniesienia uprawnień wynikających z zawartej umowy – nie jest traktowane jako żaden szantaż, zwłaszcza w sytuacji, kiedy strona, która taką domenę posiada, sama nie występowała z ofertą, korzystała z niej wcześniej i nie składała żadnych oficjalnych informacji, że ma taką ofertę na sprzedaż. I dwu- czy trzykrotnie arbitrzy stwierdzili, że samo „posiadanie” w znaczeniu, o którym mówimy, takiej nazwy domeny i nawet zgodzenie się na jej odsprzedanie nie oznacza, że mamy tu do czynienia z szantażem. Tutaj mówi się bardziej o cybersquattingu.

Dopiero w sytuacjach skrajnych, kiedy podmiot, który nazwę takiej domeny „posiada”, stosuje jakąś agresywną politykę sprzedażową, kiedy rejestruje kilkadziesiąt bądź kilkaset domen, a zdarzają się tzw. „królowie domenowi”, to wtedy oceniając całokształt okoliczności, możemy powiedzieć, że mamy do czynienia z tym cybersquattingiem, czyli zarejestrowaniem nazwy domeny internetowej w złej wierze w celu jej odsprzedaży. To nie zawsze jest takie oczywiste.

Spór o domenę internetową przed Sądem Polubownym.

Pytam o to, ponieważ z mojego doświadczenia, jeżeli chodzi o spór o domenę internetową przed Sądem Polubownym ds. Domen Internetowych to spotkałem się z czymś takim, że przedsiębiorca, który chce odzyskać czy przejąć domenę internetową, sam inicjuje pierwszy kontakt, pyta się samodzielnie bądź przez podstawione osoby o to, czy taki abonent chciałby taką domenę sprzedać. Jeżeli abonent mówi, że bardzo chętnie, ale za 50 tys. zł, to od razu jest to podnoszone jako dowód, że jest on szantażowany, ma blokowany rynek i tę domenę zarejestrował tylko po to, aby odsprzedać za ogromne pieniądze. Ale tak naprawdę nie on wychodzi z inicjatywą, tylko ta strona, która tę domenę chce przejąć. Czy taka sytuacja byłaby traktowana jako szantaż domenowy?

Jak powiedziałem, tu bierze się pod uwagę jeszcze inne okoliczności. Czy podmiot, który tę domenę zarejestrował, prowadzi działalność zarobkową polegającą na sprzedaży domen internetowych, czy wcześniej oferował inne domeny innym podmiotom. I dopiero na podstawie tych okoliczności możemy powiedzieć, że jego działanie było nastawione na zarejestrowanie domeny nazwy w złej wierze i że mamy do czynienia z cybersquattingiem. Samo powiedzenie, że ja zgadzam się na sprzedaż za taką kwotę, nie zawsze jeszcze oznacza, że mamy do czynienia z czynem w jakikolwiek sposób naruszającym prawo.

Domyślam się, że taką okolicznością byłoby to, że pracownik firmy rejestruje adres domeny z jej nazwą bądź jej znakiem towarowym.

Często zdarza się, że zleca się rejestrację nazw domeny określonym pracownikom. A potem, kiedy z różnych przyczyn w okolicznościach bardzo negatywnych pracownik żegna się z firmą, jest problem, co dalej z tą nazwą domeny internetowej. I rzeczywiście wtedy są problemy prawne, natomiast to, że pracownik zarejestrował na rzecz i w imieniu swojego pracodawcy to jeszcze nie świadczy o tym, że on zarejestrował w złej wierze. Tu nie było cybersquattingu. Cybersquatting zachodzi w momencie rejestrowania nazwy domeny internetowej. Tu są po prostu później dalej rozliczenia między pracodawcą a pracownikiem.

Spotkałem się z taką sytuacją, że pracownik zarejestrował domenę na siebie, ale często zdarza się, że jeżeli firmy zakładają stronę internetową, to wszelkie formalności zlecają agencji reklamowej. Wtedy agencja oczywiście powinna tę domenę zarejestrować bezpośrednio na tę firmę, ale zdarza się, że rejestruje na siebie, a kiedy współpraca kończy się, to ta firma robi później problemy. I to są rzeczy, które powtarzają się.

Ale tych rzeczy można uniknąć, ponieważ dobra pomoc prawnika czy zagwarantowanie sobie rejestracji w swoim imieniu nazwy domeny albo potem przeniesienie uprawnień powinno być podstawą każdej umowy zawieranej z taką agencją.

Wiele osób nie ma świadomości, kto jest właścicielem ich domeny. Opłacają faktury. Często zdarza się, że faktury są systematycznie nawet przez 10 lat opłacane, a tak naprawdę abonentem nie jest przedsiębiorca, który z niej korzysta. Więc warto sprawdzić takie rzeczy.

Tu bym z panem polemizował, ponieważ my mówimy o pewnych przedsiębiorcach, o osobach, które w 21 w. znają się na internecie, są aktywnymi uczestnikami społeczeństwa informacyjnego. Każdy, kto prowadzi biznes, powinien przynajmniej taką osobą być, a więc nie ma żadnych przeszkód, żeby zobaczyć w rejestrze WHOIS, kto jest podmiotem uprawnionym z nazwy domeny. I zachęcam do sprawdzania, gdy są problemy i pytania, kto jest „właścicielem” domeny, tego rodzaju dostępnych publicznie rejestrów.

Tak, tylko że ludzie zastanawiają się nad tym, gdy mają problem.

Tak, trzeba przyznać, że to nie tylko dotyczy nazw domen internetowych, również inne kwestie prawne zwykle są pomijane. Bo chodzi o to, żeby było szybko, tanio i od razu można było przystąpić do korzystania z domeny. No niestety, ta szybkość odbija się potem na jakości.

Wracając do pytania o szantażystę domenowego. Mamy sytuację, w której ktoś zarejestrował domenę internetową z wykorzystaniem nazwy, którą posługuje się przedsiębiorca. W jaki sposób i jakimi drogami może on tę domenę odzyskać lub przejąć?

Zaczyna się zwykle od polubownego zakończenia sporu. Ja tylko przypomnę, że Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych powstał po to, żeby rozwiązywać spory w sposób polubowny – spory zaistniałe między podmiotem, który uważa, że ma jakiekolwiek prawa do domeny, a drugim podmiotem, który jest abonentem tej domeny. Na początku normalnie w działalności biznesowej występujemy do drugiej strony z zapytaniem, informacją, zamiarem spotkania z taką osobą. Pytamy się odnośnie tej domeny, czy abonent ma chęć ją przekazać. Jeżeli to nie powoduje skutku oczekiwanego, to taki przedsiębiorca może wszcząć postępowanie polubowne przed naszym Sądem Polubownym. Jest ono tańsze niż postępowanie sporne. Może zostać zawarta ugoda, na podstawie której przenoszone są uprawnienia wynikając z tej domeny. I potem ta ugoda przekazywana jest do podmiotu, który nazwę domeny zarejestrował, celem dokonania niezbędnych tu zmian. Jeżeli nie dojdzie do zawarcia takiej ugody w postępowaniu polubownym, to można również od początku, wystąpić z pozwem i wszcząć spór w tutejszym Sądzie Polubownym.

W przypadku postępowania spornego jest jeden bardzo ciekawy element stanu faktycznego, który z góry zabezpiecza interesy podmiotu zainteresowanego odzyskaniem swojej domeny. Albowiem od momentu, kiedy zostanie złożony do tutejszego sądu wniosek o wszczęcie postępowania bądź spornego (wniosek przedprocesowy), bądź polubownego, następuje niejako automatycznie zablokowanie nazwy domeny internetowej. To znaczy, że sąd wysyła do podmiotu, który zarejestrował i prowadzi rejestr tej domeny, informacje o zamiarze wszczęcia postępowania polubownego bądź spornego. I to blokowanie polega na tym, że uprawnienie i obowiązki wynikające z zawarcia umowy o utrzymanie spornej nazwy domeny internetowej nie mogą zostać przeniesione na rzecz innego podmiotu.

To jest bardzo ważny element postępowania przed naszym sądem, który zabezpiecza już na pierwszym etapie sporu prawa przedsiębiorcy czy osoby fizycznej, która dochodzi ochrony swoich praw. Więc mając już ten środek zabezpieczający niejako z urzędu, strona powodowa zwykle przygotowuje zarzuty, które potem przedstawia w formie pozwu. I te zarzuty dotyczą wielu materii spraw. Są to zarówno zarzuty o naruszenia znaków towarowych, praw autorskich, dóbr osobistych, zasad konkurencji. Jaka ścieżka ochrony zostanie wybrana w znaczeniu podstawy prawnej, to już zależy od tego, kto będzie występował ze sporem.

Jeżeli mówimy o walce o domenę internetową, to z jednej strony jest możliwość korzystania z tej ścieżki przed Sądem Polubownym ds. Domen Internetowych, ale też w zwykłym postępowaniu cywilnym.

Oczywiście. Strona, która chce dochodzić swoich praw, ma wolność wyboru właściwego sądu. Są to dwa sądy polubowne. Sąd przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji oraz sąd przy Krajowej Izbie Gospodarczej. Ten drugi sąd rozpoznaje dwie, trzy sprawy rocznie. Jak również w pełni dopuszczalna jest możliwość skorzystania z drogi sądu powszechnego. Chciałem jednak wskazać, że dlatego powstał Sąd Polubowny przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji, aby zarówno przedsiębiorca, jak i osoba fizyczna mogli w jak najkrótszym czasie uzyskać pełną ochronę swoich praw. Co to oznacza? Oznacza to, że stosując regulamin Sądu Polubownego, nie stosujemy w pełni regulacji z kodeksu postępowania cywilnego niekiedy bardzo formalnych.

Dam przykład. W Sądzie Polubownym ds. Domen Internetowych możliwe jest prowadzenie sprawy bez wyznaczania rozprawy, na której przesłuchuje się bądź świadków, bądź strony. Rozprawa jest możliwa, ale jest to rzadki element postępowania. Dominuje kontakt stron z arbitrem e-mailowy, również elektroniczne dowody jako skany są arbitrowi przedstawiane, chyba że arbiter zażąda tu oryginałów. A więc uproszczenie procedur powoduje, że czas rozpatrywania sprawy zgodnie z naszym regulaminem powinien wynosić jeden miesiąc od daty doręczenia arbitrowi akt postępowania. Oczywiście zdarzają się takie sytuacje, które wymagają szczególnego rozpatrzenia różnych wniosków dowodowych. I niekiedy to zostaje wydłużone, ale z uwagi na istniejący materiał dowodowy. Często zdarza się tak, że w sądzie podczas postępowania spornego też zawierana jest ugoda.

W postępowaniu przed sądem powszechnym mamy sąd I instancji, sąd II instancji. Potem możliwe jest wniesienie skargi do Sądu Najwyższego. W przypadku wyroku Sądu Polubownego istnieją bardzo dokładnie określone w przepisach kodeksu postępowania cywilnego przesłanki, które pozwalają na zaskarżenie tego wyroku, m.in. jest to przesłanka naruszenia podstawowych zasad porządku prawnego. Jest ich mniej niż w sądzie cywilnym, który rozpoznawałby sprawę wg kodeksu postępowania cywilnego. Tak więc mamy tu do czynienia ze skróceniem czasu w porównaniu do sądów powszechnych, z ograniczeniem formalności i z pewnym też ograniczeniem instancyjnym w zakresie treści środków odwoławczych od orzeczeń sądów polubownych.

Sprawy domenowe w sądownictwie powszechnym trafiają do sądów w całej Polsce. Nie zawsze sędziowie cywilni, którzy te sprawy rozpoznają, są przygotowani do rozpoznawania tak bardzo specyficznych spraw. Bowiem w takiej sprawie łączą się elementy techniczne, merytoryczne, znaki towarowe, jeszcze inne dziedziny prawa. Niekiedy sądy tego po prostu jeszcze nie rozumieją. Podam przykład. W jednej ze spraw, kiedy sąd powszechny rozpoznawał skargę na orzeczenie tutejszego Sądu Polubownego, sąd powszechny uznał, że doszło do naruszenia podstawowych zasad porządku prawnego w Polsce, bowiem arbiter rozpoznający sprawę nie przeprowadził postępowania dowodowego w obecności stron. Chodziło o to, że arbiter na zarzuty jednej ze stron sprawdzał treść spornej strony internetowej, sam to sprawdził podczas posiedzenia niejawnego. Zdaniem sądu powszechnego zgodnie z procedurami Kodeksu postępowania cywilnego konieczne było wezwanie na rozprawę stron i wspólne obejrzenie tej strony. Na szczęście sąd II instancji nie podzielił stanowiska sądu powszechnego. Przytaczam ten przykład aby pokazać, jak bardzo w pewnych kwestiach sądy powszechne podchodzą formalnie do sprawy.

Pamiętam, że była taka sprawa, w której sąd tłumaczył, czym jest internet, i wskazywał, że jest to firma w jakimś mieście. I znalazło się to w uzasadnieniu, więc w skrajnych przypadkach możemy trafić na sędziego, który nie ma zbyt aktualnej wiedzy odnośnie tych postępowań czy postępu i takie kwiatki mogą wychodzić.

Powiem jeszcze jedno, sędziowie sądów powszechnych mają bardzo dużo różnych spraw. Nie zawsze mają wystarczająco dużo czasu, żeby przygotować się w pełni do spraw tak różnych od spraw występujących w sądzie cywilnym. Mówiąc o przygotowaniu sędziów, powiem, że nasz sąd cieszy się popularnością również dlatego, że znamienite jest grono arbitrów, którzy tu orzekają. Ta lista jest dostępna na stronie internetowej sądu. I może powiem, uprzedzając późniejsze pytania, w jaki sposób wybieramy tych arbitrów. Jeżeli chodzi o wybór arbitrów, dokonuje go Rada Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji poprzez sprawdzanie różnego rodzaju rekomendacji zgłaszanych kandydatów.

Obecnie mamy na liście 39 arbitrów, z których część jest przedstawicielami zarówno świata nauki – są to profesorowie wykładający na uczelniach – jak i świata praktyki – radcowie prawni, adwokaci, rzecznicy patentowi. Naszymi arbitrami są takie sławy prawnicze jak prof. Markiewicz, prof. Nowińska, prof. Barta, prof. Skubisz – są to uznane autorytety w zakresie szeroko rozumianego prawa własności intelektualnej, również znaków towarowych i tych spraw, o których mówiłem wcześniej.

Jeżeli chodzi o wybór arbitra podczas postępowania sądowego, strona, która występuje z pozwem, jak również strona, która na pozew odpowiada, ma prawo wyboru własnego arbitra. Jeżeli jest spór pomiędzy tymi stronami co do arbitra, to zwykle ja, jako prezes sądu, wybieram arbitra, jeżeli nie został on wybrany przez strony. Zwykle strony otrzymują listę arbitrów, którą oznaczają numerami kolejności wyboru arbitrów.

Czy jest jakiś arbiter, który jest szczególnie niechętnie wybierany przez strony?

Nie powiem, który to jest arbiter, bo to wydaje mi się takie nieuczciwe. Ja nie chcę tu żadnego arbitra promować, bowiem każdy z nich jest doskonały, ale zdarzają się sytuacje, że jedni arbitrzy są obierani częściej niż drudzy, ale ten wybór wynika przede wszystkim ze specyfiki spraw, które rozpoznają. Bo gdy np. przedmiotem sporu jest element znaku towarowego, który znajduje się w nazwie domeny internetowej, to zwykle podmiot, który występuje z pozwem, sprawdza w internecie specjalizację i notki dotyczące tych arbitrów i na tej podstawie, z uwagi na zakres specjalizacji, wybiera danego arbitra.

Czy to czasem nie są takie osoby, które mają najwięcej publikacji i z których wszyscy korzystają?

Również, przecież wiadomo, że strona, która ma informacje, że dany arbiter jest specjalistą ze znaków towarowych, że wydał wiele publikacji, które są podstawami nauki studentów prawa i praktyków, będzie najbardziej kompetentny do rozpoznania danej sprawy. Więc jak najbardziej, to jest jeden z argumentów, dzięki któremu arbiter jest wybrany.

Czyli podsumowując ten fragment, w Sądzie Polubownym orzekają specjaliści w zakresie własności intelektualnej, bardzo dobrze wykształceni, praktycy, którzy są autorytetami w branży. Natomiast jeżeli sprawa jest rozpatrywana przez sąd powszechny, to niestety może zdarzyć się tak, że trafi to do sędziego, który w tym zakresie nie będzie miał szczególnej wiedzy i praktycznie może się dopiero uczyć tematu. Więc wyrok może być mniej przewidywalny.

Nie można wykluczyć takiej sytuacji.

Wracając do sporu o domenę internetową przed Sądem Polubownym: kiedy abonent bezwzględnie musi zgodzić się na postępowanie przed tym sądem?

Abonent nigdy nie musi się zgodzić na postępowanie przed tym sądem, bowiem postępowanie przed sądem jest postępowaniem dobrowolnym. Natomiast pytanie powinno dotyczyć skutków, jakie powstaną, kiedy abonent nie zgodzi się poddać właściwości naszego Sądu Polubownego. Abonent, który zawiera umowę o utrzymanie nazwy domeny internetowej, również podpisuje regulamin świadczenia usług w tym zakresie z rejestratorem. I jednym z punktów tego regulaminu jest taki zapis, że jeżeli abonent nie podpisze zapisu na sąd polubowny, a jest przedsiębiorcą, to wtedy jest to podstawa do wypowiedzenia umowy z tym abonentem. Wysyłamy do abonenta spornej domeny zapis na sąd polubowny, gdy nie otrzymamy zwrotu podpisanego zapisu, bądź kiedy otrzymamy oświadczenie pozwanego, że nie podpisze zapisu na sąd polubowny, wtedy informujemy o tym rejestratora danej domeny internetowej. Rejestrator wszczynane postępowanie mające na celu wypowiedzenie umowy. W związku z tym ten abonent nie musi przystępować do sporu przed naszym sądem, ale musi wiedzieć, że związane są z tym określone konsekwencje. Po wypowiedzeniu mu umowy utraci status abonenta spornej nazwy umowy domeny internetowej.

Wspomnieliśmy o tym, aby szukać, kto jest właścicielem domeny, czy na kogo jest ona zarejestrowana w bazach WHOIS. Są jednak sytuacje, kiedy te informacje są tam utajnione.

Tak, dotyczy to zwłaszcza informacji, które dotyczą osób fizycznych. Osoba fizyczna ma szczególny status w postępowaniu przed każdym sądem, nie tylko Sądem Polubownym. Chodzi tu o status konsumenta. Jeżeli chcemy zidentyfikować dane abonenta, bo te dane trzeba przedstawić w pozwie, wtedy występujemy do podmiotu, który zarejestrował nazwę domeny, o przekazanie tych danych w celu wykorzystania w postępowaniu przed Sądem Polubownym. Każdy rejestrator powinien takiej informacji udzielić. Zwykle do wniosku do rejestratora dołącza się tzw. wniosek przedprocesowy, który wysyła się do Sądu Polubownego.

Praktyka jest następująca. Jeżeli nie wiem, kto jest abonentem nazwy domeny internetowej, o którą zamierzam walczyć, najpierw zgodnie z procedurą naszego sądu wysyłam do sądu wniosek z informuję o zamiarze wszczęcia postępowania wobec podmiotu, który korzysta z takiej nazwy domeny. Jednocześnie wskazuję, że nie posiadam danych tej osoby i wystąpię o ich uzyskanie. I wtedy ten wniosek jest załącznikiem do kolejnego wniosku do rejestratora, aby przedstawił nam dane osoby fizycznej. To dotyczy tylko osób fizycznych, które nie prowadzą działalności gospodarczej.

