Slider

Odzywa się do mnie wiele osób prowadzących startupy. Pytają czy pomogę im opatentować ich program komputerowy lub aplikację mobilną. Problem w tym, że ani programów komputerowych ani aplikacji mobilnych się nie patentuje. Przepisy nie uznają nawet takich rozwiązań za wynalazki. Od tej reguły są jednak wyjątki. I to wyjątki, które cały ten system patentowy wywracają do góry nogami.
 

 

Można opatentować wynalazek wspomagany komputerowo.

Kwestia patentowania software-u jest trudna i i od wielu lat budzi ogromne kontrowersje na całym świecie. W tym zakresie ukształtowały się właściwie dwa systemy ochrony:

  1. amerykański, bardzo liberalny jeżeli chodzi o patentowanie software-u i
  2. europejski, który formalnie wyłącza oprogramowanie z ochrony patentowej.

W obu systemach panuje zgoda co do jednego.

Można opatentować wynalazek wspomagany komputerowo. Na tym jednak ta zgoda się kończy. Rozbieżności interpretacyjne pojawiają się w ocenie, kiedy dokładnie mamy do czynienia z takim właśnie wynalazkiem.

Kiedy wynalazek nadaje się do opatentowania?

Zacznę może w tym miejscu od podstaw.

Od odpowiedzi na pytanie, czym w ogóle jest wynalazek.

Okazuje się, że ani w polskiej ustawie prawo własności przemysłowej, ani w konwencji o udzielaniu patentów europejskich nie ma definicji wynalazku. Wskazuje się tam za to wynalazki, na które są udzielane patenty.

Polska ustawa mówi:

Art. 24

Patenty są udzielane – bez względu na dziedzinę techniki – na wynalazki, które są nowe, posiadają poziom wynalazczy i nadają się do przemysłowego stosowania.

 

Najprościej mówiąc:

Wynalazek jest technicznym rozwiązaniem pewnego problemu.

Nie wchodząc w szczegóły co za tymi pojęciami się kryje, pamiętaj, że aby jakieś rozwiązanie mogło być uznane za wynalazek, musi mieć charakter techniczny.

Przepisy są tak ogólnikowe, ponieważ nie sposób przewidzieć jak rozwinie się postęp technologiczny. Z tego powodu np. wyliczenie z jakich dziedzin techniki mogą być patentowane wynalazki szybko by się zdezaktualizowało.

 

Co to znaczy, że wynalazek musi mieć charakter techniczny?

Jeżeli zgłosisz wynalazek do Urzędu Patentowego, ten sprawdzi czy spełnia on wszystkie ustawowe wymogi. Zanim jednak ekspert przystąpi do analizy czy Twoje rozwiązanie jest:

  • nowe,
  • posiada poziom wynalazczy i
  • nadaje się do przemysłowego stosowania,

oceni czy ma ono w ogóle techniczny charakter.


Również w tym przypadku próżno szukać w przepisach definicji tego pojęcia.

Najprościej mówiąc:

Aby jakieś rozwiązanie miało charakter techniczny, musi oddziaływać na materię.

Urząd nie uzna przedmiotu zgłoszenia za wynalazek, jeżeli nie dotyczy on żadnego wytworu materialnego nadającego się do wykorzystania, ani określonego sposobu technicznego oddziaływania na materię.

W kontekście tego co napisałem, przyjmuje się, że aplikacje mobilne i programy komputerowe „jako takie” mają nie-techniczny charakter. Nie mieszczą się bowiem w żadnej z dziedzin techniki.

 

Potwierdzają to zarówno przepisy polskiej ustawy Prawo własności przemysłowej:

Art. 28

Za wynalazki, w rozumieniu art. 24, nie uważa się w szczególności:

[…]

5) programów do maszyn cyfrowych;

 

jak i i konwencji o patencie europejskim:

Art. 52

1. Patenty europejskie udzielane są na wynalazki, które nadają się do przemysłowego stosowania, są nowe i posiadają poziom wynalazczy.

2. Nie uważa się za wynalazki w rozumieniu ust. 1 w szczególności:

[…]

c) schematów, zasad i metod przeprowadzania procesów myślowych, rozgrywania gier albo prowadzenia działalności gospodarczej oraz programów komputerowych;

Oba akty prawne jednoznacznie więc wskazują, że programy komputerowe nie są wynalazkami. A skoro nie są wynalazkami, to nie można ich opatentować.
 

Czy można opatentować program komputerowy lub aplikację mobilną?

Czym jest program komputerowy i aplikacja mobilna?

Niby to co powiedziałem wydaje się logiczne. Tylko, że problemy zaczynają się, kiedy wejdziemy w szczegóły. Kontrowersje budzi już w ogóle to, czym jest program komputerowy i aplikacja mobilna.

Ścierają się tutaj takie dwa poglądy:

  1. Według pierwszego – program komputerowy to zestaw instrukcji, czyli czysty kod.
  2. Według drugiego – te instrukcje łączy się z jakimś nośnikiem, np. płytą DVD, w konsekwencji czego komputer wykonuje program.

Jednoznaczne określenie czym jest program komputerowy ma elementarne znaczenie dla ustalenia czy posiada on ten charakter techniczny czy nie.

No bo zobacz, przyjmując, że program komputerowy to czysty kod zawieszony gdzieś w próżni, to nie jest on materialnym wytworem. Tylko, że ten program nigdy w tej próżni nie występuje. Zawsze jest zapisany na dysku komputera czy obecnie, często smartfona.


USA vs Europa – różnice w patentowaniu oprogramowania.

1. Możliwości patentowania programów komputerowych w USA.

Czy można opatentować program komputerowy lub aplikację mobilną?Jeżeli chodzi o patentowanie software-u, to prawo amerykańskie różni się od tego w Europie.

Po pierwsze, nie wyłącza ono programów komputerowych z zakresu patentowlanych wynalazków. A jako, że amerykańskie prawo jest precedensowe, to ostatecznie sądy wskazały co może podlegać ochronie patentowej, a co nie.

I tak wykluczono z patentowania m.in:

  • abstrakcyjne idee czy
  • zjawiska naturalne.

W amerykańskich przepisach nie występuje również wyraźny wymóg aby wynalazek miał charakter techniczny.

W efekcie tego możliwości patentowania programów komputerowych i aplikacji mobilnych są tam większe niż w Europie.



Początkowo przyjmowano, że program komputerowy chroniony jest jedynie w oparciu o prawo autorskie. Z biegiem lat sądy amerykańskie zliberalizowały swoje stanowisko i zaczęły uznawać patenty na wynalazki, których częścią jest program komputerowy.

A doprowadzili to tego sami rzecznicy patentowi, którzy robili dość sprytne opisy patentowe. Łączyli w nich program komputerowy zawsze z jakimś urządzeniem. Nawet jeżeli to urządzenie należało już do stanu techniki.

I w jednym z orzeczeń sąd potwierdził, że komputer z wgranym programem różni się od komputera bez takiego programu. Tym samym, jako całość, rozwiązanie taki nadaje się do opatentowania. Jednak nawet w Stanach Zjednoczonych nie chroni się abstrakcyjnego programu komuterowego.

