Slider

Zarejestrowane znaki towarowe posiadają słabą, średnią bądź silną ochronę prawną. Wszystko zależy od użytych w nich słów. Powinieneś o tym pamiętać już na etapie wybierania nazwy dla swojej firmy. Inaczej ochrona prawna uzyskana w następstwie rejestracji będzie tylko iluzoryczna. A tego byś nie chciał prawda?

 
Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną

Znaki towarowe różnią się siłą ochrony prawnej.

To może być dla Ciebie zaskoczeniem, ale faktycznie tak jest.

Znak znakowi nierówny. A zauważyłem, że wiele osób, które zastrzegło swoją markę chciałoby, cytując jednego z moich klientów „dojechać konkurencję”. Czyli zmusić ją do zmiany używanej dotychczas nazwy.

Jeżeli Twój znak posiada silną ochronę prawną (o czym piszę dalej), to może Ci się to udać. Tylko z mojego doświadczenia wynika, że częściej przedsiębiorcy wybierają nazwy o średniej bądź niskiej sile ochrony.

 
No i właśnie w oparciu o kryterium siły ochrony znaki można podzielić na:
 

1) Znaki towarowe posiadające słabą ochronę prawną.

Niski poziom ochrony jest następstwem tego, że w tych znakach użyto słów, których nie da się zmonopolizować. Słowa te należą bowiem do określeń wolnych i każdy może się nimi legalnie posługiwać. Do grona znaków słabych należą:

 

Znaki opisowe (ogólnoinformacyjne).

Są to znaki które jednoznacznie wskazują do oznaczania czego służą. Poświęciłem im osobny artykuł pt.: Opisowe znaki towarowe – poważny problem wielu firm.

Przykład:

Pod domeną naturalne-kosmetyki24.pl prowadzony jest sklep z kosmetykami. Marka tego sklepu w całości składa się z określeń opisowych. Potencjalny konsument od razu odbierze ją jako informację o sklepie, w którym przez 24 godziny na dobę są sprzedawane kosmetyki.

 

Znaki rodzajowe (generyczne).

To bardzo ciekawa kategoria znaków towarowych. Są to określenia, które choć początkowo były fantazyjne, to w następstwie ogromnej popularności ludzie zaczęli je kojarzyć z określoną kategorią towarów lub usług.

Przykład:

Na początku lat 90-tych nikt nie wiedział co kryje się pod słowem „chwilówki”. 10 lat później niemal każdy rozumie, że są to krótkoterminowe pożyczki. Tym samym, początkowo fantazyjny znak towarowy utracił swoją zdolność odróżniającą. Dziś „chwilówki” to rodzaj usługi.

 

Więcej o znakach rodzajowych mówię w poniższym nagraniu.



Znaki nienadające się do odróżniania towarów bądź usług.

Podstawową funkcją znaku towarowego jest możliwość odróżniania towarów jednego przedsiębiorstwa od takich samych lub podobnych towarów innego przedsiębiorstwa. Upraszczając, słowo które się do tego nie nadaje, nie może być traktowane jako znak towarowy.

Przykład:

Słowo „okazje” używane jest absolutnie w każdej branży jako zachęta do dokonania zakupów. Podmiot, który zastrzegłby taki znak, zdecydowanie utrudniłoby innym prowadzenie działalności gospodarczej. Urząd Patentowy, stojąc niejako na straży wolnego rynku, z pewnością odmówiłby jego rejestracji.



Jak rejestruje się słabe znaki towarowe?

Słaby znak towarowy nie ma szans na ochronę w (najsilniejszej) wersji słownej.

Jeżeli jednak zgłaszający ubierze znak w fantazyjną szatę graficzną to sprawi, że uzyska on wymaganą zdolność odróżniającą.

Tylko, że ochrona obejmie wtedy jedynie „garniturek”, a nie zawarte w logo słowo.

 

Przykład:

Udało się zarejestrować taki oto znak towarowy:

Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną.R-243236

Jak się pewnie domyślasz znak służy do oznaczania jajek. Jego szata graficzna nie jest jakoś wybitnie oryginalna, ale dla Urzędu Patentowego RP to wystarczyło. Z kolei WYBORNE JAJO w wersji słownej (Z-374119) nie dostało ochrony.

 

Kilka lat temu napisałem artykuł pt.: PolskiBus – prześwietlamy przewoźnika.

Wskazywałem w nim, że początkowo próbowano zarejestrować słowny znak towarowy polskibus (Z-374320), ale Urząd Patentowy RP uznał, że jest to zwykła informacja o usługach przewozu polskimi autobusami. Nie miał jednak takich obiekcji, kiedy zgłoszono do ochrony takie logo:

Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną.R-248655

 

Jeżeli chodzi o kredyty „chwilówki”, to w bazach znaleźć można kilka przypadków:

Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną.

 

No i na koniec:

Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną.R-270121

przeznaczony oczywiście do oznaczania nawozów 🙂

 

2) Znaki towarowe posiadające średnią ochronę prawną.

Do tej kategorii można zaliczyć znaki aluzyjne oraz sugerujące.

Znaki sugerujące, jak sama nazwa wskazuje, sugerują określone cechy towarów lub usług. Z kolei znaki aluzyjne stanowią aluzję do tych cech. Istnieje możliwość ochrony takich oznaczeń w wersji słownej, ponieważ nie stanowią one oznaczeń wprost opisowych.

Konsument musi tutaj poczynić pewien wysiłek intelektualny aby rozszyfrować co pod takim znakiem jest oferowane.

 

Tylko granica pomiędzy znakiem opisowym a aluzyjnym/ sugerującym jest trudna do wyłapania. Rzecznicy patentowi mają tutaj często pole do popisu, jeżeli Urząd Patentowy chce odmówić przyznania ochrony.

 

Przykład:

1 – KURCZAKOS, R.242741 (do oznaczania m.in. potraw z drobiu).

2 – SMAKUŚ, R-129543 (do oznaczania m.in. środków odżywczych dla dzieci)

3 –

Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną.R-260086

do oznaczania m.in. wypieków.