Jest tu jeszcze jeden ważny element, mianowicie jeżeli już otrzymam te dane osoby fizycznej, to wtedy sąd polubowny wysyła do osoby fizycznej, podobnie jak do przedsiębiorcy, taki zapis na sąd polubowny, który powinien był być podpisany, aby było w ogóle wszczęte postępowanie przed naszym sądem. Zapis tak zawsze musi zaistnieć, jest to warunek sine qua non postępowania. Jeżeli osoba fizyczna tego zapisu nie podpisze, to w przeciwieństwie do osoby prowadzącej działalność gospodarczą żadne negatywne konsekwencje nie zostaną w stosunku do niej wyciągnięte. Chodzi mi tu o wypowiedzenie umowy o utrzymanie nazwy domeny internetowej. Ta osoba jako konsument nie będzie tu narażona na tego rodzaju konsekwencje.

Czy ma znaczenie to, czy abonentem jest osoba mająca siedzibę w Polsce, czy zagranicą?

Spory rozstrzygane są pomiędzy podmiotami, z których przynajmniej jeden prowadzi działalność gospodarczą na terenie Polski.

Więc jeżeli spór o domenę internetową jest pomiędzy przedsiębiorcami, którzy oboje są poza granicami Polski, to kto jest właściwy do rozstrzygnięcia sporu?

Nasz sąd nie będzie właściwy i nie będzie można ani „zablokować” nazwy domeny, ani wypowiedzieć umowy abonentowi, który nie podpisał zapisu. Jeżeli natomiast obie strony z siedzibą zagranicą zgodzą się na nasz sąd, to może on rozpatrywać spór. Natomiast jeżeli chodzi o spór przed sądem powszechnym, to przepisy szczegółowe KPC rozstrzygają właściwość sądu – albo sąd polski, albo sąd zagraniczny siedziby strony.

Bo są jeszcze inne sądy polubowne, wiem, że jeden jest w Pradze.

Ale on dotyczy nazw innych, „.eu”. My mówimy teraz o nazwie domeny internetowej w domenie „.pl”.

I ten sąd rozpatruje tylko domeny z końcówką „.pl”.

W Pradze są rozpatrywane spory dotyczące domeny „.eu”, natomiast w innych krajach europejskich (np. w Niemczech, we Francji) nie ma odrębnych sądów dotyczących domen internetowych. Takie spory rozpoznają tam sądy powszechne. W większości krajów europejskich nie ma wyodrębnionych w porządku krajowym odrębnych sądów domenowych. Jedna ważna okoliczność, która może mieć znaczenie dla osób słuchających. Często zdarza się tak, że powód występuje do nas z zapytaniem: no dobrze, abonent to osoba fizyczna i nie można rozwiązać z nim umowy o utrzymanie nazwy domeny internetowej w przypadku odmowy podpisania zapisu na sąd polubowny, ale w istocie rzeczy ta osoba fizyczna zarabia dzięki sprzedaży domen internetowych i nie powinna być chroniona jako osoba fizyczna-konsument. Co w takim przypadku?

Często zdarzają się takie sytuacje. I tu niestety muszę powiedzieć, że sąd polubowny na tym etapie wstępnym przygotowania sprawy do przekazania arbitrowi nie może oceniać statusu faktycznego osoby fizycznej, czy jest to tzw. „król domenowy”, czy on żyje ze sprzedaży domen. W momencie gdy zgłaszany jest pozew i zakładana sprawa, dla sądu polubownego liczy się tylko ta okoliczność, która jest wskazana w WHOIS, jeżeli chodzi o status abonenta.

Jak arbiter wydaje wyrok, to czy w jego następstwie my wchodzimy w prawa abonenta, czy jest po prostu rozwiązywana z nim umowa?

Wydanie wyroku przez arbitra powoduje tylko tyle, że zaistniało w porządku prawnym orzeczenie. Żeby to orzeczenie było skuteczne, musi potem zostać potwierdzone w odpowiednim postępowaniu przez sąd powszechny. I dopiero wtedy takie orzeczenie z tym potwierdzeniem przesyła się do rejestratora. Rejestrator wypowiada umowę dotychczasowemu abonentowi z zachowaniem określonego terminu wypowiedzenia. W zależności od sytuacji może zawrzeć w przyszłości po wygaśnięciu umowy z byłym abonentem umowę z tym podmiotem, który wygrał sprawę. Nie ma tu zatem żadnego automatycznego przejęcia praw i obowiązków. W treści naszych orzeczeń arbitrzy używają określenia, że stwierdza, że określona osoba naruszyła prawa innego podmiotu wynikające z zawarcia umowy o utrzymanie nazwy domeny internetowej.

To oznacza, że również arbitrzy nie orzekają żadnych odszkodowań. A celem takiego sformułowania wyroku było to, żeby arbitrzy mogli szybko rozpoznać spór, żeby mogli stwierdzić, czy zostało popełnione naruszenie. Jeżeli tak, to zostaje wydany wyrok. Nie chodziło tutaj o to, żeby arbitrzy badali wysokość odszkodowania, bo zwykle rozciąga się to bardzo długo w czasie. Składa się bardzo wiele wniosków dowodowych, niekiedy trzeba byłoby też powoływać biegłych. Takie pełne postępowanie z roszczeniem o zapłatę zadośćuczynienia lub odszkodowania pozostawiono sądowi powszechnemu.

Podmiot, który uzyskał orzeczenie o naruszeniu jego praw, może z tym orzeczeniem dochodzić odszkodowań bądź zadośćuczynień przed sądem powszechnym. A zatem nie ma automatycznego przejęcia żadnych praw i obowiązków, wyrok sądu polubownego musi być przez sąd powszechny zatwierdzony, a następnie przedłożony do podmiotu, który jest rejestratorem.

Czyli jakie roszczenia może formułować powód w takim pozwie?

To są roszczenia o ustalenie, że np. prawa X zostały naruszone przez Y w związku z zawarciem umowy o utrzymaniu nazwy domeny internetowej. I arbitrzy, którzy wydają orzeczenia, określają potem, bądź w komparycji wyroku, bądź w treści uzasadnienia, jakie to konkretnie prawa zostały naruszone. Zarzut naruszenia tych praw musi być przede wszystkim wskazany w pozwie. Arbitrzy odnoszą się do zarzutów w pozwie.

I tu jeszcze powiem bardzo ważną rzecz. Mianowicie niekiedy zdarza się tak, że w trakcie postępowania spornego, kiedy już arbiter rozpoznaje sprawę, pozwany traci status abonenta domeny, bo np. nie opłacił wcześniej kolejnego okresu ważności tej domeny. W takiej sytuacji, niestety postępowanie nie będzie się toczyło, tylko arbiter, który otrzyma wiedzę o utracie statusu abonenta, umarza postępowanie. Do rozpoznania sprawy, do wydania wyroku stroną pozwaną musi być abonent nazwy domeny, a nie podmiot, który już te prawa utracił.

Jak wiele sporów o domeny internetowe toczy się co roku przed Sądem Polubownym?

Systematycznie istnieje bardzo duże zainteresowanie naszym sądem. Najwięcej spraw mieliśmy w 2012 r. To było 105 spraw. Ogólnie mamy między 70 a 80 spraw rocznie. Najwięcej z nich było w okresie, kiedy nasz sąd rozpoznawał jeszcze spory z udziałem osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej. Swego czasu przed 2012 r. był taki zapis w regulaminie NASK-u – to jest organizacja, która wtedy zawiadywała domenami – że jeżeli osoba fizyczna nie podpisze pisma na sąd polubowny, to również w stosunku do niej będzie automatycznie wypowiadana umowa. Czyli ta osoba była traktowana tak jak przedsiębiorca, po 2012 r. to się zmieniło. W związku z tym spadła liczba tych spraw. Duże zainteresowanie naszym sądem wynika m.in. z szybkiego uzyskania ochrony praw.

W takim razie z jakimi kosztami wiąże się wejście w ten spór o domenę internetową przed Sądem Polubownym ds. Domen?

Koszty są stale dostępne na stronie regulaminowej. Podmiot, który składa informację o zamiarze wszczęcia postępowania przed sądem polubownym, opłaca z tytułu tzw. opłaty kancelaryjnej 246 zł, zaś wysokość wpisu od pozwu to jest 3690 zł z VAT-em. Jeżeli sprawa rozpatrywana byłaby przez trzech arbitrów, to jest to kwota 7380 zł. W przypadku opłaty wstępnej za wszczęcie postępowania mediacyjnego jest to kwota 615 zł. Kwoty te oczywiście są zwracane tym osobom, które wygrywają postępowanie na zasadzie, że przegrywający ponosi wszystkie koszty postępowań. Na naszej stronie nie wskazuje się kosztów zastępstwa procesowego, czyli pełnomocników, którzy prowadzą postępowania i nie ma tu żadnych regulacji. Arbitrzy orzekają posiłkowo na podstawie rozporządzeń dotyczących stawek adwokackich bądź radcowskich. I wielokrotnie zdarza się tak, że podmioty, które są reprezentowane szczególnie przez pełnomocników z wielkich, drogich kancelarii wnoszą o zasądzenie wysokich kwot tytułem zastępstwa procesowego. Arbitrzy dokonują oceny zaangażowania pełnomocnika i niekiedy zasądzają koszty zastępstwa mniejsze niż to wskazano w roszczeniach pozwów.

Wspomniał Pan już o najczęstszych podstawach, na których opierają się pozwy. Co w sytuacji, kiedy abonent posiada daną domenę od kilku lat, prowadzi pod nią działalność gospodarczą i nagle podmiot z zewnątrz rejestruje znak towarowy wykorzystujący takie określenie znajdujące się w tej domenie i później żąda od niego cesji tej domeny bądź wręcz występuje do sądu, powołując się na swój zarejestrowany znak towarowy?

Nie chciałbym odnosić się do konkretnych stanów faktycznych, bo one są niekiedy bardzo skomplikowane. Natomiast mówiąc ogólnie, to mówimy tak o pewnym tutaj sporze: czy ważniejszy będzie znak towarowy, czy ważniejsza będzie nazwa domeny internetowej, w której ten znak jest zawarty. Mogę tylko odwołać się do naszego orzecznictwa i wskazać, że wielokrotnie arbitrzy badali również czas, kiedy została zawarta umowa o utrzymanie nazwy domeny internetowej oraz kiedy został złożony wniosek o rejestrację znaku towarowego. Jeżeli rejestracja znaku towarowego była aktem następczym w stosunku do zarejestrowania nazwy domeny internetowej, wtedy arbitrzy nie stwierdzali naruszenia znaku towarowego, nawet jeżeli element tego znaku był częścią nazwy domeny internetowej.

Gdy prowadziliśmy tu w kancelarii jeden ze sporów, to ktoś zarejestrował słowno-graficzny znak nawet z pełną domeną internetową naszego klienta. Można się zastanowić, czy to w ogóle było zgłoszenie w złej wierze, ponieważ takiego znaku towarowego nie mógł używać w sposób rzeczywisty, ponieważ on go odsyłał na domenę internetową, do której nie miał dostępu. Natomiast to było ewidentne, że zgłoszenie nastąpiło tylko po to, aby mieć argument przed tym sądem, aby tę domenę odebrać. Aczkolwiek sprawa skończyła się jeszcze w inny sposób, ponieważ słowo zawarte w tym słowno-graficznym znaku towarowym było niedystynktywne, bo było określeniem opisowym, a, jak Pan wie, końcówka „.pl” też jest uznawana przez sąd jako element niewyróżniający.

W związku z tym wyrok był taki, że absolutnie o naruszeniu prawa być nie może. Ale rozumiem, że i tak w każdej sytuacji ocenia się cały czas okoliczności sprawy, czyli moment, kiedy została domena zarejestrowana, kto to zrobił, w jakich okolicznościach. Czy w związku z tym sam fakt zarejestrowania domeny internetowej – już bez używania jej w jakikolwiek sposób, bo domena jest zablokowana – może naruszać prawo?

Zostało wydane jedno orzeczenie w tutejszym sądzie, które nie jest publikowane, w którym arbiter stwierdził, że jest możliwe, aby sam fakt zawarcia umowy o utrzymanie nazwy domeny internetowej został uznany za naruszenie np. prawa ochronnego do znaku towarowego. Zdecydowana większość arbitrów nie zgadza się z tym stanowiskiem, które było zresztą omawiane podczas jednego z seminariów arbitrów. W ocenie większości arbitrów, aby można było powiedzieć o naruszeniu praw podmiotowych, np. praw do znaków towarowych, konieczne jest również sprawdzenie, czy nazwa domeny internetowej pełni funkcję znaku towarowego. A zatem czy odnosi się do strony internetowej, na której znajdują się opisy usług bądź towarów, które dotyczy prawo ochronne. Jeżeli nie ma takiego odniesienia, jest to np. tylko znak towarowy użyty w nazwie domenowej, a strona, której ta nazwa dotyczy, nie ma żadnego odniesienia do chronionych towarów i usług, wtedy nie dojdzie w większości przypadków do naruszenia praw ochrony ze znaku towarowego.

Jakie okoliczności muszą być spełnione, aby uzasadnienie wyroku ujrzało światło dzienne?

Przede wszystkim chciałem podkreślić, że postępowanie przed sądem polubownym jest postępowaniem poufnym co do zasady. A zatem strony mają pewność, że żadne informacje, których sobie nie życzą ujawniać, nie zostaną ujawnione w obrocie. Zgodnie z regulaminem sądu polubownego, strona ma prawo nie wyrazić zgody na publikację orzeczenia. Wtedy jestem zobowiązany wolą strony i nie mogę tego orzeczenia publikować. Wielokrotnie strony korzystają z tych uprawnień. To jest ta najważniejsza okoliczność. Inna okoliczność jest taka, że to ja ostatecznie decyduję o publikacji tych wyroków i publikujemy wyroki, które mogą być pomocą w edukacji prawniczej społeczeństwa informacyjnego.

Bardzo się cieszę, bo nasz wyrok też się tam pojawił, w związku z tym jakieś istotne kwestie poruszał. Zadam kolejne pytanie, z którym często spotykam się na rynku. Jest taka sytuacja – osobiście odradzam to klientom, ale wiele osób o tym na początku nie myśli – są przedsiębiorcy, którzy dystrybuują jakieś towary, niech będą marki Sony. I od wielu lat używają domeny internetowej typu „Sklep-sony.pl” i zdarza się, że po jakimś czasie albo współpraca z taką firmą się kończy, albo wręcz ten producent zmienia politykę i teraz mówi: „Wszystkie domeny z wykorzystaniem mojego znaku towarowego mają być w moim posiadaniu, jedynie będę umożliwiał korzystanie z tego moim dystrybutorom”. W sumie jest tu mowa o jakimś oficjalnym dystrybutorze.

Co w takiej sytuacji, jeżeli przedsiębiorca od 10 lat działa pod taką domeną? Czy jeżeli właściciel znaku towarowego po tych dziesięciu latach nagle mówi: „Ja już się nie godzę, abyś posługiwał się taką domeną”, to będzie oznaczało naruszenie prawa?

Ja pamiętam orzeczenie, które dotyczyło podobnego stanu faktycznego, jaki zawarł pan w swoim pytaniu. Arbiter stwierdził w tym orzeczeniu, że nie doszło do naruszenia znaku towarowego i właśnie odwołał się tu podobnych okoliczności. W omawianej sprawie strony sporu wcześniej ze sobą pracowały i abonent domeny oficjalnie sprzedawał produkty pochodzące od innego przedsiębiorcy. Kiedy już została rozwiązana między nimi umowa współpracy, abonent dalej te produkty sprzedawał, miał takie prawo, już wynikające z umowy, jednocześnie wskazywał, że są to produkty, które pochodzą od powoda, z którym jest związany określony znak towarowy. Nie zachodziła zatem żadna możliwość pomylenia producentów, oszustwa co do pochodzenia towarów. Na stronie internetowej oznaczonej sporną nazwą domeny internetowej znajdowała się informacja, kto jest producentem towarów.

Arbiter uznał, że pomimo okoliczności, iż w nazwie domeny internetowej zawarty jest znak towarowy, który przynależy powodowi, to z uwagi na te okoliczności przedmiotowe sprawy nie doszło do naruszenia znaku towarowego. Inaczej byłoby, gdyby np. na tej stronie internetowej nie było wskazania, kto jest producentem, bądź np. ten korzystający z domeny w jakiś sposób podważałby jakość tych towarów bądź usług, wtedy można byłoby już rozważać naruszenie prawa.

Czyli podsumowując: arbiter uznał, że użycie w domenie znaku towarowego producenta mieści się w dozwolonym użytku znaku towarowego, ponieważ z treści domeny nie wynikało, że odbiorcy mogą być wprowadzeni w błąd.

Ważna jest treść strony internetowej. Mówiąc o treści strony, wskażę, że mówiłem o nazwie „Michnik.pl”. Doszło do takiej sytuacji, kiedy jeden z podmiotów używał takiej nazwy domeny, natomiast to była tylko domena, nie była z nią skojarzona żadna strona internetowa i nie było żadnej treści na tej stronie. Arbiter uznał, że nie doszło tu ani do naruszenia dobra osobistego w postaci nazwiska Michnik, ani nawet do zagrożenia, więc tu zostało powództwo oddalone. I ta treść jest istotna dla wszystkich rozpatrywanych przypadków.

Co w sytuacji, kiedy ktoś zarejestrował ośmieszającą, dyskredytująca domenę typu „FirmaXkradnie.pl”? Był ciekawy spór o domenę „Nasza-biedronka.pl”, pod którą funkcjonowało forum internetowe dla pracowników i klientów tej sieci.

Tak, było to bardzo ciekawe orzeczenie, który zmieniło trochę nasz punkt widzenia, nasz – arbitrów. Ponieważ przed tym orzeczeniem większość prawników, która wiedziała, że ten spór zaistniał, bo było o nim głośno w mediach, była przekonana, że ten element „biedronka” powoduje, że powództwo zostaje uwzględnione. Jednakże – i tu możemy mówić o osiągnięciach naszego społeczeństwa 21 w. – arbiter uznał, że co prawda w nazwie domeny znajduje się jeden z elementów, czyli ta „biedronka” jako znak towarowy, ale mamy tu do czynienia z prawami gwarantowanymi Konstytucją, w tym wolności słowa, które obejmuje również wypowiadania negatywnych informacji o pracodawcy. Możliwe było zatem publikowanie różnego rodzaju treści dotyczących podmiotu, który był uprawniony ze znaku towarowego. Tu jeszcze wskazuję, że ta nazwa domeny to była „Nasza-biedronka.pl”, a ponadto nie było na stronie oznaczonej tą domeną odniesienia do towarów i usług, tylko do opisu zachowań nieetycznych. To orzeczenie budziło różne oceny. Większość wskazała na nowy kierunek pełnego korzystania z praw wolności słowa w internecie.

Mówi Pan, że ta sprawa była ciekawa i trudna. W jakich sytuacjach do sprawy przypisywanych jest trzech arbitrów? Pewnie jakichś bardziej skomplikowanych.

Była jedna taka sytuacja, która dotyczyła podmiotu używającego nazwy spornej domeny, który był w likwidacji. To był bardzo znany podmiot, który prowadził duży portal informacyjny. I tam strony same wniosły o to, żeby orzekało trzech arbitrów. Sprawa bardzo skomplikowana, długo rozpatrywana z wieloma problemami zarówno natury merytorycznej, jak i formalnej. Tam była upadłość, trzeba było określić podmioty, które przyjęły te obowiązki. To był bardzo skomplikowany stan faktyczny i prawny.

Aby mogły zostać zastosowane przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, abonent musi być przedsiębiorcą. Tylko że mam wrażenie, że arbitrzy interpretują to pojęcie dość szeroko i za przedsiębiorcę uznają nie tylko podmiot, który widnieje formalnie w rejestrze CEIDG czy KRS, ale właściwie każdą osobę, która prowadzi działalność gospodarczą. Jakie czynniki są decydujące przy ocenie, czy abonent prowadzi tę działalność gospodarczą, choć niesformalizowaną, czy też nie.