Czyli programu, który nie ma odniesienia do świata fizycznego.

Jako ciekawostkę powiem Ci, że najnowsze orzeczenia amerykańskich sądów odchodzą od liberalnego podejścia do patentowania programów komputerowych i aplikacji mobilnych.


2. Możliwości patentowania programów komputerowych w Europie.

Jeżeli chodzi o praktykę orzeczniczą Europejskiego Urzędu Patentowego (EPO), to wyklucza ona patentowanie programów komputerowych „jako takich”.

Pod koniec lat 90-tych EPO wydał decyzję w dwóch sprawach IBM-u (T 1173/97 oraz T 935/97). Wskazywał w nich, że charakter techniczny takiego programu nie może wynikać jedynie z tego, że jest on przeznaczony do komputera.

Co prawda w wyniku działania takiego programu zachodzą pewne zjawiska fizyczne jak przepływ prądu, ale stanowi to wspólną cechę wszystkich programów komputerowych. Charakter techniczny ma jedynie taki program komputerowy, który wywołuje dalsze skutki techniczne.


Przykład:

Program komputerowy zarządzający za pomocą komputera pracą maszyny.



Pomimo tego orzeczenia, w 2006 r zapadło inne, dość kontrowersyjne. Dotyczyło ono sprawy Microsoft (T 424/03). Mówiło ono, że program komputerowy zapisany na nośniku nie jest programem komputerowym „jako takim”, przez co nadaje zastrzeganemu przedmiotowi charakter techniczny.

No i tym sposobem, Europejski Urząd Patentowy zaczął liberalizować swoją praktykę.

Z kolei Urząd Patentowy RP twardo odmawia patentowania programów komputerowych.

Czy można opatentować program komputerowy lub aplikację mobilną?Jeden z licznych patentów firmy Apple (US 20080068372 A1)


Możliwość patentowania oprogramowania budzi kontrowersje.

Kwestia patentowania programów komputerowych i aplikacji mobilnych od lat budzi wiele kontrowersji. W ramach Unii Europejskiej próbowane je ostatecznie rozstrzygnąć.

Komisja Europejska w 2002 r. wystąpiła z projektem dyrektywy mającej na celu ujednolicenie zasad udzielania patentów na wynalazki urzeczywistnione za pomocą komputera.

Najprośceij mówiąc:

Obecnie dalej stosunkowo nieprecyzyjne przepisy są różnie interpretowane przez urzędy krajowe.

Postawiono sobie tam ambitny cel wytyczenia linii demarkacyjnej pomiędzy niepatentowalnym abstrakcyjnym programem komputerowym, a patentowalnym wynalazkiem wspomaganym komputerowo.

Pomimo bardzo zaawansowanych prac, nie udało się dojść do kompromisu. Ostatecznie w 2005 r. Parlament Europejski projekt odrzucił.

Czyli można powiedzieć, że nic się nie zmieniło.


Wśród zwolenników udzielania patentów na programy komputerowe i aplikacje mobilne są międzynarodowe koncerny z branży IT typu Microsoft czy Siemens.

Przeciwnicy podnoszą, że obecny system oparty na ochronie prawno-autorskiej jest dobry, bo chroni małe i średnie przedsiębiorstwa. Czyli korzystnie wpływa na konkurencyjność i innowacyjność na rynku.

A wynika to z tego, że prawo autorskie chroni głównie kod programu, ewentualnie jego wygląd, a nie jego funkcjonalność. Osoba trzecia może zatem stworzyć program oparty na tych samych zasadach i na tej samej idei, jeśli wyrazi go w inny sposób.


Podsumowanie.

Abstrakcyjnego programu komputerowego czy aplikacji mobilnej się nie patentuje.

I jest to zasada, która obowiązuje również w bardzo liberalnym amerykańskim modelu ochrony. Wynika to z tego, że taki software nie ma charakteru technicznego, a więc w ogóle nie jest traktowany jako wynalazek.

Czysty kod takiego programu jest za to chroniony prawem autorskim.

Można jednak opatentować wynalazek wspomagany komputerowo.

Problem w tym, że różne urzędy patentowe bardziej bądź mniej liberalnie to pojęcie interpretują. Stąd to, co teoretycznie dałoby się opatentować w Stanach Zjednoczonych czy EPO, może być nie do zastrzeżenia w Polsce.

No i co ważne – w takim wypadku prawa wyłączne nie będą obejmowały jedynie programu, ale całość rozwiązania wraz z urządzeniem.


Świetnie zobrazował to prof. Michał du Vall w „Prawo patentowe” (Warszawa 2008):

Nowy program sterujący przeciwpoślizgowym systemem hamulcowym (ABS) sam w sobie nie jest patentowalny. Patentowalny jest natomiast sposób hamowania, w którym program komputerowy może być nieodłączną częścią. Jednakże prawa wyłączne wynikające z prawa patentowego nie obejmują tego programu.

 

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

Niedawno pisałem, kiedy można używać nazw hotel, motel czy pensjonat. Idąc tym tropem, sprawdziłem legalność użycia słów klinika, kliniczny, czy clinic w nazwie lecznicy. Określenie klinika budzi pozytywne skojarzenia. Nie dziwi więc, że ludzie chętnie nazywają tak swoje placówki medyczne. Tylko, że prawo precyzyjnie określa kiedy używanie takich nazw jest dozwolone, a kiedy nie.
 

 

Są słowa, które sugerują profesjonalne usługi.

Ludzie z pewnymi określeniami utożsamiają usługi na najwyższym poziomie. Tak jest właśnie z nazwą klinika dla placówki medycznej czy określeniem hotel dla obiektu noclegowego.

Co ciekawe, podobnie jest z usługami prawnymi.

Nie ma u nas przepisów, które wyraźnie określałyby kto może używać nazwy kancelaria. I tak adwokaci prowadzą kancelarie adwokackie, radcowie prawni kancelarie radcowskie, a rzecznicy patentowi kancelarie patentowe lub rzecznikowskie.

Osoby, które nie mają uprawnień zawodowych, a chcą się uwiarygodnić w oczach potencjalnych klientów, używają w nazwach swoich firm określenia kancelaria.

I tak:

  • pośrednicy w obrocie nieruchomościami tworzą kancelarie nieruchomości;
  • agencje reklamowe nazywają swoje firmy kancelariami brandingowymi, a
  • doradcy finansowi działają jako kancelarie finansowe.

Takie „podwyższanie się o wysokość obcasa” obecne jest w niemal każdej branży. Koniec końców to klient powinien się orientować z czyich usług faktycznie korzysta. Jak się pewnie domyślasz, mało który się na to wysila.

Z pomocą muszą przyjść regulacje prawne.

Kiedy można użyć słów klinika lub kliniczny w nazwie lecznicy?

W internecie znalazłem masę placówek, które mają w swojej nazwie słowo klinika.

Już po pobieżnej analizie stwierdziłem, że większość z nich łamie prawo. Użycie słowa „klinika” w obrocie gospodarczym reguluje ustawa o działalności leczniczej.