 

Niewątpliwie znaki sugerujące/ aluzyjne mają przewagę nad opisowymi. Jako, że można je zarejestrować w wersji słownej, obejściem prawa nie będzie jedynie zmiana grafiki. Tylko, że na płaszczyźnie słownej ta fantazja jest jedynie częściowa.

Konkurent spokojnie może zlecić stworzenie nazwy zaczynającej się od słów „kurczak” „smak” czy „piek”. Tym samy, do pewnego stopnia, może przybliżyć się do wybranego oznaczenia. Z tego właśnie powodu mówi się, że znaki te posiadają średnią ochronę prawną.

 

3) Znaki towarowe posiadające silną ochronę prawną.

Chodzi tu o oznaczenia, które posiadają wysoką zdolność odróżniającą. Czyli w najmniejszym nawet stopniu nie wskazują na towary lub usługi, które mają oznaczać.

I tutaj od razu zmierzę się z pewnym mitem. Aby znak towarowy był uznany za fantazyjny, wcale nie musi być neologizmem, czyli nowo wymyślonym słowem, którego nie ma w słowniku.

 

Przykładowo, silną ochronę prawną posiadają znaki:

 

Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną.R-285109

Przeznaczony do oznaczania napojów bezalkoholowych.

 

Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną.R-269621

Przeznaczony do oznaczania usług medycznych.

 

Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną.R-268030

Przeznaczony do oznaczania napojów alkoholowych.

 

Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną.R.277188

Przeznaczony do oznaczania urządzeń grzewczych.

 

Oczywiście znaki będące neologizmami również mogą posiadać silną ochronę prawną. Warunek jednak jest taki, że nie mogą należeć do kategorii oznaczeń sugerujących lub aluzyjnych. Na płaszczyźnie fonetycznej muszą więc być całkowicie fantazyjne.

 

Ja zawsze jako wzór podaję:

Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną.R-167806

Patrząc na ten znak, postaraj się pominąć fakt jego ogromnej rozpoznawalności. Chodzi jedynie o jego konstrukcję. Na płaszczyźnie fonetycznej w żadnym fragmencie nie sugeruje towarów, które oznacza (m.in. paliwa)

 

Silną ochronę prawną posiadają również znaki:

 

Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną.R-270834

Przeznaczony do oznaczania materiałów paliwowych.

 

Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną.R-277165

Przeznaczony do oznaczania sklepów.

 

Znaki towarowe mogą posiadać słabą, średnią bądź silną ochronę prawną.R-271793

Przeznaczony m.in. do oznaczania odzieży ochronnej dla motocyklistów.

 

Co daje znak towarowy posiadający silną ochronę prawną?

Korzyści są bardzo duże.

Przy znakach posiadających słabą bądź średnią ochronę, konkurencja ze swoimi oznaczeniami może się do Ciebie przybliżać. Oczywiście to jak bardzo, zależy od konkretnego przypadku. Konkurencja ma jednak tutaj, większe bądź mniejsze, pole manewru.

Tak na marginesie dodam tylko, że często jestem proszony o opinię czy dany znak narusza już prawo czy nie. Mój klient chce bowiem nawiązywać do jakiejś marki, ale na tyle delikatnie, aby nie narażać się na nieprzyjemności.

Przy znakach posiadających silną ochronę prawną takie operacje są utrudnione.

Znaki konkurentów muszą się różnić od siebie wyraźnie, zarówno na płaszczyźnie fonetycznej jak i graficznej. Z pewnością dodanie jednej literki to za mało. O naruszeniu prawa będzie można mówić wtedy, kiedy potencjalny konsument może być wprowadzony w błąd.

A zdecydowanie łatwiej to wykazać przy znakach silnych.

 

Ważne:

Przed wyborem nazwy zrób analizę prawną marki.

To pozwoli sprawdzić czy nie naruszysz cudzych praw.

Wnioski z tego artykułu są takie, że marka Twojej firmy powinna być maksymalnie fantazyjna. Jeżeli taki znak towarowy następnie zarejestrujesz, otrzymasz autentycznie silną ochronę prawną.

A gwarantuję Ci, że jeżeli osiągniesz sukces rynkowy, będzie to miało dla Ciebie duże znaczenie.

Konkurencja zawsze naśladuje liderów w branży. Jeżeli za bardzo się do Ciebie przybliży, będziesz miał skuteczne narzędzie prawne do wywarcia na nią wpływu.

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

Jest taka grupa słów, które kojarzą się konsumentom z profesjonalizmem lub bezpieczeństwem. Do tej grupy zaliczają się określenia takie jak hotel, klinika czy kancelaria. O legalności posługiwania się nazwą hotel i klinika już mówiłem. Dziś analizuję, czy można użyć słowa bank oraz kasa w nazwie firmy.
 

Określenia bank oraz kasa są chronione prawem.

Nie da się ukryć, że bank funkcjonuje w świadomości konsumentów jako instytucja szczególna. Banki zajmują się przetwarzaniem delikatnych danych oraz dokonywaniem ważnych transakcji. Co bardzo istotne, banki są instytucjami zaufania publicznego.

Wyjątkowy status banku podkreślił Sąd Najwyższy (IV CSK 236/10) mówiąc, że:

Przepisy prawa tworzą i podtrzymują wizerunek banku jako podmiotu o wyjątkowym charakterze, jako instytucji pod specjalnym nadzorem państwa, której system prawny wyznacza ramy działania w sposób znacznie bardziej szczegółowy niż innym podmiotom gospodarczym.

I faktycznie, używanie nazwy bank oraz kasa możliwe jest tylko dla podmiotów, które spełniają warunki ściśle określone m.in. w ustawie prawo bankowe.

Kiedy można użyć słowa bank oraz kasa w nazwie firmy?

Według definicji z ustawy prawo Bankowe:

Art. 2

Bank jest osobą prawną utworzoną zgodnie z przepisami ustaw, działającą na podstawie zezwoleń uprawniających do wykonywania czynności bankowych obciążających ryzykiem środki powierzone pod jakimkolwiek tytułem zwrotnym.