Jak najbardziej takie stanowisko jest zgodne z ogólnymi tendencjami, arbitrzy interpretują prowadzenie działalności w sposób rozszerzający i nie tylko jest to ta działalność, która stanowi podstawę utrzymania podmiotu, ale niekiedy arbitrzy uważają, że nawet uboczna działalność gospodarcza może powodować uznanie abonenta czy strony sporu za prowadzącego działalność gospodarczą. To nawet w komentarzach prof. Nowińskiej, która jest jednym z arbitrów, znajduje się tego rodzaju określenie, żeby traktować tę działalność w jak najszerszym znaczeniu.

Podam przykład: gdyby na stronie internetowej pojawił się link do Allegro lub innej strony internetowej już komercyjnej, to tak naprawdę jest skierowanie do jakichś usług komercyjnych. Więc już taki szczegół, taki link znaleziony na takiej stronie mógłby świadczyć o tym, że…

Za arbitra się nie wypowiem. Na podstawie tylko jednej informacji nie jestem kompetentny, żeby powiedzieć, czy to będzie przedsiębiorca, czy nie. O ocenie, czy ktoś jest przedsiębiorcą, czy nie, możemy mówić dopiero w trakcie rozpatrywania sprawy. Jeżeli ta osoba jest w rejestrze WHOIS jako osoba fizyczna, to przed wniesieniem pozwu będzie traktowana jako osoba fizyczna. Nie ma żadnych przeszkód aby arbitrzy w trakcie rozpoznawania sprawy doszli do wniosku, że osoba fizyczna prowadzi działalność gospodarczą i faktycznie posiada status przedsiębiorcy.

Reprezentowaliśmy osobę fizyczną i akurat sprawę tę tak zinterpretowaliśmy, że korzystnie będzie, żeby wypowiadał się w niej arbiter, który się na tym zna, bo są duże szanse, żeby wygrać. Więc ta osoba zgodziła się na zapis na sąd polubowny. Natomiast później strona przeciwna, aby wykazać, że jednak prowadzi działalność gospodarczą, próbowała chwycić się wszystkiego, co na tej stronie jest. A że na tej stronie za dużo nie było, to było takie pytanie, czy jeden link na zewnątrz może świadczyć o tym, czy jest przedsiębiorcą, czy nie. Nie będę mówił tu, o jaką sprawę chodzi, ale żeby móc powoływać się na przepisy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, które praktycznie zawsze są podnoszone, to ta strona, powód, w tym momencie chwyta się wszystkiego. Stąd pytanie: gdzie jest to minimum, aby w praktyce przed sądem można było uznać że ktoś prowadzi działalność gospodarczą?

To wszystko zależy od okoliczności, np. jak w jednym linku będzie oferował kilkaset produktów. To zależy już od oceny konkretnego stanu faktycznego.

Idźmy do kolejnej podstawy prawnej, na którą można się powołać, czyli prawo do firmy, czyli nazwy przedsiębiorcy. Domeną można naruszać prawo do firmy. Co w sytuacji, kiedy na to prawo powołuje się przedsiębiorca działający całkowicie lokalnie? Czy fakt, że działa na niewielką skalę w ramach np. małego miasta, ma istotne znaczenie w sporze o domenę, która zasięg ma nieograniczony, światowy?

Może mieć, jak najbardziej. Było nawet takie nasze orzeczenie, w którym sąd wskazał, że lokalny charakter działania podmiotu korzystającego ze spornej nazwy domeny internetowej, nie pozwala na uwzględnienie powództwa. Były to dwa podmioty działające w różnych rejonach Polski, prowadzące tę sama działalność gospodarczą.

Nie byli konkurentami względem siebie?

Było kilka orzeczeń. W jednych byli, w jednych nie byli. Ale ten fakt konkurencji nie był dominujący. Arbiter wskazał, że lokalna znajomość tego przedsiębiorcy uniemożliwia uwzględnienie powództwa.

Jeżeli mówiliśmy przed chwilą o tym, że aby powołać się na przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji trzeba być przedsiębiorcą, to czy wystarczy domeny używać niekomercyjnie, aby uniknąć zarzutu naruszenia prawa? Pytam o to w kontekście ciekawej sprawy utraty przez klub parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości domeny Kppis.pl, bo po tym, jak jej nie przedłużono, domenę zarejestrowała na siebie osoba, która otworzyła „Klub przyjaciół pieczywa i sera”. Co teraz?

Nie zawsze nazwa domeny internetowej jest używana do celów komercyjnych. Są domeny internetowe, które kierują np. do stron fanów różnych zespołów, piłkarskich, muzycznych. Tu nie ma celu komercyjnego, ale to nie znaczy, że nie zostaną naruszone inne prawa, np. mówimy o dobrach osobistych. Jeżeli zostało naruszone dobro osobiste, np. prawo do godności, wolności poglądów, identyfikacji, to wtedy również arbiter może stwierdzić, że zostały naruszone prawa, wskazując te prawa. A zatem jeżeli np. posłowie jednej z partii poczują się urażeni, że nazwa domeny internetowej zawiera skrót tej partii i wykorzystywana jest dla innych celów niezwiązanych z działalnością tej partii, to tylko do ich oceny należy, czy poczują się tym faktem zagrożeni, czy poczują, że ich dobra osobiste zostały naruszone i mogą dowolnie kształtować ochronę tych praw przed tutejszym sądem polubownym.

I jeszcze muszą przekonać arbitra.

Oczywiście. W większości przypadków arbitrzy stwierdzali naruszenie dóbr osobistych w postaci imienia i nazwiska, jeżeli na stronach internetowych, które dotyczyły spornych nazw domen internetowych znajdowały się treści rzeczywiście uwłaczające, rażące.

Była taka sprawa, nie pamiętam, czy toczyła się tu przed sądem, o domenę „Świstak.pl”, gdzie pojawiały się jakieś erotyczne treści.

Była taka sprawa. Domena nie musi być prowadzona komercyjnie, dla celów hobbystycznych, również była sprawa dotycząca akwarium. To jest pole dla osób, które mogą dochodzić ochrony swoich praw, czy dóbr osobistych, czy innych dóbr chronionych prawem. Przypomnę tylko, że katalog dóbr osobistych jest nieograniczony. Powstają nowe dobra, więc jest tu jest pełna możliwość dochodzenia swoich praw. Oczywiście arbiter orzeka, czy takie prawo istnieje i czy zostało w ogóle naruszone, a nie jest to tylko nadmierna wrażliwość podmiotu żądającego ochrony.

Jak już mówimy o tych dobrach osobistych, to przypomniało mi się pytanie od jednego z czytelników: czy jeżeli ktoś w domenie internetowej wykorzystał nick, którym on posługuje się na forum, to czy będzie to naruszeniem jego dóbr osobistych, czy nie?

Była taka sprawa. Jeden z sądów powszechnych bądź Sąd Najwyższy orzekł, że nick jak najbardziej może być uznany za dobro osobiste, o ile identyfikuje ten podmiot, który tym nickiem się posługuje. Bo to jest ważne, w przypadku dóbr osobistych oznaczeniowych – imię, nazwisko, nick – jeszcze musimy mieć do czynienia z identyfikacją podmiotu. Nie zawsze sama znajomość nicku identyfikuje osobę, która go używa. Z nickiem nie mieliśmy jeszcze do czynienia w naszym sądzie.

Nurtuje mnie pewne pytanie i często pojawia się w mojej pracy. Czy domena internetowa może naruszać prawa autorskie? Czy utworem może być słowo? Wiele osób z racji wymyślenia nazwy firmy lub produktu ma takie poczucie, że przysługują im do niego prawa autorskie. Czy zna Pan może jakieś wyroki, które uznają pojedyncze słowo bądź proste zestawienia słów za utwór? Orzecznictwo mówi, że nie da się tego wykluczyć, natomiast ja szukam przykładów, kiedy udało się wykazać.

Zainteresowanych odsyłam tu bardzo ciekawego artykułu prof. Błażyńskiego, który dotyczy m.in. naruszenia praw autorskich pt. „Ochrona prawna nazw domeny internetowej”. To było w jednej z ksiąg pamiątkowych. I były tam teoretyczne rozważania. Autor wskazywał, że podobnie jak może być niekiedy chroniony jeden wyraz, to w przypadku szczególnych wyrazów może być on podstawą ochrony prawa autorskiego w nazwie domeny internetowej. To były rozważania o charakterze bardziej teoretycznym, systemowym dotyczącym w ogóle znaczenia utworu jednowyrazowego w prawie autorskim.

Natomiast my takiej sytuacji nie mieliśmy w Sądzie Polubownym, chociaż jeden z arbitrów uznał, że doszło do naruszenia praw autorskich, ale w sposób pośredni. Mianowicie sama nazwa domeny internetowej nie zawierała żadnego elementu, który mógł być uznany za utwór, natomiast odsyłała do strony internetowej, na której były publikowane utwory z naruszeniem praw autorskich. I zostało sformułowane orzeczenie tej treści, że abonent naruszył autorskie prawa powoda w odniesieniu do takich utworów poprzez publikowanie ich na stronie internetowej. Tylko z takim naruszeniem praw autorskich mieliśmy do czynienia.

Mam już ostatnie pytanie. Ciekawi mnie, czy gmina bądź miasto ma podstawę do tego, aby przyjąć domenę wykorzystującą jej nazwę. Czyli przykładowo mamy gminę Osielsko, która chce odzyskać domenę „Osielsko.pl”.

Może odwołam tu też do literatury i do zdarzenia. W 2017 r. jako Sąd Polubowny organizowaliśmy piąte seminarium arbitrów. Co dwa lata organizujemy takie seminaria dla wszystkich zainteresowanych. Podczas tych seminariów omawiamy zagadnienia, które są problematyczne. M.in. były to seminaria dotyczące praw egzekucji z domeny, a ostatnie, w 2017 r., właśnie dotyczyło zagadnienia szerokiego – naruszenia praw osobistych jednostek samorządu terytorialnego w nazwie domeny internetowej. I nawet opublikowałem na ten temat artykuł w księdze pamiątkowej dla pani prof. Traple

Problem był taki, czy np. można używać nazwy domeny internetowej takiej jak „Olsztyn.pl” albo „Rumia.pl”. Było kilka orzeczeń. W przypadku Olsztyna strona internetowa oznaczona tą nazwą domeny była prowadzona przez fana, osobę, która opisywała, co dzieje się w Olsztynie. I to był jej autorski portal i tam były informacje o Olsztynie. Sąd uznał tu prawo do prowadzenia działalności gospodarczej, prawo do wolności słowa. Jak najbardziej można prowadzić tego rodzaju działalność. I domenę. Tu nie stwierdzono naruszenia.

Inna była sprawa w przypadku „Rumia.pl”. Tam sąd uznał, że doszło do naruszenia, albowiem pozwanym był producent produktów i arbiter stwierdził, że odbiorca tej strony internetowej mógł odnieść wrażenie, że są to produkty związane z miastem Rumia, a tak nie było. W mojej ocenie, jeżeli chodzi oczywiście o te kwestie wolnościowe, fanowskie itp., to jak najbardziej można korzystać z domen internetowych zawierających nazwy miejscowości. Trzeba jednak mieć na uwadze, że pewnych nazw nie można „zająć” gdyż znajdują się w domenie publicznej. Np. nazwy: Ożary, Pogorzelica, Opole to są niekiedy nazwy, które powstają generycznie z wcześniej istniejących rzeczowników, bo był tam pożar, bo tam było jakieś miejsce, gdzie ludzie zbierali się wcześniej. Te nazwy ukształtowały się w historycznym rozwoju. Nie zawsze zatem używanie tych nazw w nazwie domeny internetowej powinno zostać uznane za naruszające prawo.

W mojej ocenie powinno być zakazane np. używanie nazw domeny „Urząd Gminy Opole”, a nie samo „Opole”. Ale być może jestem odosobniony w tych poglądach, bo arbitrzy na tym seminarium stwierdzili, że „Opole”, „Warszawa” powinny być chronione niezależnie od tego, czy to jest element nazwy jednostki czy też nie. Tutaj się różnimy.

To duże pole do popisu, ponieważ chyba to jest standard, że regionalne portale informacyjne, które de facto żyją z reklam, mają w swojej nazwie całe miejscowości.

Parę lat temu NASK wprowadził pewną politykę dotycząca możliwości rejestracji tych nazw. Aby zarejestrować domenę internetową z nazwą miejscowości, konieczne było uzyskanie zgody władz tej miejscowości. Niektóre miasta zarejestrowały t akie domeny. Po pewnym okresie pozostałe nazwy, te które nie zostały zarejestrowane w nazwie domen, zostały oddane publiczności. Np. załóżmy, że jest miejscowość Gostyń i każdy może rejestrować nazwę domeny z nazwą tej miejscowości. Niektóre miasta w ogóle nie były zainteresowane rejestracją takich nazw domen internetowych i uaktywniły się dopiero kiedy zobaczyły, że są portale typu „Olsztyn”, przyciągają zainteresowanie publiczności. Wtedy zaczęły występować z żądaniem ochrony. Ja uważam, że można używać w nazwach domen internetowych nazwy miast.

Z mojej strony to wszystko, bardzo dziękuję, że znalazł pan czas na to, żebyśmy mogli porozmawiać. Myślę, że nasza rozmowa jest bardzo pouczająca. I dziękuję.

Zapraszam do odwiedzin naszej strony internetowej – wystarczy wpisać PIIT. Znajdziecie na niej Państwo publikacje wyroków oraz informacje o organizowanych co 2 lata seminariach.

Dziękuję bardzo.

Dziękuję bardzo.

 

Podobał Ci się ten podcast?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

baner-pod

Dziś przeczytasz jak wyglądała nasza walka o domenę internetową Okazje.pl. Do opisania całej sprawy zmotywowała mnie rozmowa z prezesem Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych, dr Ireneuszem Matusiakiem. Lada dzień będziesz mógł jej posłuchać w ramach 21 odcinka mojego podcastu.
 

Walka o domenę internetową Okazje.pl.

Myślę, że przynajmniej z kilku powodów powinieneś zapoznać się ze szczegółami tej sprawy. Przymierzałem się do jej opisania już od jakiegoś czasu. Tym bardziej, że uzasadnienie wyroku Sąd umieścił na swojej stronie już dawno (sygn akt 43/16/PA).

Zresztą o to, kiedy pełne uzasadnienia wyroków są przez ten Sąd publikowane, pytałem mojego rozmówcę. Okazuje się, że poza zgodą na to obu stron, sprawa musi coś wnosić do orzecznictwa z zakresu sporów domenowych.

Tym bardziej cieszę się, że nasza kancelaria dołożyła do tego małą cegiełkę.

Poza tym, ta sprawa potwierdza to, co często powtarzam swoim klientom. To mit, że w sądzie wygrywa zawsze firma z grubszym portfelem.

Tutaj broniliśmy abonenta domeny okazje.pl, który był osobą fizyczną nieprowadzącą działalności gospodarczej. Po przeciwnej stronie stała spółka, która wskazywała, że jest w top 3 porównywarek cenowych w Polsce.

 

Co więcej, w tej sprawie możesz podpatrzeć taktykę naszych oponentów. Przed złożeniem pozwu podjęli szereg kroków, które miały zwiększyć szansę na wygraną.

Kto wyszedł z tego starcia z tarczą, a kto na tarczy?

Czytaj dalej 🙂

Argumentacja Powoda:

  • Według Powoda w wyniku zawarcia umowy o utrzymanie domeny okazje.pl, Pozwany naruszył jego prawa.
  • Pod nazwą OKAZJE.INFO nieprzerwanie od 2007 roku, dostarczana jest “usługa społeczeństwa informacyjnego”. Jako dowód tego, że ta marka cieszy się renomą lidera polskiego rynku e-commerce, przedstawiono m.in. publikacje prasowe.
     

  • Sporna domena okazje.pl jest:

– identyczna z jego unijnym znakiem towarowym:

Walka o domenę internetową Okazje.pl

EUTM-013038931

– podobna do krajowego znaku towarowego:

Walka o domenę internetową Okazje.pl

R-249442

 

  • OKAZJE.PL nie jest oznaczeniem niedystynktywnym.
  • Powód twierdził, że pod domeną okazje.pl udostępniane były komercyjne treści, co ma “cechy użytku przedsiębiorczego” domeny.
  • Żadne okoliczności, poza chęcią osiągnięcia zysku ze związku domeny z jego działalnością gospodarczą, nie uzasadniają tak wysokiej ceny domeny jak ta zaproponowana przez Pozwanego.
  • Pozwany zarejestrował i użytkował sporną domenę z zamiarem odwrócenia uwagi konsumentów od strony internetowej Powoda, co dowodzi jego złej wiary.
     

  • O czynie nieuczciwej konkurencji ma również świadczyć to, że sam fakt rejestracji spornej nazwy domeny ogranicza potencjalnym klientom dostępność jego produktów. Po wpisaniu w oknie przeglądarki oznaczenia Powoda, jego klienci mogą dojść do wniosku, iż nie prowadzi on działalności.


Argumentacja Pozwanego:

Jak widzisz sprawa była poważna, a przeciwnicy powołali się na liczne podstawy prawne w walce o domenę internetową okazje.pl. Na pierwszy rzut oka mogło to wyglądać źle. Tym bardziej, że przeciwnicy dysponowali zarejestrowanym znakiem towarowym fonetycznie identycznym z domeną naszego klienta.

Jak jednak przeczytasz dalej, diabeł tkwi w szczegółach.

 

  • W naszej opinii oznaczenie “okazje” nie nadawało się do odróżniania w obrocie towarów i usług ponieważ było niedystynktywne. Słysząc słowo “okazje”, odbiorcy będą je traktować jako rodzaj zachęty oraz hasło reklamowe.
  • Powód nie podjął próby rejestracji swoich znaków w wersji słownej. Tymczasem tylko taka forma ochrony przesądzałaby o tym, że określenie “okazje” posiadałoby dostateczną zdolność odróżniającą.

 
Dokładniej oznaczenia niedystynktywne omawiam w nagraniu:


     

  • Co więcej, w dniu zgłoszenia znaku OKAZJE.INFO PORÓWNYWARKA CEN był już zarejestrowany znak: OKAZJE KRAMIK BEZPŁATNYCH OGŁOSZEŃ (R-207628). Znak ten również służył do oznaczania usług reklamowych.

Kiedy Powód zgłaszał swój znak towarowy do ochrony, obowiązywała jeszcze procedura badawcza. Urząd Patentowy, pomimo wiedzy o wcześniejszym podobnym znaku, nie uznał go za przeszkodę dla nowego zgłoszenia.

  • Jedynym elementem odróżniającym spornych znaków jest szata graficzna. A tej nasz klient nigdy nie używał.
  • Podnieśliśmy również, że Powód nie udowodnił renomy żadnego ze swoich znaków, ani tego, że w następstwie używania nabyły one wtórną zdolność odróżniającą.

 

  • Ponadto, Pozwany nie prowadzi działalności gospodarczej. Pod sporną domeną nie była prowadzona żadna strona internetowa. Nasz klient nie miał również zamiaru uruchomić porównywarki cen.

Nie zwracał się on również nigdy z propozycją sprzedaży domeny. Z inicjatywą negocjacji zawsze wychodzili potencjalni kupujący, w tym Powód.

  • O rejestracji domeny w złej wierze nie może być mowy chociażby z racji tego, że miało to miejsce w 2002 r. Czyli na długo przed rozpoczęciem działalności przez Powoda i rejestracją przez niego znaków towarowych.

 

  • Zakwestionowaliśmy również zarzut nieuczciwej konkurencji, ponieważ nawet gdyby nasz klient był przedsiębiorcą, to jego działanie nie było sprzeczne z prawem.
  • Jako, że pod sporną domeną nigdy nie były oferowane konkurencyjne usługi, to nie może być mowy o naruszeniu prawa do firmy.