Maksymalnie upraszczając:

Oznaczeniem „klinika” albo „kliniczny” mogą się posługiwać podmioty lecznicze, które są prowadzone przez uczelnie medyczne lub z nimi współpracują.

Ustawa wskazuje również, że w klinikach poza działalnością typowo leczniczą odbywa się kształcenie studentów w zawodach medycznych.

Klinikami są więc szpitale i oddziały należące do uniwersytetów medycznych, a nie każda placówka lecznicza.
 

Co grozi za bezprawne użycie słowa klinika?

No i tutaj pojawia się problem.

Ustawa o działalności leczniczej nie przewiduje kar za nieuprawnione używanie słowa „klinika”.

Izby lekarskie walczą z tym zjawiskiem na dwa sposoby.

Jednym z narzędzi nacisku, jest groźba wytoczenia postępowania dyscyplinarnego przeciwko lekarzowi.

Problem w tym, że wiele z takich placówek leczniczych jest prowadzonych przez przedsiębiorców, którzy lekarzy po prostu zatrudniają.

Izby lekarskie o prawdopodobnym naruszeniu prawa mogą również zawiadomić organy rejestrujące takie podmioty lecznicze. W opisanym powyżej przypadku będzie to miejscowy wojewoda. I faktycznie z informacji do których dotarłem wynika, że wojewodowie interweniują. Żądają od placówek medycznych udokumentowania, że mogą używać słowa klinika czy kliniczny.

Efekt?

Po interwencji większość obiektów szybko zmienia nazwę.


Czy mogę użyć słów klinika, clinic lub kliniczny w nazwie lecznicy?

Czy użycie angielskiego słowa „clinic” pozwala obejść prawo?

Sprawa nie jest oczywista, choć jak przeczytasz dalej, mam swoje zdanie na ten temat.

Ustawa o działalności leczniczej nie zakazuje używania synonimów, a także tłumaczeń słowa klinika. Z tego powodu przedsiębiorcy próbują obejść prawo używając angielskiej nazwy „clinic”. W internecie miałem okazję czytać opinie kilku prawników, że taki zabieg może się udać.

W końcu ustawy nie można interpretować rozszerzająco.

 

Tylko, że z identycznym problemem borykała się branża hotelarska.

Określeniem hotel mogą się posługiwać tylko te obiekty, które spełniają wyśrubowane standardy określone w ustawie. Przedsiębiorcy zaczęli to obchodzić, nazywając swoje obiekty nie hotele, ale „hoteliki” czy „hoteluxy”. I właśnie sprawa „hoteliku” trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Ten stwierdził, że zakazane jest  używanie nazwy obiektu hotelarskiego, która może wprowadzać w błąd.

Z tego co wiem, podobnego procesu o legalność używania określenia „clinic” jeszcze nie było. Mimo wszystko okoliczności tej sprawy wydają się być zbliżone. W obu przypadkach przedsiębiorcy posługują się nazwami, które choć wyraźnie w ustawach nie są zakazane, to jednoznacznie mają się konsumentom kojarzyć z klinikami czy hotelami.

Z podobną sytuacją mam do czynienia, kiedy klienci mówią mi, że chcieliby, aby ich nazwa firmy była podobna do jakiejś znanej w ich branży marki, ale na tyle różna, aby jednak nie łamać prawa.

Tylko, że nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka 🙂

 

Zarzut dopuszczenia się czynów nieuczciwej konkurencji.

Pamiętaj również, że oferowanie i reklamowanie swoich usług, w sposób mogący wprowadzać w błąd konsumentów, to czyn nieuczciwej konkurencji. Pytanie czy osoba, która jest zainteresowana skorzystaniem z Twoich usług, widząc określenie „clinic” przetłumaczy je jako klinika?

Moim zdaniem jak najbardziej tak.

Według statystyk obecnie ponad 60% Polaków posługuje się językiem angielskim w sposób przynajmniej komunikatywny. Słowo „clinic” nie jest więc dla nikogo określeniem fantazyjnym.

To tak jakbym ja jako rzecznik patentowy pisał o sobie attorney (adwokat). Choć może nie jest to idealny przykład, bo rzecznik patentowy tłumaczy się jako patent attorney 🙂

 

Czy mogę użyć słów klinika, clinic lub kliniczny w nazwie lecznicy?Czy rejestracja znaku towarowego w Urzędzie Patentowym RP uprawnia do używania słowa klinika, clinic lub kliniczny?

Może się tak zdarzyć, że właściciel placówki medycznej postanowi „zalegalizować” używanie słowa klinika poprzez rejestrację swojego znaku towarowego w Urzędzie Patentowym. W końcu ustawa prawo własności przemysłowej mówi, że:

Art. 153. 1.

Przez uzyskanie prawa ochronnego nabywa się prawo wyłącznego używania znaku towarowego w sposób zarobkowy lub zawodowy na całym obszarze Rzeczypospolitej Polskiej.

 
Tylko już Ci powiem, że przyznanie takiego formalnego prawa ochronnego wcale nie oznacza, że możesz się danym znakiem posługiwać.

Co więcej, ustawa wskazuje, że nie udziela się praw ochronnych na oznaczenia, które ze swojej istoty mogą wprowadzać w błąd.

Tym samym już na etapie zgłoszenia ekspert może zażądać od ciebie udokumentowania, że możesz używać słów klinika, clinic czy kliniczny. A jeżeli nawet nie będzie Ci robił problemów, to po uzyskaniu ochrony konkurent może spróbować Ci ją unieważnić.

Wyjątek kiedy możesz używać słów klinika, clinic czy kliniczny.

Co do zasady te rygorystyczne przepisy dotyczą jedynie podmiotów, które oferują usługi lecznicze. Tylko w takim przypadku konsument widząc napis klinika może zostać wprowadzony w błąd. Nie ma jednak przeszkód, aby tym określeniem posługiwały się podmioty w ogóle nie związane z branżą medyczną.

I faktycznie w Urzędzie Patentowym można znaleźć wiele przykładów kreatywnego wykorzystania określenia „klinika” w znakach towarowych.


Przykładowo:
 
1 – KLINIKA DŹWIĘKU (R-145686)

Znak przeznaczony do oznaczania zestawów audio.

 
2 – KLINIKA DZIURAWEGO TŁUMIKA DR JURKA NIECZYPURKA (R-240282)

Przeznaczony do oznaczania tłumików i usług naprawczych.

 
3 –

Czy mogę użyć słów klinika, clinic lub kliniczny w nazwie lecznicy?(R-242664)

Przeznaczony do oznaczania usług związanych z ogrodnictwem.

 
4 – KLINIKA STANIKA (R-257075)

Przeznaczony do oznaczania bielizny damskiej i usług w zakresie dobierania właściwego rozmiaru biustonosza.

 
5 –

Czy mogę użyć słów klinika, clinic lub kliniczny w nazwie lecznicy?(R-162262)

Przeznaczony do oznaczania m.in. usług fryzjerskich.

 

Podsumowując.

Używanie słowa klinika do oznaczania podmiotu leczniczego, który nie spełnia wymogów określonych w ustawie o działalności leczniczej, jest naruszeniem prawa.