Aby więc bank mógł działać, musi mieć na to zgodę Komisji Nadzoru Finansowego. Poza tym, powstawanie banków (np. spółdzielczych, hipotecznych czy w formie spółki akcyjnej) regulują też Kodeks spółek handlowych czy ustawa o listach zastawnych i bankach hipotecznych.

Powstawanie i działanie takiej instytucji jest zatem ściśle kontrolowane.

Założenie kasy również jest  uzależnione od spełnienia warunków prawnych, określonych przez ustawę o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych.

 

Czy można użyć słowa BANK oraz KASA w nazwie firmy?

Co grozi za nieuprawnione użycie słowa bank lub kasa?

W oczach klientów, wiarygodność banków po kryzysie finansowym z 2008 r. spadła. Nadal jednak jest ona wyższa niż w przypadku instytucji parabankowych. Z pewnością wiele firm z sektora usług finansowych chętnie użyło by w swojej nazwie słowa bank czy kasa aby się uwiarygodnić.

Tymczasem, za posługiwanie się  słowem bank lub kasa, pomimo niespełnienia kryteriów wymaganych przez prawo, przewidziane są dotkliwe sankcje.

Ustawa prawo bankowe wskazuje, że taki podmiot:

  • podlega grzywnie do 5 000 000 mln złotych i
  • karze pozbawienia wolności do lat 3.

Ponadto, posługiwanie się określeniem bank lub kasa przez podmiot do tego nieuprawniony będzie naruszać ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. W art. 10 mówi ona, że czynem nieuczciwej konkurencji jest takie oznaczenie towarów lub usług albo jego brak, które może wprowadzić klientów w błąd. Czynem nieuczciwej konkurencji jest również reklama wprowadzająca w błąd

Wyjątek od ogólnej zasady.

Podobnie jak w przypadku hoteli i klinik tak i tutaj można posługiwać się określeniem bank, jeżeli dany podmiot nie wykonuje usług bankowych.

Czyli kiedy w sposób oczywisty nie ma ryzyka wprowadzenia konsumentów w błąd.

 

Przeglądając bazy zarejestrowanych znaków towarowych znalazłem takie przykłady:

 

1) KRIO BANK (R-097114)

Czy można użyć słowa BANK oraz KASA w nazwie firmy?

Przeznaczony do oznaczania usług medycznych.

 

2 ) NOBILES BANK KOLORÓW (R-130136)

Przeznaczony do oznaczania środków lakierniczych.

 

3) FUNDACJA URSZULI JAWORSKIEJ BANK DAWCÓW SZPIKU (R-173728)

Czy można użyć słowa BANK oraz KASA w nazwie firmy?Przeznaczony do oznaczania usług zbierania funduszy na usługi medyczne.

 

4) IZOLACJE NA BANK (R-233814)

Czy można użyć słowa BANK oraz KASA w nazwie firmy?Przeznaczony do oznaczania materiałów izolacyjnych.

 

5) KASA CHORYCH (R-132989)

Przeznaczony do oznaczania usług muzycznych.

 

Podsumowując, to komu wolno posługiwać się określeniem bank czy kasa ściśle reguluje prawo. Kary za jego złamanie się bardzo dotkliwe, włączając w to odpowiedzialność karną. Z tego powodu podmioty, które świadczą usługi bankowe, powinny trzymać się od tych określeń z daleka.

 

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

Odzywa się do mnie wiele osób prowadzących startupy. Pytają czy pomogę im opatentować ich program komputerowy lub aplikację mobilną. Problem w tym, że ani programów komputerowych ani aplikacji mobilnych się nie patentuje. Przepisy nie uznają nawet takich rozwiązań za wynalazki. Od tej reguły są jednak wyjątki. I to wyjątki, które cały ten system patentowy wywracają do góry nogami.
 

 

Można opatentować wynalazek wspomagany komputerowo.

Kwestia patentowania software-u jest trudna i i od wielu lat budzi ogromne kontrowersje na całym świecie. W tym zakresie ukształtowały się właściwie dwa systemy ochrony:

  1. amerykański, bardzo liberalny jeżeli chodzi o patentowanie software-u i
  2. europejski, który formalnie wyłącza oprogramowanie z ochrony patentowej.

W obu systemach panuje zgoda co do jednego.

Można opatentować wynalazek wspomagany komputerowo. Na tym jednak ta zgoda się kończy. Rozbieżności interpretacyjne pojawiają się w ocenie, kiedy dokładnie mamy do czynienia z takim właśnie wynalazkiem.

Kiedy wynalazek nadaje się do opatentowania?

Zacznę może w tym miejscu od podstaw.

Od odpowiedzi na pytanie, czym w ogóle jest wynalazek.

Okazuje się, że ani w polskiej ustawie prawo własności przemysłowej, ani w konwencji o udzielaniu patentów europejskich nie ma definicji wynalazku. Wskazuje się tam za to wynalazki, na które są udzielane patenty.

Polska ustawa mówi:

Art. 24

Patenty są udzielane – bez względu na dziedzinę techniki – na wynalazki, które są nowe, posiadają poziom wynalazczy i nadają się do przemysłowego stosowania.

 

Najprościej mówiąc:

Wynalazek jest technicznym rozwiązaniem pewnego problemu.

Nie wchodząc w szczegóły co za tymi pojęciami się kryje, pamiętaj, że aby jakieś rozwiązanie mogło być uznane za wynalazek, musi mieć charakter techniczny.

Przepisy są tak ogólnikowe, ponieważ nie sposób przewidzieć jak rozwinie się postęp technologiczny. Z tego powodu np. wyliczenie z jakich dziedzin techniki mogą być patentowane wynalazki szybko by się zdezaktualizowało.

 

Co to znaczy, że wynalazek musi mieć charakter techniczny?