Sąd ustalił m.in., że:

  • Przedstawiciel Powoda wysłał ofertę odkupienia domeny na adres e-mail widniejący na spornej stronie. Nie udało się jednak dojść do porozumienia w zakresie ceny. W trakcie negocjacji padały kwoty ponad 100 tys. zł.
  • Na stronie okazje.pl znajdowała się reklama nowo powstającego serwisu okazje.pl wraz z hasłem: “Już niedługo będziesz miał okazję skorzystania z okazji” oraz możliwością pozostawienia adresu e-mail. Obok wyświetlała się reklama serwisu fototapety.com.

Obecnie domena okazje.pl przekierowuje do strony sploty.net na serwisie społecznościowym Facebook.

  • W obrocie występują inne nazwy domen zawierające słowo “okazje” np. okazje24.com czy auto-okazje.pl.
  • Na rynku działają również przedsiębiorcy, prowadzący działalność pod firmą zawierającą słowo “okazje”, np. TV Okazje sp. z o.o. czy Łap Okazje sp. z o.o..


Ocena przez Sąd zasadności roszczeń:

 

Zarzut naruszenia znaków towarowych

  • Sąd podzielił nasze stanowisko, że samo słowo “okazje” nie ma zdolności odróżniającej. Zarejestrowanie słownego znaku OKAZJE byłoby możliwe jedynie w razie wykazania tzw. wtórnej zdolności odróżniającej.

 
Więcej na ten temat mówiłem w poniższym nagraniu:


– odróżniająca część spornej nazwy domeny jest identyczna lub podobna do zarejestrowanego znaku towarowego;

– nazwa domeny jest używana w odniesieniu do towarów i usług identycznych lub podobnych do tych oferowanych przez właściciela znaku towarowego;

– podobieństwo towarów i usług oraz samych oznaczeń musi finalnie powodować ryzyko wprowadzenia odbiorców w błąd.

     

  • Zdaniem sądu znak OKAZJE.INFO PORÓWNYWARKA CEN, nie wykazuje dostatecznego podobieństwa do słowa “okazje”, aby można było mówić o ryzyku wprowadzenia odbiorców w błąd. Z kolei znak towarowy OKAZJE.PL ma jedynie charakter graficzny. Tego typu znaki nie mogą być uznane za podobne do nazw domen, gdyż ich zdolność odróżniająca wynika tylko z ich warstwy graficznej.
  • Powód nie próbował nawet wykazać renomy swoich znaków towarowych. W pismach powoływał się na “renomę marki”, która jest pojęciem pozaprawnym.

 

Zarzut dokonywania czynów nieuczciwej konkurencji

  • Aby ocenić, czy Pozwany dokonał czynów nieuczciwej konkurencji, Sąd w pierwszej kolejności musiał ustalić, czy można go uznać za przedsiębiorcę.
  • Okazuje się, że sama rejestracja domeny okazje.pl nie może zostać uznana za choćby uboczne prowadzenie działalności gospodarczej. Taka działalność nie może w żadnym przypadku ograniczać się do pojedynczego aktu uczestnictwa w obrocie. Podobnie, zaoferowanie spornej domeny na sprzedaż w ramach korespondencji zainicjowanej przez samego Powoda.
  • Inaczej Sąd ocenił okoliczność, iż Pozwany prezentował na stronie okazje.pl treści reklamowe. Sąd uznał więc go za przedsiębiorcę.

W konsekwencji musiał ustalić, czy popełnił on delikt nieuczciwej konkurencji.

 

  • Sąd przyjął, że nie jest czynem nieuczciwej konkurencji sama zapowiedź prowadzenia przez Pozwanego portalu oferującego różne produkty w okazyjnych cenach, bez zastosowania znaków graficznych sugerujących powiązania z działalnością Powoda.
  • Zarejestrowanie nazwy domeny zawierającej powszechnie używane słowo “okazje”, niemające pierwotnej zdolności odróżniającej, nie może być zakwalifikowane jako forma utrudnienia Powodowi dostępu do rynku internetowego.
  • Powyższe okoliczności, jak również fakt, iż Pozwany zarejestrował sporną domenę przed rozpoczęciem działalności gospodarczej przez Powoda, nie pozwala na uznanie, iż Pozwany działał z naruszeniem prawa lub dobrych obyczajów.

 

Zarzut naruszenia prawa do firmy.

  • Sąd zauważył, że zgodnie z art.  4310 kodeksu cywilnego, przesłankami, które muszą być spełnione, aby możliwe było zastosowanie środków obrony są:

– zagrożenie lub naruszenie prawa do firmy;
– bezprawność naruszenia naruszającego.

  • Aby uznać, że Pozwany naruszył prawo do firmy, niezbędne jest stwierdzenie, że słowo “okazje” jest przez odbiorców jednoznacznie kojarzone z Powodem. Tego jednak nie udowodniono. Co więcej, identyfikacji słowa “okazje” z powodową spółką przeczy fakt istnienia na polskim rynku innych podmiotów posługujących się firmą, której część stanowi właśnie słowo “okazje”.

Słowo “okazje” jest określeniem rodzajowym i ma przypisane określone znaczenie. Brak jest zatem podstaw do uznania, że jednoznacznie kojarzone jest z firmą Powoda.

 

  • Reasumując, Pozwany nie naruszył prawa Powoda poprzez rejestrację i używanie domeny okazje.pl, więc powództwo należało oddalić w całości.

 

Wnioski z walki o domenę internetową okazje.pl.

 

-1-
W sposób przemyślany wybieraj nazwę dla swojej firmy.

 
I to jest coś, co powtarzam na tym blogu od dawna. Dobra marka powinna zadowolić zarówno marketingowca jak i rzecznika patentowego.

Nasza walka o domenę internetową okazje.pl dobitnie pokazała, że nawet jeżeli jesteś w czołówce w swojej branży, możesz nie mieć monopolu na nazwę, w którą inwestujesz od lat.

To powinno Ci dać do myślenia!

 

W tym kontekście koniecznie posłuchaj poniższego podcastu. Omawiam w nim najczęstsze błędy jakie popełniają przedsiębiorcy przy wyborze nazw dla swoich firm.
 

>> Pobierz odcinek na dysk

>> Odsłuchaj na Androidzie

>> Odsłuchaj na iPhone

>> Zobacz poprzednie odcinki

-2-
Znak słowno-graficzny nie zawsze chroni nazwę.

 

Naturalnie jeżeli istnieje obawa, że dane słowo jest opisowe, przedsiębiorcy rejestrują znaki w odmianie słowno-graficznej. Chodzi o to, aby ekspert nie wydał negatywnej decyzji, która będzie koronnym dowodem na niedystynktywność danego oznaczenia.

Problem w tym, że zastrzegając logo, nie będziesz mieć pewności czy ochrona prawna obejmuje również płaszczyznę fonetyczną.

Tego dowiesz się z wyroku sądu.

W sporze o domenę okazje.pl moim zdaniem arbiter trafnie uznał, że słowo “okazje” to nazwa rodzajowa, więc nikt nie może jej zmonopolizować.

 

-3-
Nie ryzykuj – zgłoś do ochrony słowny znak towarowy.

 
Z tej sprawy można wyciągnąć również taki wniosek, że jeżeli naprawdę chcesz chronić domenę internetową, to zgłoś do rejestracji słowny znak towarowy. Jest to zadanie trudniejsze, ale jeżeli Ci się to uda, będziesz dysponował najsilniejszą formą ochrony marki. W takich sprawach warto jednak korzystać z pomocy rzecznika patentowego.

-4-
Rejestracja znaku nie zawsze wystarcza w walce o domenę.

 
Ważne są również inne okoliczności sprawy.

Przede wszystkiem nie jest tak, że poprzez taką rejestrację (nawet w wersji słownej) uzyskujesz monopol absolutny na samą nazwę.

Ten monopol ogranicza się do wskazanych w zgłoszeniu towarów i usług. Na rynku mogą istnieć firmy o identycznych nazwach. Wszystko będzie zgodne z prawem, dopóki będą one działać w różnych branżach.

-5-
Dawid może wygrać z Goliatem 🙂

 
Nie jesteś na straconej pozycji, jeżeli w walce o domenę internetową Twoim przeciwnikiem jest duża firma. Życie to nie amerykański serial o prawnikach. Jeżeli tylko wiesz jakich argumentów użyć do obrony, jesteś w stanie wygrać nawet z największymi firmami.

Doskonałym przykładem jest historia polskiego przedsiębiorcy, który pokonał Apple w sporze o domenę ap.pl. Wszystko opisałem w artykule:


Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

baner-pod

Badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego to podstawa, jeżeli myślisz o zastrzeżeniu nazwy i logo firmy w Urzędzie Patentowym. Badanie polega na sprawdzeniu, czy Twoje oznaczenie ma w ogóle szansę na taką ochronę. A powodów odmowy rejestracji może być wiele. Jeżeli więc zależy Ci na czasie i nie chcesz wyrzucać pieniędzy w błoto – zacznij od zbadania znaku.

 

Nowa procedura rejestracji znaków towarowych.

Na rejestrację znaku towarowego w Polsce czeka się obecnie około 6-ciu miesięcy.

Myślisz że to dużo?

W latach 90-tych trwało to aż… 5 lat!

Wynikało to z problemów kadrowych Urzędu Patentowego. Nowe firmy pojawiały się wtedy jak grzyby po deszczu a ilość ekspertów rozpatrujących zgłoszenia była niewystarczająca. To mocno wydłużało całe postępowanie.

W tym kontekście obecne 6 miesięcy to bardzo dobry wynik 🙂

W Polsce 15 kwietnia 2016 r. nastąpiła poważna zmiana systemu rejestracji znaków towarowych. W miejsce procedury badawczej mamy tzw. procedurę sprzeciwową.

 

Na czym polegają te rewolucyjne zmiany?

Po tym jak dokonasz zgłoszenia właściciele wcześniejszych podobnych znaków mają 3 miesiące na złożenie sprzeciwu do rejestracji. Aby do tego nie dopuścić powinieneś wcześniej zrobić zbadanie zdolności rejestrowej znaku towarowego.


Jak sprawdziłeś czy nazwa Twojej firmy jest dostępna?

Zauważyłem, że większość osób robi jedynie pobieżną analizę prawną marki.

W pierwszej kolejności wpisują wybraną nazwę w wyszukiwarkę Google.

Badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego

Jeżeli nie znajdują tam konkurencyjnych firm to sprawdzają jeszcze czy dostępna jest domena internetowa. I na tym najczęściej całe poszukiwania się kończą. Tylko, że takie badanie jest daleko niewystarczające.

Po pierwsze Google obecnie pokazuje w pierwszej kolejności wyniki lokalne.

Jest więc mała szansa, że łatwo dotrzesz do informacji na przykład o hiszpańskim konkurencie o identycznej nazwie. Tymczasem jeżeli taka firma zarejestrowała swój znak towarowy na terenie całej Unii to ma swoisty monopol prawny również w Polsce.

I to nawet wtedy, kiedy w naszym kraju nigdy nie działała.

 
Zauważ również, że ta sama firma może nie czuć potrzeby wykupywania każdej narodowej domeny zawierającej w sobie ich znak towarowy. Tym bardziej, że w razie potrzeby opierając się o prawa do swojego znaku unijnego może domenę odebrać Ci siłą.

Ogromny bałagan wśród nazewnictwa polskich firm.

Przedsiębiorcy żyją w błędnym przekonaniu, że mogą posługiwać się daną nazwą bo urzędnik nie robił im problemu przy rejestracji firmy. To mit, bo żaden urzędnik nie wyręczy Cię w sprawdzeniu czy Twoja nazwa firmy nie łamie prawa.

Praca urzędnika ogranicza się często do przybicia pieczątki.

Efektem tego jest to, że w CEIDG znalazłem prawie 400 firm o nazwie TOMBUD i niemal 600 o nazwie ART-BUD. Jestem pewien, że większość z tych osób uważa, że mają wyłączność do swojej nazwy firmy.

Konsekwencją takiej sytuacji jest to, że trafiają do mnie przedsiębiorcy, którzy nieświadomie naruszyli cudze prawa. Po prostu dość bezrefleksyjnie wybrali nazwy, które są podobne do już zarejestrowanych znaków towarowych.

To są zawsze bardzo ciężkie rozmowy. Naturalnie za każdym razem szukam sposobu na wyciągnięcie klienta z kłopotów. Niestety w niektórych sytuacjach nie ma innego wyjścia jak zmiana nazwy.

Dla osób, które wkładały w rozwój swojej marki masę czasu, pieniędzy i serca to prawdziwy dramat. To można chyba jedynie porównać do konieczności zmiany nazwiska po latach budowania dobrej opinii.


Jak wygląda badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego?

Badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego składa się z kilku etapów.

Etap 1

Najpierw sprawdzam, czy wybrana przez przedsiębiorcę nazwa w ogóle może być znakiem towarowym. Chodzi o to, że przepisy wymieniają pewne kategorie oznaczeń, które są wyłączone z rejestracji.

Przykładowo nie zarejestrujesz oznaczenia opisowego, czyli takiego, które jednoznacznie wskazuje na towar lub usługę, którą oferujesz. Ekspert z Urzędu Patentowego odmówi rejestracji słowa chleb na pieczywo. I choć ten przykład myślę jest dla Ciebie oczywisty, to właściciele sklepów internetowych bardzo chętnie wchodzi w nazwy opisowe.

Chyba łatwo się domyślić co jest oferowane pod domeną:

  • naczynia24.pl albo
  • e-perfumy.

 
Więcej o znakach opisowych mówiłem w poniższym nagraniu:


 

Etap 2

Tutaj poszukuję podobnych znaków towarowych z wcześniejszą datą rejestracji.

Pamiętaj, że:

Nie jest ważne czy wg ciebie znaki są podobne.

Liczy się jedynie to jak Twoją sprawę oceni Urząd Patentowy lub w sporze sąd.

Jest to o tyle ważne, że kolizją nie są jedynie znaki identyczne. Podobieństwo ocenia się w pierwszej kolejności w zakresie podobnych towarów i usług a później samych nazw.

Aby wyciągnąć prawidłowe wnioski trzeba mieć dużą wiedzę i doświadczenie ze znakami towarowymi.

Chodzi o to, że wszystkie reguły kolizyjności znaków sformułowane zostały na przestrzeni lat przez sądy. Znając te orzeczenia jestem w stanie przewidzieć czy ekspert uzna porównywane znaki za podobne czy nie.

 

Etap 3

Na ostatnim etapie formułuję dla klientów wnioski i rekomendacje. Poza wskazaniem znaków będących największymi zagrożeniami zawsze pokazuję możliwe drogi wyjścia.

Często porównuję to do statku, który wpływa na pole minowe.

Jeżeli kapitan wie gdzie są miny, może statkiem tak manewrować aby bezpiecznie obok nich przepłynąć. Ja staram się tak doradzić aby mój klient finalnie swój znak zarejestrował. A sposobów na to jest na prawdę wiele.


Potrzebujesz pomocy przy analizie prawnej marki?

Badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego.Skontaktuj się ze mną:

– 575 999 410,
– mikolaj@lech.bydgoszcz.pl

Jako rzecznik patentowy, specjalizuję się w prawnej ochronie marek. Zarówno w kraju jak i za granicą.



Uważaj aby nie donieść na siebie swojej konkurencji!

Czy wiesz, że zgłaszając swój znak do rejestracji możesz ściągnąć na siebie problemy? Okazuje się, że EUIPO, czyli urząd rejestrujący znaki unijne powiadomi o Twoim zgłoszeniu właścicieli podobnych znaków towarowych z wcześniejszą rejestracją.

Później będzie czekał 3 miesiące na to, czy któryś z nich nie złoży sprzeciwu.

 

Historia klienta:

Zgłosił się do mnie kiedyś przedsiębiorca, który otrzymał ostre pismo ostrzegawcze od dużej brytyjskiej kancelarii. Żądali od niego nie tylko wycofania dopiero co zgłoszonego znaku towarowego, ale również zejścia ze swoimi towarami z polskiego rynku w przeciągu 14 dni.

Okazało się, że zgłoszony przez niego znak jest bardzo podobny do unijnego znaku towarowego ich klienta. Do całego zamieszania by nie doszło, gdyby wcześniej mój klient zrobił badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego. Wiedząc o istnieniu takiego znaku odradziłbym mu w ogóle zgłoszenie.

Brytyjska kancelaria dowiedziała się o jego istnieniu właśnie z informacji od EUIPO.


Badanie zdolności rejestrowej znaku przez profesjonalistę.

Dobry moment na badanie jest wtedy, kiedy marka nie jest jeszcze na rynku. Choć lepiej pomyśleć o tym jeszcze zanim zleci się przygotowanie logo czy strony internetowej.

Pamiętaj, że dobra nazwa firmy powinna zadowolić zarówno marketingowca jak i rzecznika patentowego. Marka z jednej strony powinna być prosta i zapadać w pamięć a z drugiej powinno dać się ją zarejestrować.

 

Badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego możesz spróbować zrobić samodzielnie. Korzystając jednak z pomocy rzecznika patentowego uchronisz się od wielu błędów.

Zalety takiej opcji pokażę Ci na przykładach z mojej pracy zawodowej.

1. Pomoc w przygotowaniu dobrego wykazu klas.

Robiąc badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego zaczynam od doradzenia jakie towary i usługi powinniśmy sprawdzić i później docelowo wpisać do zgłoszenia. To ważne, ponieważ po dokonaniu zgłoszenia nic do wykazu nie będziesz mógł dodać.

Jeden z moich klientów prowadził restaurację. Doradziłem mu, aby w wykazie poza usługami restauracyjnymi dodał usługi kateringowe. Wiele firm z jego branży tak robi. A nuż wejdzie w takie usługi w przyszłości. Poza tym to nawet nie wpłynie na wyższe opłaty bo te usługi mieszczą się w te samej klasie.

Od tego czasu minęło niedawno 5 lat lat. Przy tej okazji klient z nieukrywaną radością powiedział mi, że obecnie ma 80% dochodów czerpie właśnie z cateringu dietetycznego.

2. Pomoc w uniknięciu pozwu o naruszenie prawa.

Jeżeli w wyniku badania wyłapię kolizję to klient ma czas po cichu zejść z danej nazwy.

Kiedyś robiłem badanie dla pewnego jubilera, który pod wybraną nazwą działał już 10 lat. Kiedy do biznesu dołączył jego syn, zgłosił się do mnie aby zabezpieczyć markę zakładu. Niestety zlokalizowałem jego konkurenta, który od 15 lat chronił w Polsce identyczny fonetycznie znak. Efekt tego był taki, że znaleźliśmy dla niego inną bezpieczną nazwę dzięki czemu dokonał rebrandingu.

Konkurent o naruszeniu prawa nigdy się nie dowiedział.

3. Pomoc w obejściu konkurencyjnego znaku towarowego.

Jeżeli widzę w jakimś znaku zagrożenie to wskazuję jakie zmiany w swoim znaku klient powinien zrobić aby obejść kolizję. To ważne, bo konkurent mógłby się do niego zgłosić po kilku latach z poważnymi roszczeniami.

Te wszystkie modyfikacje są po to abym w przypadku sporu mógł zbudować linię obrony opartą na tym, że znaki różnią się na tyle, że nie ma niebezpieczeństwa wprowadzenia kogokolwiek w błąd.

Innymi słowy wiedząc w oparciu o jakie zarzuty konkurent może nas zaatakować zasugeruję takie zmiany aby zminimalizować ryzyko naruszenia prawa.

4. Pomoc przy ochronie innych cennych składników firmy.

Kiedy omawiam z klientem wyniki badania to wskazuję mu jak naprawić zaniedbania w zakresie pozostałych istotnych aktywów przedsiębiorstwa.

Chodzi m.in. o:

 

I żebyś mnie też dobrze zrozumiał.

Po zrobieniu badania zawsze otrzymujesz ważne informacje:

  • W wariancie pozytywnym dowiadujesz się, że nie ma kolizji więc śmiało możesz zgłaszać swój znak towarowy do ochrony.
  • W wariancie negatywnym dowiadujesz się, że szanse na rejestrację znaku są niewielkie. Z drugiej jednak strony nie wchodząc z taką marką na rynek unikasz kosztownego sporu w sądzie. A to oznacza oszczędność nerwów i pieniędzy.