Na rynku jest wiele podmiotów, które ten zakaz starają się obchodzić, używając słowa „clinic”. Legalność używania tego słowa nie jest prosta do określenia. Zakładając, że większość konsumentów odczyta go jako informacja o usługach w klinikach, to będzie to stanowić czyn nieuczciwej konkurencji.

W takim przypadku również używanie tego określenia jest ryzykowne.

 

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

Ostatnio pisałem o trollach od znaków towarowych (tzw. trademark trolls). Są to podmioty, które rejestrują na siebie cudze znaki towarowe. Później grożą takim firmom procesami, jeżeli te np. nie będą chciały odkupić praw do znaku. W tamtym artykule wskazałem jak się przed tym bronić. Dzisiaj z kolei przybliżę Ci pięć najbardziej elektryzujących sporów z ich udziałem.

 

Trademark trolls mają możliwości działania w krajach, w których przy rejestracji znaku nie jest wymagany dowód jego używania. A tak właśnie wygląda procedura w Polsce i UE. Brak takiego wymogu jest niezaprzeczalnym atutem. Ułatwia bowiem przedsiębiorcom prewencyjne zastrzeganie swoich marek. Niestety stwarza równocześnie dogodne warunki do działania trollom od znaków towarowych.
 

#1 Trademark trolls – Tim Langdell

W poprzednim artykule opisałem pierwszego trolla od znaków towarowych, Leo Stollera. Człowiek ten z szantażowania przedsiębiorców uczynił prawdziwy biznes.

Podobnie działał Tim Langdell, założyciel EDGE Games.

W latach 90-tych zarejestrował on kilka znaków towarowych EDGE. W następnych latach udzielał licencji na korzystania ze swoich znaków licznym podmiotom. Co ciekawe, również tym, które oferowały towary i usługi, których jego znaki nie obejmowały. Mimo wszystko Langdell upierał się, że taką licencję podpisać muszą.

Tym, którzy mu odmawiali groził sądem.

 

Jest to ciekawy przykład trolla. Człowiek ten formułował bowiem roszczenia daleko wykraczające poza faktyczną ochronę prawną, którą posiadał.

Osobiście mam wrażenie, że czasami o proceder trademark trolls ocierają się międzynarodowe korporacje, które agresywnie bronią swojej własności intelektualnej. Patrz: spory APPLE.

 

W 2010 r. Langdell próbował wyłudzić od Electronic Arts odszkodowanie za produkcję gry „Mirror’s Edge”. Sprawę przegrał, a sędzia nazwał dowody przedstawione przez niego za „ewidentnie sfabrykowane”. Langdell twierdził przykładowo, że zaprojektował logo EDGE.

Problem w tym, że program, którego jak twierdzi użył w tym celu, pochodził z pakietu Microsoft 95, który w 1991 roku jeszcze nie istniał.

W efekcie jego agresywnych działań, podjęto próbę unieważnienia jego wszystkich znaków towarowych. Udało się to ostatecznie w 2013 r.

 

#2 –  Tesla Motors vs. Zhan Baosheng

W 2009 r. chiński biznesmen – Zhan Baosheng, zarejestrował w chińskim urzędzie znak towarowy „TESLA” m.in. do oznaczania samochodów. I zrobił to zarówno w chińskiej, jak i angielskiej wersji językowej. Dodatkowo posiadał on również domenę „teslamotors.com.cn” oraz mikrobloga o nazwie Tesla.

O tym wszystkim, popularny producent samochodów dowiedział się dopiero, kiedy postanowił wejść na rynek chiński ze sprzedażą swoich aut elektrycznych.

Tesla początkowo podjęła próbę odkupienia od pana Baoshenga praw do znaków oraz domen. Kiedy jednak usłyszała ofertę w wysokości 32 mln dolarów, podjęła próbę ich unieważnienia.

Biznesmen nie pozostał dłużny i sam złożył pozew przeciwko Tesli. Zażądał 3,9 mln dolarów odszkodowania  oraz zaprzestania przez Teslę używania jego znaków.

Spór ostatecznie zakończył się ugodą w 2014 roku.

 

Widzę, że proceder trademark trolls na skalę międzynarodową zdarza się często. W artykule pt.: Działasz międzynarodowo? Chroń swój znak towarowy. pisałem, że Twój oficjalny dystrybutor z obcego kraju może zastrzec na siebie Twoją markę.

Po co?

Aby mieć silną kartę przetargową w negocjacjach. Jeżeli nie dogadacie się co do warunków współpracy, może zablokować Ci rynek całego kraju.

 

Trademark trolls - trolle od znaków towarowych (fot. 1)

3 – Never Give Up vs. Juiced Up oraz Juiceling

O tym sporze głośno było w Szkocji w 2008 roku. Tamtejsza firma Never Give Up zgłosiła do ochrony 34 różne znaki towarowe związane ze sprzedażą i produkcją soków. W tej grupie znalazły się dwa znaki obecnych już na rynku barów z sokami – Juiced Up oraz Juiceling.

Never Give Up zażądała opłat licencyjnych od obu przedsiębiorców w wysokości 25- 30 tys. funtów. Co ciekawe, zrobiła to nie czekając nawet na formalną rejestrację zgłoszonych znaków.

Kiedy sprawa trafiła do prasy, dziennikarze BBC postanowili pod przykrywką skontaktować się z właścicielem Never Give Up. Mężczyzna utrzymywał, że jego akcje są legalne i posiada wszelkie prawa do znaków. Groził też dziennikarzom twierdząc, że działa dla „wpływowych zleceniodawców”, a następnie podniósł jeszcze ceny żądanych opłat do 60 tys. funtów.

Właściciel Juiced Up ostatecznie złożył sprzeciw do rejestracji znaku zarzucając dokonanie zgłoszenia w złej wierze. Sprawę wygrał, ale też od razu dokonał rejestracji nowego znaku na siebie.

 

Zobacz również:

Telefoniczna porada prawna. Zobacz jakie to proste.

Ten przypadek pokazuje, że trademark trolls często bazują na niewiedzy przedsiębiorców. Osoba, która zobaczy groźnie wyglądające pismo z kancelarii prawnej i da się zastraszyć – zapłaci haracz naciągaczom.

Jeżeli to Ty dostałeś takie pismo, to w pierwszej kolejności radzę Ci trochę podrążyć temat. Być może odpowiedź na swoje pytanie znajdziesz w artykułach na moim blogu.  Jeżeli nie, to mogę przyjrzeć się Twojej sprawie w ramach telefonicznej porady prawnej.

 

Trademark trolls - trolle od znaków towarowych4 – Marka win Castel Frères SAS vs.  Li Dao Shi

Tutaj mamy przypadek, kiedy trolle od znaków towarowych wzięły na celownik nie markę całej firmy, a jeden z jej produktów.

Castel Frères to działająca od lat 40. francuska firma zajmującą się produkcją win. Sprzedaż prowadzi w 130 krajach. Od 2000 roku wprowadza na terenie Chin wino pod nazwą „Ka Si Te – Chang Yu Chateau” oraz „Zhang Yu Ka Si Te” („ka si te” jest transliteracją słowa „castel”).