Jeżeli zgłosisz wynalazek do Urzędu Patentowego, ten sprawdzi czy spełnia on wszystkie ustawowe wymogi. Zanim jednak ekspert przystąpi do analizy czy Twoje rozwiązanie jest:

  • nowe,
  • posiada poziom wynalazczy i
  • nadaje się do przemysłowego stosowania,

oceni czy ma ono w ogóle techniczny charakter.


Również w tym przypadku próżno szukać w przepisach definicji tego pojęcia.

Najprościej mówiąc:

Aby jakieś rozwiązanie miało charakter techniczny, musi oddziaływać na materię.

Urząd nie uzna przedmiotu zgłoszenia za wynalazek, jeżeli nie dotyczy on żadnego wytworu materialnego nadającego się do wykorzystania, ani określonego sposobu technicznego oddziaływania na materię.

W kontekście tego co napisałem, przyjmuje się, że aplikacje mobilne i programy komputerowe „jako takie” mają nie-techniczny charakter. Nie mieszczą się bowiem w żadnej z dziedzin techniki.

 

Potwierdzają to zarówno przepisy polskiej ustawy Prawo własności przemysłowej:

Art. 28

Za wynalazki, w rozumieniu art. 24, nie uważa się w szczególności:

[…]

5) programów do maszyn cyfrowych;

 

jak i i konwencji o patencie europejskim:

Art. 52

1. Patenty europejskie udzielane są na wynalazki, które nadają się do przemysłowego stosowania, są nowe i posiadają poziom wynalazczy.

2. Nie uważa się za wynalazki w rozumieniu ust. 1 w szczególności:

[…]

c) schematów, zasad i metod przeprowadzania procesów myślowych, rozgrywania gier albo prowadzenia działalności gospodarczej oraz programów komputerowych;

Oba akty prawne jednoznacznie więc wskazują, że programy komputerowe nie są wynalazkami. A skoro nie są wynalazkami, to nie można ich opatentować.
 

Czy można opatentować program komputerowy lub aplikację mobilną?

Czym jest program komputerowy i aplikacja mobilna?

Niby to co powiedziałem wydaje się logiczne. Tylko, że problemy zaczynają się, kiedy wejdziemy w szczegóły. Kontrowersje budzi już w ogóle to, czym jest program komputerowy i aplikacja mobilna.

Ścierają się tutaj takie dwa poglądy:

  1. Według pierwszego – program komputerowy to zestaw instrukcji, czyli czysty kod.
  2. Według drugiego – te instrukcje łączy się z jakimś nośnikiem, np. płytą DVD, w konsekwencji czego komputer wykonuje program.

Jednoznaczne określenie czym jest program komputerowy ma elementarne znaczenie dla ustalenia czy posiada on ten charakter techniczny czy nie.

No bo zobacz, przyjmując, że program komputerowy to czysty kod zawieszony gdzieś w próżni, to nie jest on materialnym wytworem. Tylko, że ten program nigdy w tej próżni nie występuje. Zawsze jest zapisany na dysku komputera czy obecnie, często smartfona.


USA vs Europa – różnice w patentowaniu oprogramowania.

1. Możliwości patentowania programów komputerowych w USA.

Czy można opatentować program komputerowy lub aplikację mobilną?Jeżeli chodzi o patentowanie software-u, to prawo amerykańskie różni się od tego w Europie.

Po pierwsze, nie wyłącza ono programów komputerowych z zakresu patentowlanych wynalazków. A jako, że amerykańskie prawo jest precedensowe, to ostatecznie sądy wskazały co może podlegać ochronie patentowej, a co nie.

I tak wykluczono z patentowania m.in:

  • abstrakcyjne idee czy
  • zjawiska naturalne.

W amerykańskich przepisach nie występuje również wyraźny wymóg aby wynalazek miał charakter techniczny.

W efekcie tego możliwości patentowania programów komputerowych i aplikacji mobilnych są tam większe niż w Europie.



Początkowo przyjmowano, że program komputerowy chroniony jest jedynie w oparciu o prawo autorskie. Z biegiem lat sądy amerykańskie zliberalizowały swoje stanowisko i zaczęły uznawać patenty na wynalazki, których częścią jest program komputerowy.

A doprowadzili to tego sami rzecznicy patentowi, którzy robili dość sprytne opisy patentowe. Łączyli w nich program komputerowy zawsze z jakimś urządzeniem. Nawet jeżeli to urządzenie należało już do stanu techniki.

I w jednym z orzeczeń sąd potwierdził, że komputer z wgranym programem różni się od komputera bez takiego programu. Tym samym, jako całość, rozwiązanie taki nadaje się do opatentowania. Jednak nawet w Stanach Zjednoczonych nie chroni się abstrakcyjnego programu komuterowego.

Czyli programu, który nie ma odniesienia do świata fizycznego.

Jako ciekawostkę powiem Ci, że najnowsze orzeczenia amerykańskich sądów odchodzą od liberalnego podejścia do patentowania programów komputerowych i aplikacji mobilnych.


2. Możliwości patentowania programów komputerowych w Europie.

Jeżeli chodzi o praktykę orzeczniczą Europejskiego Urzędu Patentowego (EPO), to wyklucza ona patentowanie programów komputerowych „jako takich”.

Pod koniec lat 90-tych EPO wydał decyzję w dwóch sprawach IBM-u (T 1173/97 oraz T 935/97). Wskazywał w nich, że charakter techniczny takiego programu nie może wynikać jedynie z tego, że jest on przeznaczony do komputera.

Co prawda w wyniku działania takiego programu zachodzą pewne zjawiska fizyczne jak przepływ prądu, ale stanowi to wspólną cechę wszystkich programów komputerowych. Charakter techniczny ma jedynie taki program komputerowy, który wywołuje dalsze skutki techniczne.


Przykład:

Program komputerowy zarządzający za pomocą komputera pracą maszyny.