Zgodzisz się chyba ze mną, że biznes potrzebuje spokoju i bezpieczeństwa.

 

Zleć badanie znaku towarowego rzecznikowi patentowemu.

Zapytaj mnie o wycenę

Imię i nazwisko

Adres email

Treść wiadomości

+48 575 999 710

mikolaj@lech.bydgoszcz.pl

Oczywiście nie musisz korzystać z pomocy rzecznika patentowego. Więcej. Nie ma w ogóle obowiązku robienia takiego badania.

Mówiąc jednak szczerze, badanie jest dla Ciebie wariantem bezpiecznym.

Nie zgłaszasz wtedy znaku w ciemno licząc, że Urząd Patentowy jednak nie będzie stwarzał Ci problemów.

Badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego lokalizuje przeszkody w rejestracji częściej niż Ci się wydaje.

Kiedy robię badanie na:

  • Polskę – kolizja jest w 1 na 3 przypadki;
  • UE – kolizja jest w 1 na 2 przypadki(!).

Ostatnio zacząłem się zastanawiać, czy to ja robię coraz dokładniejsze badania, czy też na rynku zrobiło się ciaśniej.

Jeżeli chcesz mogę również takie badanie przeprowadzić dla Ciebie.

Po prostu się ze mną skontaktuj.

 

Dlaczego warto zastrzec znak towarowy?

Na koniec chciałbym Cię zachęcić do posłuchania podcastu, który jest podsumowaniem moich 10-cio letnich doświadczeń ze znakami towarowymi. W ponad 20 punktach omawiam korzyści jakie daje rejestracja znaku towarowego. Po odsłuchaniu tego nagrania wyrobisz sobie zdanie na temat sensowności takiej ochrony.

PS. Podcast to audycja dźwiękowa, którą możesz za darmo słuchać na telefonie.

>> Pobierz odcinek

>> Odsłuchaj na Androidzie

>> Odsłuchaj na iPhone

>> Zobacz poprzednie odcinki


Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

baner-pod

Zastrzeżenie nazwy firmy jako znaku towarowego dokonuje się w Urzędzie Patentowym.  Nie wiesz jak się do tego zabrać? Spokojnie, formalnościami może się dla Ciebie zająć rzecznik patentowy. Poniżej opisuję jakie jest jego minimalne honorarium za taką uługę. O tym ile wynoszą opłaty urzędowe za rejestrację znaku towarowego przeczytasz tutaj.

 


Zastrzeżenie nazwy i logo firmy – skąd te stawki minimalne?

Od razu Ci powiem, że opłaty za swoje usługi rzecznik patentowy ustala indywidualnie z klientem. Mówi o tym wyraźnie ustawa o rzecznikach patentowych z 11 kwietnia 2001 r.:

Art. 13

1. Opłaty za czynności rzeczników patentowych, wykonujących zawód w kancelariach patentowych oraz zatrudnionych na podstawie umowy cywilnoprawnej, ustala umowa z klientem.

 

To nie jest więc tak, że rzecznik patentowy musi swoje honorarium opierać o stawki minimalne. Może to zrobić, ale nie ma takiego obowiązku.

Ich wysokość określa rozporządzenie ministra sprawiedliwości w sprawie opłat za czynności rzeczników patentowych. W swojej aktualnej wersji rozporządzenie wymienia jedynie stawki minimalne w sprawach spornych przed sądami oraz Urzędem Patentowym.

Poprzednia wersja rozporządzenia zawierała dodatkowo informacje o minimalnych opłatach w postępowaniu zgłoszeniowym.

 

Czyli upraszczając, stawkami minimalne za czynności rzecznika patentowego powinny cię interesować jedynie wtedy, kiedy toczysz spór przed sądem lub Urzędem Patentowym. Jeżeli wygrasz to w oparciu o te stawki dostaniesz zwrot kosztów postępowania.

Przykład:

Jeżeli reprezentujący Cię rzecznik patentowy doprowadzi do unieważnienia znaku towarowego konkurenta to strona przeciwna będzie musiała Ci zapłacić 1600 zł.

 

Oczywiście przed wejściem w taki spór ustalasz ze swoim pełnomocnikiem wysokość jego honorarium. Rzecznik patentowy za swoje usługi może wziąć niższą kwotę niż ta z rozporządzenia, taką samą, lub wyższą.

Tutaj działa wolny rynek.

 

Naturalnie doświadczony rzecznik patentowy nie będą pracować za stawki minimalne.

 
Zastrzeżenie nazwy a honorarium rzecznika patentowego
 

Zastrzeżenie nazwy a honorarium rzecznika patentowego.

Odnosząc się jednak do starszej wersji rozporządzenia chciałem Ci pokazać jak wyglądały stawki minimalne za usługi rzecznika patentowego przy rejestracji znaku.

 

W rozporządzeniu można było przeczytać, że:

  • 600 zł kosztowało prowadzenie postępowania zgłoszeniowego;
  • 150 zł kosztowało sporządzenie wykazu towarów do zgłaszanego znaku (od jednej klasy towarowej). W klasach uszeregowane są towary i usługi do oznaczania których ma służyć znak towarowy. To coś na kształt klasyfikacji PKD.
  • 250 zł – sporządzenie opisu znaku towarowego;
  • 600 zł – opracowanie regulaminu znaku towarowego.

Te stawki minimalne ulegają podwyższeniu o 30% w przypadku sporządzenia dokumentów w języku obcym lub w oparciu o dokumenty w języku obcym.

 

Badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego

Jeżeli rzecznik patentowy przed samym zgłoszeniem miał wykonać dla Ciebie analizę czy Twój znak towarowy ma w ogóle szansę na ochronę, to jego honorarium obliczano w oparciu o stawkę godzinową:

  • 80 zł kosztowała godzina poszukiwań w źródłach polskojęzycznych a
  • 150 zł w źródłach różnojęzycznych.

 

Za niestosowanie się do “stawek minimalnych” nie ma żadnej sankcji dla rzecznika patentowego. Powszechnie jednak w środowisku uznaje się, że stosowanie cen niższych niż z rozporządzenia to złamanie zasad etyki tego zawodu.

 

Zastrzeżenie nazwy – koszt standardowego zgłoszenia

Zapytaj mnie o wycenę

Imię i nazwisko

Adres email

Treść wiadomości

+48 575 999 710

mikolaj@lech.bydgoszcz.pl

Finalnie wysokość honorarium rzecznika według starego rozporządzenia zależała od pracochłonności tematu.

Badanie znaku przeprowadza się w bazach międzynarodowych i zajmuje to zazwyczaj nie mniej niż 3 godziny. Minimalny koszt takiej usługi wynosił więc 450 zł.

Jeżeli chodzi o zgłoszenie, to przy założeniu, że Twój znak towarowy mieścił się w 3 klasach, była to kwota 1300 zł.

 

Może powtórzę, że rzecznik patentowy samodzielnie ustala wysokość swojego honorarium. Może ono być wyższe bądź niższe jak w rozporządzeniu.

Zwyczajowo jednak wiele kancelarii opiera swoje ceny o to rozporządzenie więc raczej nie spodziewałbym się niższych kwot.

Jeżeli chciałbyś zlecić mi rejestrację Twojego znaku towarowego, to napisz do mnie przez formularz po prawej.


Dlaczego warto zarejestrować znak towarowy?

Jeżeli zastanawiasz się co daje zastrzeżenie nazwy firmy to obejrzyj poniższe nagranie. Stanowi ono podsumowanie mojej 10-cio letniej pracy ze znakami towarowymi. Omawiam w nim co zyskujesz dzięki świadectwu rejestracji wydawanemu przez Urząd Patentowy.

 




Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

baner-pod


 
Tak jak śmierć w życiu człowieka, tak upadłość firmy w ekosystemie biznesowym jest czymś normalnym. Oczywiście nikt nie dopuszcza do siebie takiej myśli już na początku działalności. Mimo wszystko warto mieć przynajmniej podstawową wiedzę co należy w takiej sytuacji zrobić. Tym bardziej, że upadłość firmy może nastąpić nie z Twojej winy.

Upadłość firmy. Co zrobić, kiedy wpadniesz w problemy finansowe.Wystarczy, że trafisz na oszusta, który wyłudzi od Ciebie towary lub usługi za które nie zapłaci. Na takie zjawisko szczególnie narażone są firmy z branży budowlanej. Czasami przestępcy od początku przygotowują swoją “spółkę słup” do takiego procederu.

Zdarza się również, że na upadłość firmy mają wpływ czynniki nieprzewidywalne. Kręgosłup marce Atlantic przetrąciła wojna na wschodzi Ukrainy.

Czy ktoś się tego konfliktu spodziewał?

O tym co zrobić, kiedy wpadniesz w problemy finansowe rozmawiałem z adwokatem Jakubem Ostrowskim.

Naturalnie poruszyliśmy również kwestię znaków towarowych w kontekście sprzedaży majątku firmy.

Zresztą wywiad obejmował nie tylko upadłość firmy, ale również coraz popularniejszą ostatnio upadłość osób fizycznych.

Jak i gdzie słuchać podcastu?

>> Pobierz odcinek

>> Odsłuchaj na Androidzie

>> Odsłuchaj na iPhone

>> Zobacz poprzednie odcinki


W tym odcinku usłyszysz:

  • o upadłości konsumenckiej, w szczególności kiedy jest absolutnie niedopuszczalna;
  • o postępowaniu upadłościowym przedsiębiorstw;
  • kiedy trzeba złożyć wniosek o upadłość firmy;
  • o pewnym skutecznym sposobie na zmuszenie dłużnika do zapłaty zaległej faktury;
  • o tym jak przestępcy kradną wykorzystując do tego spółkę z o.o. i jak nie stać się ich ofiarą;
  • o tym jak znak towarowy może pomóc w przypadku upadłości firmy.


Artykuły, które uzupełniają wiedzę z podcastu:


Zostaw mi komentarz

Jeżeli po przesłuchaniu podcastu nasunęły Ci się jakieś pytania, śmiało podziel się nimi w komentarzu. Chętnie na nie odpowiem. Napisz mi również, jeżeli chciałbyś, abym jakimś tematem zajął się w kolejnych odcinkach.

Pomóż mi w promocji tego podcastu

Jeżeli uważasz, że dzielę się wartościową wiedzą, pomóż mi dotrzeć z podcastem do większego grona ludzi. Możesz link do niego podesłać swoim znajomym lub wrzucić na Facebooka. Będę wdzięczny, jeżeli zostawisz ocenę lub recenzję:

Oceń podcast “Prawna Ochrona Marki”.

Dzięki temu mój podcast będzie w rankingach iTunes i słuchacze łatwiej na niego trafią.

Transkrypt podcastu

Kliknij i pobierz spisaną w pliku PDF treść podcastu:

Upadłość firmy – co należy wiedzieć, kiedy wpadniesz w problemy finansowe.

Transkrypcję możesz również przeczytać poniżej.


Witam Cię bardzo serdecznie. Ja nazywam się Mikołaj Lech, a jest mój podcast pt. „Prawna ochrona marki”, odcinek 20. Jako rzecznik patentowy opowiem Ci, jak możesz zapewnić swojej marce silną ochroną prawną oraz dlaczego to jest takie ważne. Dowiesz się również, jakich błędów jako przedsiębiorca powinieneś unikać. Podcast jest także uzupełnieniem wiedzy, którą dzielę się również na moim blogu pod adresem znakitowarowe-blog.pl.

Cześć! W dzisiejszym odcinku moim gościem będzie adwokat Jakub Ostrowski, który na co dzień zajmuje się prawem upadłościowym i restrukturyzacyjnym. Najprościej mówiąc, trafiają do niego firmy, które z różnych powodów nie są w stanie na bieżąco obsługiwać swoich zobowiązań. Mój gość dzieli się wiedzą na swoim blogu pod adresem Upadloscspolkizoo.pl. I troszkę zdążyliśmy się poznać przez tę blogową twórczość.

Zdaję sobie sprawę z tego, że na początku swojej drogi biznesowej nikt nie myśli o tym, że może mu się nie udać. Słuchanie więc o tym, co dzieje się, kiedy firma bankrutuje, może być w jakiś sposób dla Ciebie niekomfortowa. Tylko że upadłość firmy jest tak naprawdę częścią ekosystemu gospodarczego. Myślę, że każdy przedsiębiorca powinien mieć przynajmniej takie ogólne pojęcie o tym, co zrobić, gdy wpadnie w problemy finansowe. Albo takie problemy będzie miał jego kontrahent, który nie chce albo nie może zapłacić zaległej faktury.

Z naszej rozmowy dowiesz się wielu przydatnych informacji, np. o upadłości konsumenckiej, a w szczególności, kiedy jest ona absolutnie niedopuszczalna. Porozmawiamy również o postępowaniu upadłościowym przedsiębiorstwa oraz kiedy bezwzględnie trzeba złożyć ten wniosek o upadłość firmy. Będziemy rozmawiać o tym, jak przez drobny błąd formalny możesz ustawić się na szarym końcu kolejki do zaspokojenia się z majątku upadającej firmy. Co ciekawe, mecenas Ostrowski powie o pewnym skutecznym sposobie na zmuszenie dłużnika do zapłaty zaległej faktury oraz o tym, jak przestępcy kradną, wykorzystując spółkę z o. o. i jak nie stać się ich ofiarą. Mecenas Ostrowski opowie również o tym, jak posiadanie zarejestrowanego znaku towarowego może pomóc upadającej spółce. A także dlaczego nabycie nieruchomości od syndyka jest bezpieczniejsze niż kupno mieszkania na wolnym rynku. Nie przedłużając, zachęcam Cię do wysłuchania naszej rozmowy.

Mikołaj Lech: Witam Cię Jakubie w moim podcaście. Bardzo dziękuję, że znalazłeś dla mnie czas. Jesteśmy u Ciebie w kancelarii, więc musiałeś odstawić swoje obowiązki na rzecz rozmowy ze mną.

Jakub Ostrowski: Witam, dziękuję za zaproszenie. Na biurku jest trochę dokumentów i jestem w trakcie pracy, ale niesamowita przyjemność, żeby spotkać się z Tobą i porozmawiać.

Bardzo mi miło. Zacznijmy od początku. Powiedz naszym słuchaczom, kim jesteś i czym zajmujesz się zawodowo.

Po pierwsze jestem adwokatem. To jest mój macierzysty zawód i to, co zawsze chciałem robić. Natomiast oprócz zawodu adwokata wykonuję również zawód doradcy restrukturyzacyjnego – ciężkie słowo dla wielu. W wielkim skrócie jest to osoba, która zajmuje się wszelakiego rodzaju upadłościami i restrukturyzacjami.

Czym jest upadłość konsumencka?

Doczytałem, że od kilku lat jest możliwość ogłoszenia również upadłości konsumenckiej. Na czym ona tak naprawdę polega, jakie wymogi trzeba spełnić, aby z tej możliwości móc skorzystać?

Możliwość ogłoszenia upadłości konsumenckiej pojawiła się formalnie w Polsce tak naprawdę od 2012 r. W mojej ocenie ustawa, która wtedy obowiązywała, w żadnym racjonalnym zakresie nie dawała możliwości zwykłym obywatelom, którzy popadli w długi przez czy to swoją winę, czy przez zdarzenia niezależne od nich, by z tego korzystali, ponieważ przesłanki, które wtedy obowiązywały, były bardzo wygórowane i niestety dwie, trzy osoby rocznie korzystały z tej upadłości. Statystyk dokładnych nie znam. Natomiast o otwarciu upadłości konsumenckiej tak naprawdę możemy mówić od 2015/2016 r., kiedy to te przesłanki zostały dostosowane do polskich realiów, do możliwości gospodarczych naszych konsumentów w Polsce. Bo musimy wiedzieć, że w każdym kraju jest troszeczkę inaczej, moralność społeczna jest nastawiona na zaciąganie zobowiązań. Aktualnie nowelizacja przepisów o upadłości konsumenckiej jest w trakcie prac. Nie będziemy o tym mówili, bo to zdarzenie przyszłe i niepewne.

Natomiast na dzień dzisiejszy, żeby ogłosić upadłość konsumencką, to po pierwsze taka osoba musi nie prowadzić działalności gospodarczej – to wymóg podstawowy. Czyli potocznie mówiąc, musi być konsumentem, zwykłą osobą, która jest zatrudniona na etacie bądź w jakikolwiek inny sposób zarobkuje, ale na pewno nie prowadzi działalności gospodarczej. Kolejną przesłanką jest to, że musi być niewypłacalna. Czyli nie jest w stanie poradzić sobie z normalnymi długami, normalnymi zobowiązaniami, które zostały przez nią zaciągnięte albo w inny sposób zostały one na nią nałożone. Bo musimy tu też powiedzieć o wszelkiego rodzaju poręczeniach, które funkcjonują w obrocie. To są podstawowe rzeczy, natomiast jeśli chodzi o szczegóły, to każda sytuacja jest inna. I sąd, badając podstawy ogłoszenia upadłości konsumenckiej, zwraca uwagę na szereg rzeczy, poczynając od statusu danej osoby, skąd się wywodzi, z jakiego tytułu powstało to zadłużenie, na jaki cel zostały te środki przeznaczone.

Czytając u Ciebie jeden z artykułów, napisałeś, że jeżeli ten dłużnik z własnej nieodpowiedzialności całkowicie roztrwonił swój majątek czy wziął kolejne chwilówki na spłatę poprzednich kredytów, to wcale nie jest takie pewne, że ta upadłość zostanie ogłoszona.

Absolutnie. Aktualnie obowiązuje taki przepis, który stanowi o tym, że nie ogłasza się upadłości konsumenckiej wobec osoby, która stała się niewypłacalna na skutek właśnie swojej niefrasobliwości, niedbalstwa. Oznacza to, że jeżeli zaciągasz długi, wiedząc, że nie jesteś w stanie ich spłacić, zaciągasz kolejne długi, aby spłacić te stare, a nie ma możliwości, że za chwilę uzyskasz jakieś środki, nie ma wizji tego zarobkowania na przyszłość, to znaczy, że nieodpowiedzialnie zarządzasz swoim budżetem, swoim portfelem finansowym. I to może stanowić dla sądu pełną podstawę, aby uznać, że w tamtym momencie, w chwili zaciągania tego kolejnego zobowiązania nie byłeś w stanie zapłacić za poprzednie i powinieneś to przewidzieć. Dlatego sąd nie daje Ci tego dobrodziejstwa w postaci oddłużenia, uznając, że doprowadziłeś do swojej niewypłacalności albo ją zwiększyłeś na skutek swojej nieodpowiedzialności.

Czyli osoby, które wpadły w pętlę długów i zaciągają kolejne chwilówki, żeby w jakiś sposób poprawić tę swoją sytuację, dyskwalifikują się od razu?

Nie dyskwalifikują się w stu procentach. Musimy wiedzieć, czy te chwilówki były zaciągane na podwyższenie swojego standardu życiowego czy to było jednak, jak często się zdarza, leczenie, ratowanie życia czy nawet pomoc rodzinie w kwestiach medycznych. Więc tu wszystko jest brane pod uwagę przez sąd i w takim postępowaniu, jeżeli mówimy o każdym zobowiązaniu, każdym długu, to dłużnik musi wyjaśnić, kiedy je zaciągnął, skąd się to zadłużenie wzięło i na co przeznaczył środki. Powiem kolokwialnie, jeśli był tu hulaszczy tryb życia, to nie ma możliwości, aby racjonalny sąd ogłosił taką upadłość.

Czy mógłbyś podać przykład modelowej osoby fizycznej, która kwalifikuje się do upadłości w tej formie?