Tylko, że w 2000 r. inna chińska firma – Li Dao Shi zarejestrowała znak towarowy „ka si te” na napoje alkoholowe. Znak nigdy nie był używany, aż do 2008 r. Wtedy to utworzono spółkę Ka Si Te Wine Co. Ltd., która zajęła się eksportem win o nazwie „ka si te” z Francji.

Castel Frères próbowała zarejestrować swój znak towarowy „Ka Si Te” w 2005 r., jednak dostała odmowę.  Wtedy właśnie zorientowała się, że w Chinach jest już zarejestrowany podobny znak towarowy. Francuzi podjęli próbę unieważnienia kolizyjnego znaku, zarzucając mu brak używania.

Po 6-ciu latach sprawę przegrali.

Tęą sytuację wykorzystali Chińczycy, którzy złożyli pozew przeciwko Castel Frères i zażądali odszkodowania w wysokości 5 mln euro. Pomimo prób udowodnienia renomy i pierwszeństwa posiadania znaku przez francuską firmę, spór zakończył się zwycięstwem Li Dao Shi.

 

Trademark trolls - trolle od znaków towarowych5 – CEDC vs. Stock Polska w walce o Saską

Zastanawiałem się czy do tego zestawienia nie dodać świeżej sprawy z naszego krajowego podwórka. Uznałem jednak, że ją opiszę, choć od razu wyjaśnię, że nie miał tutaj miejsca klasyczny trolling. To było raczej:

wykorzystanie błędu konkurenta by zaszachować go zgodnie z prawem.

 

Historia wyglądała tak, że Stock Polska postanowił wprowadzić na rynek wódkę Saska. W październiku 2015 r. wystartowała oficjalna komunikacja na ten temat. Miesiąc później pierwsze partie towaru trafiły do sprzedaży.

O planach biznesowych konkurenta szybko dowiedziała się firma CEDC i … 21.10.2015 r. zgłosiła na siebie ten słowny znaku towarowy.

W artykule pt.: Jak chronić markę firmy? wskazywałem, że pewne prawa do marki wynikają z racji jej pierwszeństwa używania. Tylko, że z tego co czytałem to przed zgłoszeniem znaku Saska przez CEDC, ta wódka nie była jeszcze obecna na rynku.

 

Stock Polska popełnił więc elementarny błąd. Najpierw ogłosił swoje plany biznesowe, a dopiero później (w listopadzie) złożył wniosek o rejestrację znaku Saska.

Jak tylko Urząd Patentowy RP wydał decyzję o przyznaniu ochrony na znak towarowy Saska, konkurent złożył pozew przeciwko Stock Polska. W wyniku tego, w zakładzie Stock Polska pojawił się komornik z nakazem zabezpieczenia wyprodukowanej tam wódki.

 

Stock Polska miał poważny problem.

Zainwestował miliony w produkcję i promocję wódki, a jej sprzedaż zablokowano. Każdy kolejny dzień przestoju pogłębiał straty. Dodatkowo to konkurent posiadał prawa do jej marki. A jako, że wniosek o ochronę CEDC złożył zanim Saska trafiła na sklepowe półki, szanse na unieważnienie tego znaku były szczerze mówiąc średnie.

W tych okolicznościach strony przystąpiły do negocjacji.

W ramach ugody CEDC przeniosła prawa do znaku towarowego Saska na Stock Polska. Warunki porozumienia były poufne. Czuję jednak, że CEDC sporo na tym sporze skorzystało.

 

Wprowadzając markę na rynek pamiętaj o kolejności działań:

1 – Zrób badanie zdolności rejestrowej znaku towarowego.
2 – Dokonaj zgłoszenia znaku towarowego do ochrony.
3 – Zacznij promocję nowego produktu.


 

O zjawisku trademark trolls szczegółowo mówiłem już w tym nagraniu:

 

Fot. 1 – he-sk / CC BY-NC-SA

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

Na pewno słyszałeś o trollach patentowych. Są to firmy, które skupują patenty, by później masowo pozywać osoby ponoć je naruszające. Co ważne, to nie są firmy, które wpływają na innowacyjność. Patent to dla nich narzędzie do walki. I uwaga. Istnieją również trolle od znaków towarowych! A jako, że łatwiej zastrzec znak towarowy niż uzyskać patent, takie trolle mogą działać na ogromną skalę.
 

 

Naciągacze inspirację czerpią z zachodu.

Trolle od znaków towarowych swego czasu na dużą skalę działały na zachodzie. Mam nadzieję, że się mylę, ale przewiduję, że niedługo ten proceder zawita do Polski. W końcu wiele osób zrobiło prawdziwe biznesy kopiując modele biznesowe z bardziej rozwiniętych krajów. Niestety również te wątpliwe od strony etycznej.

Przykładowo 5 lat temu, proceder który nazywam „wyłudzeniem na Urząd Patentowy” był marginalny.

Polega on na tym, że każdy kto zgłosił do ochrony swój znak towarowy dostaje list, imitujący oficjalne pismo z Urzędu Patentowego (przykład po prawej).

Jest tam napisane, że w związku z rejestracją (w ich rejestrze) taka osoba musi wnieść opłatę za publikację informacji o znaku towarowym.

A kwoty zaczynają się tam często od 1000 zł.

Jeżeli przedsiębiorca nie będzie czujny i zapłaci – zasili konto prywatnej firmy. Ten sposób wyłudzania przyszedł do nas z zachodu i stanowi prawdziwą plagę. Można jednak powiedzieć, że jest to dość łagodna forma naciągania. Bazuje bowiem na nieuwadze i pomyłce przedsiębiorcy.

Jak działają trolle od znaków towarowych?

Niestety dość metodycznie i agresywnie.

Lokalizują firmę, która nie chroni swojego znaku towarowego i oceniają jej potencjał ekonomiczny. Jeżeli spełnia ich oczekiwania, rejestrują jej znak towarowy na siebie. Po uzyskaniu świadectwa rejestracji przystępują do ataku. Grożąc pozwem, żądają albo odkupienia praw do znaku albo podpisania odpłatnej umowy licencyjnej.

Ten comiesięczny haracz nie jest wysoki. Nie chodzi w końcu o to, aby pasożyt zabił żywiciela. Celem jest „subtelne” skubanie go z pieniędzy.

Oczywiście żaden troll nie ma zamiaru zastrzeżonych znaków używać. Model biznesowy polega na szantażowaniu tych firm, które nie zadbały o ochronę swojej marki. Zresztą taki atak może być wymierzony również w markę wiodącego produktu przedsiębiorcy.

Rejestracja cudzego znaku towarowego na siebie jest możliwa.

Technicznie da się to zrobić!

Nie zawsze było to jednak tak proste jak obecnie. Od 1985 r. obowiązywała w Polsce ustawa, która mówiła, że znak może zgłosić przedsiębiorca, który już go używa.

Co więcej musiał on udowodnić, że ubiega się o ochronę znaku w zakresie branży w której faktycznie działa.

Te przepisy były krytykowane i po latach je zmieniono.

 

Dziś, jeżeli planujesz rozkręcić biznes, możesz prewencyjnie zastrzec znak towarowy. I to jeszcze jako osoba fizyczna, która nie prowadzi działalności gospodarczej.