Pomimo tego orzeczenia, w 2006 r zapadło inne, dość kontrowersyjne. Dotyczyło ono sprawy Microsoft (T 424/03). Mówiło ono, że program komputerowy zapisany na nośniku nie jest programem komputerowym „jako takim”, przez co nadaje zastrzeganemu przedmiotowi charakter techniczny.

No i tym sposobem, Europejski Urząd Patentowy zaczął liberalizować swoją praktykę.

Z kolei Urząd Patentowy RP twardo odmawia patentowania programów komputerowych.

Czy można opatentować program komputerowy lub aplikację mobilną?Jeden z licznych patentów firmy Apple (US 20080068372 A1)


Możliwość patentowania oprogramowania budzi kontrowersje.

Kwestia patentowania programów komputerowych i aplikacji mobilnych od lat budzi wiele kontrowersji. W ramach Unii Europejskiej próbowane je ostatecznie rozstrzygnąć.

Komisja Europejska w 2002 r. wystąpiła z projektem dyrektywy mającej na celu ujednolicenie zasad udzielania patentów na wynalazki urzeczywistnione za pomocą komputera.

Najprośceij mówiąc:

Obecnie dalej stosunkowo nieprecyzyjne przepisy są różnie interpretowane przez urzędy krajowe.

Postawiono sobie tam ambitny cel wytyczenia linii demarkacyjnej pomiędzy niepatentowalnym abstrakcyjnym programem komputerowym, a patentowalnym wynalazkiem wspomaganym komputerowo.

Pomimo bardzo zaawansowanych prac, nie udało się dojść do kompromisu. Ostatecznie w 2005 r. Parlament Europejski projekt odrzucił.

Czyli można powiedzieć, że nic się nie zmieniło.


Wśród zwolenników udzielania patentów na programy komputerowe i aplikacje mobilne są międzynarodowe koncerny z branży IT typu Microsoft czy Siemens.

Przeciwnicy podnoszą, że obecny system oparty na ochronie prawno-autorskiej jest dobry, bo chroni małe i średnie przedsiębiorstwa. Czyli korzystnie wpływa na konkurencyjność i innowacyjność na rynku.

A wynika to z tego, że prawo autorskie chroni głównie kod programu, ewentualnie jego wygląd, a nie jego funkcjonalność. Osoba trzecia może zatem stworzyć program oparty na tych samych zasadach i na tej samej idei, jeśli wyrazi go w inny sposób.


Podsumowanie.

Abstrakcyjnego programu komputerowego czy aplikacji mobilnej się nie patentuje.

I jest to zasada, która obowiązuje również w bardzo liberalnym amerykańskim modelu ochrony. Wynika to z tego, że taki software nie ma charakteru technicznego, a więc w ogóle nie jest traktowany jako wynalazek.

Czysty kod takiego programu jest za to chroniony prawem autorskim.

Można jednak opatentować wynalazek wspomagany komputerowo.

Problem w tym, że różne urzędy patentowe bardziej bądź mniej liberalnie to pojęcie interpretują. Stąd to, co teoretycznie dałoby się opatentować w Stanach Zjednoczonych czy EPO, może być nie do zastrzeżenia w Polsce.

No i co ważne – w takim wypadku prawa wyłączne nie będą obejmowały jedynie programu, ale całość rozwiązania wraz z urządzeniem.


Świetnie zobrazował to prof. Michał du Vall w „Prawo patentowe” (Warszawa 2008):

Nowy program sterujący przeciwpoślizgowym systemem hamulcowym (ABS) sam w sobie nie jest patentowalny. Patentowalny jest natomiast sposób hamowania, w którym program komputerowy może być nieodłączną częścią. Jednakże prawa wyłączne wynikające z prawa patentowego nie obejmują tego programu.

 

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

Niedawno pisałem, kiedy można używać nazw hotel, motel czy pensjonat. Idąc tym tropem, sprawdziłem legalność użycia słów klinika, kliniczny, czy clinic w nazwie lecznicy. Określenie klinika budzi pozytywne skojarzenia. Nie dziwi więc, że ludzie chętnie nazywają tak swoje placówki medyczne. Tylko, że prawo precyzyjnie określa kiedy używanie takich nazw jest dozwolone, a kiedy nie.
 

 

Są słowa, które sugerują profesjonalne usługi.

Ludzie z pewnymi określeniami utożsamiają usługi na najwyższym poziomie. Tak jest właśnie z nazwą klinika dla placówki medycznej czy określeniem hotel dla obiektu noclegowego.

Co ciekawe, podobnie jest z usługami prawnymi.

Nie ma u nas przepisów, które wyraźnie określałyby kto może używać nazwy kancelaria. I tak adwokaci prowadzą kancelarie adwokackie, radcowie prawni kancelarie radcowskie, a rzecznicy patentowi kancelarie patentowe lub rzecznikowskie.

Osoby, które nie mają uprawnień zawodowych, a chcą się uwiarygodnić w oczach potencjalnych klientów, używają w nazwach swoich firm określenia kancelaria.

I tak:

  • pośrednicy w obrocie nieruchomościami tworzą kancelarie nieruchomości;
  • agencje reklamowe nazywają swoje firmy kancelariami brandingowymi, a
  • doradcy finansowi działają jako kancelarie finansowe.

Takie „podwyższanie się o wysokość obcasa” obecne jest w niemal każdej branży. Koniec końców to klient powinien się orientować z czyich usług faktycznie korzysta. Jak się pewnie domyślasz, mało który się na to wysila.

Z pomocą muszą przyjść regulacje prawne.

Kiedy można użyć słów klinika lub kliniczny w nazwie lecznicy?

W internecie znalazłem masę placówek, które mają w swojej nazwie słowo klinika.

Już po pobieżnej analizie stwierdziłem, że większość z nich łamie prawo. Użycie słowa „klinika” w obrocie gospodarczym reguluje ustawa o działalności leczniczej.

Maksymalnie upraszczając:

Oznaczeniem „klinika” albo „kliniczny” mogą się posługiwać podmioty lecznicze, które są prowadzone przez uczelnie medyczne lub z nimi współpracują.