Bardzo często mam do czynienia z takimi sytuacjami. Osoba pracująca, zarabiająca, jest zatrudniona na pełny etat, ma wysokie wynagrodzenie, jej status społeczny jest średni bądź średni plus, funkcjonuje w obrocie gospodarczym, zaciąga kolejne zobowiązania, wie o tym, że może je spłacić. I obiektywnie sytuacja w stu procentach pozwala na to, aby je spłaciła. Natomiast z przyczyn niezależnych od niej upadłość firmy albo jakaś choroba, jej status z powodu utraty pracy całkowicie się zmienia. W mojej ocenie jest to modelowa sytuacja do tego, aby skorzystać z instytucji upadłości konsumenckiej. I wtedy ma się miano takiego uczciwego dłużnika. Nie zaciągnąłem tych zobowiązań, nie przeznaczyłem ich na zakup jakiegoś lepszego sprzętu AGD czy samochodu, a z przyczyn niezależnych ode mnie stało się tak, że nie jestem w stanie tego teraz spłacać i jestem niewypłacalny.

Jak w ostatnich latach wygląda ilość takich upadłości w liczbach?

Widzimy tendencję coraz wyższą. Miesiąc w miesiąc jest coraz więcej zgłaszanych upadłości konsumenckich i równolegle z tym idzie również ilość upadłości ogłaszanych. Natomiast z uwagi na ilość tych wniosków konsumenckich w mojej ocenie sądy coraz bardziej weryfikują status takiego konsumenta. Cofając się rok czy dwa lata wstecz, te upadłości były rozpoznawane szybciej. I osoba, która nie do końca była uczciwa w tym, co mówiła, dostawała tę upadłość. Natomiast w tym momencie z uwagi na to, że sądy mają już doświadczenie w orzekaniu, coraz bardziej weryfikują dokładnie, szczegółowo danego konsumenta i wzrasta także o wiele liczba oddalonych takich wniosków. Na dzień dzisiejszy nie znam statystyk, natomiast jestem pewny i przekonany, że one z dnia na dzień wzrastają.

I to wynika z tego, że ludzie są coraz bardziej świadomi, a nie, że jest tak źle.

Na pewno ludzie są bardziej świadomi i przekonują się do tego, że zaciągnięcie długów, komornik to nie jest już koniec ich funkcjonowania w obrocie gospodarczym. Że jest narzędzie prawne, które pozwoli im wyjść z tej sytuacji i rozpocząć wszystko na nowo. To dokładnie jest tak zwany nowy start. Niestety, musimy pogodzić się czy to z utratą majątku, czy to z całą procedurą upadłościową, która nie do końca jest łatwa dla takiego konsumenta, ale na samym końcu jest ten oczekiwany efekt w postaci planu spłaty albo od razu oddłużenia.

Rozumiem, że czy to syndyk, czy inna osoba, która będzie ten majątek spieniężać, cała idea tego polega na tym, że taki dłużnik wyzbywa się w tym momencie całego majątku, zostaje z niczym, ale też nie będzie miał długów.

Dokładnie tak. W postępowaniu konsumenckim jest wyznaczana osoba syndyka i jego głównym zadaniem jest likwidacja majątku danego konsumenta, wobec którego została taka upadłość ogłoszona. Oczywiście sprzedaż jest prowadzona na wolnym rynku przy zachowaniu wszelakich standardów, natomiast na samym końcu efekt jest taki, że po spieniężeniu całego majątku, po spłaceniu wierzycieli, oczywiście z tego spieniężonego majątku, konsument dostaje „przepustkę”, ja to tak nazywam, i sąd rozpoznaje jego wniosek albo o ustalenie planu spłaty albo od razu o oddłużenie. Natomiast nawet ustalając plan spłaty, która aktualnie może wynosić maksymalnie trzy lata, na samym końcu, jeżeli dłużnik rzetelnie wykonywał plan spłaty, jest umorzenie zobowiązań, które nie zostały spłacone. Czyli sąd umarza wszystkie długi.

Czyli w tym przypadku taka osoba nie ma majątku, bo chyba nie może mieć, jeżeli zakładamy, że te długi były większej wartości niż majątek, który taki dłużnik posiadał. Natomiast przy założeniu, że wszystko skończyło się dla niego w tej formie, nie ma majątku, ale też nie ma długu i zaczyna od zera.

Dokładnie tak. Nie ma żadnego bagażu w postaci jakichś niespłaconych zobowiązań, tylko może wyjść na rynek, pójść do pracy, żaden komornik nie zajmie mu wynagrodzenia, żadne firmy windykacyjne nie będą go ścigać.

Czym jest upadłość firmy?

Chciałbym przejść do postępowania upadłościowego, ale w kontekście przedsiębiorców. Co dzieje się w sytuacji, gdy nie wypłacalna staje się osoba fizyczna, ale prowadząca działalność gospodarczą?

Nie mamy tu odrębnego postępowania. Definicja zawarta w kodeksie cywilnym jest jedna i zarówno przedsiębiorca jednoosobowy, czyli zwykła osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą, jak również i spółki, czy osobowe, czy kapitałowe, podlegają takim samym przepisom. Nie ma tu rozróżnienia, więc procedura dla przedsiębiorców jest jednolita. I nie patrzymy tu na to, czy to jest spółka z o. o., czy to przedsiębiorca jednoosobowy. Przepisy mają takie samo zastosowanie.

Gdybyś mógł w kilku słowach powiedzieć, jak wygląda to postępowanie upadłościowe w przypadku przedsiębiorców?

Na samym początku zaznaczę, że jest zupełnie inny cel tego postępowania niż w postępowaniu konsumenckim. Postępowanie konsumenckie ma na celu oddłużenie. I to jest główne założenie wprowadzenia tej ustawy do naszego systemu prawnego. Po prostu konsument ma wyjść oddłużony, zacząć życie finansowe na nowo. Natomiast jeżeli mówimy tu o przedsiębiorcy, to głównym celem jest jak największa spłata wierzycieli.

Niestety w Polsce jeszcze jest taka świadomość przedsiębiorców, że oni nie powinni zabezpieczać od razu swoich kontrahentów. Absolutnie nie. To świadomość powinna się zmienić. Na zachodzie jest to widoczne, można przeczytać o tym w wielu opracowaniach. Prowadząc biznes, jesteś odpowiedzialny za cały obrót gospodarczy. Jeżeli już widzisz, że w Twojej firmie dzieje się źle, powinieneś też wiedzieć, że są narzędzia prawne do tego, żeby nie tyle ogłosić upadłość firmy i wymiksować się z tego, a zabezpieczyć Twoich kontrahentów, Twoich pracowników czy inne instytucje publiczne, które odzyskają większość swoich utopionych w tej firmie pieniędzy.

Z tego, co wyczytałem na Twoim blogu, to jeżeli chodzi o spółki kapitałowe, to najczęściej są spółki z o. o.

Mamy największą ilość spółek z o.o., jeśli chodzi o nasz polski system i możliwości prowadzenia działalności w formie spółki, więc jest to najszersza, największa grupa przedsiębiorców, czyli spółki z o.o., atrakcyjne z wielu względów. Większość, jeżeli chodzi o upadłości, to są spółki albo z ograniczoną odpowiedzialnością, albo właśnie jednoosobowej przedsiębiorcy.

W którym momencie przedsiębiorca prowadzący tę spółkę z o. o. powinien pomyśleć o rozpoczęciu postępowania upadłościowego? W jakich okolicznościach powinien już realnie o tym myśleć czy podjąć konkretne kroki?

To wszystko uzależnione jest od skali, w jakiej prowadzona jest działalność gospodarcza. Ja nie wyobrażam sobie dużej firmy produkcyjnej, produkcyjno-handlowej zatrudniającej powyżej 50 pracowników, oczywiście z pełną księgowością, bo taki jest wymóg dla spółek z o. o., bez dyrektora finansowego, który ma nad tym wszystkim właśnie panować, pilnować. Ludzie śmieją się ze wskaźników, że to jest tylko na papierze, że liczy się tylko i wyłącznie gotówka w kasie i na rachunku bankowym. Nieprawda. Te wskaźniki ktoś wymyślił, one przedstawiają naprawdę realne możliwości danej firmy w pewnym okresie i w pewnych realiach.

Dlatego pilnowanie tego jest bardzo ważne. Trzeba dużo, dużo wcześniej pomyśleć o pewnych inwestycjach, o stopach zwrotu, o zagrożeniach. To są bardzo ważne rzeczy w podejmowaniu decyzji, w prowadzeniu biznesów. Natomiast ja mam cały czas wrażenie, że polscy przedsiębiorcy jednak nie do końca tego pilnują i liczy się pierwszy zysk. Ten pierwszy zysk jest najgorszy. Widzimy go od razu, czujemy go w kieszeni, natomiast nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji.

Podam przykład, który występuje w obrocie gospodarczym, a mianowicie roboty budowlane. Firma, inwestor zleca. Generalny wykonawca podejmuje się pewnego zlecenia, oczywiście do tego zatrudnia podwykonawców, jest rozliczany z inwestorem, jest zatrzymywana kaucja. Na końcu okazuje się, że jego zysk został faktycznie wyliczony na poziomie kaucji, i te 5-10% to już nieważne, jest zatrzymywany na poczet kaucji, natomiast to u niego miało stanowić właśnie jego zarobek.

W sytuacji, kiedy on zrobi wszystko prawidłowo, wywiąże się w pełni z umowy, to jeszcze jakoś będzie funkcjonował, bo to, co mu wpłynie, to odda pracownikom, podwykonawcom. I wychodzi na zero. Natomiast wyobraźmy sobie sytuację, że jednak nie, nie oddajemy pełnej kaucji, że inwestor mówi, że są wady, trzeba coś naprawić i już robi nam się dziura w kieszeni bądź kara umowna. I tego przedsiębiorcy w zakresie robót budowlanych bardzo często nie widzą, że pewne rzeczy okazują się dopiero po całej inwestycji, po kilku, kilkunastu latach.

Zgłoszenie wniosku o upadłość firmy.

Wiem o tym, że w którymś momencie jest obowiązek zgłoszenia wniosku o upadłość firmy. Powiedz coś więcej na ten temat. Co stanie się, jeżeli takie okoliczności wystąpią, w których należałoby taki wniosek złożyć, a jednak ten wniosek w terminie nie zostanie złożony.

Podstawowa zasada dla małych przedsiębiorców, czy to jednoosobowych, czy to małych spółek, jest taka, że w sytuacji, gdy spółka jest niewypłacalna, czyli nie obsługuje swoich długów, ma niezapłacone faktury, których termin płatności minął o tydzień, dwa, trzy czy miesiąc, już powinna reagować, analizować, czy jest w stanie pozyskać za chwilę jakieś środki finansowe, żeby to spłacić. Jeżeli nie ma wizji i chce tylko budować swoją firmę, że może pozyska nowe finansowanie, to absolutnie już w tym momencie należałoby rozważać złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości firmy. Oczywiście to są podstawowe przesłanki. Dla dużych podmiotów jest przesłanka przewartościowania majątku nad zobowiązaniami, ale myślę, że to jest zbyt szczegółowe, żeby o tym mówić. Najważniejsze to pilnowanie swoich wymaganych zobowiązań i przekładanie ich na wartość swojego majątku i na możliwości finansowe.

Mnie to zastanawia w ten sposób, że my, pracując w branży budowlanej, wykonaliśmy usługę, zbudowaliśmy most i nam nie zapłacono. I nie jesteśmy w stanie do jakiegoś czasu zapłacić naszym pracownikom. To jest sytuacja, kiedy trzeba już o tym myśleć, czy np. taki przedsiębiorca powinien w tym momencie albo wziąć kredyt, albo postanowić zdobyć jakieś nowe zlecenie, aby trochę tę dziurę zakopać. Chodzi mi o to, aby zlokalizować ten moment, kiedy przedsiębiorca powinien pomyśleć o tym, że trzeba już podjąć konkretne kroki, a nie chwytać się tego, że a może uda mi się miesiąc wytrzymać i zdobyć nowe zlecenie.

Każdy przedsiębiorca musi ocenić indywidualnie swoje możliwości. Jeżeli nie zostało mu zapłacone wynagrodzenie za wykonanie pewnych rzeczy, usług, sprzedaż towarów i on dalej nie ma w obrocie na spłatę swoich zobowiązań, to musi wiedzieć, czy ma możliwość pozyskania kredytu, którym obsłuży swoje długi, ale ten kredyt również będzie mógł czymś obsłużyć, czy nie, czy to jest koniec. Czy po prostu bez uzyskania wynagrodzenia, które mu ktoś zalega, nie jest w stanie dalej funkcjonować w obrocie. Jeżeli mamy taką sytuację, to zaciąganie kolejnych długów do niczego nie doprowadzi. Doprowadzi jedynie do tego, że kolejny podmiot będzie miał niespłacone zobowiązania, że powstanie kolejny wierzyciel, kolejne roszczenie i coraz większa dziura w kieszeni.

Jaki jest termin na złożenie wniosku na upadłość firmy?

Teraz ustawa stanowi o 30 dniach od zaistnienia stanu niewypłacalności.

Który jest kwestią ocenną.

Bardzo płynną, ocenną, uzależnioną od wielu okoliczności, czy to struktury majątku, czy właśnie możliwości finansowania. Natomiast jest przesłanka domniemania. Jeżeli dany przedsiębiorca nie wykonuje, czyli nie spłaca swoich faktur wymaganych powyżej trzech miesięcy, to z góry przyjmujemy, że jest on niewypłacalny. To jest dla nas wyznacznik. Natomiast przedsiębiorca, który chciałby się bronić przed takim zarzutem, musiałby obalić to i pokazać, że będzie miał pieniądze, ma je, a nie płaci, ponieważ nie uznaje danej wierzytelności. Bo bardzo często w obrocie występują takie sytuacje, że ktoś od kogoś chce zapłaty, natomiast druga strona kwestionuje to co do zasady czy co do wysokości, więc wtedy mamy zupełnie odmienną sytuację.

Mówisz o tym, że jest te 30 dni. A co w przypadku, kiedy to zostanie przekroczone i w tym wyznaczonym terminie ten wniosek nie zostanie złożony? Co grozi takiej osobie?

Przedsiębiorca odpowiada zarówno na płaszczyźnie karnej, jak i cywilno-gospodarczej. Jeżeli chodzi o kodeks karny, jest grupa przepisów, która stanowi o tym, że przedsiębiorca, który jest zagrożony nawet upadłością, a wyprowadza majątek, nie składa wniosku o ogłoszenie upadłości, podlega odpowiedzialności. Druga grupa przepisów dotyczy odpowiedzialności gospodarczo-cywilnej. Są to przepisy z zarówno prawa upadłościowego, jak i z kodeksu spółek handlowych. I tutaj można się, że tak powiem, doprosić orzeczenia zakazu prowadzenia działalności gospodarczej bądź w przypadku spółki z o.o. przeniesienia odpowiedzialności ze spółki na odpowiedzialność osobistą członków zarządu z okresu, kiedy powstało dane zobowiązanie. Więc ja tu bardzo szczegółowo uczulam przedsiębiorców, że to nie jest tylko, że ktoś ma rozdzielność z małżonką, nie ma nic na siebie i jest bezpieczny, absolutnie nie, jest szereg innych instrumentów prawnych, które wykorzystują wierzyciela, aby taką osobę w jakiś sposób ukarać za to.

Z tego, co wiem, wniosek o upadłość firmy może złożyć nie tylko dłużnik, ale też wierzyciel.

Bardzo często, kiedy nie pomagają wszelkiego rodzaju wezwania do zapłaty, procedura windykacyjna, to jednym z możliwości odzyskania długów jest złożenie przez wierzyciela wniosku o ogłoszenie upadłości swojego kontrahenta, który nie płaci. Teraz musimy wiedzieć, że ten wniosek o ogłoszenie upadłości nie może być zgłoszony specjalnie, nie może być w celach konkurencji, musi być to niepłacone zobowiązanie, na wszelaki sposób próbujemy zwindykować daną osobę, więc jeżeli nie ma innej możliwości, to składamy wniosek o ogłoszenie upadłości.

Czy w praktyce sama groźba złożenia takiego wniosku jest skutecznym straszakiem?

Bardzo skutecznym dla określonego przedsiębiorcy. Myślę, że zostanie uwzględniony od razu i powinien być. Natomiast często przedsiębiorcy bagatelizują to, a później cały obrót gospodarczy na tym cierpi.

Czy to jest tak, że tylko wierzyciel i dłużnik mogą złożyć ten wniosek? Bo wspomniałeś o tym, że to nie może szkodzić konkurencji. Czy zdarza się tak, że też konkurent z branży, wiedząc o jakichś kłopotach finansowych?

Zdarzało się wcześniej, natomiast od zmiany przepisów w 2016 r. jest możliwość dochodzenia bezpośrednio o odszkodowania, oczywiście wcześniej też była, natomiast teraz jest to łatwiejsze. Mamy coraz większe poczucie prawa też wśród firm, które chcą chronić swoje przedsiębiorstwo i oczywiście zdarzają się takie sytuacje, natomiast coraz mniej.

Czy sąd po złożeniu takiego wniosku może nie zgodzić się na upadłość firmy?

Oczywiście. To, że dany podmiot, przedsiębiorca jest niewypłacalny, to nie znaczy, że dostanie upadłość. Absolutnie nie. Do ogłoszenia upadłości większe znaczenie ma, jeśli przedsiębiorca jest niewypłacalny, jego majątek. Bo nikt nie zapłaci za to postępowanie upadłościowe. Nie ma możliwości, żeby budżet państwa czy ktoś wyjął z kieszeni i zapłacił za samo postępowanie upadłościowe. Są to duże koszty, bo zarząd jest odbierany, jest przekazywany w ręce syndyka, syndyk ma oczywiście wynagrodzenie, jest sztab ludzi do tego, żeby to postępowanie przeprowadzić, mnóstwo dodatkowych opłat. Bo ten podmiot cały czas musi funkcjonować.

Oczywiście jego funkcjonowanie jest nastawione na jego likwidację, żeby zlikwidować cały majątek, ale te wszystkie czynności kosztują. I tylko i wyłącznie w postępowaniu za przedsiębiorców możemy zasilić się właśnie majątkiem. Czyli mamy majątek, w jakiejś części on idzie na pokrycie kosztów tego postępowania, natomiast w pozostałej części jest on oddawany wierzycielom, bo to oni są tak naprawdę, przynajmniej mają być, uprzywilejowani w tym postępowaniu upadłościowym.

Czyli w sytuacji, kiedy przedsiębiorca ma jakieś realne drogi wyjścia z tego zadłużenia, ze spłacania swoich zobowiązań, to sąd będzie wskazywał, co on może zrobić?

Nie, absolutnie nie, sąd woli przedsiębiorcy, w sytuacji kiedy złoży wniosek wierzyciel, nie będzie badał, sąd będzie badał podstawowe dwie rzeczy: czy jest niewypłacalny w rozumieniu przepisów prawa upadłościowego, a po drugie czy jego majątek wystarczy na koszty postępowania. Jeżeli sąd uzna: jesteś przedsiębiorco niewypłacalny, nie regulujesz swoich wymagalnych zobowiązań, nie płacisz za faktury, nie płacisz pracownikom, nie płacisz ZUS-u i Twój majątek wystarcza na pokrycie kosztów postępowania, to sąd nie będzie pytał przedsiębiorcy, czy przedsiębiorco, chcesz, żebyśmy ci ogłosili upadłość, czy nie. Sąd wtedy te upadłość ogłosi.

Jak można liczyć wartość tego całego postępowania? Od czego to zależy? Domyślam się, że jeżeli spółka ma ogromny majątek, to ktoś musi ją wycenić, czyli koszty osoby, która to ocenia.