Nowe przepisy stanowią bardzo duże ułatwienie dla firm. Niestety, w rękach trolli od znaków towarowych stają się niebezpiecznym narzędziem perswazji.

Zagrożenie jest realne, bo rejestracja znaku towarowego jest tańsza i szybsza niż uzyskanie patentu na wynalazek.

Jeżeli troll dysponuje większym kapitałem, to w przeciągu zaledwie pół roku może zarejestrować kilkadziesiąt znaków. A wtedy zacznie się prawdziwe  polowanie na przedsiębiorców.

Trolle od znaków towarowych w USA i Polsce.

W USA działały firmy, które z takiego trollingu zrobiły prawdziwy biznes. W osobnym artykule opiszę najciekawsze przypadki. Tutaj przytoczę jedynie historię Leo Stollera.

Był to pierwszy troll od znaków towarowych, który działał na skalę wręcz przemysłową. Dał się we znaki zarówno amerykańskim przedsiębiorcom jak i sądom. Na Wikipedii możesz przeczytać długą listę jego sporów.

Leo Stoller za pomocą swoich spółek, rejestrował w USA setki znaków towarowych, które wykorzystywał do wyłudzania odszkodowań od firm. Działał na taką skalę, że w pewnym momencie toczyło się przeciwko niemu aż 55 postępowań.

Jedną z jego najgłośniejszych akcji była rejestracja znaku towarowego „Stealth” właściwie we wszystkich klasach towarowych. Po uzyskaniu ochrony pozwał:

  • studio Columbia Pictures za produkcję filmu „Stealth”;
  • baseballistę Georga Bretta za sprzedaż kijów baseballowych pod marką „Stealth”;
  • amerykański koncern technologiczno zbrojeniowy Northrop Grumman za produkcję militarnego bombowca niewykrywalnego przez radary „Stealth Bomber”

Leo Stoller w 2006 r. wniósł sprzeciw do rejestracji znaku towarowego „Google” na piłki do ćwiczeń. W trakcie sporu przedstawiał rzekome dowody na to, że ma prawa do marki Google już od 1981 r. Ostatecznie przed końcem procesu jego spółka zbankrutowała, a syndyk zajmujący się jej majątkiem, wycofał się ze sprawy.


Czy trolle od znaków towarowych działają w Polsce?

Z tego co się orientuję, to ten proceder jeszcze u nas nie występuje. Albo mówiąc precyzyjniej, nie występuje na tak dużą skalę.

Pojedyncze przypadki rejestrowania cudzych znaków towarowych się zdarzają. Sam miałem okazję bronić klientów w tego typu sporach. Zawsze jednak dotyczyło to walki dwóch skonfliktowanych ze sobą firm. Jedna podkupiła konkurencji pracowników, to druga zastrzegła na siebie jej znak towarowy.

Znak towarowy może zarejestrować na siebie Twój zagraniczny dystrybutor. Jak się z nim pokłócisz, na kilka lat skutecznie zablokuje Ci rynek danego kraju. A o problemie dowiesz się od celników, którzy zajmą Ci towar na granicy.

Tak więc trolle od znaków towarowych działają w naszym kraju, ale dotyczy to raczej incydentalnych przypadków.


Trolle od znaków towarowych. Trademark trolls.

Trademark trolls – jak się bronić przed trollami od znaków towarowych?

Na ten proceder należy spojrzeć od strony prawnej i ekonomicznej.

Pamiętaj, że

choć istnieją narzędzia prawne, aby z trollami walczyć, to od strony ekonomicznej taki spór może zagrozić firmie.

Od strony prawnej da się z tym walczyć. Przynajmniej w części przypadków, znak zarejestrowany na trolla finalnie można unieważnić. Tylko od strony ekonomicznej firma może mieć do tego czasu ogromne problemy.

Troll może wnosić o zabezpieczenie towaru na czas procesu. Jeżeli sędzia się do tego przychyli, komornik w asyście policji fizycznie zablokuje Ci sprzedaż.

Na dłuższą metę, taka sytuacja może wykończyć Twoją firmę. Wiedząc o tym, troll będzie grał na czas. Wszystko po to, aby zmusić Cię do zawarcia ugody na jego warunkach.


No dobrze, ale jak się przed tym bronić?

Wszystko zależy od sytuacji w jakiej jesteś. Jeżeli troll od znaku towarowego wysłał Ci pismo ostrzegawcze, możesz rozważyć spór sądowy. Czynem nieuczciwej konkurencji jest m.in. utrudnianie innym przedsiębiorcom dostępu do rynku. A dokładnie tym jest żądanie zaprzestania używania przez Ciebie nazwy, którą posługiwałeś się jako pierwszy.

Zresztą w artykule pt.: Jak chronić markę firmy pisałem, że pewne prawa do marki masz nawet bez formalnej rejestracji znaku towarowego w Urzędzie Patentowym.


Dużo skuteczniejsze mogą się jednak okazać działania typowo prewencyjne.

Zapytaj mnie o wycenę

Imię i nazwisko

Adres email

Treść wiadomości

+48 575 999 710

mikolaj@lech.bydgoszcz.pl

1 – Jako pierwszy zarejestruj swój firmowy znak towarowy.

Dzięki temu znikasz z radaru takiego trolla. Przestajesz być w jego targecie. No chyba, że jesteś dużą firmą produkcyjną, która nie chroni nazw swoich wiodących produktów.

Powodów dlaczego warto zastrzec znak jest wiele. Ochrona przed tytułowymi trollami, to tylko jeden z argumentów.

 

2 – Monitoruj jakie znaki towarowe są zgłaszane do Urzędu Patentowego.

Lokalizując zgłoszenie, które zrobił troll, masz czas nie dopuścić do rejestracji.

Pamiętaj, że obecnie Urząd Patentowy przyzna ochronę na każdy znak towarowy, chyba, że ktoś się temu sprzeciwi.

Jeżeli przy zgłoszeniu lub monitorowaniu chciałbyś skorzystać z moich usług, odezwij się do mnie przez formularz po prawej.


Ciekawostka:

W USA i Kandzie prawo wymaga, aby znak towarowy był realnie używany zanim wystąpi się o jego rejestrację. Jest to jeden z wymogów uzyskania ochrony. To strasznie irytuje polskie firmy, które planują dopiero wejść na któryś z tych rynków.

Okazuje się, że ten formalny wymóg wymierzony jest właśnie w trolle od znaków towarowych. Utrudnia to spekulacyjne rejestrowanie znaków innych firm.

W Polsce jak już mówiłem, takich ograniczeń nie ma. A to oznacza, że warunki dla działalności trolli są sprzyjające.

Przedsiębiorcy nie doceniają roli znaków towarowych.

Czuję, że kiedy w polskich mediach zrobi się głośno o trollach od znaków towarowych, przedsiębiorcy zaczną lepiej chronić swoje marki. Pewnie jedna medialna sprawa odniesie lepszy skutek niż 5 lat pisania przeze mnie tego bloga.