Ustawa wskazuje również, że w klinikach poza działalnością typowo leczniczą odbywa się kształcenie studentów w zawodach medycznych.

Klinikami są więc szpitale i oddziały należące do uniwersytetów medycznych, a nie każda placówka lecznicza.
 

Co grozi za bezprawne użycie słowa klinika?

No i tutaj pojawia się problem.

Ustawa o działalności leczniczej nie przewiduje kar za nieuprawnione używanie słowa „klinika”.

Izby lekarskie walczą z tym zjawiskiem na dwa sposoby.

Jednym z narzędzi nacisku, jest groźba wytoczenia postępowania dyscyplinarnego przeciwko lekarzowi.

Problem w tym, że wiele z takich placówek leczniczych jest prowadzonych przez przedsiębiorców, którzy lekarzy po prostu zatrudniają.

Izby lekarskie o prawdopodobnym naruszeniu prawa mogą również zawiadomić organy rejestrujące takie podmioty lecznicze. W opisanym powyżej przypadku będzie to miejscowy wojewoda. I faktycznie z informacji do których dotarłem wynika, że wojewodowie interweniują. Żądają od placówek medycznych udokumentowania, że mogą używać słowa klinika czy kliniczny.

Efekt?

Po interwencji większość obiektów szybko zmienia nazwę.


Czy mogę użyć słów klinika, clinic lub kliniczny w nazwie lecznicy?

Czy użycie angielskiego słowa „clinic” pozwala obejść prawo?

Sprawa nie jest oczywista, choć jak przeczytasz dalej, mam swoje zdanie na ten temat.

Ustawa o działalności leczniczej nie zakazuje używania synonimów, a także tłumaczeń słowa klinika. Z tego powodu przedsiębiorcy próbują obejść prawo używając angielskiej nazwy „clinic”. W internecie miałem okazję czytać opinie kilku prawników, że taki zabieg może się udać.

W końcu ustawy nie można interpretować rozszerzająco.

 

Tylko, że z identycznym problemem borykała się branża hotelarska.

Określeniem hotel mogą się posługiwać tylko te obiekty, które spełniają wyśrubowane standardy określone w ustawie. Przedsiębiorcy zaczęli to obchodzić, nazywając swoje obiekty nie hotele, ale „hoteliki” czy „hoteluxy”. I właśnie sprawa „hoteliku” trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Ten stwierdził, że zakazane jest  używanie nazwy obiektu hotelarskiego, która może wprowadzać w błąd.

Z tego co wiem, podobnego procesu o legalność używania określenia „clinic” jeszcze nie było. Mimo wszystko okoliczności tej sprawy wydają się być zbliżone. W obu przypadkach przedsiębiorcy posługują się nazwami, które choć wyraźnie w ustawach nie są zakazane, to jednoznacznie mają się konsumentom kojarzyć z klinikami czy hotelami.

Z podobną sytuacją mam do czynienia, kiedy klienci mówią mi, że chcieliby, aby ich nazwa firmy była podobna do jakiejś znanej w ich branży marki, ale na tyle różna, aby jednak nie łamać prawa.

Tylko, że nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka 🙂

 

Zarzut dopuszczenia się czynów nieuczciwej konkurencji.

Pamiętaj również, że oferowanie i reklamowanie swoich usług, w sposób mogący wprowadzać w błąd konsumentów, to czyn nieuczciwej konkurencji. Pytanie czy osoba, która jest zainteresowana skorzystaniem z Twoich usług, widząc określenie „clinic” przetłumaczy je jako klinika?

Moim zdaniem jak najbardziej tak.

Według statystyk obecnie ponad 60% Polaków posługuje się językiem angielskim w sposób przynajmniej komunikatywny. Słowo „clinic” nie jest więc dla nikogo określeniem fantazyjnym.

To tak jakbym ja jako rzecznik patentowy pisał o sobie attorney (adwokat). Choć może nie jest to idealny przykład, bo rzecznik patentowy tłumaczy się jako patent attorney 🙂

 

Czy mogę użyć słów klinika, clinic lub kliniczny w nazwie lecznicy?Czy rejestracja znaku towarowego w Urzędzie Patentowym RP uprawnia do używania słowa klinika, clinic lub kliniczny?

Może się tak zdarzyć, że właściciel placówki medycznej postanowi „zalegalizować” używanie słowa klinika poprzez rejestrację swojego znaku towarowego w Urzędzie Patentowym. W końcu ustawa prawo własności przemysłowej mówi, że:

Art. 153. 1.

Przez uzyskanie prawa ochronnego nabywa się prawo wyłącznego używania znaku towarowego w sposób zarobkowy lub zawodowy na całym obszarze Rzeczypospolitej Polskiej.

 
Tylko już Ci powiem, że przyznanie takiego formalnego prawa ochronnego wcale nie oznacza, że możesz się danym znakiem posługiwać.

Co więcej, ustawa wskazuje, że nie udziela się praw ochronnych na oznaczenia, które ze swojej istoty mogą wprowadzać w błąd.

Tym samym już na etapie zgłoszenia ekspert może zażądać od ciebie udokumentowania, że możesz używać słów klinika, clinic czy kliniczny. A jeżeli nawet nie będzie Ci robił problemów, to po uzyskaniu ochrony konkurent może spróbować Ci ją unieważnić.

Wyjątek kiedy możesz używać słów klinika, clinic czy kliniczny.

Co do zasady te rygorystyczne przepisy dotyczą jedynie podmiotów, które oferują usługi lecznicze. Tylko w takim przypadku konsument widząc napis klinika może zostać wprowadzony w błąd. Nie ma jednak przeszkód, aby tym określeniem posługiwały się podmioty w ogóle nie związane z branżą medyczną.

I faktycznie w Urzędzie Patentowym można znaleźć wiele przykładów kreatywnego wykorzystania określenia „klinika” w znakach towarowych.


Przykładowo:
 
1 – KLINIKA DŹWIĘKU (R-145686)

Znak przeznaczony do oznaczania zestawów audio.