To jest tylko jedna pozycja z całego preliminarza wydatków, jakie powstają w postępowaniu upadłościowym. Szeroko pojęte koszty związane z zarządzaniem i likwidacją masy upadłości. Masa upadłości to są wszystkie składniki majątku, czyli cały majątek i wszystkie koszty związane z zarządzaniem i likwidacją, sprzedaż tej masy upadłości, koszty postępowania. Jest to bardzo szeroki katalog, do późnej nocy nie byłbym w stanie wymienić, jakie mogą powstać koszty w danym postępowaniu, to wszystko zależy od tego, czym zajmuje się dana spółka. Zupełnie inaczej będziemy likwidowali sklep spożywczy z niewielką częścią pozostałego asortymentu i zupełnie inaczej będziemy likwidowali fabrykę tytoniu czy przetworów owocowych. Więc te koszty są uzależnione tylko i wyłącznie od tego, jakie to jest przedsiębiorstwo, jaka jest jego skala i co trzeba zrobić, żeby sprzedać cały majątek.

Czyli jeżeli sąd zobaczy, że majątek chociażby w postaci nieruchomości jest bardzo duży, to tak naprawdę może się bez problemu zgodzić na ogłoszenie tej upadłości, widząc, że to jest masa upadłościowa, z której można się zaspokoić.

Oczywiście jeżeli ten majątek nie będzie zabezpieczony hipotecznie, bo jeżeli hipoteki będą przewyższały wartość tej nieruchomości, to niestety za dużej wartości ten majątek wtedy dla innych wierzycieli nie ma.

Aktualnie jestem w trakcie czytania rewelacyjnej książki Kazimierza Turalińskiego Jak kraść? Poradnik złodzieja. Wbrew pozorom to nie uczy, jak kraść, tylko autor, który walczy z tego typu przestępstwami, opisuje, jak ten mechanizm działa. I jednym z takich sposobów jest kupienie starej spółki z o.o., nawet 20-letniej, i później budowanie jej wiarygodności poprzez różnego rodzaju referencje czy stworzenie świetnej strony internetowej. I w tym momencie każdy kontrahent, który przegląda KRS takiej spółki, mówi: „No, spółka działa od lat ’90, na swojej stronie internetowej ma szereg referencji, jak taki przedsiębiorca może być niewiarygodny?”.

Natomiast można było w tej książce wyczytać m.in. to, że te spółki od początku są tworzone czy kupowane po to, aby w którymś momencie upaść, czyli nabrać zobowiązań. Np. w branży budowlanej zleca się podwykonawcom wykonanie pewnych robót budowlanych, a później im się nie płaci. Czy spotkałeś się z tego typu rzeczami, żeby wykorzystywać chociażby spółki z o. o. na dużą skalę po to, aby oszukiwać, i czy takie oszukane osoby później obite wracały na rynek, czy raczej to kończyło się również dla nich końcem przygody z biznesem?

Tak, spotkałem się z takimi sytuacjami. Mamy w obrocie gospodarczym grupę pseudoprzedsiębiorców, którzy tylko i wyłącznie w sposób przestępczy i nastawiony na oszustwa podchodzą do prowadzenia działalności. Bardzo często odbywa się to w ten sposób, że jest kupowana spółka z jakąś historią, jest czyszczona ta historia, spółka funkcjonuje rok, dwa, trzy na rynku, robi sobie niesamowitą renomę, natomiast na samym końcu, kiedy już każdy z innych przedsiębiorców udzielił kredytu konsumenckiego, kiedy kredyty obrotowe są wzięte, nagle spółka osobowa, w osobach tych, które zarządzały, rozpływa się. Zostaje goły podmiot wyczyszczony, bez niczego. Na szczęście coraz częściej nie kończy się to dobrze dla tych osób, bo nasze organy ścigania stają już na wysokości zadania.

Natomiast ten proceder jest bardzo często uprawiany i niestety uczciwi przedsiębiorcy muszą na to uważać, bo konsekwencje dla nich są druzgocące. Uczciwa firma, płacąca podatki, płacąca regularnie swoje zobowiązania, kiedy zostanie oszukana na kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy złotych, wyjmując te pieniądze ze swojego budżetu i wiedząc, że one tam nie wrócą, jest bardzo ciężko, żeby mogła dalej normalnie funkcjonować. I widziałem już takie postępowania, kiedy były składane wnioski o ogłoszenie upadłości, dlatego że ktoś nie zapłacił, ale nie zapłacił nie dlatego, że nie zgodził się z wykonaniem jakości czy dostarczeniem jakiegoś towaru, tylko nie zapłacił, bo oszukał. Niestety, bardzo często mamy z tym do czynienia, dlatego zwracam uwagę na edukację prawną, zabezpieczenia prawne przed podjęciem pewnego rodzaju inwestycji.

Jakie rady dałbyś takiej osobie, na co zwracać uwagę, aby nie dać się oszukać?

Prawne sposoby zabezpieczenia kontraktów to nie na dzisiaj rozmowa, ale to są podstawowe rzeczy. Zadzwońmy do Urzędu Skarbowego, sprawdźmy dany podmiot, jak on funkcjonuje, jeżeli chodzi o podatnika. Nie sprawdzajmy tylko w KRS-ie, czy ten podmiot funkcjonuje, czy jest wpisany. Jeżeli mamy podpisać dużą umowę, pojedźmy do tego KRS-u i sprawdźmy bezpośrednio akta, jak wyglądała struktura tej spółki, jak ona się przekształcała, kto wchodził w zakres organów zarządzających. Natomiast mamy na rynku również wyspecjalizowane wywiadownie gospodarcze i cenię sobie ich pracę, bo coraz wyższe są standardy tego typu usług. I naprawdę przy dużych kontraktach swoim klientom osobiście polecam skorzystać z takich usług.

Czyli jeżeli mamy przykład spółki z o. o., która została kupiona, to sprawdzamy, kto jest w zarządzie, co to są za osoby.

I skąd się tam wzięły i kiedy.

Czy to nie jest czasem pan Mietek spod monopolowego. Bo na tym to polega, że co prawda grozi odpowiedzialność karna, ale wtedy bierze się takie „słupy”, które podpiszą wszystko za przysłowiowe wino, i wtedy można oczywiście dochodzić sprawiedliwości na drodze karnej. Ale co z tego, skoro to nie jest osoba, która tym mechanizmem zarządza.

Oczywiście, mamy też przestępstwa z rodzaju firmanctwa, ale efekt jest najgorszy już zaraz, czyli niezapłacone pewne rzeczy, pieniędzy nie ma w budżecie firmy, bo druga ją oszukała. I co nam po postępowaniu karnym, cywilnym, jeżeli dany przedsiębiorca sam nie jest w stanie funkcjonować, bo ktoś go oszukał. Oczywiście te narzędzia są, trzeba z nich korzystać, natomiast lepiej wcześniej zabezpieczyć się, niż później szukać ratunku w postępowaniach sądowych.

Rola syndyka w postępowaniu upadłościowym.

Mam też pytanie w kontekście upadłości przedsiębiorstw. Kto zajmuje się likwidacją spółki, czy to jest tylko syndyk?

Jeżeli chodzi o typowe, klasyczne postępowanie upadłościowe, teraz już nie mówimy „upadłość likwidacyjna”, od 2016 r. to się zmieniło i jest „klasyczna upadłość”, która ma na celu docelowo zlikwidować przedsiębiorstwo. W takim postępowaniu jest wyznaczany syndyk. Jest to organ, który ma za zadanie zarządzać całą masą upadłości i ją tak naprawdę zlikwidować. On samodzielnie tego nie robi. Wszystkie czynności są nadzorowane, kontrolowane przez sędziego komisarza, któremu jest raportowana wszelaka aktywność syndyka w tym postępowaniu i który może zmienić kierunek takiego postępowania. Natomiast głównymi podmiotami w postępowaniu upadłościowym jest właśnie syndyk, który jest na miejscu, który fizycznie likwiduje firmę i ją zarządza, a nadzoruje go sędzia komisarz.

I tym syndykiem może być prawnik z uprawnieniami?

Tak, syndykiem może być prawnik bądź ekonomista z uprawnieniami doradcy restrukturyzacyjnego. Szeroko pojęta nazwa. Mieści się w niej katalog zawodów bądź bardziej funkcji wykonywanych w postępowaniu albo upadłościowym, albo restrukturyzacyjnym. Taka osoba może pełnić funkcje tymczasowego nadzorcy sądowego, który jest wyznaczany na etapie postępowania przed ogłoszeniem upadłości, głównie w celu sprawdzenia, czy dane podane we wniosku są prawdziwe. Może pełnić funkcje syndyka. I osobą zarządzającą masą upadłości i zmierzająca do tego, aby zlikwidować to przedsiębiorstwo, jak i również w postępowaniu restrukturyzacyjnym, może być nadzorca sądowy, zarządca. W grupie osób z licencją doradcy restrukturyzacyjnego są osoby, które mogą wykonywać funkcje w postępowaniu zarówno upadłościowym, jak i restrukturyzacyjnym.

Upadłość firmy a znak towarowy.

Celem tego całego postępowania jest oczywiście zaspokojenie wierzycieli z majątku spółki. Co do takiego majątku się zalicza?

Wszystko zalicza się do takiego majątku. Najprościej mówiąc, nieruchomości, ruchomości, środki pieniężne, wartości materialne, niematerialne, wszystko, co stanowi jakąkolwiek wartość zbywczą, zalicza się do majątku spółki.

Będę ciągnął tu temat, w którym ja siedzę, czyli własność niematerialna, w tym przypadku mogą to być prawa autorskie, częściej to są np. patenty na wynalazki czy kwestie znaków towarowych. W jaki sposób wycenia się tego typu rzeczy? Bo domyślam się, że jeżeli chodzi o nieruchomości, to też są osoby, które się tym stricte zajmują, ale np. ze statystyk, do których ostatnio dotarłem, widać, że najnowsze przedsiębiorstwa albo przedsiębiorstwa w obecnych czasach bardzo często mają tak, że dobra niematerialne w postaci chociażby prawa do marki, prawa do zarejestrowanego znaku towarowego często są więcej warte niż chociażby nieruchomości. Na przykładzie Coca-Coli domyślam się, że bardziej wolałbym przejąć prawa do znaku towarowego niż do wszystkich fabryk, które Coca-Cola ma na świecie. Więc w jaki sposób wyceniane są chociażby nieruchomości, ale też interesuje mnie kwestia znaków towarowych.

Wycena to jest bardzo wrażliwy temat. I ja wykonując funkcje syndyka, zawsze staram się korzystać z pomocy specjalisty w tym zakresie, a mianowicie biegłego w danej dziedzinie, który jest w stanie profesjonalnie sporządzić operat, wycenę, którą następnie przekładam w sądzie i która stanowi dla mnie bazę, ile dany składnik majątkowy jest wart. Oczywiście z zakresu wyceny nieruchomości mamy grupę biegłych, mamy z zakresu wyceny ruchomości, gdzie trzeba już dzielić, czy to są środki transportu, czy jakieś inne maszyny specjalistyczne, bo to też jest bardzo ważne. Natomiast jeżeli pytasz bezpośrednio o znaki towarowe, jak najbardziej też. I od tego są rzecznicy patentowi, którzy sprawują funkcję biegłych. Są do tych postępowań zapraszani przez syndyków i proszeni o to, aby wycenili dany znak towarowy.

Z tego, co się orientuję, to kwestia wyceny bardzo często zależy od obrotu, od tego, jak ekonomicznie radzi sobie firma, czy od wielu lat ten obrót był coraz mniejszy, czy jedna niezapłacona faktura za dużą usługę tego przedsiębiorcę złamała, więc od tego wszystkiego zależy to, czy ta marka nadal cieszy się dobrą opinią na rynku. Ja np. w swojej praktyce miałem przedsiębiorcę, który w wielu galeriach handlowych w całej Polsce prowadził sklep obuwniczy, natomiast nie wyłapał momentu, kiedy internet zaczął się bardzo dobrze rozwijać i ludzie do niego przychodzili, przymierzali buty, po czym kupowali to samo w internecie dużo taniej. Więc to nie jest tak, że jego marka nagle zaczęła kojarzy się jakoś negatywnie na rynku, on był nadal bardzo popularny, tylko po prostu przestało mu się bilansować.

Koszty w postaci wynajmu tej powierzchni w galeriach, które jak wiemy są drogą inwestycją, mogą się zwrócić, ale nie muszą, natomiast umowy są często podpisywane na wiele lat. Sytuacja doprowadziła do tego, że w przeciągu kilku miesięcy z świetnie prosperującego biznesu musiał ogłosić upadłość firmy, złożyć ten wniosek o ogłoszenie upadłości. I de facto doszło do sytuacji, że on sprzedawał ten znak towarowy, który na rynku cieszył się bardzo dobrą opinią, konsumentom kojarzył się bardzo dobrze. Z tego, co pamiętam, znalazł nabywcę na znak towarowy, po prostu ktoś miał pomysł rozwijania tej marki dalej w internecie.

Z ostatnich przykładów takich sprzedaży głośnych znaków towarowych pamiętam markę Atlantic, która też de facto kojarzy się konsumentom cały czas dobrze, natomiast wpadła w problemy finansowe w wyniku wojny na Ukrainie. Bodajże w Donbasie mieli swoje centrum dystrybucji i gdy już wpadli w problemy finansowe, to banki wypowiedziały im kredyty i mieli tu duży problem, żeby dalej to prowadzić. I pamiętam, że syndyk wycenił ten znak towarowy na ok. 2 mln zł, natomiast finalnie on został sprzedany po kilku licytacjach za niecałe 950 tys. Jak ten majątek jest sprzedawany? Czy to jest zawsze jakaś licytacja? Od czego to zależy? Powiedzieliśmy, że ktoś wyceni ten znak towarowy, ale jeden raz ktoś nie chce kupić, drugi, trzeci też nie, co się dzieje w tym momencie?

W postępowaniu upadłościowym są formy sprzedaży. Podstawową formą jest forma przetargowa. Doskonale wiemy, że jest to forma skomplikowana, bardzo często odstraszająca zwykłych, potencjalnych zainteresowanych od złożenia oferty. Odbywa się w sądzie, wymaga wpłacenia wadium. Dlatego bardzo często syndycy występują o sprzedaż z tzw. wolnej ręki. Jest to o tyle ułatwienie dla nabywców, że można negocjować, można bardziej swobodnie przeprowadzić tę procedurę przed złożeniem oferty, można zweryfikować pewną część majątku, można przeglądać wyceny w zupełnie inny sposób niż to odbywa się w formie przetargowej.

Bywa często tak, że są robione dwa, trzy przetargi w sądzie, nie zgłasza się nikt, nie ma żadnego zainteresowania. Jeżeli syndyk dostaje tylko zgodę na sprzedaż z wolnej ręki, nagle jest wysyp ofert, każdy chce rozmawiać, negocjować, sprawdzać i bardzo często cena bywa wyższa niż sprzedaży przetargowej. Dlatego że w przypadku wolnej ręki syndyk gra pierwsze skrzypce, to już zależy od kwestii danej osoby, ale niektórzy są naprawdę dobrymi sprzedawcami.

Dlatego polecam przeglądanie ofert, szukanie w gazetach, na portalach internetowych różnego rodzaju zaproszeń do złożenia ofert stosowanych przez syndyków, bo często można nabyć ciekawe rzeczy, nawet w postaci znaków towarowych, o których tu wspomniałeś.

Widziałem takie oferty, które pojawiały się na portalu OLX. Można tam wszystko kupić, od skarpetek po znaki towarowe. Weźmy za przykład znak Atlantic, który był wyceniony na 2 mln zł, czy w sytuacji, kiedy jest sprzedaż z wolnej ręki, syndyk sprzeda każdemu, kto w tym momencie zaproponuje kwotę?

Nie, absolutnie nie. Wydaje mi się, że zanim syndyk dostał zgodę na sprzedaż za cenę ok. 900 tys., o której mówisz, musiało być to poprzedzone wielokrotnymi próbami sprzedaży zarówno w formie przetargowej, jak i z wolnej ręki po cenach wyższych. Opowiem, jak ja to robię. W sytuacji, kiedy nie mogę sprzedać danego składnika majątkowego za cenę oszacowania – bo z taką ceną startuje się w postępowaniu przetargowym, to jest minimalna cena – i uzyskuję zgodę na sprzedaż z wolnej ręki, również próbuję sprzedać dany składnik majątkowy za nie mniej niż 100% oszacowania. Bo ja jestem w stanie dotrzeć do większej grupy ewentualnych, potencjalnych nabywców, tak jak powiedziałeś, OLX, internet to nieograniczone możliwości, można dotrzeć do bardzo dużej grupy ludzi, niekoniecznie tak jak zawiadomienie o przetargu sądowym w gazecie, czy to lokalnej, czy nawet ogólnopolskiej.

Jeżeli chodzi o Atlantic, podejrzewam, że syndyk nie mógł tego sprzedać, wielokrotnie występował o zgody do sędziego komisarza o to, aby obniżyć tę cenę. Oczywiście musiał to poprzeć odpowiednimi dowodami, musiał wskazać, że proszę bardzo, próbowałem to sprzedać za cenę oszacowania, za milion osiemset, za milion pięćset, natomiast nie było chętnych. I bardzo często bywa tak, że jest cena 2 mln, a przychodzi przedsiębiorca i mówi: „Ja w tym momencie to kupię, ale daję milion”. Czyli mamy zaproszenie, wstępną ofertę od przedsiębiorcy. I na samym końcu cenę weryfikuje rynek. Bo to, że mamy wycenę na kwotę 2 mln, 2 mln 200 tys., to nie znaczy, że uda nam się za nią sprzedać. To jest bardzo proste. Liczy się to, ile ktoś chce zapłacić, a nie za ile my chcemy sprzedać.

Jak formalnie wygląda zajęcie prawa do tego znaku towarowego?

To odbywa się przez zgłoszenie syndyka, zawiadomienie organów, czyli Urzędu Patentowego, o ogłoszeniu upadłości i o tym, że taki znak towarowy wchodzi w skład masy upadłości. Ta informacja musi zostać ujawniona, syndyk wciąga znak towarowy na tzw. spis inwentarza, wycenia go i za jakiś czas, jak przejdzie już pewna procedura, przystępuje do sprzedaży.

My spotykamy się właśnie z tym, że mamy przedsiębiorcę, z którym współpracuje nam się dobrze od wielu lat, i nagle dostajemy z Urzędu Patentowego informację, że syndyk zajął ten znak towarowy. I efekt jest taki, że on nie może dysponować tym znakiem, więc gdyby chciał szybko zbyć, to nie za bardzo może w tym momencie. Ale tak dowiadujemy się m.in. o tym, że ktoś ma problemy finansowe. I przyznam się szczerze, że czasami są dość zaskakujące, bo ostatnio mieliśmy przedsiębiorcę, z którym rozmawialiśmy o rejestracji znaku na skalę międzynarodową w Chinach i innych krajach Azji i nagle dostajemy taką informację, że mają takie problemy finansowe, więc już wiedzieliśmy, że dalszych rozmów nie będzie. Zobaczymy, jak ta sprawa dalej będzie się rozwijać.

Czy spotkałeś się z taką sytuacją, bo czasami rozmawiam z klientami i w momencie, gdy chcą zarejestrować znak towarowy, pojawia się pytanie: na kogo? Czy na spółkę? I w tym momencie pojawia się taka sytuacja, że w przypadku upadłości syndyk sprzeda znak towarowy, pomniejszając zobowiązania spółki, i to dla spółki jest ogromna korzyść. Natomiast czasami przedsiębiorcy rejestrują go na siebie, jako na osobę fizyczną. Taka osoba np. jest wspólnikiem w takiej spółce i spółka tylko korzysta z tego znaku towarowego. Rozumiem, że wtedy syndyk nic nie może zrobić.

Syndyk zajmuje się tylko majątkiem, który należy do upadłego. Jeżeli mówimy tu o ogłoszeniu spółki z o.o. w sytuacji, kiedy jej wspólnik miałby ten znak towarowy i prawa do niego, to syndyk absolutnie go nie zajmie i nie będzie mógł go zlikwidować, czyli sprzedać. Po prostu to nie jest majątek spółki. I syndyk nie ma do niego żadnych praw.