Nie narzekam. Rozumiem, że takie jest życie 🙂

Dość często przedsiębiorcy bagatelizują rolę znaków towarowych. Oczywiście jest grono firm, które rozumie, że marka to magnes dla klientów. Ma więc określoną wartość. Ja jednak nadal spotykam się z opiniami, że jakaś firma jest zbyt duża, aby ktoś chciał jej ukraść markę. Rejestracja znaku towarowego jest więc w jej opinii zbyteczna.

Tylko, że znak towarowy należy traktować jak ubezpieczenie. Jeżeli nic się nie dzieje możesz mieć poczucie wyrzuconych pieniędzy w błoto. Jeśli jednak pojawią się problemy, taka ochrona okazuje się bezcenna.


Strategia obrony przed trollami od znaków towarowych:

  1. Jako pierwszy zarejestruj znak towarowy swojej firmy.
  2. Ochroną obejmij każdy kraj, w którym prowadzisz poważne interesy.
  3. Dodatkowo zastrzeż znaki towarowe swoich wiodących produktów.
  4. Pilnuj terminów na przedłużenie 10-cio letniej ochrony swoich znaków.
  5. Monitoruj jakie znaki towarowe zgłasza do ochrony Twoja konkurencja.
  6. Jeżeli troll Cię zaatakuje skontaktuj się ze mną.


 
Na sam koniec zachęcam Cię również do obejrzenia poniższego nagrania:

 

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”


 

Nazwy typu hotel, motel czy pensjonat, są chronione prawem. Oznacza to, że może się nimi posługiwać tylko ten, kto spełni ustawowe wymogi. To może być dla Ciebie zaskoczeniem. Przyjęło się, że o standardzie obiektu świadczy ilość posiadanych przez niego gwiazdek. Okazuje się jednak, że takim wyznacznikiem jest już sama możliwość posługiwania się słowem hotel, motel czy pensjonat.
 

 

Określenia Hotel, Motel i Pensjonat są chronione prawem.

Regulacje prawne dot. używania określenia hotel, motel i pensjonat wprowadzono, aby chronić nas jako klientów takich obiektów. Jeżeli szukasz jakiegoś hotelu czy motelu w górach, to musisz mieć pewność, że pewien minimalny standard sobą reprezentuje.

Nie możesz się zastanawiać, czy wybierając ofertę danego hotelu, na miejscu nie trafisz do jakiejś meliny. Jeżeli obiekt posługuje się określeniem hotel, to jak przeczytasz dalej, został już skontrolowany i skategoryzowany.

 
Czy lekka modyfikacja nazwy pozwala obejść prawo?

Obowiązujące przepisy bolą strasznie osoby, które określonych standardów nie spełniają. A jako, że jesteśmy dość kreatywnym narodem, to jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać obiekty o dziwnie znajomych nazwach typu:

  • HOTELIK;
  • MOTELIK;
  • PENSJONACIK;
  • HOTELIX.

Niektórzy podejmują się zabawy z dużymi i małymi literami.

Powstały obiekty używające nazw typu:

  • usługi HOTELarskie, czy
  • HOTELux.

Całkowicie przypadkiem tylko eksponują one słowo HOTEL 🙂


NSA: Nie wolno używać nazwy HOTELIK.

Sprawa używania nazw mających jednoznaczne skojarzenia trafiła do sądu.

W 2016 r. Naczelny Sąd Administracyjny odpowiedział na pytanie czy można używać nazwy HOTELIK dla obiektu noclegowego. Wyrok (sygn. akt II GSK 2582/14) nie pozostawia żadnych wątpliwości. Sąd jednoznacznie stwierdził, że jeżeli obiekt nie przeszedł kategoryzacji, używanie takiego oznaczenia jest niedozwolone.

Nie ma przy tym znaczenia, czy nazwa ta jest pisana z dużej, czy małej litery, użyta w formie zdrobniałej, czy z określonymi prefiksami, zakazane jest użycie określonej nazwy obiektu hotelarskiego, mogącej wprowadzać w błąd, a więc w tym przypadku nazwy „hotelik”.

Przypomnienia w tym miejscu wymaga, że Sąd I instancji przesądził, że nazwa w tej formie może wprowadzać klientów w błąd co do rodzaju obiektu hotelarskiego.

Kiedy można używać nazwy hotel, motel czy pensjonat?

Kiedy można używać nazw hotel, motel czy pensjonat?

Aby obiekt hotelarski mógł zacząć działać, musi zostać zaszeregowany i wpisany do Ewidencji Obiektów Hotelarskich. Zajmuje się tym marszałek województwa właściwy ze względu na miejsce położenia takiego obiektu.

Zainteresowana osoba powinna złożyć wniosek o jego zaszeregowanie. Oczywiście przed wydaniem decyzji, dokonywana jest kontrola się czy obiekt faktycznie spełnia wszystkie wymogi.


W Polsce usługi hotelarskie są regulowane przez dwa akty prawne:

  • Ustawę o usługach turystycznych oraz
  • Rozporządzenie w sprawie obiektów hotelarskich i innych obiektów, w których są świadczone usługi hotelarskie.



Ustawa definiuje m.in. następujące rodzaje obiektów hotelarskich:

HOTEL

To obiekt posiadający co najmniej 10 pokoi. Przy czym w większości muszą to być pokoje jedno- i dwuosobowe. Taki obiekt musi świadczyć szeroki zakres usług związanych z pobytem klientów.

MOTEL

Motelami są obiekty położone przy drogach i dysponujące parkingiem. Podobnie jak hotele muszą mieć co najmniej 10 pokoi, z których większość to tzw. jedynki i dwójki.

PENSJONAT

Określeniem pensjonat mogą posługiwać się obiekty posiadające co najmniej 7 pokoi i świadczące dla swoich klientów całodzienne wyżywienie.

Co oznaczają gwiazdki hotelowe?

Możliwość posługiwania się nazwą hotel, motel czy pensjonat to jedno. Dodatkowo każdemu obiektowi przyznaje się kategorię, uzależnioną od jego standardu.

I tak dla:

  1. hoteli, moteli i pensjonatów – pięć kategorii oznaczonych gwiazdkami;
  2. kempingów (campingów) – cztery kategorie oznaczone gwiazdkami;
  3. domów wycieczkowych i schronisk młodzieżowych – trzy kategorie oznaczone cyframi rzymskimi.



Poniżej znajdziesz wybrane wymagania, które muszą spełnić hotele chcące się posługiwać wybraną ilością gwiazdek.


Kiedy można używać nazwy hotel, motel czy pensjonat?

Hotel pięciogwiazdkowy:

  • powierzchnia mieszkalna pokoju 1-osobowego: 14m2, 2- osobowego: 18 m2;
  • apartament co najmniej 25m2;
  • w części pobytowej klimatyzacja lub inne urządzenia i systemy zapewniające wymianę powietrza i utrzymanie temperatury latem poniżej 24°C, a zimą powyżej 20°C oraz wilgotność 45-60%;
  • sejf;
  • minibar;
  • waga osobowa;
  • telefon w łazience;
  • płaszcz kąpielowy.

Kiedy można używać nazwy hotel, motel czy pensjonat?