 
2 – KLINIKA DZIURAWEGO TŁUMIKA DR JURKA NIECZYPURKA (R-240282)

Przeznaczony do oznaczania tłumików i usług naprawczych.

 
3 –

Czy mogę użyć słów klinika, clinic lub kliniczny w nazwie lecznicy?(R-242664)

Przeznaczony do oznaczania usług związanych z ogrodnictwem.

 
4 – KLINIKA STANIKA (R-257075)

Przeznaczony do oznaczania bielizny damskiej i usług w zakresie dobierania właściwego rozmiaru biustonosza.

 
5 –

Czy mogę użyć słów klinika, clinic lub kliniczny w nazwie lecznicy?(R-162262)

Przeznaczony do oznaczania m.in. usług fryzjerskich.

 

Podsumowując.

Używanie słowa klinika do oznaczania podmiotu leczniczego, który nie spełnia wymogów określonych w ustawie o działalności leczniczej, jest naruszeniem prawa.

Na rynku jest wiele podmiotów, które ten zakaz starają się obchodzić, używając słowa „clinic”. Legalność używania tego słowa nie jest prosta do określenia. Zakładając, że większość konsumentów odczyta go jako informacja o usługach w klinikach, to będzie to stanowić czyn nieuczciwej konkurencji.

W takim przypadku również używanie tego określenia jest ryzykowne.

 

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

Ostatnio pisałem o trollach od znaków towarowych (tzw. trademark trolls). Są to podmioty, które rejestrują na siebie cudze znaki towarowe. Później grożą takim firmom procesami, jeżeli te np. nie będą chciały odkupić praw do znaku. W tamtym artykule wskazałem jak się przed tym bronić. Dzisiaj z kolei przybliżę Ci pięć najbardziej elektryzujących sporów z ich udziałem.

 

Trademark trolls mają możliwości działania w krajach, w których przy rejestracji znaku nie jest wymagany dowód jego używania. A tak właśnie wygląda procedura w Polsce i UE. Brak takiego wymogu jest niezaprzeczalnym atutem. Ułatwia bowiem przedsiębiorcom prewencyjne zastrzeganie swoich marek. Niestety stwarza równocześnie dogodne warunki do działania trollom od znaków towarowych.
 

#1 Trademark trolls – Tim Langdell

W poprzednim artykule opisałem pierwszego trolla od znaków towarowych, Leo Stollera. Człowiek ten z szantażowania przedsiębiorców uczynił prawdziwy biznes.

Podobnie działał Tim Langdell, założyciel EDGE Games.

W latach 90-tych zarejestrował on kilka znaków towarowych EDGE. W następnych latach udzielał licencji na korzystania ze swoich znaków licznym podmiotom. Co ciekawe, również tym, które oferowały towary i usługi, których jego znaki nie obejmowały. Mimo wszystko Langdell upierał się, że taką licencję podpisać muszą.

Tym, którzy mu odmawiali groził sądem.

 

Jest to ciekawy przykład trolla. Człowiek ten formułował bowiem roszczenia daleko wykraczające poza faktyczną ochronę prawną, którą posiadał.

Osobiście mam wrażenie, że czasami o proceder trademark trolls ocierają się międzynarodowe korporacje, które agresywnie bronią swojej własności intelektualnej. Patrz: spory APPLE.

 

W 2010 r. Langdell próbował wyłudzić od Electronic Arts odszkodowanie za produkcję gry „Mirror’s Edge”. Sprawę przegrał, a sędzia nazwał dowody przedstawione przez niego za „ewidentnie sfabrykowane”. Langdell twierdził przykładowo, że zaprojektował logo EDGE.

Problem w tym, że program, którego jak twierdzi użył w tym celu, pochodził z pakietu Microsoft 95, który w 1991 roku jeszcze nie istniał.

W efekcie jego agresywnych działań, podjęto próbę unieważnienia jego wszystkich znaków towarowych. Udało się to ostatecznie w 2013 r.

 

#2 –  Tesla Motors vs. Zhan Baosheng

W 2009 r. chiński biznesmen – Zhan Baosheng, zarejestrował w chińskim urzędzie znak towarowy „TESLA” m.in. do oznaczania samochodów. I zrobił to zarówno w chińskiej, jak i angielskiej wersji językowej. Dodatkowo posiadał on również domenę „teslamotors.com.cn” oraz mikrobloga o nazwie Tesla.

O tym wszystkim, popularny producent samochodów dowiedział się dopiero, kiedy postanowił wejść na rynek chiński ze sprzedażą swoich aut elektrycznych.

Tesla początkowo podjęła próbę odkupienia od pana Baoshenga praw do znaków oraz domen. Kiedy jednak usłyszała ofertę w wysokości 32 mln dolarów, podjęła próbę ich unieważnienia.

Biznesmen nie pozostał dłużny i sam złożył pozew przeciwko Tesli. Zażądał 3,9 mln dolarów odszkodowania  oraz zaprzestania przez Teslę używania jego znaków.

Spór ostatecznie zakończył się ugodą w 2014 roku.

 

Widzę, że proceder trademark trolls na skalę międzynarodową zdarza się często. W artykule pt.: Działasz międzynarodowo? Chroń swój znak towarowy. pisałem, że Twój oficjalny dystrybutor z obcego kraju może zastrzec na siebie Twoją markę.

Po co?

Aby mieć silną kartę przetargową w negocjacjach. Jeżeli nie dogadacie się co do warunków współpracy, może zablokować Ci rynek całego kraju.

 

Trademark trolls - trolle od znaków towarowych (fot. 1)

3 – Never Give Up vs. Juiced Up oraz Juiceling

O tym sporze głośno było w Szkocji w 2008 roku. Tamtejsza firma Never Give Up zgłosiła do ochrony 34 różne znaki towarowe związane ze sprzedażą i produkcją soków. W tej grupie znalazły się dwa znaki obecnych już na rynku barów z sokami – Juiced Up oraz Juiceling.

