Fatalna próba obejścia znaku towarowego
Panuje dziwne przeświadczenie, że naruszeniem prawa jest tylko skopiowanie cudzego logo 1 do 1. To sprawia, że możemy trafić na masę naiwnych podróbek. Poniżej jedna z nich.
Panuje dziwne przeświadczenie, że naruszeniem prawa jest tylko skopiowanie cudzego logo 1 do 1. To sprawia, że możemy trafić na masę naiwnych podróbek. Poniżej jedna z nich.
Przed Urzędem Patentowym panuje zasada „kto pierwszy ten lepszy” (z łaciny Prior tempore potior iure). Jeżeli jako pierwszy zarejestrujesz tam swój znak towarowy, skutecznie uniemożliwisz to konkurencji. Nikt inny nie będzie mógł się posługiwać oznaczeniem identycznym lub podobnym do Twojego. Takie prawo ochronne można jednak w pewnych przypadkach unieważnić. Ma to miejsce np. jeżeli zgłoszenia dokonano w złej wierze.
Jednym z poważniejszych zagrożeń dla firmy, mogą być jej pracownicy. Ci najcenniejsi znający jej know how i obsługujący kluczowych klientów, mogą „odejść na swoje”. Nie ma nic złego w tym, że ktoś chce budować swój własny biznes. Mamy swobodę działalności gospodarczej. Problem dla Ciebie pojawi się, jeżeli były pracownik odchodząc, postanowi przejąć Twoich najlepszych klientów i pracowników. O jego planach dowiesz się jako ostatni.
W dzisiejszym odcinku usłyszysz co daje rejestracja znaku towarowego. Myślę, że będziesz zaskoczony. Oczywiście znaki rejestruje się, aby mieć silne narzędzie prawne do walki z nieuczciwą konkurencją. To jednak tylko jedna z opcji. Faktycznie bowiem dużo groźniejsza jest sytuacja, kiedy po latach rozwijania marki, nagle dowiadujesz się, że od pierwszych dni łamałeś prawo.
Przed Tobą pierwszy merytoryczny odcinek podcastu. Polecam Ci go przesłuchać, nawet jeżeli masz już pewną wiedzę o znakach towarowych. Opowiadam w nim jakie wymogi musi spełniać oznaczenie, aby w ogóle mogło być uznane z znak towarowy. To niby proste, ale w praktyce wielu ludzi o tym zapomina.
Witaj świecie! Przygotowania zajęły mi trochę czasu, ale w końcu jest! W Twoje ręce, a właściwie uszy, oddaję mój podcast 🙂 Obiecałem, że zacznę go nagrywać przy okazji trzecich urodzin mojego bloga. Wszystko się jednak mocno przeciągnęło. W kwietniu miałem egzaminy kończące moją aplikację rzecznikowską i to pochłonęło masę mojego czasu.
W Polsce jest obecnie ponad 3,6 mln osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Z kolei z raportu PWC wynika, że pond 60% firm rodzinnych pozostaje pod zarządami swoich właścicieli. Jeżeli takie osoby zakładały swoje biznesy w latach 90-tych, to obecnie zbliżają się do wieku emerytalnego.
Zapraszam Cię do odsłuchania mojej rozmowy z Jordanem Ogorzelskim. Jordan jest właścicielem Calistenics Academy, czyli największej organizacji kalisteniki w Polsce. Od wielu lat jest on również czynnym sportowcem z międzynarodowymi sukcesami. Z Jordanem znamy się dobrze. Miałem okazję obserwować jego początki biznesowe i przeszkody jakie na przestrzeni lat pokonywał. To dzięki niemu pojechałem do Hongkongu. Kibicowałem mu wtedy w zawodach, które zresztą wygrał 🙂
Mówi się, że zastrzegając nazwę firmy uzyskuje się na nią monopol prawny. Tylko, że od tej zasady są pewne wyjątki. Istnieją bowiem sposoby na legalne korzystanie z cudzego znaku towarowego. Oznacza to, że w ściśle określonych sytuacjach, właściciel znaku towarowego musi tolerować fakt, że posługuje się nim ktoś inny.
Motywem przewodnim tego odcinka są prawa autorskie. Szczegółowo opowiadam o tym jak ważna jest umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych. Nadal zauważam, że przedsiębiorcy albo nic o takich umowach nie wiedzą, albo je bagatelizują.
Kilka dni temu dzwoniła do mnie dziennikarka pewnej gazety. Z racji tego, że opisałem historię walki o markę Ptasiego Mleczka, chciała kilka rzeczy omówić. Okazją do tego stała się informacja, że Zakłady Cukiernicze Miś walczą z Wedlem o Ptasie Mleczko przed Urzędem Patentowym. Sytuacja jest ciekawa, dlatego pokrótce postanowiłem ją tutaj opisać.
We wtorek na portalu Wyborcza.biz ukazał się mój artykuł o „Ptasim Mleczku”. Po 58 latach, Wedel ostatecznie odzyskał prawa wyłączne do tej marki. Jest to o tyle istotna informacja, że jeszcze niedawno „Ptasie Mleczko” produkowało wiele firm cukierniczych. Dziś taką nazwą może się posługiwać jedynie Wedel. No dobrze, ale jakie to konsekwencje rodzi dla rynku cukierniczego w Polsce?