Hotel czterogwiazdkowy:

  • powierzchnia mieszkalna pokoju 1-osobowego: 12m2, 2-osobowego: 16 m2
  • w części pobytowej klimatyzacja lub inne urządzenia i systemy zapewniające wymianę powietrza i utrzymanie temperatury latem poniżej 24°C, a zimą powyżej 20°C oraz wilgotność 45-60%;
  • zapewnienie sprzedaży gościom gorących napojów przez całą dobę;
  • sprzedaż lub udostępnianie prasy codziennej;
  • zmiana pościeli i ręczników codziennie lub na życzenie gości;
  • fotele wypoczynkowe, stolik;
  • minibar;
  • suszarka do włosów;

Kiedy można używać nazwy hotel, motel czy pensjonat?

Hotel trzygwiazdkowy:

  • powierzchnia mieszkalna pokoju 1-osobowego – 10 m2, 2- osobowego 14 m2;
  • obiekt poza zwartą zabudową miejską;
  • krzesło lub inny mebel do siedzenia (1 miejsce na osobę);
  • bezpośredni i łatwy dostęp do co najmniej jednego wolnego gniazdka elektrycznego przy miejscu pracy;
  • zestaw do czyszczenia odzieży;
  • woda butelkowana w ilości odpowiadającej liczbie osób w pokoju;
  • dywanik przy wannie;
  • recepcja czynna całą dobę;
  • radio, TV;

Kiedy można używać nazwy hotel, motel czy pensjonat?

Hotel dwugwiazdkowy:

  • powierzchnia mieszkalna pokoju 1-osobowego: 9 m2, 2- osobowego: 12 m2;
  • obiekt poza zwartą zabudową miejską;
  • wentylacja grawitacyjna lub mechaniczna;
  • radio;
  • ogrzewanie w całym obiekcie;
  • możliwość zamówienia budzenia;
  • bar lub bar kawowy;
  • możliwość podawania śniadań;

Kiedy można używać nazwy hotel, motel czy pensjonat?

Hotel jednogwiazdkowy:

  • powierzchnia mieszkalna pokoju 1-osobowego: 8 m2, 2-osobowego: 10 m2;
  • obiekt poza zwartą zabudową miejską;
  • wentylacja grawitacyjna lub mechaniczna;
  • zimna i ciepła woda przez całą dobę;
  • wanna (bez osłony);
  • dostęp do co najmniej jednego wolnego gniazdka elektrycznego;
  • winda powyżej 4-tej kondygnacji;
  • brak: radia, TV, telefonu,  ręcznika kąpielowego, suszarki do włosów.



Uwaga!

Jeżeli chcesz sprawdzić, czy dany obiekt nie oszukuje co do nazwy hotel, motel czy pensjonat oraz ilości przyznanych gwiazdek, sprawdź go w:

Centralnym Wykazie Obiektów Hotelarskich



Czy rejestracja znaku towarowego w Urzędzie Patentowym RP uprawnia do używania nazwy Hotel, Motel czy Pensjonat?

Jak widzisz „kreatywne słowotwórstwo” nie pomoże w obejściu prawa. Pytanie więc czy ratunkiem nie będzie tutaj zastrzeżenie nazwy hotel, motel czy pensjonat w Urzędzie Patentowym RP. W końcu ustawa Prawo własności przemysłowej mówi:

Art. 153. 1.

Przez uzyskanie prawa ochronnego nabywa się prawo wyłącznego używania znaku towarowego w sposób zarobkowy lub zawodowy na całym obszarze Rzeczypospolitej Polskiej.

Czy świadectwo rejestracji znaku uprawnia do używania słowa hotel?

Kiedy można używać nazwy hotel, motel czy pensjonat?Okazuje  się, że nie.

W tej sprawie w 2007 r. wypowiedział się Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który nałożył karę na hotel Gołębiewski w Wiśle.

Obiekt ten posługiwał się nazwą hotel oraz czterema gwiazdkami bez zezwolenia. Broniąc się, obiekt powoływał się na swój zarejestrowany znak towarowy.

Prezes UOKIK ustosunkował się to tego pisząc, że sam fakt rejestracji znaku nie daje uprawnienia do wykorzystywania go w obrocie gospodarczym.

Określenie „hotel”, oraz charakterystyczne gwiazdki podlegają ochronie w myśl ustawy o usługach turystycznych. A ten konkretny obiekt nie został jeszcze wtedy zaszeregowany.

 

Kary za nielegalne używanie nazwy Hotel, Motel czy Pensjonat.

Każdy, kto do oznaczania swojego obiektu hotelowego używa nazwy wprowadzającej w błąd, może podlegać karze, o czym wyraźnie mówi Kodeks Wykroczeń:

Art. 601 § 4.

Kto: […] pkt 2) świadcząc usługi hotelarskie używa nazw rodzajowych lub określenia kategorii obiektów hotelarskich bez decyzji lub niezgodnie z decyzją, […] – podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.



Hotel Gołębiewski otrzymał karę pieniężną w wysokości 1000 zł. Ponoć obecnie wymierzane kary oscylują w granicach 2-3 tys. zł. Nie są to więc kwoty, które powalają na kolana. No i to może tłumaczyć, dlaczego po wpisaniu w wyszukiwarkę Google frazy „hotelik” wyskoczyło mi kilkanaście takich obiektów.

Kiedy można używać nazwy hotel, motel czy pensjonat?

Warto tutaj dodać, że przedsiębiorca, który do oznaczania swojego obiektu używa oznaczeń nawiązujących do chronionych prawem nazw, może zostać oskarżony o dokonywanie czynów nieuczciwej konkurencji.

Tak się stanie, jeżeli uda się wykazać, że osoby, które wybrały na nocleg HOTELIK dokonały tego w błędnym przekonaniu, że jest to hotel. W szczególności za czyn nieuczciwej konkurencji zostanie uznana reklama wprowadzająca klienta w błąd i mogąca przez to wpłynąć na jego decyzję co do nabycia takiej usługi.

Oznacza to, że taki „kreatywny przedsiębiorca” może działać na rynku do czasu, aż nie zwróci na siebie uwagi kontrolerów z UOKIK albo konkurencyjnych hoteli.

 

Wyjątek, kiedy możesz użyć chronionych prawem nazw.

Co ciekawe możesz posługiwać się nazwami hotel, motel czy pensjonat, jeżeli z kontekstu jednoznacznie wynika, że obiekty te nie są obiektami hotelarskimi. I przeszukując bazy Urzędu Patentowego RP znalazłem przykłady takich właśnie znaków towarowych.

1 – HOTEL DLA PALET (R-250703)

Przeznaczony do oznaczania m.in. usług składowania i magazynowania towarów.

2 – Hotel dla Twoich rzeczy (R-228705)

Służy do oznaczania usług dzierżawy nieruchomości i magazynowania towarów.

W obu przypadkach nie mamy do czynienia z usługami hotelarskimi, które z definicji odnoszą się do turystów lub odwiedzających.
 
Fot. 1 – Foter.com

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na subskrypcję. Powiadomię Cię o nowych artykułach.
Dodatkowo jako gratis otrzymasz mój eBook pt.:
„10 RZECZY, KTÓRE MUSISZ WIEDZIEĆ O OCHRONIE MARKI”