Never Give Up zażądała opłat licencyjnych od obu przedsiębiorców w wysokości 25- 30 tys. funtów. Co ciekawe, zrobiła to nie czekając nawet na formalną rejestrację zgłoszonych znaków.

Kiedy sprawa trafiła do prasy, dziennikarze BBC postanowili pod przykrywką skontaktować się z właścicielem Never Give Up. Mężczyzna utrzymywał, że jego akcje są legalne i posiada wszelkie prawa do znaków. Groził też dziennikarzom twierdząc, że działa dla „wpływowych zleceniodawców”, a następnie podniósł jeszcze ceny żądanych opłat do 60 tys. funtów.

Właściciel Juiced Up ostatecznie złożył sprzeciw do rejestracji znaku zarzucając dokonanie zgłoszenia w złej wierze. Sprawę wygrał, ale też od razu dokonał rejestracji nowego znaku na siebie.

 

Zobacz również:

Telefoniczna porada prawna. Zobacz jakie to proste.

Ten przypadek pokazuje, że trademark trolls często bazują na niewiedzy przedsiębiorców. Osoba, która zobaczy groźnie wyglądające pismo z kancelarii prawnej i da się zastraszyć – zapłaci haracz naciągaczom.

Jeżeli to Ty dostałeś takie pismo, to w pierwszej kolejności radzę Ci trochę podrążyć temat. Być może odpowiedź na swoje pytanie znajdziesz w artykułach na moim blogu.  Jeżeli nie, to mogę przyjrzeć się Twojej sprawie w ramach telefonicznej porady prawnej.

 

Trademark trolls - trolle od znaków towarowych4 – Marka win Castel Frères SAS vs.  Li Dao Shi

Tutaj mamy przypadek, kiedy trolle od znaków towarowych wzięły na celownik nie markę całej firmy, a jeden z jej produktów.

Castel Frères to działająca od lat 40. francuska firma zajmującą się produkcją win. Sprzedaż prowadzi w 130 krajach. Od 2000 roku wprowadza na terenie Chin wino pod nazwą „Ka Si Te – Chang Yu Chateau” oraz „Zhang Yu Ka Si Te” („ka si te” jest transliteracją słowa „castel”).

Tylko, że w 2000 r. inna chińska firma – Li Dao Shi zarejestrowała znak towarowy „ka si te” na napoje alkoholowe. Znak nigdy nie był używany, aż do 2008 r. Wtedy to utworzono spółkę Ka Si Te Wine Co. Ltd., która zajęła się eksportem win o nazwie „ka si te” z Francji.

Castel Frères próbowała zarejestrować swój znak towarowy „Ka Si Te” w 2005 r., jednak dostała odmowę.  Wtedy właśnie zorientowała się, że w Chinach jest już zarejestrowany podobny znak towarowy. Francuzi podjęli próbę unieważnienia kolizyjnego znaku, zarzucając mu brak używania.

Po 6-ciu latach sprawę przegrali.

Tęą sytuację wykorzystali Chińczycy, którzy złożyli pozew przeciwko Castel Frères i zażądali odszkodowania w wysokości 5 mln euro. Pomimo prób udowodnienia renomy i pierwszeństwa posiadania znaku przez francuską firmę, spór zakończył się zwycięstwem Li Dao Shi.

 

Trademark trolls - trolle od znaków towarowych5 – CEDC vs. Stock Polska w walce o Saską

Zastanawiałem się czy do tego zestawienia nie dodać świeżej sprawy z naszego krajowego podwórka. Uznałem jednak, że ją opiszę, choć od razu wyjaśnię, że nie miał tutaj miejsca klasyczny trolling. To było raczej:

wykorzystanie błędu konkurenta by zaszachować go zgodnie z prawem.

 

Historia wyglądała tak, że Stock Polska postanowił wprowadzić na rynek wódkę Saska. W październiku 2015 r. wystartowała oficjalna komunikacja na ten temat. Miesiąc później pierwsze partie towaru trafiły do sprzedaży.

O planach biznesowych konkurenta szybko dowiedziała się firma CEDC i … 21.10.2015 r. zgłosiła na siebie ten słowny znaku towarowy.

W artykule pt.: Jak chronić markę firmy? wskazywałem, że pewne prawa do marki wynikają z racji jej pierwszeństwa używania. Tylko, że z tego co czytałem to przed zgłoszeniem znaku Saska przez CEDC, ta wódka nie była jeszcze obecna na rynku.

 

Stock Polska popełnił więc elementarny błąd. Najpierw ogłosił swoje plany biznesowe, a dopiero później (w listopadzie) złożył wniosek o rejestrację znaku Saska.

Jak tylko Urząd Patentowy RP wydał decyzję o przyznaniu ochrony na znak towarowy Saska, konkurent złożył pozew przeciwko Stock Polska. W wyniku tego, w zakładzie Stock Polska pojawił się komornik z nakazem zabezpieczenia wyprodukowanej tam wódki.

 

Stock Polska miał poważny problem.

Zainwestował miliony w produkcję i promocję wódki, a jej sprzedaż zablokowano. Każdy kolejny dzień przestoju pogłębiał straty. Dodatkowo to konkurent posiadał prawa do jej marki. A jako, że wniosek o ochronę CEDC złożył zanim Saska trafiła na sklepowe półki, szanse na unieważnienie tego znaku były szczerze mówiąc średnie.

W tych okolicznościach strony przystąpiły do negocjacji.

W ramach ugody CEDC przeniosła prawa do znaku towarowego Saska na Stock Polska. Warunki porozumienia były poufne. Czuję jednak, że CEDC sporo na tym sporze skorzystało.

 

Wprowadzając markę na rynek pamiętaj o kolejności działań:

1 – Zrób badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego.
2 – Dokonaj zgłoszenia znaku towarowego do ochrony.
3 – Zacznij promocję nowego produktu.


 

O zjawisku trademark trolls szczegółowo mówiłem już w tym nagraniu:

 

Fot. 1 – he-sk / CC BY-NC-SA

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”