Czyli to jest sposób na to, by zabezpieczyć prawa do marki.

Dokładnie tak.

Podejrzewam, że ludzie boją się kupować majątek z licytacji komorniczych czy od syndyka. Czy to nie jest trochę tak, że jeżeli jest nieruchomość, to można obawiać się, że kupi się ją z jakimiś długami, zobowiązaniami. Podobnie ze znakiem towarowym, bo znak może stanowić zastaw kredytów w banku. Czy to jest bezpieczne?

Osobiście uważam, że nie ma bezpieczniejszej formy zakupu niż zakup od syndyka, ponieważ wiele rzeczy dzieję się tu z mocy prawa. Po prostu ustawa stanowi o pewnych rzeczach i syndyk nie ma na to wpływu. Tak jest ze wszystkimi zabezpieczeniami. Jeżeli mówimy tu o znaku towarowym i zastawie na nim, to w sytuacji sprzedaży w postępowaniu upadłościowym nabywca kupuje bez żadnych obciążeń. I to nie wynika z woli kogokolwiek, czy tak dłużnik chce, czy tak chce syndyk, po prostu tak jest.

Taki jest przepis prawa, że kupuje się bez obciążeń, czyli nabywca kupuje na 100% wolne od jakiegokolwiek obciążenia czy zastawu – czyli jeżeli mówimy o nieruchomości, to o hipotece – dany składnik majątku. Dlatego ja zachęcam, bo rynek jest, jaki jest, i często słyszy się o tym, że ktoś coś kupił, a jednak został oszukany, zatajony został stan prawny i nie do końca to było przejrzyste. Natomiast zakup od syndyka jest skutkiem egzekucyjnym. W skrócie, kupuje się tak samo jak od komornika bez żadnych obciążeń, nie odpowiada się za żadne wcześniejsze długi czy za zabezpieczenia, bo zabezpieczenia po prostu wygasają.

Nie można sprzedać prawa do marki, jeżeli to jest znak niezarejestrowany, czyli oznaczenia, którym przedsiębiorca posługuje się na rynku, ale formalnie nigdzie go nie zarejestrował. Czy spotkałeś się z tym, że syndyk, aby zwiększyć de facto majątek takiej spółki, zgłasza znak towarowy w imieniu wtedy jeszcze spółki, aby np. po pół roku go sprzedać?

Tak, spotkałem się z taką sytuacją. Było to bardzo duże przedsiębiorstwo. Akurat na ternie województwa lubelskiego i syndyk widząc, że marka jest bardzo mocno wypromowana, jest w niej niesamowity potencjał, widząc grupę zainteresowanych nabywców nie tylko na dane składniki majątkowe, tylko na całe przedsiębiorstwo bądź jego zorganizowaną część, stwierdził po rozmowach z biegłymi z zakresu wyceny przedsiębiorstwa i z rzecznikiem patentowym, że to jest bardzo dobry ruch. Że trzeba te znaki zarejestrować. Zwiększy się wtedy wartość takiego przedsiębiorstwa i to w konsekwencji przełożyło się na wartość wypłaconych wierzytelności dla zwykłych wierzycieli, dla ludzi, pracowników, którzy mieli tam utopione pieniądze.

Bo to jest tak, że koszt rejestracji znaku towarowego w wersji minimalnej, czyli przy założeniu, że ograniczamy się do jednej klasy, to niecały tysiąc złotych, natomiast ten sam znak po pół roku będzie wyceniany tu przez rzecznika patentowego na 600 tys. zł. Po negocjacjach pójdzie za 400 tys. zł. Czyli samo zainwestowanie tego tysiąca złotych w uzyskanie ochrony spowodowało, że stworzyliśmy majątek warty kilkaset tysięcy złotych, a przy dużych spółkach może być nawet więcej. I cały czas zaskakuje mnie, że są naprawdę duże firmy, które działają bez rejestracji, aczkolwiek tu są raczej wyjątki. Bo duże firmy nie mogą sobie na coś takiego pozwolić. Bardziej ci mali, ale są też przedsiębiorcy, którzy nadal są stosunkowo mali, ale już działają na skalę ogólnopolską i uważają, że skoro nie ma obowiązku rejestrowania znaku towarowego, to wcale nie trzeba tego robić. A po rozmowie z Tobą wynika, że skoro sam przedsiębiorca nie wie, to syndyk jego błąd naprawi.

Zgodzę się z Tobą w stu procentach. Nawiążę jeszcze do takiej sytuacji, o której mówiłem na początku, że sąd nie ogłosi upadłości, jeżeli majątek nie wystarczy na koszty postępowania. Każdy skupia się na nieruchomościach, na ruchomościach, na maszynach, na różnych drobiazgach, które znajdują się materialnie w firmie, natomiast często właśnie zarejestrowany znak towarowy podnosi bardzo wartość firmy i to może przełożyć się od samego początku na to, czy sąd ogłosi taką upadłość firmy, czy nie. Dlatego w mojej ocenie odpowiedzialny, tworzący swoją markę i funkcjonujący w obrocie gospodarczym przedsiębiorca powinien takie znaki towarowe rejestrować, o ile jest to przedsiębiorstwo produkcyjno-handlowe. Bo w sytuacji samego handlowego są też rejestrowane, natomiast bardzie tu sobie wyobrażam, że przedsiębiorstwo typowo produkcyjno-handlowe, w mojej ocenie, musi zarejestrować taki znak towarowy, bo to będzie świadczyło o jego odpowiedzialności i e o myśleniu od samego początku o zabezpieczeniu swojej firmy, swoich kontrahentów na wypadek niewypłacalności.

Cztery kategorie wierzytelności.

Kto jest w pierwszej kolejności zaspokajany w przypadku bankructwa spółki? Gdy mamy np. pozyskane pieniądze ze sprzedaży jej majątku, czy to znaków towarowych, czy nieruchomości? Czy to jest państwo, czyli zobowiązanie np. w stosunku do ZUS-u, Urzędu Skarbowego? Czy to są pracownicy, czy dopiero ten typowy wierzyciel, któremu nie zapłacono za pobrany towar?

Mamy aktualnie cztery kategorie wierzytelności. To są cztery grupy podmiotów, które uczestniczą w pozyskaniu tych środków ze sprzedaży składnika majątkowego. I oczywiście, masz rację, jeśli chodzi o państwo, bo tak było do 2016 r. I z uśmiechem to mówię, bo z większości postępowań upadłościowych korzysta tylko Urząd Skarbowy i ZUS, a pozostali przedsiębiorcy niestety byli pozostawieni bez żadnych środków. Aktualnie wygląda to w ten sposób, że w pierwszej kategorii są te osoby, te podmioty, które muszą w pierwszej kolejności dostać. To są pracownicy. W skrócie opowiem o tym, bo to rozbija się o kwestie odszkodowań za wypadek przy pracy, za rentę, natomiast jest to grupa pracowników z wyłączeniem członków zarządu zatrudnionych na umowę o pracę bądź zarządzających przedsiębiorstwem upadłego, jest to ZUS, ale tylko w zakresie składek na ubezpieczenie społeczne za ostatnie trzy lata sprzed ogłoszenia upadłości, i również w tej grupie są koszty wygenerowane w postępowaniu restrukturyzacyjnym.

Pozostali kontrahenci i również Urząd Skarbowy, co zmieniło się w 2016 r., są kategorii drugiej. Czyli taki zwykły kontrahent, który dostarczał towar czy świadczył jakąkolwiek usługę, jest na równi z państwem w postaci naczelnika Urzędu Skarbowego w kategorii drugiej. W kategorii trzeciej mamy odsetki i pozostałe nieujęte w pierwszej bądź w drugiej, natomiast mamy jeszcze kategorie czwartą, ale po zmianie przepisów aktualnie nie zgłaszają się tam podmioty. Natomiast muszę zwrócić uwagę, bo to, co zauważam ostatnio, to to, że bardzo często w zgłoszeniach wierzytelności wierzyciele robią sobie krzywdę, czyli sami zgłaszają się do czwartej kategorii. Wynika to z tego, że do 2016 r. wszyscy kontrahenci, dostawcy usług, byli w czwartej kategorii. I ludzie nie mają świadomości, że to zostało przewartościowane, to się zmieniło, zrównaliśmy kontrahentów z Urzędem Skarbowym i zmieniliśmy kategorię, są w drugiej.

Natomiast syndyk, jeżeli ktoś chce sobie zrobić krzywdę i zgłasza się w czwartej kategorii, sam z urzędu nie poprawia tego. Więc uczulam i proszę wszystkich wierzycieli uczestniczących w postępowaniu upadłościowym, aby poszli do prawnika, aby sprawdzić, w której kategorii należy zgłosić swoją wierzytelność. Bo bardzo często robią szkodę sami sobie.

I tak naprawdę ustawiają się na samym końcu tego „łańcucha pokarmowego”. A co w sytuacji, kiedy postępowanie upadłościowe zakończyło się, spółka zostaje wykreślona z rejestru. Czy taki wierzyciel traci jakiekolwiek możliwości odzyskania pieniędzy?

Jeżeli to jest spółka z o. o., to jest specjalny tryb, przewidziany przez przepisy prawa handlowego, do tego, aby przenieść odpowiedzialność za długi, które nie zostały spłacone z majątku spółki, na majątek osobisty zarządu czy członków tego zarządu, osoby fizyczne w czasie, w którym powstało to zobowiązanie. Jest na to odpowiedni tryb, spółka kończy swój byt prawny w sytuacji zlikwidowania całego majątku i zakończenia postępowania upadłościowego, jest wykreślana z rejestru, tego podmiotu już nie ma, ale to nie znaczy, że dany przedsiębiorca nie może już w żaden sposób odzyskać swoich pieniędzy. Oczywiście może, bo wtedy uzyskuje dokumenty potwierdzające, ile udało mu się odzyskać z majątku spółki, a ile nie zostało spłacone. I tego może dochodzić bezpośrednio od osób fizycznych, które pełniły funkcję zarządu.

Nie czas i nie temat, by opowiedzieć, jakie są podstawy do spełnienia, aby dochodzić, ale jest na to odpowiedni tryb i są narzędzia do tego, żeby to robić.

Dodam, że aby sprzedać znak towarowy, spółka nie może być jeszcze wykreślona z rejestru. Bardzo często jest tak, że Urząd Patentowy nie weryfikuje tego, co dzieje się z daną spółką. I pewne kwestie własnościowe tych znaków towarowych – bo to widnieje w rejestrze Urzędu Patentowego – nie odzwierciedlają tego, co jest w rzeczywistości. Czyli spółka, która być może jest już wykreślona z rejestru, nadal w Urzędzie Patentowym będzie widnieć jako właściciel znaku towarowego. Natomiast to jest podstawa do tego, aby wygasić ochronę takiego znaku, ponieważ jedyną możliwością uratowania takiego znaku jest wykazanie, że przed wykreśleniem tej spółki te prawa do znaku zostały przeniesione na inny podmiot, np. właśnie zostało to kupione na jakiejś licytacji. Natomiast w sytuacji, kiedy to nie nastąpiło, to tak naprawdę z dniem wykreślenia te prawa znikają. To jest trochę tak, że nawet jeżeli ktoś by chciał po jakimś czasie kupić ten znak towarowy, to już go nie ma.

Nie ma możliwości, żeby syndyk zamknął postępowanie upadłościowe, wykreślił spółkę z rejestru w sytuacji, kiedy nie zlikwiduje całego majątku. W przypadku postępowań upadłościowych nie może się tak wydarzyć, sąd nie zakończy procedury upadłościowej, dopóki syndyk nie zlikwiduje, czyli nie sprzeda wszystkich składników majątku, ruchomości, nieruchomości czy znaku towarowego. Musi to być wszystko sprzedane.

Czyli takie postępowanie może być w takim zawieszeniu latami.

Latami nie, ponieważ to jest właśnie casus Atlantica. Syndyk, żeby nie czekać, nie prowadzić do tego, że wierzyciele nie odzyskują pieniędzy, obniża cenę, żeby przyspieszyć sprzedaż, aby przejść na kolejny etap, uzyskać pieniądze i oddać je wierzycielom. Dlatego syndyk ma takie możliwości. I aby wystąpić o zgodę na sprzedaż po niższej cenie, bo też czas, kiedy ten pieniądz odda się wierzycielowi, jest bardzo istotny. Dlatego tu sprawność syndyka w zakresie pozyskiwania potencjalnych nabywców sprzedaży tych składników majątkowych jest bardzo ważna.

Mówimy tu o postępowaniu upadłościowym. Czy gdy spółka wpada w problemy finansowe, jest złożony wniosek o upadłość firmy, jest jeszcze czas na to, aby mogła porozumieć się z wierzycielami?

Na dzień dzisiejszy z uwagi na przepisy prawa restrukturyzacyjnego do dnia ogłoszenia upadłości można złożyć w każdej chwili wniosek o otwarcie właśnie restrukturyzacji. Są cztery modele postępowania, docelowo trzy sądowe. I do dnia ogłoszenia upadłości taki dłużnik może złożyć wniosek o otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego i pokazać, że on ma zdolności do tego, aby jego przedsiębiorstwo nie zostało zlikwidowane, udowodnić, wykazać sądowi, że dla wierzycieli będzie lepiej, jeżeli da się mu szansę jeszcze na funkcjonowanie w obrocie i stworzenie pewnych zachowań w działalności gospodarczej, które pozwolą mu na spłatę wierzycieli. Uchroni to również przedsiębiorstwo, niż jego likwidacja.

To jest najzwyczajniejsze porównanie na zasadzie, że upadłości wierzyciela odzyskają X%, powiedzmy, że to będzie 20%-50% swojej wierzytelności, ale w restrukturyzacji, jak mu pozwolimy dalej funkcjonować, damy mu ochronę przed komornikiem, pozwolimy mu nie spłacać przez pewien etap powstałych zobowiązań, to on odda 70%. I wiadomo, że każdy rozsądnie myślący wierzyciel powinien zgodzić się na procedurę restrukturyzacyjną, bo odzyska więcej.

Czyli to jest cały czas moment na to, żeby rozmawiać.

Dokładnie tak, tylko cały czas zastrzegam, że wyłapujmy spółki, przedsiębiorstwa, czy to jednoosobowe, czy to spółki kapitałowe, wcześniej, kiedy ten problem dopiero się zaczyna, jest w zalążku. Często na swoim blogu robię nawiązanie do jakichś zdarzeń medycznych, więc czasami nie da się reanimować trupa.

Jak w takim razie powinien reagować przedsiębiorca, któremu kontrahent nie zapłacił dużej faktury? Czy kolejność zgłoszenia roszczeń ma jakieś znaczenie?

Nie, nie ma to znaczenia. Po to są te kategorie spłacania wierzytelności, aby tu nie uprzywilejowywać nikogo. Nie ma żadnego wyścigu, kto pierwszy złoży wniosek o ogłoszenie upadłości, czy to będzie ten wierzyciel, czy drugi. Postępowanie upadłościowe to taka generalna egzekucja. Wszyscy mają dostać w takim samym procencie, oczywiście odpowiednio do swojej grupy, w której się zakwalifikowali. Natomiast nie ma tu znaczenia, kto będzie pierwszy ze złożeniem wniosku.

Jakie błędy najczęściej popełniają przedsiębiorcy, którzy popełniają w problemy finansowe i to widmo bankructwa zaczyna nad nimi powoli wisieć?

Najczęstszym problemem, który zauważam, i błędem, jest niezłożenie odpowiednio wcześnie wniosku o ogłoszenie upadłości, zaciąganie kolejnych zobowiązań w celu ratowania. Bardzo często taka osoba jest zafascynowana swoim przedsiębiorstwem, myśli, że pozyska nowych klientów, za chwilę odbije się od dna, pospłaca wszystko, tylko potrzebuje 200 tys. nowego kredytu i za chwilę sobie ze wszystkim poradzi. Bierze ten kredyt, ale absolutnie nie jest tak, jak chciał, nic się nie dzieje. Kładzie wniosek o ogłoszenie upadłości. Na samym końcu sąd dochodzi do wniosku, że ten majątek, który był wcześniej okazały, jest już w tym momencie tak obciążony różnego rodzaju zabezpieczeniami, bo przecież kredyt na zwykłe oświadczenie teraz jest bardzo ciężko otrzymać, wszelakie rodzaju hipoteki czy zastawy, jest to już tak obciążone, że nie ma majątku nawet na koszty. I sąd takiej upadłości nie ogłasza. I to wynika właśnie z późnego złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości.

Czy to nie jest tak, że w przypadku pierwszych problemów taka osoba powinna się do Ciebie zgłosić?

Bardzo serdecznie zapraszam, na pewno postaram się pomóc, natomiast uczulam, korzystajmy z usług prawnych, bo po to one są, aby pilnować pewnych rzeczy i dbać o to, żeby nie tylko dla nas było dobrze, tylko dla całego obrotu gospodarczego. Jeżeli poruszamy się w zakresie przedsiębiorców, to musimy patrzeć też na to, co dzieje się obok. Bo firma upadając, nie upada tylko jedna, są pracownicy, wierzyciele publiczno-prawni, wszelakiego rodzaju składki, są kontrahenci obok. I ta dziura globalnie w całym zakresie przedsiębiorczości jest o wiele większa niż jednego podmiotu, który upadł.

Jeżeli mąż utrzymywał całą rodzinę, to nagle tworzy się problem dla bardzo wielu osób. Ale z tego, co mówisz, wynika, że jeżeli odpowiednio wcześnie zabierzemy się za to, jeżeli pojawią się problemy, trzeba na którymś etapie z tym prawnikiem porozmawiać. Lepiej na tym, kiedy coś jeszcze można zrobić, porozumieć się z naszymi wierzycielami i jeszcze to wszystko ponaprawiać. Natomiast jeżeli będziemy wszystkim zajmować się samodzielnie, popełnimy błędy. Np. złożymy ten wniosek o upadłość za późno, to z tego, co dobrze zrozumiałem, to nawet własnym majątkiem można odpowiadać.

W przypadku spółki z o. o. klasycznie zarząd będzie odpowiadał majątkiem osobistym. I żadna ochrona nie będzie tu wchodziła w grę, jeżeli ten wniosek będzie złożony za późno.

Chciałbym słuchaczy zostawić z taką myślą, żeby przewidywać pewne problemy, które mogą pojawić się w przyszłości. Nie bać się nas, prawników. My zawsze pomagamy. Bardzo często uzyskanie takiej pomocy już na wczesnym etapie może mieć naprawdę ogromny wpływ na późniejsze działanie czy to przedsiębiorcy, czy jakiejś osoby fizycznej.

Z mojej strony to wszystko, bardzo dziękuję, że zgodziłeś się na rozmowę, uważam, że przekazałeś masę wartościowej wiedzy.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Podsumowanie

Jestem ciekawy, jak podobała Ci się nasza rozmowa. Dobrze wiedzieć, że samo postraszenie dłużnika możliwością złożenia wniosku o jego upadłość może go zmobilizować do zapłaty zaległej faktury. Myślę, że już dla tej jednej informacji warto byłoby posłuchać tego, co miał do powiedzenia mecenas Ostrowski. A takich smaczków przecież w trakcie naszej rozmowy było więcej. Sam mam tak, że czasami po przeczytaniu książki zostaje mi w głowie jedna kluczowa myśl. Jedno przekonanie, które wpływa później na moje kroki biznesowe. I chociażby dla tej jednej rzeczy czuję, że warto było poświęcić czas na przeczytanie takiej książki. Mam nadzieję, że podobnie masz po odsłuchaniu naszej rozmowy.

Na koniec mam prośbę. Jeżeli uważasz, że ten odcinek niesie ze sobą wiele przydatnej wiedzy, to udostępnij go, proszę, na Facebooku. To pomoże dotrzeć mi z informacją do większej grupy słuchaczy. Z mojej strony to już wszystko, dziękuję, że zostałeś ze mną do końca. I do usłyszenia niebawem, cześć!

 

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

baner-pod